Autor: Piotr Stefaniak | 2009-03-17
Z wyobraźnią w telekomunikacji
Dzieje Netii odzwierciedlają ewolucję rynku telekomunikacyjnego z jego wzlotami i potknięciami. Firma pokazała, jak wykorzystywać umiejętnie szanse, które niesie liberalizacja. Nawet strategiczne porażki z przeszłości obecnie procentują.
Tylko w latach 2006-08 prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej nałożył 26 kar finansowych na tzw. zasiedziałego operatora. Tym eufemizmem, już przyjętym w języku urzędowym Unii Europejskiej, określa się monopolistę na rynku krajowym. W Polsce była nim i jest Telekomunikacja Polska.
Nakładane kary są miarą problemów, z jakimi nadal borykają się alternatywni operatorzy, szczególnie dzisiaj, gdy działa UKE i są ustawy chroniące przed sytuacją monopolistyczną.Trzeba więc było mieć dużo odwagi i wyobraźni, aby w 1990 roku zaczynać od zera biznes telekomunikacyjny.
Raczkowanie
Wolna gospodarka ujawniła wiele barier rozwoju. Do jednej z największych należała fatalna infrastruktura. Do Polski przyjeżdżali inwestorzy zagraniczni i często rezygnowali z jednego powodu. Nie mogli się dodzwonić do swoich central, na połączenia czekali kilka godzin. Nawet w urzędach gmin należało zamawiać rozmowy, a specjalne telefonistki ustalały "listę priorytetów" łączenia z wojewodą lub Warszawą.
Tymczasem na rynku telekomunikacyjnym dominowało państwowe przedsiębiorstwo Polska Poczta, Telegraf i Telefon, które od lat trwało w letargu technicznym i finansowym. Już w 1989 r. rząd szukał możliwości zmiany sytuacji. Sprawy poszły w dwóch kierunkach. Z początkiem 1991 r. podzielono państwowego molocha na dwa monopole - pocztowy i łączności telefonicznej.
Z drugiej strony nowa ustawa o łączności dopuściła do udziału w rynku nowe firmy, ograniczając co prawda ich działanie do połączeń lokalnych w jednej strefie numeracyjnej, ale i tak oznaczało to początek rewolucji.
Okazję tę chwycił Andrzej Radzimiński, adiunkt w Instytucie Łączności, doradca w Ministerstwie Łączności. Skrzyknął kilkanaście osób, sam wziął urlop bezpłatny i założył spółkę RP Telekom.
- Pracowaliśmy społecznie, za przyszłe w niej udziały - wspomina. - W ciągu kilku miesięcy pozyskaliśmy 150 udziałowców.
Ich praca skupiała się na pozyskaniu kapitału oraz licencji. Pomocne w uzyskiwaniu licencji okazały się samorządy gmin i miast. A pieniądze były dostępne, tylko trzeba było przekonać np. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju lub Międzynarodową Korporację Finansową, żeby udzieliły kredytów firmie w powijakach. Sprawy poszły łatwiej, gdy RP Telekom uzyskała w 1991 r., jako pierwsza w kraju, koncesję lokalną na operowanie w ówczesnym województwie pilskim. Trzy lata później spółka zbudowała w Świdniku pierwszą niezależną sieć telekomunikacyjną w Polsce, wkrótce do 17 wzrosła liczba spółek z samorządami. Chętnie inwestowały, bo samo pojawienie się konkurenta w Pile sprawiło, że TP zaczął na gwałt rozbudowywać linie telefoniczne.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA


