Rosyjski smok gazowy zjada własny ogon
Marcelina Gołębiewska - 2006-09-12

Dyskusja o uniezależnieniu się od importu gazu z Rosji przesłania nam sytuację tej gazowej potęgi. Tymczasem wkrótce - alarmują eksperci - Rosja może przestać realizować swoje gazowe zobowiązania. To wyzwanie dla polskiej i europejskiej polityki gazowej.
Gazprom informuje, że ma dość zasobów, by - zależnie od potrzeb importerów - wydobywać nawet 900 mld m sześc. gazu na rok, czyli o 60 proc. więcej niż teraz. O ile rynek zechce kupować gaz po cenie, która będzie odpowiadać Gazpromowi.
Jednak według Instytutu Polityki Energetycznej z Moskwy, założonego przez byłego wiceministra energetyki Władimira Miłowa, za cztery lata w rosyjskim (nie tylko w gazpromowskim) bilansie gazowym zabraknie w sumie 100 mld m sześc. surowca. Skąd ta rozbieżność? Gazprom odwołuje się do wielkości produkcji, zapisanej "na koncie" koncernu w "Strategii energetycznej Rosji do 2020 r.", podkreślając, że chce realizować zapisy strategii, a nie faktyczne potrzeby rynku.
Gdyby podliczyć przewidywane gazpromowskie wydobycie w 2010 roku z wydobyciem gazu przez niezależnych producentów oraz włączanym do rosyjskiego bilansu gazem środkowoazjatyckim, okazałoby się, że za cztery lata podaż gazu może być o 100 mld m sześc. mniejsza niż prognozowany popyt na gaz w Rosji i u jej kontrahentów (Europa, Kraje Wspólnoty i Chiny).
Eksperci: zabraknie gazu
Instytut Miłowa nie jest w tych prognozach osamotniony. Rosyjski Instytut Problemów Monopoli Naturalnych ma podobną opinię: w krótkim okresie Gazprom będzie mógł rekompensować braki gazu dzięki zmniejszaniu eksportu w dopuszczanym kontraktami przedziale i przez pozyskiwanie gazu środkowoazjatyckiego, ale w 2010 r. deficyt gazu na rynku krajowym i zagranicznym sięgnie 124 mld m sześc.
W Rosji od dłuższego czasu trwa debata o realnych możliwościach zapewnienia za kilka czy kilkanaście lat rosyjskich dostaw gazu na rynek wewnętrzny i zagraniczny. Ze względu na monopol eksportowy Gazpromu, już prawnie potwierdzony, dyskusja dotyczy przede wszystkim gazowego potentata.
W lutym tego roku minister przemysłu i energetyki W. Christienko przyznał, że jest "ryzyko związane z terminami uruchamiania nowych złóż". Christienko przypomniał jednak, że uruchomienie dostaw z nowych potężnych złóż będzie wspierane dostawami najważniejszego teraz dla Gazpromu gazu zachodniosyberyjskiego oraz z Azji Środkowej. Jednak eksperci już ostrzegli, że oczekiwany wzrost wydobycia gazu turkmeńskiego może nie dojść do skutku, a w dodatku gaz z Turkmenii stale - i poważnie - drożeje.
Mało na upstream
Podstawowym problemem jest według ekspertów to, że Gazprom za mało inwestuje w wydobycie. Oficjalnie uznanym warunkiem bezpieczeństwa energetycznego Rosji jest skumulowanie większości wydobycia gazu właśnie w Gazpromie (zatem każde przejęcie na wewnętrznym rosyjskim rynku jest propaństwowe). Bezpieczeństwo zmniejsza natomiast to, że zostało ono w lwiej części skoncentrowane w trzech "dojrzałych" złożach: Urengojskoje, Jamburskoje, Miedwieżje - które w dodatku dają coraz mniej gazu. Podczas gdy Gazprom podkreśla dzisiaj stały wzrost wydobycia w całej grupie kapitałowej (z 512 mld m sześc. w 2001 r. do 547,9 mld m sześc. w 2005 r.), eksperci mówią o stabilnym spadku wydobycia z trzech wymienionych -nadal najważniejszych dla koncernu - złóż (z poziomu 505 mld m sześc. w 2001 r. do 427,8 mld m sześc. w 2005 r.).
Gazprom podaje, że kierując się opłacalnością do 2010 r. będzie kontynuował wydobycie w złożach zlokalizowanych blisko istniejącej sieci gazociągów. Instytut Polityki Energetycznej podkreśla, że najprawdopodobniej dopiero po 2012 roku będą uruchomione nowe wielkie złoża jamalskie i złoże Sztokmanowskie, które od 2011 roku miało zapewnić eksport gazu skroplonego do USA. Tymczasem nie uruchamiając nowych wielkich złóż gazu Gazprom może utrzymywać wydobycie na stałym poziomie, ale nie może istotnie go powiększyć. Deklaracja o koncentrowaniu się rosyjskiego potentata na wydobyciu w pobliżu działających tras przesyłu oznaczałaby też zahamowanie rozwoju projektów wydobycia na Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie Rosji. Na razie rejon ten (z którego będzie pochodzić w przyszłości najpoważniejsza ilość "nowego" gazu i ropy) jest polem wojny o wpływy: Gazprom walczy o przyszłe zyski z niezależnymi koncernami, takimi jak TNK-BP i zachodni udziałowcy projektów Sachalin-1 i 2.
Niezależni bez możliwości
Walka Gazpromu i urzędników z niezależnymi firmami gazowymi jest kolejną - a według instytutu Miłowa najpoważniejszą - przyczyną, która może spowodować brak gazu. Rozwój niezależnych jest skutecznie hamowany.
Według różnych źródeł niezależni producenci dopiero w 2020 roku wyprodukują od 140 do 180 mld m sześc. gazu. W ubiegłym roku dziewięciu największych niezależnych producentów gazu - Novatek, Surgutnieftiegaz, Rosnieft, TNK-BP, Lukoil, należąca już do Gazpromu Sibnieft, Jukos, Sławnieft i Russnieft - wydobyło 73,3 mld m sześc. surowca, a wzrost wydobycia sięgnął tylko 4,5 proc. "Niezależnymi" operatorami na gazowym rynku Rosji są producenci wyspecjalizowani w wydobyciu gazu, jak na przykład Novatek, firmy wydobywające gaz towarzyszący ropie (np. Lukoil), traderzy - jak znane z polskiego rynku RosUkrEnergo, a także regionalne spółki nie wtłaczające swojego gazu do systemu krajowego.
Najważniejsze ograniczenia w działalności firm niezależnych z trzech pierwszych grup związane są z problematycznym i coraz to droższym dostępem do gazpromowskiej sieci i pokrętną polityką państwa w zakresie własności nowo budowanych gazociągów. W tym roku prawnie usankcjonowano brak możliwości dochodowego eksportowania błękitnego paliwa. Oznacza to, że niezależny inwestor nie ma pewności, iż zbudowany przez niego gazociąg nie zostanie uznany za własność państwa. W dodatku niezależna firma gazowa nie ma możliwości intratnego eksportowania gazu, co w praktyce równa się odcięciu jej od dopływu środków na inwestycje.
Gazprom tymczasem kupuje od niezależnych niewiele gazu (na ten rok planuje zaledwie 12 mld m sześc.), ale za to kupuje... samych niezależnych. Przejął między innymi spółki: Purgaz w 2002 r. (15 mld m sześc. na rok), w 2005 roku Nortgaz (4,5 mld m sześc. na rok) i Sibnieft (2 mld m sześc. gazu w zeszłym roku), a ostatnio 20 proc. Novateku (ponad 25 mld m sześc. na rok).
Co zrobi Europa?
W ubiegłym roku rosyjskiego gazu nie kupowały w Europie tylko Wielka Brytania i Irlandia, Szwecja, Luksemburg, Portugalia i Hiszpania - wynika z corocznego opracowania BP Statistical Review. Najwięcej rosyjskiego surowca odebrały Niemcy, Włochy i Turcja. W sumie Rosja sprzedała za granicę ponad 150 mld m sześc. gazu.
W 2010 roku Rosja ma dostarczać do Europy (wliczając Turcję) i kraje WNP 190 mld m sześc. gazu, dodatkowy popyt na gaz z Rosji w Europie i Turcji może wynieść 135 mld m sześc., a zapowiedziany eksport do Chin 38 mld m sześc.
Potężnym konsumentem gazu jest też sama Federacja Rosyjska. W ubiegłym roku wewnętrzne rosyjskie zużycie sięgnęło 388 mld m sześc. gazu (!), w tym 307 mld m sześc. gazu gazpromowskiego. Za cztery lata Rosja może potrzebować blisko 470 mld gazu ziemnego na rok. W polityce energetycznej Rosji może zaś przeważyć opinia, że jako kraj bogaty w gazowe złoża Rosja może pozwolić sobie na takie spożycie.
Biorąc pod uwagę ograniczenia rosyjskiej gazowej potęgi może się okazać, że planowana przez kraje europejskie dywersyfikacja z wyboru przekształci się w konieczność. Pytanie tylko: kiedy?
Jednak według Instytutu Polityki Energetycznej z Moskwy, założonego przez byłego wiceministra energetyki Władimira Miłowa, za cztery lata w rosyjskim (nie tylko w gazpromowskim) bilansie gazowym zabraknie w sumie 100 mld m sześc. surowca. Skąd ta rozbieżność? Gazprom odwołuje się do wielkości produkcji, zapisanej "na koncie" koncernu w "Strategii energetycznej Rosji do 2020 r.", podkreślając, że chce realizować zapisy strategii, a nie faktyczne potrzeby rynku.
Gdyby podliczyć przewidywane gazpromowskie wydobycie w 2010 roku z wydobyciem gazu przez niezależnych producentów oraz włączanym do rosyjskiego bilansu gazem środkowoazjatyckim, okazałoby się, że za cztery lata podaż gazu może być o 100 mld m sześc. mniejsza niż prognozowany popyt na gaz w Rosji i u jej kontrahentów (Europa, Kraje Wspólnoty i Chiny).
Eksperci: zabraknie gazu
Instytut Miłowa nie jest w tych prognozach osamotniony. Rosyjski Instytut Problemów Monopoli Naturalnych ma podobną opinię: w krótkim okresie Gazprom będzie mógł rekompensować braki gazu dzięki zmniejszaniu eksportu w dopuszczanym kontraktami przedziale i przez pozyskiwanie gazu środkowoazjatyckiego, ale w 2010 r. deficyt gazu na rynku krajowym i zagranicznym sięgnie 124 mld m sześc.
W Rosji od dłuższego czasu trwa debata o realnych możliwościach zapewnienia za kilka czy kilkanaście lat rosyjskich dostaw gazu na rynek wewnętrzny i zagraniczny. Ze względu na monopol eksportowy Gazpromu, już prawnie potwierdzony, dyskusja dotyczy przede wszystkim gazowego potentata.
W lutym tego roku minister przemysłu i energetyki W. Christienko przyznał, że jest "ryzyko związane z terminami uruchamiania nowych złóż". Christienko przypomniał jednak, że uruchomienie dostaw z nowych potężnych złóż będzie wspierane dostawami najważniejszego teraz dla Gazpromu gazu zachodniosyberyjskiego oraz z Azji Środkowej. Jednak eksperci już ostrzegli, że oczekiwany wzrost wydobycia gazu turkmeńskiego może nie dojść do skutku, a w dodatku gaz z Turkmenii stale - i poważnie - drożeje.
Mało na upstream
Podstawowym problemem jest według ekspertów to, że Gazprom za mało inwestuje w wydobycie. Oficjalnie uznanym warunkiem bezpieczeństwa energetycznego Rosji jest skumulowanie większości wydobycia gazu właśnie w Gazpromie (zatem każde przejęcie na wewnętrznym rosyjskim rynku jest propaństwowe). Bezpieczeństwo zmniejsza natomiast to, że zostało ono w lwiej części skoncentrowane w trzech "dojrzałych" złożach: Urengojskoje, Jamburskoje, Miedwieżje - które w dodatku dają coraz mniej gazu. Podczas gdy Gazprom podkreśla dzisiaj stały wzrost wydobycia w całej grupie kapitałowej (z 512 mld m sześc. w 2001 r. do 547,9 mld m sześc. w 2005 r.), eksperci mówią o stabilnym spadku wydobycia z trzech wymienionych -nadal najważniejszych dla koncernu - złóż (z poziomu 505 mld m sześc. w 2001 r. do 427,8 mld m sześc. w 2005 r.).
Gazprom podaje, że kierując się opłacalnością do 2010 r. będzie kontynuował wydobycie w złożach zlokalizowanych blisko istniejącej sieci gazociągów. Instytut Polityki Energetycznej podkreśla, że najprawdopodobniej dopiero po 2012 roku będą uruchomione nowe wielkie złoża jamalskie i złoże Sztokmanowskie, które od 2011 roku miało zapewnić eksport gazu skroplonego do USA. Tymczasem nie uruchamiając nowych wielkich złóż gazu Gazprom może utrzymywać wydobycie na stałym poziomie, ale nie może istotnie go powiększyć. Deklaracja o koncentrowaniu się rosyjskiego potentata na wydobyciu w pobliżu działających tras przesyłu oznaczałaby też zahamowanie rozwoju projektów wydobycia na Wschodniej Syberii i na Dalekim Wschodzie Rosji. Na razie rejon ten (z którego będzie pochodzić w przyszłości najpoważniejsza ilość "nowego" gazu i ropy) jest polem wojny o wpływy: Gazprom walczy o przyszłe zyski z niezależnymi koncernami, takimi jak TNK-BP i zachodni udziałowcy projektów Sachalin-1 i 2.
Niezależni bez możliwości
Walka Gazpromu i urzędników z niezależnymi firmami gazowymi jest kolejną - a według instytutu Miłowa najpoważniejszą - przyczyną, która może spowodować brak gazu. Rozwój niezależnych jest skutecznie hamowany.
Według różnych źródeł niezależni producenci dopiero w 2020 roku wyprodukują od 140 do 180 mld m sześc. gazu. W ubiegłym roku dziewięciu największych niezależnych producentów gazu - Novatek, Surgutnieftiegaz, Rosnieft, TNK-BP, Lukoil, należąca już do Gazpromu Sibnieft, Jukos, Sławnieft i Russnieft - wydobyło 73,3 mld m sześc. surowca, a wzrost wydobycia sięgnął tylko 4,5 proc. "Niezależnymi" operatorami na gazowym rynku Rosji są producenci wyspecjalizowani w wydobyciu gazu, jak na przykład Novatek, firmy wydobywające gaz towarzyszący ropie (np. Lukoil), traderzy - jak znane z polskiego rynku RosUkrEnergo, a także regionalne spółki nie wtłaczające swojego gazu do systemu krajowego.
Najważniejsze ograniczenia w działalności firm niezależnych z trzech pierwszych grup związane są z problematycznym i coraz to droższym dostępem do gazpromowskiej sieci i pokrętną polityką państwa w zakresie własności nowo budowanych gazociągów. W tym roku prawnie usankcjonowano brak możliwości dochodowego eksportowania błękitnego paliwa. Oznacza to, że niezależny inwestor nie ma pewności, iż zbudowany przez niego gazociąg nie zostanie uznany za własność państwa. W dodatku niezależna firma gazowa nie ma możliwości intratnego eksportowania gazu, co w praktyce równa się odcięciu jej od dopływu środków na inwestycje.
Gazprom tymczasem kupuje od niezależnych niewiele gazu (na ten rok planuje zaledwie 12 mld m sześc.), ale za to kupuje... samych niezależnych. Przejął między innymi spółki: Purgaz w 2002 r. (15 mld m sześc. na rok), w 2005 roku Nortgaz (4,5 mld m sześc. na rok) i Sibnieft (2 mld m sześc. gazu w zeszłym roku), a ostatnio 20 proc. Novateku (ponad 25 mld m sześc. na rok).
Co zrobi Europa?
W ubiegłym roku rosyjskiego gazu nie kupowały w Europie tylko Wielka Brytania i Irlandia, Szwecja, Luksemburg, Portugalia i Hiszpania - wynika z corocznego opracowania BP Statistical Review. Najwięcej rosyjskiego surowca odebrały Niemcy, Włochy i Turcja. W sumie Rosja sprzedała za granicę ponad 150 mld m sześc. gazu.
W 2010 roku Rosja ma dostarczać do Europy (wliczając Turcję) i kraje WNP 190 mld m sześc. gazu, dodatkowy popyt na gaz z Rosji w Europie i Turcji może wynieść 135 mld m sześc., a zapowiedziany eksport do Chin 38 mld m sześc.
Potężnym konsumentem gazu jest też sama Federacja Rosyjska. W ubiegłym roku wewnętrzne rosyjskie zużycie sięgnęło 388 mld m sześc. gazu (!), w tym 307 mld m sześc. gazu gazpromowskiego. Za cztery lata Rosja może potrzebować blisko 470 mld gazu ziemnego na rok. W polityce energetycznej Rosji może zaś przeważyć opinia, że jako kraj bogaty w gazowe złoża Rosja może pozwolić sobie na takie spożycie.
Biorąc pod uwagę ograniczenia rosyjskiej gazowej potęgi może się okazać, że planowana przez kraje europejskie dywersyfikacja z wyboru przekształci się w konieczność. Pytanie tylko: kiedy?