Pałkami po drutach
Są rozwiązania proste:
• wycinać drzewa pod i obok linii.
• wycinać gałęzie na brzegu przecinki od strony linii - drzewo przewróci się na las a nie na linię.
• montować obciążniki pasywnie ograniczające obrastanie linii lodem - ograniczają skręcanie się przewodu i co za tym idzie lód go nie obrasta. Takie obciążniki są w Polsce znane (tzw. tłumiki Stockbridge'a) ale niechętnie stosowane. Nie wiem dlaczego.
• montować sensory na liniach i reagować przed zerwaniem się linii rozgrzewając (jest to "rozwiązanie rosyjskie") lub strącając lód z przewodów, jeśli wcześnie to nawet za pomocą helikoptera wzbudzającego rezonans linii (jest to "rozwiązanie fińskie"), lepsze to niż walenie pałkami. Program pilotażowy montażu takich sensorów i systemu "zarządzania lodem" leży w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju i czeka na zmiłowanie. Eksperci NCBR mają wątpliwości (co do ekonomicznej zasadności), pomimo że wszystkie grupy energetyczne - krajowe i zagraniczne oraz PGNiG zadeklarowały pisemnie chęć testowania rozwiązania w projekcie pilotażowym - czego więcej można oczekiwać od odpowiedzialnego operatora sieci.
Są też rozwiązania trudniejsze, bo drogie ale za to systemowe, można więc:
• budować linie nadleśne - droższe od normalnych ( to nie chroni przed oblodzeniem, tylko przed upadającymi drzewami),
• budować linie kablowe - bardzo drogie, opłacalne tylko na terenach inwestycyjnych,
• zamykać oczka sieci odpowiednio inwestując - to jest działanie najskuteczniejsze ale najtrudniejsze, bo wymaga dużych inwestycji i napotykamy się na problem tzw. braku prawa drogi, czyli utrudnień w uzyskaniu formalnych pozwoleń na przejście linią przez, a nawet nad, cudzym polem. Prawo do odszkodowania jest tu oczywiste, jednakże czasem żądania przekraczają granicę przyzwoitości, jak np. 2 mln zł, bo gospodarz miał dwie córki, które potrzebowały mieszkań.
• można też w końcu „podpierać sieć od dołu" za pomocą źródeł rozproszonych, tak jak to robią np. Duńczycy, gdzie w sieciach rozdzielczych i średnich napięć funkcjonuje takich punktów podparcia kilkaset. W rezultacie zamiast elektroenergetycznego słonia mamy elektroenergetyczną stonogę. Oczywiście zarządza się taka „stonogą" całkiem inaczej, ale to już zupełnie inna historia.
Państwa rozwinięte mają sieci gęste i zamknięte (schemat kraty), my mamy sieci rzadkie i otwarte (schemat drzewa). Dlatego u nich zerwane linii nie oznacza katastrofy a u nas oznacza, bo nie ma alternatywnych dróg przepływu (objazdów). Starałem się pokazać to na rysunku, ale nie wiem, czy strona ten rysunek przyjmie.

Ale tymczasem mamy zimę i porwane, oblodzone sieci. Można by ten lód sprawnie i szybko topić prądem, tak jak robią to Rosjanie, ale my nie mamy takich doświadczeń. Na zorganizowane w listopadzie seminarium o walce z oblodzeniem linii część elektroenergetyki nie przyjechała, widać doświadczenia ściągniętych z Rosji ekspertów nie wydawały się ciekawe, „bo u nas takie oblodzenie się nie zdarza".
W efekcie na pytanie jednego z ministrów przedstawiciel energetyki odpowiedział, że zbijanie lodu pałkami jest tańsze od topienia go prądem, tenże minister opowiedział mi o tej opinii na ostatniej gali konferencji Nowego Przemysłu "Forum Zmieniamy Polski Przemysł 2010". Ciekawi mnie primo analiza ekonomiczna leżąca u podstaw tego fascynującego stanowiska a secundo czy ów energetyk pomyślał o sytuacji odbiorców pozbawionych prądu od wielu dni, chyba że pomyślał i uznał, iż pałkami zbija się szybciej - jak ktoś nie umie jeździć na rowerze to prowadzenie roweru za kierownicę wydaje mu się szybsze od jazdy na nim.
Bangladesz regularnie zalewany jest przez Ocean Indyjski, a równie burzliwy Ocean Atlantycki nie zalewa Holandii leżącej na terenach depresyjnych. Wszyscy wiedzą dlaczego - dla Holandii wysoka woda to nie klęska żywiołowa, bo Holandia ma wały i tamy, a Bangladesz nie ma.
Jako memento na zakończenie pragnę przypomnieć słowa mojego ulubionego poety Jacka Kaczmarskiego z piosenki Arka Noego: „Budujcie arkę przed potopem". http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/a/arka_noego.php
Zobacz Także
WięcejKOMENTARZE (2)
-
08.03.2010 04:24Krzysztof Żmijewski77.114.234.*
-
Tłumików Stockbridge'a polscy energetycy nie maja w zwyczaju stosować, ponieważ urządzenia te nie są konieczne do funkcjonowania linii, lecz jedynie zapobiegają jej awariom. Odpowiada to w zupełności typowej formacji umysłowej polskiego inżyniera, która nakierowana jest całkowicie na prostacko rozumianą działalność bieżącą - czyli po polski "bieżączkę". Cokolwiek, co wykracza poza potrzeby wynikające z bieżączki rozumiane jest jako niekonieczny zbytek, wydatek bez potrzeby...
Panie profesorze - byliśmy ostatnio razem na kilku konferencjach. Widział Pan te twarze... Czy potrzebuje Pan aż ministra, żeby dowiedzieć się co takiemu naszemu inżynierowi w duszy gra? Walenie pałą po drutach jest jak znalazł takim rozwiącaniem problemu oblodzenia linii przesyłowych, jakiego spodziewałem się po tej formacji i przypomina wypisz-wymaluj podobne schematy działań w firmach PKP...
Cóż - mamy taka inteligencję techniczną, jaką sobie wychowaliśmy...08.03.2010 02:24Zbigniew P. Szczęsny95.49.69.*



Panie Zbigniewie, dziękuję za dobre słowa. Mam jednak nadzieję na istnienie racjonalnej frakcji, choćby w mniejszości, do której docierają racjonalne argumenty. To dla tej frakcji piszę ten blog, a więc także i dla Pana.