Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

M. Mrożek, HSBC Bank Polska: globalna gospodarka nie umiera, ale zmienia się jej kształt

Autor:  wnp.pl (Piotr Stefaniak)  |  20-04-2017 11:23
Mamy do czynienia z próbami zdefiniowania globalnej gospodarki na nowo. Warto wysłuchać w tej sprawie głosów krajów wschodzących, w tym Chin. Doceniają one Polskę na Nowym Jedwabnym Szlaku. Jednak mimo dobrych relacji politycznych, głębszy rozwój współpracy gospodarczej napotyka nadal na trudności - mówi Michał Mrożek, prezes zarządu HSBC Bank Polska.

Co się dzieje z globalizacją gospodarki, która przez 30 lat nakręcała koniunkturę? Długie wychodzenie świata z kryzysu 2008 r., mała wymiana handlowa i małe bezpośrednie inwestycje zagraniczne wskazują, jak chcą niektórzy, że weszła w okres schyłkowy.

Michał Mrożek, prezes HSBC Bank Polska.

- Globalna gospodarka nie umiera. Przecież światowy PKB cały czas rośnie, choć niewątpliwie wolniej niż przed kryzysem - w 2016 roku o 2,2 proc., tegoroczne prognozy mówią o 2,6-proc. dynamice. Motorem tego wzrostu są rynki wschodzące, które jednak są w dużym stopniu uzależnione od krajów rozwiniętych, rozważających wprowadzenie barier handlowych.

Globalna gospodarka nie umiera, ale zmienia się jej kształt. Mamy do czynienia z próbami zdefiniowania jej na nowo, w odniesieniu do współczesnych realiów. Np. pod wpływem nowego czynnika, gospodarki cyfrowej, zawierania dwustronnych porozumień o wolnym handlu, innego patrzenia na internacjonalizację przez kraje wschodzące, szczególnie Chiny.

Bronią globalizacji, bo czerpią z niej pełnymi garściami. Jakie korekty w niej proponują?


- Wydaje się, że Chiny globalizację widzą nie w formule bloków handlowych, jak definiuje to Zachód, tylko na zasadzie „sznura pereł”, 65 krajów leżących wzdłuż Nowego Jedwabnego Szlaku (NJS), wśród których - jak mówi się w kuluarach - jest osiem wiodących, a wśród nich - Polska.

Według Chin, kraje wzdłuż tego szlaku powinny ze sobą ściślej współpracować i tworzyć wartość dodaną. W tej inicjatywie kluczowe jest założenie, by zapewnić jak najpłynniejszy przepływ towarów. Co ważne - w obie strony.

Tymczasem ten element także podlega redefinicji...


- Sygnały, które płyną od różnych przywódców na świecie lub tych liczących na wygraną w bliskich wyborach wskazują, że górę biorą przekonania: brońmy swojego. Czyli postuluje się protekcjonizm, odgradzanie się, z angielskiego „ringfencing”.

Nie tylko w kontekście politycznym i handlowym, ale także finansowym, zabezpieczania kapitału na potrzeby rynku krajowego. Bo także regulatorzy rynków finansowych w różnych krajach stawiają tezy: chrońmy płynność naszego sektora bankowego, brońmy kapitałów.

Szereg globalnych banków, które działało według strategii, by pożyczać w tych częściach świata, gdzie występuje duża płynność, aby użyczać kapitał na rynkach potrzebujących w danym czasie finansowania zewnętrznego - powoli odchodzi od tego modelu. Dlatego też, że nie ma ku temu przyzwolenia regulacyjnego.

Propozycja Chin nie jest zatem trzecią drogę dla globalnej gospodarki? Tym bardziej, że 9 na 10 krajów na świecie ma z nimi deficyt obrotów handlowych.


- Propozycja rozwoju biznesu wzdłuż NJS jest ostrożnie przyjmowana z uwagi na obawy, że ma to służyć jedynie wzmacnianiu eksportu z Chin, a więc ekspansji tylko w jednym kierunku. Niemniej jednak od chińskich ekspertów coraz częściej słyszę, że za Wielkim Murem zaczyna być rozumiana potrzeba dwustronnego przepływu towarów i równoważenia handlu. Ta równowaga jest też ważna dla stabilnego modelu rozwoju Chin.

Bez uprzedzeń, ale doceniając, że chińska kultura liczy 5 tys. lat, czego możemy nauczyć się od Chińczyków? W końcu wieloletnia dynamika PKB świadczy o skuteczności ich polityki gospodarczej, o ile nie wnikamy w kwestie polityki społecznej.

- Jest to na pewno dobrze przemyślana polityka kreowania i wspierania motorów napędowych wzrostu gospodarczego: eksportu, włączenia odpowiednich mechanizmów stymulujących rynek wewnętrzny i konsumpcję oraz inwestycji, w tym państwowych.

Oczywiście, Polska gospodarka też rozwija się na bazie tych motorów wzrostu, są jednak ważne różnice, o których warto pamiętać. U nas podnoszone są np. obawy, nie pozbawione racji, dotyczące ryzyka decyzji inwestycyjnych podejmowanych przez państwo. Jak podpowiadają eksperci z Państwa Środka, mogą one być mniej efektywne niż inwestycje prywatne, ale - co dowodzi przykład Chin - na koniec dnia odgrywają bardzo ważną rolę w rozwoju gospodarczym.

Szukamy odpowiedzi na kluczowe pytanie: ile państwa w gospodarce? Czy może ono być kreatorem, pamiętając też o różnicach kulturowych Europy i Azji, czy o własnych doświadczeniach z państwową gospodarką.


- Zmienia się wszystko wokół nas, a więc i uwarunkowania gospodarcze, i sama gospodarka. Motorem rozwoju polskiej gospodarki w latach 90. w mniejszym stopniu były koncerny państwowe, a w większym stopniu - przedsiębiorczość, która została wyzwolono już pod koniec lat 80.

Dzięki uwolnieniu przedsiębiorczości powstała grupa średnich przedsiębiorstw, szacowana na 3-4 tysiące i 2,7 mln małych i mikro przedsiębiorstw. To ważny element i sukces przemian, choć przy niemałych kosztach społecznych. Tych osiągnięć i nieprzerwanego wzrostu od ponad 20 lat zazdrości nam wiele krajów postkomunistycznych, w których dopiero teraz tworzy się taka baza przedsiębiorczości.

Jak dzisiaj kreować przedsiębiorczość, czy w silniejszym oparciu o spółki Skarbu Państwa, wzorem chińskim?


- Co prawda w Chinach duże państwowe przedsiębiorstwa stanowią bardzo ważne ogniwa lokalnej gospodarki, niemniej jednak władze w Pekinie podejmują starania w kierunku rozwijania sektora prywatnego. Odnosząc te obserwacje do rynku polskiego i pytania „ile państwa w gospodarce?”, pozostaje to nadal otwartą kwestią, w której trzeba uwzględnić też koszty społeczne, wynikające z przekształceń gospodarczych.

Prowadząc rozważania na ten temat, możemy czerpać z własnych doświadczeń, np. na Śląsku czy Pomorzu, gdzie są przykłady skutecznej transformacji z kulejących sektorów w coraz lepiej prosperujące obszary gospodarki.

Możemy również korzystać z doświadczeń innych krajów, uczyć się na błędach lub sukcesach innych krajów. Przykładem może być Wielka Brytania, gdzie obecnie przy władzy jest ta sama formacja polityczna, która przed 30 laty, za rządów Margaret Thatcher, przeprowadziła bolesne zmiany m.in. w sektorze górniczym.

Czy paradygmatem dla globalizacji może być ochrona środowiska? Tu też nastąpiła chyba zmiana ról; USA są przeciwne umowom klimatycznym, Chiny dostrzegają ten problem i chcą go rozwiązywać.


- Tak jak na nowo próbują definiować globalizację, tak i podejście do ochrony środowiska. Częściowo jest to spowodowane bardzo złym stanem środowiska naturalnego w Państwie Środka, jak i globalnie, oraz obawami przed wybuchem frustracji społecznych spowodowanych koniecznością życia w nieprzyjaznych warunkach. Ale ma też podłoże merkantylne.

Uczestniczyłem niedawno w pewnej debacie na ten temat, z udziałem przedstawicieli strony chińskiej. Tak, przez lata truliśmy swoje otoczenie - mówili goście z Państwa Środka - ale robiliśmy to dlatego, że świat zachodni przeniósł do nas większość swoich brudnych fabryk. Teraz rozumiemy, że musi nastąpić zmiana w kierunku większej równowagi. Chcemy pomóc ją budować w ten sposób, że nasze nadwyżki kapitałowe będziemy inwestować w sektorach związanych z ochroną środowiska.

Czyli - także zarabiać?

- Z pewnością, inwestycje tego typu mogą być intratne pod względem biznesowym. Od ok. pięciu lat rozwija się rynek zielonych obligacji, służących pozyskiwaniu kapitału na cele szeroko pojętego zrównoważonego rozwoju, w tym - ochrony środowiska.

Dzisiaj 20 proc. wszystkich światowych obligacji „zielonych” kupuje kapitał chiński. W ten sposób angażuje się w ochronę środowiska, a z drugiej - angażuje swoje nadwyżki kapitałowe.

Wspomniał Pan, że Polska jest wśród ośmiu krajów uważanych za priorytetowe na NJS. Jak wykorzystać taką ocenę i koniunkturę, która może się zmienić za kilka lat.


- Musimy przede wszystkim zdecydować, że chcemy skorzystać z tej historycznej - moim zdaniem - szansy, przed jaką staje Polska w obliczu zachodzących obecnie globalnych przemian. O względy chińskich inwestorów zabiega wiele krajów, ale nie wszystkie taką szansę dostały.

Pierwszym krokiem do jej wykorzystania powinien być spójny przekaz ze strony polskiej. Jak dotąd, moim zdaniem, tej spójności brakuje. Dla Chińczyków ważne jest to, czy ich obecność w danym kraju jest mile widziana, zarówno na poziomie administracji publicznej jak i społeczności, w ramach których zamierzają działać.

Mimo wzajemnych wizyt na najwyższym szczeblu?


- Wizyty mogą tworzyć dobrą atmosferę do współpracy gospodarczej, ale to tylko pierwszy krok. Za tym muszą pójść konkretne deklaracje i propozycje.

Np. inwestorów chińskich interesuje polski sektor energetyczny. Ale nie otrzymują jednoznacznej informacji, że będą pozytywnie rozpatrywani podczas kolejnych przetargów, w tym np. ewentualnej budowy elektrowni atomowej.

Wtedy pytają: to które sektory w Polsce są otwarte dla inwestorów chińskich lub dostawców?

Np. logistyka, współpraca kolei na NJS.


- Może, ale też mogą wskazać przykłady, że próbowali startować w określonym przetargu i nie powiodło się im.

Choć więc w Polsce Chińczycy cenią m.in. duży rynek w regionie Europy, to nadal nie są pewni, czy mają zielone światło dla swoich ofert.

Dlaczego?


- Być może jest to kwestia komunikacji, przepływu informacji.

Ale przewodniczący Xi w ub. roku zjadł na terminalu PKP Cargo w Warszawie jabłko, dając sygnał do otwarcia się rynku chińskiego na ten import, tymczasem skutki są marne.


- To jest właśnie ten kolejny krok, którego brakuje. Rozwój współpracy nie kończy się na wizytach. Za ustaleniami poczynionymi przez głowy państw winny iść konkretne działania, zarówno po stronie administracji publicznej, a w szczególności agend stworzonych w celu wspierania wymiany handlowej czy przepływów inwestycyjnych, ale i samych przedsiębiorstw.

Jeśli był sygnał, że rynek chiński otwiera się na polskie jabłka czy inne produkty, a mimo to jakichś spektakularnych sukcesów brak, trzeba postarać się wyjaśnić przyczyny i wspólnie wypracować rozwiązania. Nikt tego za nas nie zrobi.

Rozmawiał: Piotr Stefaniak

O tych sprawach będzie mowa podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2017. Polecamy uwadze sesje:

• 10 maja 2017 r. | 10.00-12.00
Inna Europa w innym świecie

• 10 maja 2017 r. | 12.30-14.00
Nowy kapitalizm - ale jaki?

• 11 maja 2017 r. | 9.30-11.00
Miejsce Europy w globalnej gospodarce

• 11 maja 2017 r. | 9.30-11.00
Dyplomacja ekonomiczna - nowe otwarcie?

• 11 maja 2017 r. | 11.30-13.00
Globalne porozumienia czy protekcjonizm?

• 11 maja 2017 r. | 15.30-17.00
Gospodarcze potęgi na fali zmian

• 12 maja 2017 r. | 9.30-11.00
Ryzyko w ekspansji zagranicznej

W czasie EEC 2017 odbędą się także liczne panele poświęcone relacjom gospodarczym m.in. z Chinami, Indiami, Izraelem, Kazachstanem i krajami Afryki. Szczegóły w agendzie


Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017