Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Pawlas, wójt Suszca: likwidacja kopalni Krupiński to barbarzyństwo

Autor:  wnp.pl (Jerzy Dudała)  |  03-03-2017 06:28  |  aktualizacja: 08-03-2017 10:46
Uważam, że wszystko jeszcze można zmienić, tylko trzeba chcieć. A tym, którzy ocenili, że Krupiński jest trwale nierentowny, na pewno bardzo trudno przyznać, że się pomylili - mówi dla portalu wnp.pl Marian Pawlas, wójt Suszca, gdzie znajduje się kopalnia Krupiński.

Jastrzębska Spółka Węglowa podała ostatnio, że proces przekazywania kopalni Krupiński do Spółki Restrukturyzacji Kopalń wkroczył w decydujący etap. Zgodnie z harmonogramem, przekazanie majątku Krupińskiego do SRK ma się zakończyć 31 marca 2017 roku. Pogodził się Pan już z likwidacją tej kopalni?

- Nie pogodziłem się z likwidacją Krupińskiego. Jeżeli wznowione pierwszego grudnia 2016 roku po dwudniowej przerwie Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Jastrzębskiej Spółki Węglowej podjęło decyzję o przeniesieniu kopalni Krupiński do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, to przecież na to wpływu nie miałem.

- Nie pogodziłem się z likwidacją Krupińskiego - mówi Marian Pawlas, wójt Suszca, gdzie znajduje się kopalnia.
Fot. PTWP

Natomiast liczę, że jeszcze jest szansa, by ten proces odwrócić. Do końca marca ma trwać przenoszenie pracowników Krupińskiego na inne kopalnie.

Ale przecież kopalnia nie będzie zlikwidowana całkowicie. Zostały ściany do wybrania, które jeśli już, to będzie musiała wybrać SRK, bo przecież nie zostawią chyba ścian praktycznie przygotowanych do wydobycia.

Nie wyobrażam sobie, żeby można było zarabować majątek narodowy - ściany, które mogą dać jeszcze dużo węgla. Także są i takie koncepcje, żeby te ściany, które były przygotowane, wybrać do końca roku. I wtedy dopiero rozpocząć fizyczną likwidację tej kopalni. Ale ja przyznam, że tej fizycznej likwidacji kopalni Krupiński też nie widzę, bo z perspektywy ekonomicznej byłoby to - tak uważam - przestępstwo.

Dlaczego tak Pan uważa?

- W pokładach na terenie Suszca i w tym obszarze górniczym, gdzie jest koncesja do 2030 roku, naprawdę znajduje się masa węgla i to węgla wcale nie złej jakości. Jest to bowiem w większości węgiel 34.1, 34.2, czyli węgiel koksowy semi-soft. Powiedzmy sobie szczerze, że te straty, które przyniosła kopalnia Krupiński...

Jak podawała Jastrzębska Spółka Węglowa prawie miliard złotych strat przez dziesięć lat.

- No tak, ale to faktycznie na udostępnienie tych partii złóż, które powinny być teraz eksploatowane. Dziś, kiedy te partie należy eksploatować, okazuje się, że ktoś_ chce to zarabować, zniszczyć.

A były tam badania zrobione, bo jeżeli w 2013 roku tę koncesję do 2030 roku przedłużali, to przecież to musiało zostać poparte analizami. Przecież nie było tak, że ktoś wydał koncesję kopalni nie wiadomo na co.

Dlatego obecnego postępowania nie potrafię zrozumieć. W Krupińskim wybierano pokłady po kolei - i były te najgorsze. A teraz, jakby już można dojść do tych lepszych pokładów, okazuje się, że trzeba to zarabować.

Ale przecież na inwestycje poszło tam kilkaset milionów złotych. Teraz mówimy o nowych złożach węgla koksowego najwyższej jakości - typu 35, zalegających po stronie południowej. A dotychczas nikt o tym nie mówił. Wskazuje się obecnie, że trzysta, bądź czterysta milionów złotych należałoby zainwestować, żeby móc sięgnąć po węgiel typu 35. A ja się pytam, ile trzeba zainwestować w inne rejony, na innych kopalniach? Pewnie też z pół miliarda złotych należy zainwestować, żeby dojść do pokładów węgla.

To jak Pan wytłumaczy to, że JSW podawała, iż symulacje - także te uwzględniające wysokie ceny węgla - nie dawały jej zdaniem nadziei na opłacalne funkcjonowanie Krupińskiego?

- Uważam, że sporządzono te symulacje zbyt szybko i dzisiaj nikt nie chce się z tego wycofać. A te symulacje wykonano w pierwszej połowie ubiegłego roku. Wtedy, kiedy ceny węgla oscylowały wokół 40 dolarów za tonę. Przy takim poziomie cenowym żadna ze śląskich kopalń - w takiej a nie innej strukturze organizacyjnej - by sobie nie poradziła.

Wzrost cen spowodował, że te kopalnie powoli wychodzą z zapaści. Gdyby te ceny nie wzrosły - mogłoby nastąpić bankructwo naszego górnictwa. Myśmy z kolei wykonali symulacje przy cenach konserwatywnych.

Myśmy wykonali, to znaczy kto?

- Między innymi przedstawiciele strony społecznej. W trakcie obrad Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w Katowicach było powiedziane, że będzie powołany zespół, który przeanalizuje sytuację Krupińskiego. Ale cóż z tego. Powinna być powołana niezależna komisja. I niech się w niej spierają fachowcy, którzy sporządzili te wcześniejsze symulacje z fachowcami wskazanymi przez stronę społeczną. Wówczas byłby może jakiś miarodajny efekt. Ale dziś nikt do tego nie dopuści.

Do dziś nie powstał taki zespół niezależnych ekspertów, tylko dalej bazują na symulacjach, które robiono wiosną ubiegłego roku. A dlaczego na nich bazują? Dlatego, że podpisano umowę z bankami.

Ano właśnie, 29 sierpnia 2016 roku zawarto porozumienie między Jastrzębską Spółką Węglową a jej obligatariuszami - PKO BP SA, BGK, PZU SA, PZU na Życie SA. I ono jasno stanowi, że do końca pierwszego kwartału 2017 roku kopalnia Krupiński zostanie przekazana do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Banki nie chcą słyszeć o tym, by ten proces miał zostać wstrzymany.

- Kiedy w ubiegłym roku podpisywano porozumienie z obligatariuszami, to nikt nie rozpatrywał kwestii dotarcia do złóż węgla koksowego typu 35 leżących na południu, które są dość łatwo dostępne.

Wydaje mi się, że z bankami mało kto rozmawia. Ostatnio koncentrowano się na problemach Katowickiego Holdingu Węglowego, a wcześniej zajmowano się Polską Grupą Górniczą, która powstała w miejsce Kompanii Węglowej.

A Krupiński został odstawiony na bok. Przyjęto, że zostanie przekazany do SRK i tyle. Nikt się nim już później nie zajmował i nie zajmuje. Takie właśnie odnoszę wrażenie. Zatwierdzono to, co zatwierdzono - i koniec. Ale sądzę, że ktoś się temu w końcu przyjrzy.

Ale kto? Przecież jest decyzja walnego JSW o przekazaniu Krupińskiego do SRK.

- Liczę, że przyjrzy się temu Ministerstwo Energii. W decyzji walnego nie ma daty. W porozumieniu z bankami zaznaczono, że Krupiński miałby przejść do SRK do końca marca 2017 roku. A w decyzji walnego nie jest wskazane, kiedy kopalnia ma trafić do SRK. Dlatego uważam, że jeszcze jest szansa i ktoś się nad Krupińskim pochyli.

Walczymy o to! Chcemy pokazać, że kopalnia Krupiński ma szansę na dalsze funkcjonowanie. Tylko trzeba się tym wreszcie zająć. Przyznam, że w sytuacji, kiedy ceny węgla były po 40 dolarów za tonę, to wówczas też może bym się podpisał pod przekazaniem Krupińskiego do SRK. Przy takich cenach żadna kopalnia na Śląsku nie byłaby w stanie w miarę szybko wyjść na prostą.

Ale zarząd JSW nie raz wskazywał, że wzrost cen węgla może być krótkotrwały i nie można na jego podstawie budować szczególnie optymistycznych wizji.

- Jak się popatrzy na świat, można dostrzec, że stali potrzeba coraz to więcej. Myśmy przyjęli konserwatywne ceny.

To znaczy, jakie?

- Na średnim poziomie rzędu stu dolarów za tonę, ale nawet przy cenach ok. 70-80 dolarów za węgiel semi-soft ta kopalnia może być rentowna. A są to ceny jak najbardziej realne.

Przy czym trzeba pamiętać, że można stosunkowo szybko sięgnąć po węgiel typu 35, który odnotowuje najlepsze ceny na rynku. Powstaje zatem pytanie: dlaczego akurat Krupiński ma być zlikwidowany. Przecież gdyby ceny węgla spadły, to inne kopalnie też będą dołować.

Jeżeli w górnictwie nie nastąpią zmiany organizacyjne, nie zostanie dostosowana produkcja do wielkości zatrudnienia - to dalej będą wielkie problemy.

Jakie zatem planuje Pan działania, z kim zamierza Pan rozmawiać o sytuacji kopalni Krupiński?

- Chcę wystosować pismo do ministra energii. Dotąd niezależni eksperci nie opracowali rzetelnego raportu na temat kopalni Krupiński.

Na to musiałby się zgodzić minister energii. Chodzi bowiem między innymi o dostęp do danych. A to są dane poufne. Gdyby niezależni eksperci mieli do nich dostęp, to mogliby sporządzić rzetelną analizę.

A wziął Pan pod uwagę to, że brak przeniesienia Krupińskiego do Spółki Restrukturyzacji Kopalń mógłby, mówiąc wprost, rozwalić kwestię notyfikacji pomocy publicznej dla kopalń? Przecież Komisja Europejska przygląda się cały czas temu, co dzieje się w polskim górnictwie.

- Takie obawy może i są. Natomiast nasuwa się pytanie, kto w ogóle zrobił z kopalni Krupiński takiego „śmierdzącego trupa”?! W jednej chwili zrobiono tej kopalni wielką pseudoreklamę - nawet szkoda gadać. W ciągu miesiąca zaczęto wskazywać, że to trwale nierentowna kopalnia.

I zaczęto tego typu slogany powtarzać. A przecież wcześniej określenia „trwale nierentowna” nie stosowano wobec żadnej z kopalń. I jeżeli Komisji Europejskiej podano takie dane, to jest problem, jak się teraz z tego wycofać.

Natomiast ja uważam, że dopóki unijne pieniądze nie są wydane na tej kopalni, to sprawa Krupińskiego jest jeszcze do dyskusji. Urzędnicy unijni też chyba nie są jednostronnie ukierunkowani. A pomylić się przecież można.

Uważam, że wszystko jeszcze można zmienić, tylko trzeba chcieć. Natomiast tym, którzy ocenili, że kopalnia Krupiński jest trwale nierentowna, na pewno bardzo trudno przyznać, że się pomylili.

Czyli Pan dalej wierzy, a przynajmniej twierdzi Pan, że nadal wierzy w to, że kopalnia Krupiński będzie w kolejnych latach fedrować.

- Wierzę w to nadal, bo słyszę, że są inwestorzy, którzy się tą kopalnią interesują. Ale przeraża mnie to, że inni się interesują, a my nie potrafimy w strukturach, w których ta kopalnia się znajduje, umożliwić jej dalszego funkcjonowania.

Australijczycy chcą przykładowo realizować projekt Dębieńsko, a u nas przed laty zdecydowano, że już tej kopalni nie będzie. Inni chcą, inni mogą, a my nic.

Nie brak opinii, że w ostatnim czasie narosło wokół kopalni Krupiński mnóstwo różnych teorii spiskowych. Co Pan o tym sądzi?

- Emocje biorą górę i na pewno wiele plotek jest rozsiewanych. W emocjach ludzie różne rzeczy gadają. Także te nieprawdziwe.

Czyli jakie?

- Te złoża, które w Krupińskim rozcinano, były dokładnie zbadane. A że akurat graniczą z rejonem Orzesza, to trudno, żeby od razu podejrzewać że było to robione pod Niemców. Nie snułbym teorii spiskowych, bo w ten sposób to każdemu można przypisać różne rzeczy. Należy być ostrożnym w ferowaniu opinii.

Reasumując: jakie działania zamierza Pan jeszcze podjąć w sprawie Krupińskiego?

- Myślę o wysłaniu listów do ministra energii, a także do posłów ze Śląska oraz do prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o to, żeby tę sprawę ponownie przemyśleć i umożliwić kopalni Krupiński dalsze funkcjonowanie.

Są pokłady węgla koksowego typu 35, więc liczę, że to zostanie uwzględnione. Liczę, że jak ministrowie z resortu energii uporają się z problemem Katowickiego Holdingu Węglowego, to pochylą się jeszcze nad przyszłością kopalni Krupiński. Teraz może im czasu zabrakło, bo problemów w górnictwie jest mnóstwo.

Same problemy - dosłownie problem na problemie...

- No właśnie. Ostatnio wszyscy żyli problemami Katowickiego Holdingu Węglowego i kwestią jego ratowania poprzez przyłączenie do Polskiej Grupy Górniczej. A kopalnię Krupiński zostawiono gdzieś z boku.

Jak wyglądałaby gmina bez kopalni Krupiński?

- Budżet by się nam zmniejszył o ok. siedem milionów. Przy budżecie wynoszącym ok. 32-33 mln zł, byłby to bardzo duży ubytek. Trzeba też pamiętać, że tam, gdzie są szkody górnicze, tam inwestorzy nie przychodzą.

Tak to właśnie wygląda. Bez kopalni byłoby też mniej pieniędzy na rynku. W dużej mierze region górnośląski jest jeszcze oparty o górnictwo. Jeśli już, to trzeba stopniowo likwidować kopalnie.

Jak spojrzymy, to w innych krajach procesy likwidacji górnictwa były rozłożone w czasie. A w przypadku Krupińskiego doszło do decyzji i za moment ciach: kopalnia ma zostać przekazana do SRK.

Takie podejście to barbarzyństwo. Kopalnia to nie tylko biznes, nie tylko miejsca pracy.

To również tradycje i miejsce, wokół którego integruje się lokalna społeczność. A bez tej kopalni będzie pewnie więcej zjawisk o charakterze patologicznym. Wystarczy spojrzeć na dzielnice miast, gdzie zlikwidowano kopalnie. No i pozostają szkody górnicze, co odstręcza inwestorów.

Nie ma Pan trochę żalu do związkowców z Jastrzębskiej Spółki Węglowej i z samej kopalni Krupiński? Po decyzji walnego o przekazaniu Krupińskiego do Spółki Restrukturyzacji Kopalń zapadła cisza. I dopiero po przeszło tygodniu pojawiły się głosy o obronie kopalni...

- Na pewno, jeżeli chodzi o Krupińskiego, jest pan Mieczysław Kościuk, przewodniczący Solidarności na tej kopalni. I on robił wszystko, co mógł. Trudno tę sytuację ocenić.

Trzeba pamiętać, że ci związkowcy też mieli związane ręce. Kiedy zapadła decyzja o likwidacji Krupińskiego, to zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej przyjechał na kopalnię i zapewnił, że górnicy z tej kopalni mają zapewnioną pracę, a ona de facto jest już trupem.

W takiej sytuacji trudno bronić zakładu. Musiało potrwać, żeby pokazać załodze możliwości stojące przed Krupińskim.

Zadziałano tak, że przekazano załodze, iż Krupiński nie ma szans i musi pójść do SRK. Ludzie najpierw mocno się przestraszyli i dopiero później zaczęli się budzić.

Mówiono pracownikom między innymi o problemach natury geologicznej, ale przecież w jeszcze gorszych warunkach wydobywają węgiel. A zatem nie wiem, czy związki mogły coś więcej zrobić. Wydaje mi się, że raczej nie.

Rozmawiał: Jerzy Dudała

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018