Autor: Krzysztof Orłowski | 2008-10-01
Zakupy na torach
W nowy tabor intensywnie inwestują prywatni przewoźnicy towarowi. Raczej niewiele wyda na ten cel popadające w kłopoty PKP Cargo. Odsuwa się też w czasie możliwość wykorzystania zarezerwowanych na ten cel pieniędzy unijnych.
To akurat posunięcie Furgalski ocenia pozytywnie. Najpierw przewoźnik powinien policzyć, jakie wagony warto remontować - a to zależy od strategii produktowej, której PKP Cargo jeszcze nie
wypracował. Mniej obaw ekspert ZDG TOR ma co do realizacji zamierzeń przez prywatne firmy - chociaż i tu wskazuje na pewne wątpliwości. Budzą je przede wszystkim ambitne plany grupy PCC.
Pytanie brzmi, czy firma, która świeżo wydała sporo pieniędzy na przejęcie PTKiGK Rybnik, a teraz negocjuje przejęcie PTK Holding, będzie w stanie wygospodarować dość pieniędzy na dalsze
kosztowne inwestycje. Sytuację utrudnia zła koniunktura na giełdzie, która może przeszkodzić PCC w planowanym przez nią pozyskaniu funduszy na rozwój spółki zajmującej się przewozami
kontenerowymi. W lepszej sytuacji jest CTL, który pozyskał niedawno bogatego inwestora (fundusz PE Bridgepoint).
Unijne opóźnienia
Kolejna sprawa to wykorzystanie funduszy unijnych. Mimo że upływa już drugi rok z obecnej perspektywy unijnej, w czasie której pieniądze powinny zostać rozdysponowane, to nie został jeszcze rozpisany konkurs na 400 mln zł, które są zapisane na dofinansowanie zakupów taboru kolejowego w programie Infrastruktura i Środowisko. Uruchomienie tej procedury to najpilniejsze zadanie. Z pieniędzy tych np. mogłoby skorzystać rozpisujące właśnie przetarg na nowy tabor PKP Intercity czy Koleje Mazowieckie.
Czy zdołają z nich skorzystać PKP Przewozy Regionalne? Wątpliwe, choć to właśnie ta firma teoretycznie powinna być ich naturalnym beneficjentem. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek był w stanie podjąć tam w najbliższym czasie decyzje i wystartować w konkursie, w chwili gdy w firmie panuje olbrzymie zamieszanie w związku z przekształcaniem PKP PRK i przekazywaniem tej spółki samorządom wojewódzkim. Proces usamorządowienia ma się zakończyć do końca roku, ale na razie... końca nie widać.
Jeśli spojrzeć na zachodzące na rynku procesy z pewnej perspektywy, są jednak powody do optymizmu.
- Nie ulega wątpliwości, że kiedyś przez te bolączki przejdziemy i to będzie naprawdę eldorado. Inwestycje taborowe w końcu ruszą i przez parędziesiąt lat będą spore pieniądze do zarobienia - wierzy Furgalski.
Świadczy o tym m.in. fakt rozpoczynania konsolidacji na rynku producentów - zakładów napraw taboru kolejowego. Wyłaniają się dwa ośrodki - jednym jest grupa firm należących do Zbigniewa Jakubasa, którego głównym aktywem w tej dziedzinie jest rozwijający się bardzo prężnie w ostatnich latach nowosądecki Newag. Ostatni zakup Jakubasa to ZNLE Gliwice. Inwestor przymierzał się również do zakupu ZNTK Mińsk Mazowiecki, jednak w tym wypadku ubiegł go drugi rozgrywający - bydgoska PESA. Prawdopodobnie w najbliższym czasie rozegra się kolejny akt tej rozgrywki - na sprzedaż mają zostać wystawione zakłady H. Cegielski.
Unijne opóźnienia
Kolejna sprawa to wykorzystanie funduszy unijnych. Mimo że upływa już drugi rok z obecnej perspektywy unijnej, w czasie której pieniądze powinny zostać rozdysponowane, to nie został jeszcze rozpisany konkurs na 400 mln zł, które są zapisane na dofinansowanie zakupów taboru kolejowego w programie Infrastruktura i Środowisko. Uruchomienie tej procedury to najpilniejsze zadanie. Z pieniędzy tych np. mogłoby skorzystać rozpisujące właśnie przetarg na nowy tabor PKP Intercity czy Koleje Mazowieckie.
Czy zdołają z nich skorzystać PKP Przewozy Regionalne? Wątpliwe, choć to właśnie ta firma teoretycznie powinna być ich naturalnym beneficjentem. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek był w stanie podjąć tam w najbliższym czasie decyzje i wystartować w konkursie, w chwili gdy w firmie panuje olbrzymie zamieszanie w związku z przekształcaniem PKP PRK i przekazywaniem tej spółki samorządom wojewódzkim. Proces usamorządowienia ma się zakończyć do końca roku, ale na razie... końca nie widać.
Jeśli spojrzeć na zachodzące na rynku procesy z pewnej perspektywy, są jednak powody do optymizmu.
- Nie ulega wątpliwości, że kiedyś przez te bolączki przejdziemy i to będzie naprawdę eldorado. Inwestycje taborowe w końcu ruszą i przez parędziesiąt lat będą spore pieniądze do zarobienia - wierzy Furgalski.
Świadczy o tym m.in. fakt rozpoczynania konsolidacji na rynku producentów - zakładów napraw taboru kolejowego. Wyłaniają się dwa ośrodki - jednym jest grupa firm należących do Zbigniewa Jakubasa, którego głównym aktywem w tej dziedzinie jest rozwijający się bardzo prężnie w ostatnich latach nowosądecki Newag. Ostatni zakup Jakubasa to ZNLE Gliwice. Inwestor przymierzał się również do zakupu ZNTK Mińsk Mazowiecki, jednak w tym wypadku ubiegł go drugi rozgrywający - bydgoska PESA. Prawdopodobnie w najbliższym czasie rozegra się kolejny akt tej rozgrywki - na sprzedaż mają zostać wystawione zakłady H. Cegielski.
KOMENTARZE (0)
NIE DODANO JESZCZE ŻADNEGO KOMENTARZA
