Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

PGNiG bierze wszystko, Rosjanie schodzą na boczny tor

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  29-08-2017 08:31
Informacja naszego gazowego potentata jest enigmatyczna. PGNiG zarezerwował dodatkowe 35 proc. zdolności regazyfikacyjnych w terminalu LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu. Jednak ma ona bardzo duże znaczenie, pokazuje bowiem skąd w przyszłości nasza spółka chce importować surowiec, a kto na taką współpracę ma coraz mniejsze szanse.

Decyzja o podpisaniu aneksu do umowy z 2010 roku, zawartej z Polskim LNG (spółka zarządzająca gazoportem) nie zaskakuje. To bowiem kolejny krok w uniezależnieniu się od dostaw gazu z Rosji.

Fot. mat. pras.

Obecny rząd wielokrotnie informował, że będzie zmierzał do zmiany źródeł dostaw „błękitnego paliwa”. Obecnie większość gazu importujemy z Rosji. Jednak pewność dostaw tych 10 mld m3 surowca wcale nie jest tak wielka jakby się mogło wydawać.

Problem w tym, że nasz kraj mimo wzorowo regulowanych płatności za surowiec jest w każdej chwili narażony na wstrzymanie, pod byle pretekstem dostaw surowca.

Moskwa - co Kreml ogłosił kilka lat temu w swojej doktrynie - może bowiem wstrzymać dostawy surowca ze względów politycznych. Zresztą zrobiła już tak kilkakrotnie w przypadku Białorusi i Ukrainy.

Nie chcąc zdawać się na łaskę i niełaskę Rosjan, PGNiG poszukuje alternatywnych źródeł dostaw. Teoretycznie najłatwiej byłoby kupować gaz w Niemczech, tyle że należy pamiętać, iż w istocie jest to w większości Rosyjski gaz, który za Odrę idzie Nord Streamem, a w przyszłości być może Nord Streamem 2.

Jakie pozostają nam możliwości?

Po pierwsze obiekt w Świnoujściu. Gazoport może przyjąć rocznie kilkadziesiąt metanowców. Łącznie dostarczyć tą drogą można obecnie około 5 mld m3 gazu. I właśnie obecnie PGNiG zarezerwował całość mocy świnoujskiego obiektu. W przyszłości jest planowa jego rozbudowa, tak by gazoport mógł przyjmować nawet 7,5 mld m3 gazu, czyli niewiele mniej niż połowa zapotrzebowania na ten surowiec naszego kraju.

Czytaj także: PGNiG zwiększa rezerwację mocy w gazoporcie. Potencjalnie aż 5 mld m3 gazu rocznie

Jednak to rozwiązuje tylko część problemów. Co z druga połową (zakładając, ze PGNiG wziąłby także pozostałe moce w rozbudowanym już gazoporcie)? Własne wydobycie to około 4 mld m3. Wciąż więc będzie nam brakowało 5 mld m3 gazu.

Jednak PGNiG, operator systemu przesyłowego kraju Gaz-System (przez spółkę zależną właściciel gazoportu) oraz  i rząd, przygotowują rozwiązanie tego problemu. Ma być nim połączenie gazowe z Norwegią.

5 września zostanie ogłoszona procedura Open Season (wiążąca) na moce przesyłowe połączenia z Norwegią - gazociągu Baltic Pipe. Po jej zakończeniu wiadomo będzie, jakie jest zainteresowanie surowcem z tego kierunku. PGNiG już deklarował chęć wzięcia części gazu.

Po zsumowaniu więc mocy gazoportu z krajowym wydobyciem oraz gazem z rury, Polska może w ogóle zrezygnować z rosyjskiego surowca.

Kluczem do sukcesu będzie zachowanie terminów. Do 2022 obowiązuje bowiem Kontrakt Jamalski, na mocy którego kupujemy surowiec z Rosji. Jak więc widać, chcąc zrezygnować w rosyjskiego surowca, do tego czasu musimy mieć rozbudowany gazoport i wybudowane połączenie gazowe via Dania do Norwegii. Oznacza to napięte terminy, ale jak podkreśla rząd możliwe do realizacji.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017