Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  Blog Krzysztofa Żmijewskiego  |  27-12-2009 16:01  |  aktualizacja:

Samobójstwo wieloryba

Po przegranym procesie sądowym URE ustami wiceprezesa (a podobno i kandydata na prezesa) zapowiada, że odwoła decyzję o uwolnieniu rynku detalicznego (taryfa G), na podstawie której RWE i Vattenfall postanowiły wyłamać się z posłuszeństwa wobec URE i zdecydowały samodzielnie określać swoje ceny dla odbiorców detalicznych z gospodarstw domowych - grupa G - samodzielnie, tzn. bez proszenia URE o zgodę. Jak się okazało, według sądów obie firmy miały w tej kwestii absolutną rację, a to, że ich postępowanie nie podobało się Prezesowi URE, nie ma najmniejszego znaczenia. Teraz URE zapowiada, że cofnie decyzję o uwolnieniu rynku detalicznego. Pojawiają się cztery pytania:

1. Dlaczego URE nie zrobiło tego wcześniej w prawidłowy sposób (bo w nieprawidłowy próbowało, zdaniem sądów bezskutecznie)?
2. Czy URE może skutecznie odwołać decyzję o uwolnieniu rynku detalicznego, tzn. w jakich warunkach może to zrobić?
3. Jakie będą konsekwencje takiej decyzji?
4. Jakie będą konsekwencje zaistniałej sytuacji?

Na pierwsze pytanie nie potrafię udzielić odpowiedzi, chyba że odpowiedzią na nie jest odpowiedź na pytanie drugie. Ta zaś jest dosyć prosta: zgodnie z Prawem Energetycznym Prezes URE może ponownie wprowadzić obowiązek taryfowania, jeśli uzna, że przestał funkcjonować rynek konkurencyjny w przedmiotowym obszarze. Jednakże ciężar dowodu w tej kwestii spoczywa na Prezesie URE - musi on wykazać, że rynek przestał funkcjonować. Podkreślam słowo przestał - wykazać trzeba, że warunki zmieniły się na gorsze, to znaczy trzeba wbić nóż w plecy obecnemu Rządowi, bo to on byłby odpowiedzialny za pogorszenie się sytuacji na rynku, tzn. za utratę cechy konkurencyjności.

Pytanie czy prezes URE jest politycznie gotowy do takiego działania, czy będzie ono skuteczne, i jakie skutki przyniesie. I znowu nie jestem w stanie odpowiedzieć na pierwsze kwestię (choć podejrzewam, że nie), jestem natomiast przekonany, że nie będzie ono skuteczne, bo trzeba by wykazać utratę konkurencyjności rynku poprzez wskazanie konkretnych faktów (sąd nie tylko o nie zapyta, ale zapyta również, czy URE wskazywało na te fakty wcześniej, a potem dlaczego nie wskazywało - wyjaśnienie o braku inicjatywy legislacyjnej będzie tu potraktowane jak wykręt, bo Prezes URE zawsze może działać drogą służbową oraz kierować się bezpośrednio do opinii publicznej - nota bene dbałość o rozwój konkurencyjnego rynku jest jego obowiązkiem ustawowym). Jeśli jednak Prezes URE zdecyduje się na podjęcie takiego działania, to będzie ono dość bogate w konsekwencje. Po pierwsze skompromituje Rząd wskazując go jako winnego upadku konkurencji na rynku, po drugie skompromituje siebie jako bezpośrednio odpowiedzialnego za promocję tej konkurencji, po trzecie skompromituje powagę Urzędu, który wydaje decyzje i stanowiska bez ładu i składu. Dwa pierwsze błędy da się wybaczyć, trzeciego usprawiedliwić się nie da!

Prezes URE ma oczywiście prawo, tak jak wieloryby, popełnić polityczne samobójstwo, nie ma jednak prawa namawiać do tego (swojego?) rządu. Może byłoby lepiej, gdyby skoncentrował się na promocji konkurencji, a nie na udowadnianiu, że jej nie ma, bo właśnie została zamordowana?

Odpowiedzi na pytanie "jakie będą konsekwencje takiej decyzji?" w zasadzie już udzieliłem. Dodać jednak trzeba, że ta wysoka cena polityczna zostanie zapłacona za całkowicie nieskuteczne działanie. Albowiem moim zdaniem pogorszenia stanu konkurencyjności na rynku udowodnić się nie da, szczególnie w świetle kilku oświadczeń samego Prezesa URE o sukcesach w rozwoju tego rynku. Taki dowód byłby wymagany przez każdy sąd, a ciężar jego przeprowadzenia spoczywa właśnie na Prezesie URE. A jego dobre intencje, tzn. próba obrony drobnych konsumentów, nie mają tu nic do rzeczy, wykazują jedynie, że dobre intencje regulatora nie zastępują dobrego rynku, o który nawołuję od lat.

Pozostaje pytanie ostatnie: o konsekwencje zaistniałej sytuacji i nie chodzi mi o konsekwencje personalne, te zwykłych użytkowników energii interesują mało. Niezależnie od tego czy URE zdecyduje się na ogłoszenie rynku detalicznego rynkiem niekonkurencyjnym, czy nie, w końcowym efekcie URE przegra i decyzja o konkurencyjności rynku zostanie utrzymana (z ewentualną wypłatą odszkodowań dla firm poszkodowanych działalnością URE). W tej sytuacji problem mieć będą pozostali uczestnicy rynku, w tym cztery energetyczne grupy kapitałowe a szczególnie te, które są już sprywatyzowane. Nie będą one mogły „dobrowolnie" poddać się regulacji URE, albowiem byłoby to działaniem na szkodę akcjonariuszy, a to jest działaniem karalnym. Będą więc musiały podnieść ceny energii dla gospodarstw domowych - jeśli prawdą jest, jak twierdzą, że sprzedają energię poniżej kosztów (tak chyba twierdziła ENERGA). W tym kontekście należy też oceniać koncepcję „sprywatyzowania" ENERGI przez quasi-prywatne PGE. I ewentualną ocenę tej koncepcji przez Komisję Europejską. Wzrost poziomu bezpieczeństwa energetycznego polskich miast i wsi osiągnięty dzięki wspaniałej konsolidacji obywatele-wyborcy oceniają „na bieżąco", związaną z tą konsolidacyją „redukcję" kosztów i cen też. Mam nadzieję, że nikt nie będzie chciał przeprowadzić powtórki z rozrywki. Bo to wszystko już było: jeden właściciel i wszechmocny regulator, który decydował nawet o tym jaką mamy porę roku: Zimę (grzejemy) czy Lato (nie grzejemy). Dla młodszych informacja: to się nazywa realny socjalizm. I kończy się tragicznie.

To długoterminowo i, mam nadzieję, mało realnie. A krótkoterminowo uzyskamy jedynie osłabienie autorytetu Państwa i jego Urzędów, a co za tym idzie - ich skuteczności. Niby niewymierzalny drobiazg. Niby. Prawda?

PS

Nie jest to „ciąg dalszy totalnego ataku KŻ na URE i jego Prezesa", oto skondensowany dowód zawarty w tabeli:

untitled_480 

 

W części stanowisk mam zdanie podobne lub identyczne, w części odmienne. To się nazywa polemika merytoryczna, w odróżnieniu od personalnej lub politycznej. Jest to niestety dyscyplina u nas rzadko uprawiana i mało znana (co jest tu przyczyną, a co skutkiem - nie wiem).

A wielorybów mi żal, szczególnie gdy nieopatrznie wpływają na płytkie i mętne wody polityki.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012