Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Gaz–System mówi "sprawdzam". Zaczyna się bój o Baltic Pipe

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  04-09-2017 07:06  |  aktualizacja: 04-09-2017 07:07
We wtorek rozpoczyna się tzw. wiążąca procedura Open Season na moce przepustowe planowanego gazociągu do Norwegii. Ma sprawdzić jakie jest faktyczne zainteresowanie gazem, który mógłby być sprowadzany ze Skandynawii. Jeśli małe, rura może nie powstać…

W skrócie procedura polega na złożeniu przez firmy zapotrzebowania na moce przesyłowe gazociągu, przez określony czas. Im więcej, tym lepiej, bo oznacza to, że wypełnienie rury będzie większe, co pozytywnie wpływa na opłacalność inwestycji.

Mapa gazociągu po dnie Morza Bałtyckiego (Baltic Pipe),
fot.:Gaz-System

- 5 września uruchomimy drugą fazę procedury Open Season, która umożliwi składanie wiążących ofert przez firmy na nowe zdolności przesyłowe w ramach projektu Baltic Pipe – mówi portalowi wnp.pl rzecznik Gaz-Systemu Tomasz Pietrasieński.

Spółka spodziewa się pozytywnego odzewu. - Dobry wynik pierwszej fazy procedury (niewiążące deklaracja zainteresowania gazem z tego źródła)  utwierdził spółkę w przekonaniu, że będzie popyt na przesył gazu z Morza Północnego przez Danię i Morze Bałtyckie do Polski i druga faza zakończy się podpisaniem kontraktów umów przesyłowych na okres do 15 lat – podkreśla Pietrasieński.

Strategiczna rura umożliwić ma odbiór nawet 10 mld m3 gazu z kierunku norweskiego. To około 2/3 całych krajowego zapotrzebowania na surowiec. Jeśli doliczymy do tego własną produkcję i zdolności przyjmowania gazu przez gazoport oznaczać to może całkowitą rezygnację z rosyjskiego surowca.

Kto może być zainteresowany gazem z Norwegii?

Naturalnym odbiorcą jest PGNiG, który sam posiada w Skandynawii złoża „błękitnego paliwa”.

Zresztą spółka swoje zainteresowanie już potwierdziła. - Połączenie ze Skandynawii do Polski jest najważniejszym tego typu przedsięwzięciem w naszej części kontynentu ponieważ zapewni naszym odbiorcom zdywersyfikowane dostawy gazu na bezpiecznych i rynkowych warunkach – tłumaczy Piotr Woźniak, prezes PGNiG. Jak niedawno zapewnił spółka chce wziąć udział w wiążącej procedurze. Na razie jednak nie wiadomo jakie zdolności przesyłowe chce zarezerwować.

Projekt mniejszy entuzjazm budzi u niezależnych dostawców. Kilku stwierdziło brak zainteresowania.

- Handen (niezależny dostawca gazu) nie będzie brał teraz udziału procedurze Open Season na gazociąg Baltic Pipe. Nie widzimy możliwości wygenerowania pozytywnego efektu ekonomicznego który mógłby się przełożyć na naszych klientów – mówi portalowi wnp.pl członek zarządu energetycznej spółki Ireneusz Sawicki.

- Jednym z elementów który zniechęca do zarezerwowania na dłuższy okres mocy transportowych jest również niestabilność regulacyjna. Mam tu w szczególności na myśli ostatnie zmiany tzw. Ustawy o zapasach które wyeliminowały w praktyce import gazu z zagranicy przez mniejsze firmy. W naszej ocenie transport gazu z tak odległego kierunku pozyskania nie będzie tańszy, a naszym celem jest oferowanie klientom konkurencyjnych cen błękitnego paliwa – dodaje menedżer.

Potencjalnymi odbiorcami gazu tą drogą są także zagraniczni konsumenci, zwłaszcza ci którzy nie mają alternatywy wobec gazu z Rosji, a będą chcieli zdywersyfikować źródła dostaw. W grę wchodzą np. Ukraina i Słowacja.

Jednak faktyczne zainteresowanie będzie znane 24 października obecnego roku.

Baltic Pipe ma połączyć polski system gazowniczy z duńskim i dalej z norweskim. Gazociąg ma być gotowy w 2022 roku. Jak wcześniej szacował duński operator Energinet.dk całkowity koszt połączenia szacowany jest na 12-16 mld koron duńskich (1,6 – 2 mld euro).

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017