Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Nowelizacja ustawy o OZE dobije branżę zielonej energii?

Autor:  Karolina Mózgowiec, jk, polskieradio.pl  |  06-08-2017 15:22
Nowelizacja ustawy o OZE czeka na podpis prezydenta. Branża zielonej energii apeluje o veto.

Fot. Shutterstock

Przepisy zmniejszają tzw. opłatę zastępczą wiążąc ją z cenami zielonych certyfikatów.

Dziś świadectw pochodzenia jest za dużo, przez co ich ceny są bardzo niskie, wynoszące 20, 30 zł. Są to dokumenty potwierdzające wytworzenie energii elektrycznej z wiatraków czy słońca.

Nowa opłata zastępcza spadła z 300 do… 50 zł


Kupują je spółki energetyczne, które muszą wykazać się odpowiednim udziałem zielonej energii w bilansie energii elektrycznej dostarczonej do odbiorców. W przypadku braku odpowiedniej liczby certyfikatów, spółki muszą ponosić opłatę zastępczą, która do tej pory wynosiła 300,03 zł/MW. Po nowelizacji, wyniesie ok. 50 zł.

Celem nowelizacji - jak podawało Ministerstwo Energii - jest zmniejszenie nadpodaży zielonych certyfikatów. Zdaniem branży, rozwiązaniem powinno być zwiększenie zobowiązań energetyki do wykorzystywania OZE.

- Natomiast czekające na podpis prezydenta przepisy spowodują falę bankructw firm, które zainwestowały w OZE - uważa Tomasz Podgajniak, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej.

Liczyli na dużą nowelizację ustawy o OZE


Jak wyjaśnia, środowisko oczekiwało, że w ramach dużej nowelizacji ustawy o OZE, która właśnie jest przygotowywana, zostaną podjęte pewne decyzje, które miałyby zwiększyć popyt na certyfikaty, i tym samym spowodować wzrost ich ceny.

- Oczywiście nie od razu i szybko, ale istniała nadzieja, że po jakimś czasie ta nadpodaż się rozładuje i przychody wytwórców energii wzrosną - mówi gość PR24.

Jak dodaje, ustalenie opłaty zastępczej na poziomie 50 zł, w odniesieniu do dzisiejszych cen certyfikatów oznacza, że nawet jeśliby popyt wzrósł, to nie wzrośnie ich cena.

Wytwarzanie energii z OZE będzie nadal nierentowne i prowadzi do niewypłacalności branży zielonej energii

- Czyli utrzymamy stan nierentowności przez najbliższe kilka, może 6 lat, a to oznacza dla wytwórców energii z OZE, stan niewypłacalności, czyli nie jesteśmy w stanie spłacać kredytów, remontować urządzeń - mówi gość Polskiego Radia 24.

- Przepisy będą też - zdaniem Tomasza Podgajnika - ostatecznym ciosem w umowy długoterminowe.

Jak wyjaśnia gość Polskiego Radia, umowy długoterminowe były zawierane przez inwestorów OZE z dużymi spółkami energetycznymi, i było to zabezpieczeniem dla zaciągania tych kredytów.

Koncerny energetyczne brutalnie zrywają umowy


- Teraz koncerny energetyczne próbują te umowy wypowiadać lub brutalnie zrywać, a gdy nie mogą znaleźć formuły prawnej, to po prostu ich nie wykonują, na zasadzie: „co teraz mi zrobicie”, a teraz będą miały pretekst prawny aby z tych umów się wycofać - mówi Tomasz Podgajnik.  

- Bo opłata zastępcza, będąca punktem odniesienia, zostaje zredukowana sześciokrotnie - tłumaczy gość PR24.

Za roszczenia zawiedzionych inwestorów OZE zapłacą nie koncerny energetyczne, ale podatnicy

- Ale największą tragedią jest to, że roszczenia, które mieli przedsiębiorcy do nieuczciwych koncernów, zostaną przeniesiona na Skarb Państwa - mówi Podgajnik.

I podaje przykłady z Hiszpanii, gdzie rząd musiał wypłacić już ponad 120 mln euro odszkodowań.

- A nasze straty będą sięgały kilku miliardów euro - mówi wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej.

Tomasz Podgajniak podkreśla, że opłata zastępcza była wnoszona przez spółki energetyczne rzadko, więc to nie jej obniżenie jest problemem. Natomiast powiązanie jej z cenami zielonych certyfikatów sprawi, że ceny świadectw pochodzenia będą w praktyce zamrożone na lata.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017