Michał Szubski: płacimy za gazowe błędy sprzed lat
wnp.pl (Marcin Szczepański) - 05-02-2010 08:58
- Nie powiedziałbym jeszcze, że Polska ma zapewnione dostawy gazu, ale Polska ma szansę mieć zapewnione stabilne dostawy - powiedział portalowi wnp.pl prezes PGNiG Michał Szubski. Według niego kluczowa jest teraz kwestia podpisania protokołu międzyrządowego. - Mam nadzieję, że w najbliższym czasie zostanie on podpisany i wówczas równolegle podpisany zostanie aneks do Jamału. Wtedy będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy po bezpiecznej stronie - twierdzi prezes PGNiG.
- Pamiętajmy, że gdyby nie wynegocjowano w 2003 roku obniżenia kontraktu na dostawy gazu, bylibyśmy dziś zbilansowani, a w 2006 roku nie stracilibyśmy 10 proc. na cenie. A przede wszystkim nie musielibyśmy teraz negocjować nowego porozumienia. Ktoś kiedyś podjął taką decyzję, za którą teraz musieliśmy zapłacić, bo nagle okazało się, że przy tak mroźnej zimie w cale za dużo tego gazu nie ma - podkreśla Michał Szubski.
Nasz rozmówca przypomina również poprzednie negocjacje z Rosjanami prowadzone w 2006 roku. - Mówiono wówczas, że Polska się zdywersyfikuje, bo kupujemy gaz środkowoazjatycki. Teraz po latach, kiedy trzeba rozliczyć te transakcje, to okazało się, że całość gazu RosUkrEnergo kupowało od Gazpromu. Tak więc za bardzo duże pieniądze kupiliśmy sobie wówczas fikcję. Wystarczy powiedzieć, że za tę fikcję Polska zapłaciła miliard dolarów więcej w stosunku do cen sprzed 2006 roku za gaz zakupiony od Gazpromu, tylko po to aby mieć papierową fasadę, na której napisane jest „gaz środkowoazjatycki” - słyszymy.
- W mojej opinii zrobiliśmy wszystko co w tej, dość trudnej sytuacji można było zrobić, a nawet chyba więcej - mówi prezes PGNiG o zakończonych niedawno negocjacjach. - Wystarczy przypomnieć sobie ponownie rok 2006, kiedy to ówczesne kierownictwo PGNiG uległo znacznie wcześniej - dodaje. Według niego kluczowy w sukcesie rozmów był pełen profesjonalizm po obu stronach stołu. - Dzięki temu, że w Gaz Systemie pracują profesjonaliści, dzięki temu również, że zarząd PGNiG SA ma kompetencje merytoryczne, mamy lepsze rozeznanie gdzie jest granica, po której możemy się poruszać, tak aby nie wprowadzić kraju w stan permanentnego kryzysu, ale jednocześnie zachować mocne nerwy i być w stanie negocjować. Uważam, że konsensus do którego doszliśmy jest dla obu stron satysfakcjonujący - stwierdza nasz rozmówca.
Potwierdza jednocześnie, że negocjacje były trudne. - Musimy powiedzieć sobie otwarcie, że przez ostatnie lata do muru gazowego pomiędzy Polską a Rosją ileś ekip dokładało swoje cegiełki i to nie jest tak, że można w krótkim czasie wszystkie te problemy rozwiązać. Każdy z nich ma swoją historię i nie ważne czy to będzie problem taryfy EuRoPol Gazu, czy kwestia układu organizacyjnego w tej spółce, poczynając od statutu a kończąc na kwestiach personalnych. Każdy z nich trzeba powoli, po cegiełce rozbierać i próbować znaleźć rozwiązanie, w którym odejdziemy od prostego rachunku ringu bokserskiego. Moim zdaniem naszym problemem w relacjach z Rosją jest właśnie próba przypisania im zasad rodem z boksu i czysto sportowej oceny, czy byśmy w tym starciu wygrali czy przegrali. A trzeba pamiętać, że tego typu negocjacje to nie jest gra o sumie zerowej. Tu są możliwe również inne wyniki. Jeśli uznamy przyjęcie zdroworozsądkowej propozycji rosyjskiej za naszą porażkę, to chyba mamy jakiś problem mentalnościowy sami ze sobą - kontynuuje Michał Szubski.
- Miejmy też na uwadze, że te negocjacje nie służą tylko rozwiązaniu konkretnego problemu z dostawami gazu w danym momencie, ale długookresowemu ułożeniu relacji biznesowych między PGNiG a Gazpromem. A moim zdaniem można to osiągnąć tylko przez wiązanie się relacjami handlowymi bezpośrednio z producentem gazu, gdyż żaden pośrednik nie da takich gwarancji dostaw jak producent. Tak było w przypadku dostaw gazu LNG z Kataru i tak jest w przypadku dostaw z Rosji - podkreśla prezes PGNiG.
Nasz rozmówca przypomina również poprzednie negocjacje z Rosjanami prowadzone w 2006 roku. - Mówiono wówczas, że Polska się zdywersyfikuje, bo kupujemy gaz środkowoazjatycki. Teraz po latach, kiedy trzeba rozliczyć te transakcje, to okazało się, że całość gazu RosUkrEnergo kupowało od Gazpromu. Tak więc za bardzo duże pieniądze kupiliśmy sobie wówczas fikcję. Wystarczy powiedzieć, że za tę fikcję Polska zapłaciła miliard dolarów więcej w stosunku do cen sprzed 2006 roku za gaz zakupiony od Gazpromu, tylko po to aby mieć papierową fasadę, na której napisane jest „gaz środkowoazjatycki” - słyszymy.
- W mojej opinii zrobiliśmy wszystko co w tej, dość trudnej sytuacji można było zrobić, a nawet chyba więcej - mówi prezes PGNiG o zakończonych niedawno negocjacjach. - Wystarczy przypomnieć sobie ponownie rok 2006, kiedy to ówczesne kierownictwo PGNiG uległo znacznie wcześniej - dodaje. Według niego kluczowy w sukcesie rozmów był pełen profesjonalizm po obu stronach stołu. - Dzięki temu, że w Gaz Systemie pracują profesjonaliści, dzięki temu również, że zarząd PGNiG SA ma kompetencje merytoryczne, mamy lepsze rozeznanie gdzie jest granica, po której możemy się poruszać, tak aby nie wprowadzić kraju w stan permanentnego kryzysu, ale jednocześnie zachować mocne nerwy i być w stanie negocjować. Uważam, że konsensus do którego doszliśmy jest dla obu stron satysfakcjonujący - stwierdza nasz rozmówca.
Potwierdza jednocześnie, że negocjacje były trudne. - Musimy powiedzieć sobie otwarcie, że przez ostatnie lata do muru gazowego pomiędzy Polską a Rosją ileś ekip dokładało swoje cegiełki i to nie jest tak, że można w krótkim czasie wszystkie te problemy rozwiązać. Każdy z nich ma swoją historię i nie ważne czy to będzie problem taryfy EuRoPol Gazu, czy kwestia układu organizacyjnego w tej spółce, poczynając od statutu a kończąc na kwestiach personalnych. Każdy z nich trzeba powoli, po cegiełce rozbierać i próbować znaleźć rozwiązanie, w którym odejdziemy od prostego rachunku ringu bokserskiego. Moim zdaniem naszym problemem w relacjach z Rosją jest właśnie próba przypisania im zasad rodem z boksu i czysto sportowej oceny, czy byśmy w tym starciu wygrali czy przegrali. A trzeba pamiętać, że tego typu negocjacje to nie jest gra o sumie zerowej. Tu są możliwe również inne wyniki. Jeśli uznamy przyjęcie zdroworozsądkowej propozycji rosyjskiej za naszą porażkę, to chyba mamy jakiś problem mentalnościowy sami ze sobą - kontynuuje Michał Szubski.
- Miejmy też na uwadze, że te negocjacje nie służą tylko rozwiązaniu konkretnego problemu z dostawami gazu w danym momencie, ale długookresowemu ułożeniu relacji biznesowych między PGNiG a Gazpromem. A moim zdaniem można to osiągnąć tylko przez wiązanie się relacjami handlowymi bezpośrednio z producentem gazu, gdyż żaden pośrednik nie da takich gwarancji dostaw jak producent. Tak było w przypadku dostaw gazu LNG z Kataru i tak jest w przypadku dostaw z Rosji - podkreśla prezes PGNiG.
