Związkowcy w dobie kryzysu
Jerzy Dudała - 2009-04-17
Chciałbym, żeby ten kryzys umocnił pewien typ mobilizacji społecznej, żeby powróciła znowu międzyludzka solidarność - mówi prof. Marek Stanisław Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego.
- Panie profesorze, czy uzasadnione są głosy, że obecnie związki zawodowe w Polsce zachowują się nieodpowiedzialnie i psują gospodarkę?
- Nie zgadzam się z takim uogólnieniem.
Znam różne kategorie związkowców: i tych, którzy spełniają swe role znakomicie, ale również i takich, którzy myślą głównie o sobie. Są dwie powinności związkowca - dbanie o interes załogi oraz dbanie o interes firmy. Niestety, znacząca grupa działaczy związkowych dołącza tu dodatkowy element w postaci dbałości głównie o własną kieszeń. Trzeba pamiętać, że wielu związkowców miałoby ogromne problemy z odnalezieniem się na wolnym rynku pracy, gdyby przestali pełnić role związkowe.
Krzywdząca jest opinia, że związki zawodowe psują gospodarkę i zachowują się w sposób nieodpowiedzialny. Natomiast jest całkiem spora grupa działaczy związkowych, którzy zabiegając o własne partykularne interesy, zapominają o potrzebie dbałości o pracowników i firmę, którą reprezentują.
- Związkowcy uważają, że rząd nadal uprawia propagandę w trudnych czasach kryzysu, zamiast rozwiązywać rzeczywiste problemy. Co pan o tym sądzi?
- Przede wszystkim dla mnie najważniejszym przejawem kryzysu będzie fakt ulokowania się go w głowach ludzi. Niebezpieczna byłaby panika związana z kryzysem.
Należy jasno i czytelnie wskazywać, że mamy problem. Nie jesteśmy bowiem jakąś wyizolowaną wyspą. Na szczęście prognozy dla Polski nie są tak złe, jak na przykład dla Estonii. Jak na razie Polska wypada na tle innych krajów całkiem nieźle.
- Czy rząd nieco zaspał i spóźnił się z działaniami antykryzysowymi?
- W moim przekonaniu niepotrzebne były wypowiedzi, że kryzys nas ominie, że żadnego kryzysu nie będzie. Bez przesady, przecież mamy dziś globalną gospodarkę.
Już obserwujemy w Polsce zwolnienia grupowe, zaczyna się zwiększać bezrobocie. Politycy powinni się zachowywać po męsku i jasno wskazywać, czego należy się spodziewać. Najistotniejsze dla mnie jest to, co rząd i jego delegatury regionalne zrobią, aby ograniczyć skalę kryzysu.
Premier Donald Tusk powinien znacznie wcześniej powiedzieć, że mamy trudną sytuację, do której trzeba się odpowiednio przygotować.
- Związkowcy często podkreślają, że rząd szuka sobie zastępczych tematów, że unika rzeczowego dialogu ze stroną społeczną. Przykładowo Solidarność pod koniec stycznia 2009 roku wysunęła postulat zorganizowania "gospo darczego okrągłego stołu". Działacze Solidarności zaznaczają, że premier Donald Tusk ich zlekceważył i do dziś im nie odpowiedział. Czy, pańskim zdaniem, te pretensje związkowców są uzasadnione?
- Nie zgadzam się z takim uogólnieniem.
Znam różne kategorie związkowców: i tych, którzy spełniają swe role znakomicie, ale również i takich, którzy myślą głównie o sobie. Są dwie powinności związkowca - dbanie o interes załogi oraz dbanie o interes firmy. Niestety, znacząca grupa działaczy związkowych dołącza tu dodatkowy element w postaci dbałości głównie o własną kieszeń. Trzeba pamiętać, że wielu związkowców miałoby ogromne problemy z odnalezieniem się na wolnym rynku pracy, gdyby przestali pełnić role związkowe.
Krzywdząca jest opinia, że związki zawodowe psują gospodarkę i zachowują się w sposób nieodpowiedzialny. Natomiast jest całkiem spora grupa działaczy związkowych, którzy zabiegając o własne partykularne interesy, zapominają o potrzebie dbałości o pracowników i firmę, którą reprezentują.
- Związkowcy uważają, że rząd nadal uprawia propagandę w trudnych czasach kryzysu, zamiast rozwiązywać rzeczywiste problemy. Co pan o tym sądzi?
- Przede wszystkim dla mnie najważniejszym przejawem kryzysu będzie fakt ulokowania się go w głowach ludzi. Niebezpieczna byłaby panika związana z kryzysem.
Należy jasno i czytelnie wskazywać, że mamy problem. Nie jesteśmy bowiem jakąś wyizolowaną wyspą. Na szczęście prognozy dla Polski nie są tak złe, jak na przykład dla Estonii. Jak na razie Polska wypada na tle innych krajów całkiem nieźle.
- Czy rząd nieco zaspał i spóźnił się z działaniami antykryzysowymi?
- W moim przekonaniu niepotrzebne były wypowiedzi, że kryzys nas ominie, że żadnego kryzysu nie będzie. Bez przesady, przecież mamy dziś globalną gospodarkę.
Już obserwujemy w Polsce zwolnienia grupowe, zaczyna się zwiększać bezrobocie. Politycy powinni się zachowywać po męsku i jasno wskazywać, czego należy się spodziewać. Najistotniejsze dla mnie jest to, co rząd i jego delegatury regionalne zrobią, aby ograniczyć skalę kryzysu.
Premier Donald Tusk powinien znacznie wcześniej powiedzieć, że mamy trudną sytuację, do której trzeba się odpowiednio przygotować.
- Związkowcy często podkreślają, że rząd szuka sobie zastępczych tematów, że unika rzeczowego dialogu ze stroną społeczną. Przykładowo Solidarność pod koniec stycznia 2009 roku wysunęła postulat zorganizowania "gospo darczego okrągłego stołu". Działacze Solidarności zaznaczają, że premier Donald Tusk ich zlekceważył i do dziś im nie odpowiedział. Czy, pańskim zdaniem, te pretensje związkowców są uzasadnione?
- 1
- 2
- 3
- 4
- Następna strona
KOMENTARZE (8)
-
09.06.2010 16:58Marry
-
09.03.2010 17:13miki
-
09.03.2010 16:42emeryt górniczy



I think I heard this
I think I just have been informed about this subject at bar 2 days ago by a colleague, but at that moment it didn't caugh my (...)