Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  wnp.pl (Tomasz Elżbieciak)  |  20-08-2010 15:10

Lucjan Noras, b. prezes Feroco: kolejne modernizacje szlaków kolejowych będą odwoływane

Gdyby wykonawcy potraktowali poważnie słowa prezesa Szafrańskiego i przygotowali swój potencjał wykonawczy na zapowiadane w tym roku 5 mld zł, a przerobiliby ok. 2 mld zł, to ciekaw jestem do kogo poszliby po pieniądze na utrzymanie powiększonego potencjału wykonawczego - mówi portalowi wnp.pl były prezes Feroco, Lucjan Noras.

Zdaniem Lucjana Norasa, tempo realizacji inwestycji kolejowych nie może zasługiwać na pozytywną ocenę.

- Jeszcze pod koniec ubiegłego roku można było usłyszeć w zapowiedziach ministra Engelhardta, czy prezesa Szafrańskiego, że nakłady na kolej w tym roku osiągną ok. 5 mld zł. Postęp prac pokazuje, że w tym roku uda się wydać prawdopodobnie ok. 2-2,5 mld zł, a jeżeli nakłady na inwestycje osiągają poziom 40-50 proc., to trudno mówić tu o jakiejkolwiek ocenie. Po prostu trzeba powiedzieć uczciwie, że jest źle - podkreśla Noras.

Były prezes firmy z branży kolejowej przyznaje, że PLK ogłosiła w tym roku więcej przetargów niż chociażby w roku ubiegłym. Zaznacza jednak, że ich realizacja jest rozłożona na następne 2-4 lata. W wyniku tych przetargów faktycznie zaoszczędzono pieniądze na ewentualne dodatkowe modernizacje. Jednak w tym roku ta oszczędność polega tylko na tym, że tych pieniędzy nie wydano.

- W ostatnim czasie rozegrano kilka znaczących przetargów, m.in. na LCS Gdańsk i LCS Gdynia. Te przetargi są realizowane w perspektywie „buduj”, gdzie wykonawca dostaje projekt do zrealizowania. Natomiast większość przetargów właśnie rozegranych na linii E30 przewiduje prace w systemie „projektuj i buduj”, gdzie mamy zapewnione finansowanie, ale nie mamy ani projektu, ani ustaleń środowiskowych i poszukujemy wykonawców - mówi Noras.

- Jeżeli mamy perspektywę korzystania z unijnych pieniędzy do 2013 r., to możemy jasno powiedzieć: nie proszę państwa, wszystkich dostępnych pieniędzy nie wydamy. Ponieważ modernizację będziemy musieli przeprowadzić, będziemy zmuszeni znaleźć inne źródło finansowania - dodaje Noras.

Jego zdaniem, zastanowienie może budzić sytuacja, w której rozpatruje się plany, czy przeznaczyć zaoszczędzone pieniądze na budowę linii kolejowych z Warszawy do Gdańska lub z Poznania do Świnoujścia.

- Zapowiadano wielokrotnie, że do 2012 r. zmodernizujemy trasę Warszawa-Gdynia i mieliśmy podobno na to zarówno pieniądze, jak i projekty. Co się stało, że mimo pozostałych do tego momentu dwóch lat, nie rozstrzygnięto tam jeszcze wszystkich przetargów? Co powoduje, jeszcze tego nie zrobiliśmy? Powiedzmy wprost, że nie mamy gotowych projektów lub zagwarantowanych pieniędzy, a nie opowiadajmy o tym, czy zbudować linię z Warszawy do Białegostoku lub Poznania do Świnoujścia - wskazuje Noras.

Istotne jest również wskazanie czynników, dzięki którym PLK udało się zaoszczędzić pieniądze na przetargach.

- Jeżeli oszczędza się 50 proc. w stosunku do kosztorysu inwestorskiego, to powstają dwa pytania. Pierwsze z nich dotyczy samego kosztorysu, a mianowicie jego adekwatności oraz tego, czy chociażby nie zmieniły się bazy cenowe materiałów. Drugie dotyczy samych firm startujących w przetargach - czy są dostatecznie dociążone pracą, a może są tak zdesperowane, że starają się złapać każdą robotę, nawet poza granicą przyzwoitości - zaznacza Noras.

Dodaje, że nie przewiduje dobrych perspektyw dla modernizacji szlaków kolejowych. Zdaniem Norasa, kolejne zapowiedzi ministerstwa infrastruktury i zarządu PLK dotyczące skali inwestycji kolejowych, które później nie znajdowały potwierdzenia w rzeczywistości, nie mogą nastrajać optymistyczne.

- Kolejne projekty modernizacji będą odwoływane. Historia jest nauką, która powinna nas uczyć wyciągania wniosków. Wiele słyszałem. Prezes Szafrański powiedział nawet w 2008 r. w Krynicy, że ma tylko jedną obawę - czy firmy kolejowe poradzą sobie z przerobieniem tak dużej ilości pieniędzy? Ciekaw jestem, czy panu prezesowi nadal towarzyszą te obawy - mówi Noras.

- Obawiam się, że gdyby wykonawcy potraktowali wtedy poważnie te słowa i przygotowali swój potencjał wykonawczy na zapowiadane w tym roku 5 mld zł, a przerobiliby ok. 2 mld zł, to ciekaw jestem, do kogo poszliby po pieniądze na utrzymanie powiększonego potencjału wykonawczego - dodaje Noras.

Jego zdaniem, PLK powinny działać jak GDDKiA. Wtedy zajmowałyby się tylko głównymi szlakami. Natomiast szlaki kolejowe służące obsłudze ruchu regionalnego powinny być rozbudowywane i utrzymywane w zależności od potrzeb i rachunku ekonomicznego przez lokalne samorządy.

Zdaniem Norasa, sytuację w PLK dobrze obrazuje anegdota o firmie, w której nowy dyrektor zastępuje dotychczasowego szefa. Stary prezes na pożegnanie zostawia swojemu następcy trzy koperty i mówi, żeby otwierał je po kolei, gdyby w firmie działo się źle.

- Sytuacja w firmie nie wygląda najlepiej, więc nowy prezes otwiera pierwszą kopertę i czyta wiadomość: zwalaj wszystko na poprzedników. Mimo stosowania się do zaleceń starego prezesa, firma nie wychodzi na prostą, dlatego szef sięga po drugą kopertę i czyta: zrób restrukturyzację. To również nie pomaga, więc sięga po trzecią kopertę i znajduje tam jedno zdanie - przygotuj trzy koperty - podsumowuje Noras.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012