Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Polsko-rosyjska wojna gazowa. Gazprom siał wiatr, teraz od PGNiG zbiera burzę

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  18-05-2017 14:31
Stanowisko naszego gazowego monopolisty nie jest zaskoczeniem. Żądanie ukarania Gazpromu jest poparte licznymi argumentami. Wieloletnia, rynkowa samowolka rosyjskiego giganta odbiła się na finansach wszystkich Polaków. Szkoda, bo przynajmniej w części mogliśmy temu zapobiec.

Fot. Shutterstock

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) przedstawiło swoje stanowisko w ramach badania rynku, będącego częścią postępowania antymonopolowego przeciwko Gazpromowi, prowadzonego przez Komisję Europejską, formalnie od 2012 roku.

- Komisja Europejska powinna ukarać Gazprom finansowo, a także nałożyć na rosyjski koncern zobowiązania, które uniemożliwią jej w przyszłości łamanie przepisów antymonopolowych - oświadczył Piotr Woźniak, prezes PGNiG.

Czytaj więcej: PGNiG: Gazprom powinien dostać karę finansową

Czy słuszne jest żądanie surowych kar dla Gazpromu? Tak. Rosyjski koncern wykorzystywał swoją pozycję do zawyżania cen gazu. Zarabiał krocie na naszym gazowym uzależnieniu, nie respektując zmian na rynku. A teraz, wykonując ruchy pozorne, przyrzeka poprawę.

- Ktoś kiedyś powiedział o całej sytuacji, że przypomina przypadek, w którym złodziej zegarka, złapany na kradzieży, przyrzeka, że już tego nie będzie robił i to koniec problemu – powiedział niedawno Maciej Woźniak, wiceprezes PGNiG ds. handlowych. 

I to chyba najlepiej oddaje obecne propozycje rosyjskiego koncernu. Ten bowiem chce się zobowiązać do działań, które umożliwią swobodny przepływ gazu w Europie Środkowej i Wschodniej po konkurencyjnych cenach. Rosyjski koncern deklaruje, że nie będzie nadużywał swej pozycji. To ma rozwiązać problem.

Jednak w żadnym przypadku te propozycje nie są dla nas satysfakcjonujące. Nie tylko dzięki gazoportowi w Świnoujściu czy Kłajpedzie Gazprom stracił argumenty, by monopolizować dostawy. W dodatku, nie jest to żadna kara dla rosyjskiego giganta. Taką będzie tylko wysoka kara pieniężna.

Dlaczego? Warto podliczyć, ile Gazprom dzięki swojej polityce zyskał. Choć oficjalnie ceny gazu, po jakich kupowaliśmy  surowiec od Rosjan, nie zostały ujawnione, to nieoficjalnie wiadomo, że były one bardzo zawyżone. Dość powiedzieć, że w pewnym czasie za 1000 m3 gazu Niemcy płaciły np. 281 dolarów, a my 500!

Dla uproszczenia rachunku rosyjskich zysków a naszych strat, przyjmijmy, że różnica wynosiła tylko 200 dolarów na 1000 m3 (Niemcy kupują od Rosji znacznie więcej gazu, choć zarazem są położone dalej). Przyjmując, że skali roku kupiliśmy z taką różnicą od Rosjan 10 mld m3 gazu, oznacza to, że przepłaciliśmy astronomiczną kwotę 2 mld dolarów!

W praktyce złożyli się na to wszyscy Polacy, kosztowało nas to także obniżeniem konkurencyjności naszych firm. Co więcej, Rosjanie zawyżali ceny surowca, nawet gdy ten zaczął na światowych rynkach tanieć. Pochodnym tego jest arbitraż w Sztokholmie.

Jednak w całej historii najbardziej przykre jest to, że sami ułatwiliśmy sytuację Rosjanom. Skąd wzięły się bowiem takie różnice w cenie surowca dla poszczególnych krajów Unii Europejskiej?

W znacznym stopniu ceny rosyjskiego surowca zależą nie od rynku, lecz polityki. Warszawa nie ma na Kremlu dobrych notowań. Przekłada się to na wyższe niż dla innych krajów ceny surowców. Inaczej niż czynnikami politycznymi  nie można tłumaczyć faktu, że kupująca mniej gazu w Rosji Francja (dodatkowo położona tysiąc kilometrów dalej) za surowiec płaciła znacząco mniej…

Nasza słabością w negocjacjach był fakt uzależnienia gazowego od Rosji. Z powodu braku odpowiedniej infrastruktury nie byliśmy w stanie sprowadzić do kraju gazu, który kupilibyśmy na innym rynku. To dopiero zmieniło się po wybudowaniu interkonektorów, a przede wszystkim gazoportu.

Warto jednak podkreślić, że z rosyjskim drenażem mogliśmy skutecznie walczyć znacznie wcześniej. Przecież istniał plan budowy gazociągu do Norwegii. Jednak porozumienie z Norwegiami zostało zablokowane w 2001 roku przez rząd Leszka Millera. Ten po latach broni się argumentami, że gazociąg miał propagandowy charakter. Jednak trudno uznać to za wiarygodne tłumaczenie, biorąc pod uwagę gigantyczne szkody finansowe, jakie poniósł nasz kraj.

Nawet jeśli gazociąg byłby wykorzystywany tylko częściowo, to przecież dawał on tak potrzebną wobec rosyjskiego gazu alternatywę. Jednak rezygnując z budowy rury pozbyliśmy się argumentów, dając Rosjanom możliwość dyktatu cenowego.

Na koniec jeszcze jedna kwestia. Pojawiają się głosy, że opór PGNiG przed lekkim potraktowaniem Gazpromu, to próba uzyskania pieniędzy od rosyjskiej spółki. Jednak należy pamiętać, że ewentualna kara pieniężna trafi do Komisji Europejskiej, a nie do naszej spółki.

Dariusz Malinowski

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017