Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  PAP  |  19-07-2010 19:16

Pierwszy w Polsce pozew zbiorowy został złożony ws. powodzi

Prawdopodobnie pierwszy w Polsce pozew zbiorowy został złożony w poniedziałek w sądzie okręgowym w Warszawie w imieniu mieszkańców Piaseczna, poszkodowanych w czerwcowej powodzi. Pozwani to gmina i Skarb Państwa.

Pozew dotyczy ustalenia odpowiedzialności za zdarzenia w nocy z 3 na 4 czerwca, gdy na skutek intensywnych opadów wylał miejscowy, niewielki ciek wodny, podtapiając domy i osiedla mieszkaniowe w rejonie ulic Kniaziewicza, Nadarzyńskiej i Wojska Polskiego w podwarszawskim Piasecznie.

Postępowanie na tej drodze umożliwiła ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym, która weszła w życie w poniedziałek. Mieszkańców Piaseczna do wyboru tej metody działania namówili członkowie Stowarzyszenia "Razem Przeciw", utworzonego przez absolwentów i studentów wydziału prawa i administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Stowarzyszenie chce w ten promować samą instytucję pozwów zbiorowych.

Przewodniczący Stowarzyszenia Paweł Piwowar poinformował, że pozew został złożony w imieniu 13 osób, ale na mocy ustawy do tej grupy mieszkańców mogą dołączać kolejni. Nie wykluczył, że w przypadku uzyskania korzystnego orzeczenia sądu, kolejnym krokiem będzie złożenie pozwów o odszkodowania.

Pozwani to Skarb Państwa i gmina Piaseczno. Jak powiedział współpracujący ze Stowarzyszeniem Krzysztof Glibowski z Instytutu Nauk Prawno-Administracyjnych UW, w jego ocenie za zdarzenia w Piasecznie odpowiedzialne są osoby, do których należało utrzymanie miejscowego kanału w należytym stanie. One powinny też zapewnić właściwy odpływ wody z kanału oraz zadbać, by przepust pod ulicą Wojska Polskiego był drożny, a jego średnica przystosowana do miejscowych warunków.

"Jak wynika ze zgromadzonych przez nas dowodów, ulewa, która spowodowała wylanie kanału, nie była precedensowa. Takie opady, rzędu 120 litrów wody na metr kwadratowy, zdarzały się w Piasecznie wielokrotnie w historii i nie groziło to zalaniem. Zmiany urbanistyczne w okolicy oraz niewłaściwe utrzymanie kanału i jego niewłaściwy przepust skumulowały się. Teraz dochodzimy do tego, by sąd stwierdził to prawomocnym orzeczeniem" - powiedział.

Podkreślił, że okoliczne domy, które stoją w tym miejscu od 40 lat, zostały zalane niemal po dach, a na nowych osiedlach woda wdarła się do wielopoziomowych garaży.

Jak powiedział PAP Tomasz Pietrasieński z wydziału prasowego wojewody mazowieckiego, wszystkie samorządy przed okresem powodziowym były monitowane o udrożnienie znajdujących się na ich terenie cieków wodnych, potoków, przepustów i studzienek. Podkreślił, że za realizację tych zadań bezpośrednio odpowiadają samorządy.

"Rozumiem mieszkańców, którzy chcą w tej sytuacji sprawdzić, czy burmistrz lub rada miasta ponoszą jakąś odpowiedzialność za ich nieszczęście. Ulewa ta była jednak zdarzeniem losowym, a tak duża ilość wody nie zostałaby odebrana przez kanał, nawet gdyby przepusty były wyczyszczone szczoteczką do zębów" - powiedział PAP wiceburmistrz Piaseczna Bogdan Temoszczuk.

Jak dodał, nie do końca trafne są opinie mieszkańców, którzy to władze miasta obwiniają za to, że zmieniły plany zagospodarowania przestrzennego zalanego w czerwcu terenu i dopuściły, by na dawnych terenach zalewowych powstały osiedla mieszkaniowe. "Plan określa jedynie, że na danym terenie może powstać jedno- lub wielorodzinna zabudowa oraz jej maksymalną wysokość. Nie mówi o tym, jak powinna wyglądać podziemna infrastruktura"- powiedział.

W jego opinii większa odpowiedzialność spada w tym wypadku na powiatowy organ nadzoru budowlanego, który dopuścił do powstania pod nowymi blokami nawet dwukondygnacyjnych parkingów podziemnych. "Myślę, że akceptacja nadzoru budowlanego wobec postulatów deweloperów była w tym wypadku zbyt daleko posunięta. Gdyby nie było tych garaży, nie zostałoby zalanych aż tyle aut" - powiedział Temoszczuk.

Podkreślił, że niemal gotowa jest przygotowana przez gminę koncepcja udrożnienia przepływającego przez miasto kanału. "Jeśli w przyszłorocznym budżecie miasta znajdą się odpowiednie środki, będziemy chcieli, by na jej podstawie powstał projekt wykonawczy" - powiedział.

Zbiorowy pozew mieszkańców podwarszawskiego Piaseczna prawdopodobnie nie będzie jedynym złożonym przez poszkodowanych w tym roku przez powódź. Z podobnym zamiarem noszą się mieszkańcy osiedla Kozanów we Wrocławiu, powiatów sandomierskiego i tarnobrzeskiego oraz Opolszczyzny.

Również w tym przypadku mieszkańców do wyboru tej metody działania namówili członkowie Stowarzyszenia "Razem Przeciw".

Współpracujący ze Stowarzyszeniem "Razem Przeciw" Krzysztof Glibowski z Instytutu Nauk Prawno-Administracyjnych UW poinformował PAP, że w ciągu kilkunastu dni do sądu okręgowego we Wrocławiu trafi zbiorowy pozew grupy mieszkańców zalanego w maju wrocławskiego osiedla Kozanów. Podobny pozew Stowarzyszenie pomaga przygotować także mieszkańcom Jelcza-Laskowic. W tym mieście w wyniku majowej powodzi zostało zalanych kilkadziesiąt domów.

Być może jeszcze w tym tygodniu wspólny pozew przeciw Skarbowi Państwa złożą także powodzianie z powiatów sandomierskiego (Świętokrzyskie) i tarnobrzeskiego (Podkarpackie). Jak powiedział PAP jeden z inicjatorów tego pozwu, sandomierski przedsiębiorca Zbigniew Rusak, pozew jest już gotowy. Przystąpiło do niego 12 osób. Występują one o różne kwoty odszkodowania, od 200 tys. do 2 mln zł (mogą to zrobić w jednym pozwie zbiorowym, jeśli będzie co najmniej pięć "podgrup" występujących z roszczeniami o różnej wysokości; w "podgrupie" muszą być co najmniej dwie osoby - PAP). Wśród tych 12 osób trzy nie są w żadnej "podgrupie", dlatego powodzianie chcą do pozwu "dokoptować" jeszcze trzy poszkodowane osoby.

Rusak powiedział PAP, że powodzianie, wśród których są przedsiębiorcy oraz mieszkańcy obu powiatów, pozwą Skarb Państw o odszkodowanie z tytułu strat poniesionych przez powódź, która była - ich zdaniem - wynikiem niedopełnienia obowiązków przez dwie instytucje - Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Krakowie i Świętokrzyski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Kielcach.

Według niego, deklarację o przystąpieniu do pozwu złożyło dotychczas ponad 60 osób, ale przystąpiła do niego na razie "mała, odważna grupa, która chce zaryzykować i przetrzeć ścieżkę tym, którzy boją się ryzyka". Rusak dodał, że inni poszkodowani mogą przystąpić do pozwu w ciągu trzech miesięcy od jego złożenia. Jego zdaniem, po pierwszym pozwie ruszy lawina kolejnych.

Według przedsiębiorcy, pozew przygotowany przez krakowską kancelarię adwokacką złożony zostanie w Sądzie Okręgowym w Tarnobrzegu być może już w czwartek.

Wójt poszkodowanej w wyniku powodzi gminy Dwikozy Marek Łukaszek poinformował PAP, że kwestią pozwu zbiorowego zainteresowanych jest też sporo poszkodowanych rolników.

Doniesienie o możliwości popełnienia podczas powodzi przestępstwa przez starostę kędzierzyńsko-kozielskiego złożyła do prokuratury grupa powodzian z Opolszczyzny. Poszkodowani przez powódź zamierzają też złożyć w tej sprawie pozew zbiorowy.

"Mieszkańcy zalanych przez Odrę dwóch ulic Koźla i jednej miejscowości w gm. Cisek chcą, by prokuratura sprawdziła, czy starosta należycie wykonał swoje obowiązki podczas ostatniej powodzi" - powiedziała w poniedziałek PAP rzeczniczka opolskiej prokuratury okręgowej Lidia Sieradzka.

Mieszkańcy, których domy zostały zalane przez wody Odry, chcą m.in. sprawdzenia, czy działania starosty były zgodne z miejscowym planem reagowania kryzysowego. Przypuszczają, że skutki powodzi były dla nich bardziej dotkliwe w wyniku działania służb ratunkowych. Ich zdaniem, zasypanie istniejącej przed powodzią przerwy w wałach i zamknięcie zapory przeciwpowodziowej dodatkowo spiętrzyło wodę wlewającą się przez przerwany w innym miejscu wał.

"W opinii mieszkańców składających pozew, na skutek tych działań powstało rozlewisko, w którym poziom wody był o ponad metr wyższy niż stan wezbranej Odry" - zaznaczyła Sieradzka.

Sprawą zajmie się Prokuratura Rejonowa w Opolu. Wcześniej - według właściwości terytorialnej - przekazano ją do placówki w Kędzierzynie-Koźlu. "Ostatecznie - ze względu na to, że tamtejsza prokuratura również znajduje się na terenie zalewowym - doniesienie rozpatrzy Opole" - wyjaśniła prokurator.

Dodała, że na obecnym etapie nie wiadomo, czy doniesienie spowoduje wszczęcie jakiegokolwiek postępowania. "Doniesienie właśnie wpłynęło do opolskiej prokuratury, na razie trudno powiedzieć, jaki będzie finał sprawy" - oceniła Sieradzka.

Według uchwalonych w grudniu ubiegłego roku przepisów, pozew zbiorowy może złożyć przynajmniej 10 osób; warunkiem jest oparcie go na jednakowej podstawie - mogą go złożyć np. osoby poszkodowane w wyniku korzystania z tego samego leku lub usług tej samej firmy. Sceptycznie do nowych przepisów podchodzą organizacje zrzeszające pracodawców.

W ocenie Pracodawców RP (d. Konfederacji Pracodawców Polskich), pozwy zbiorowe mogą doprowadzić do wzrostu liczby roszczeń, zwłaszcza konsumenckich. "Pracodawcy RP obawiają się również, że brak kroków zaradczych (przepisów regulujących możliwość obrony przed nadmiernymi roszczeniami) może przynieść skutek w postaci bankructwa firm, zwłaszcza tych mniejszych (...) Przepisy o pozwach grupowych mogą uderzyć również w przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (np. kanalizacyjno-ściekowe), co w znacznym stopniu może się odbić na budżecie państwa" - napisano w oświadczeniu przesłanym w poniedziałek PAP.

Z kolei dyrektor departamentu prawnego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" mec. Katarzyna Urbańska oceniła, że wprowadzenie tej ustawy może przynieść więcej skutków niekorzystnych niż pozytywów.

"Wskazywaliśmy na negatywne aspekty funkcjonowania pozwów zbiorowych w Stanach Zjednoczonych. Cele wprowadzenia takich rozwiązań były tam szczytne, natomiast szybko okazało się, że prawo to stało się instrumentem szantażu przeciw firmom i dobrym źródłem zarobku dla kancelarii prawnych obsługujących takie pozwy" - powiedziała w wywiadzie dla PAP.

"Na szczęście w polskiej ustawie zawarto zastrzeżenie, że wynagrodzenie pełnomocnika może wynosić nie więcej niż 20 proc. kwoty zasądzonej na rzecz powoda. Ale według kodeksu adwokackiego i radcowskiego wynagrodzenie nie może być określane procentowo i ustawa jest wyjściem poza te kodeksy" - dodała.

Glibowski ocenił jednak, że pozwy zbiorowe mogą sprawdzić się w Polsce zarówno ze względu na duże zainteresowanie środowiska prawniczego, jak i społeczeństwa.

"Nie zapominajmy, że z dniem dzisiejszym zmienia się sytuacja. Obywatel, który będzie chciał pozwać duży koncern, biuro podróży czy władze publiczne z tytułu odpowiedzialności odszkodowawczej, nie będzie musiał występować samodzielnie. Będzie mógł przystąpić do grupy, w imieniu której będzie działał reprezentant. On z kolei będzie korzystał z pomocy zawodowego pełnomocnika, radcy prawnego lub adwokata. Dzięki temu pojedyncza osoba nie będzie musiała przychodzić na wszystkie rozprawy ani ponosić kosztów samodzielnie" - powiedział.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012