Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Wacław Czerkawski: Podwyżki dla górników. Jak nie teraz, to kiedy...

Autor:  wnp.pl (Jerzy Dudała)  |  11-09-2017 06:00  |  aktualizacja: 10-09-2017 21:22
Tzw. eksperci i ekonomiści niech zapomną, że koniunktura na rynku węgla to nie czas na podwyżki dla górników. Jak nie teraz, w czasie koniunktury, to niby kiedy?! - zaznacza w rozmowie z portalem wnp.pl Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce.

  • Na rynku węgla trwa koniunktura, ale nie możemy z niej skorzystać, bo nie jesteśmy w stanie wyprodukować tyle, ile dałoby się sprzedać.
  • Wysokość wynagrodzeń nie jest już magnesem przyciągającym ludzi do górnictwa.
  • To, że cykl inwestycyjny w górnictwie długo trwa, stanowi okazję do tworzenia sobie alibi przez menedżerów górniczych.
  • Bezpieczeństwo musi kosztować, zarówno bezpieczeństwo pracy górników pod ziemią, jak i bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Według Wacława Czerkawskiego najwyższa pora na podwyżkę górniczych wynagrodzeń.
Fot. PTWP (Andrzej Wawok)

******************

Jakaś cisza nastała w górnictwie. Czy to cisza przed burzą?


 - Nie powiedziałbym, żeby panowała cisza, bo przecież życzliwych i tych mniej życzliwych dla górnictwa nie brakuje. Oni nawet przy dobrej koniunkturze na rynku węgla szukają dziury w całym.

Jeszcze niedawno epatowano nas informacjami o nadprodukcji węgla i stale powtarzano pytanie: po co w ogóle nam to górnictwo? Teraz jest inaczej, zmieniono narrację i padają zewsząd pytania o to, dlaczego jest tak mało węgla na rynku.

Nie brak oczywiście alarmistycznych głosów, że węgla zabraknie i trzeba go będzie o wiele więcej sprowadzać zza granicy. Tak, jakby to było coś nowego, choć przecież od lat importujemy węgiel. Ten, którego sami nie produkujemy.

Co z tego wynika?

 
- To wszystko pokazuje, że potrzebny jest program dla górnictwa, który zresztą jest już praktycznie ukończony. Ma on pokazywać kierunki, w których ma zmierzać polskie górnictwo. W najbliższych latach musi ono  funkcjonować, bowiem to węgiel będzie głównym paliwem w naszym miksie energetycznym.

Oczywiście inną kwestią są bieżące problemy spółek węglowych, czy pojedynczych kopalń. Ale to naturalne, gdyż na wyniki rzutują czynniki geologiczne, finansowe, czy też uwarunkowania polityczne. I tu jest problem…

A jaki?


- Choćby taki, że mieliśmy dekoniunkturę i nie było środków na inwestycje, a teraz odbija się to czkawką.

Problemem jest to, że nie było żadnych działań w okresie dekoniunktury. Wtedy niemal wszyscy postulowali likwidację kopalń. Obecnie, kiedy jest koniunktura na rynku węgla i w miarę wysokie ceny surowca, to nie możemy z niej skorzystać, bo nie jesteśmy w stanie wyprodukować tyle węgla, ile wchłonąłby rynek.

W górnictwie nic się nie dzieje z dnia na dzień. Mówi się w Polsce o budowie nowych kopalń, co świadczy o tym, że są ludzie oraz instytucje finansowe gotowe wyłożyć środki na górnictwo. To wyraźnie pokazuje, że ta branża ma przed sobą przyszłość.

Unijna narracja na to nie wskazuje.

 
- Zgadza się. Mówiąc o przyszłości górnictwa nie można zapominać o antywęglowej polityce Unii Europejskiej, z którą trzeba się zmagać.

A nie jest to łatwe. Są oczywiście ekolodzy, którzy uparli się i powtarzają w kółko, że to właśnie węgiel jest główną przyczyną smogu i wszystkiego tego, co złe na tym świecie.

Nie jest to prawdą, ale lobby gazowe oraz lobby związane z OZE taką narrację same narzucają, a przy tym bezwzględnie ją wykorzystują. I bardzo trudno z tym walczyć.

W całej tej wielkiej polityce nie można zapominać o górnikach, którzy bezpośrednio kopią ten węgiel i czekają, kiedy będą mieli za tę swoją ciężką pracę odpowiednio zapłacone.

Płace w górnictwie nie robią już teraz na nikim zbytniego wrażenia…


 - Na pewno wysokość wynagrodzeń nie jest już magnesem przyciągającym ludzi do górnictwa. Faktem jest, że koszty płac w górnictwie są wysokie, ale przy obecnym, marnym poziomie wydobycia i przy schodzeniu z tym wydobyciem coraz niżej, jest to naturalne, że koszty rosną.

Trzeba tu również zaznaczyć, że bezpieczeństwo musi kosztować. Zarówno bezpieczeństwo pracy górników pod ziemią, jak i bezpieczeństwo energetyczne kraju.

To, że jest potrzeba uregulowania i podwyższenia górniczych wynagrodzeń wynika nawet  z samego programu dla górnictwa, gdzie jasno napisano, że trzeba rozpocząć prace nad ponadzakładowym układem zbiorowym pracy dla branży. I chyba rząd nie liczy na to, że górnicze związki dadzą się w tej materii okiwać.

Niektórzy tzw. eksperci i ekonomiści niech zapomną, że koniunktura na rynku węgla to nie jest czas na podwyżki dla górników. No, bo jak nie teraz - w czasie koniunktury na rynku węgla - to kiedy?!

Wielka elastyczność, którą wykazały się górnicze związki w ostatnich latach, godząc się na zamrożenie, a w niektórych przypadkach na obniżenie płac górników, była dowodem na to, że związki są odpowiedzialne i patrzą o wiele szerzej, niż by się to komukolwiek wydawało. Tak właśnie jest.

Mam również nieodparte wrażenie, że fakt, iż cykl inwestycyjny w górnictwie długo trwa, stanowi okazję do tworzenia sobie swoistego alibi przez menedżerów górniczych.

Co Pan ma na myśli?

 
- To, że kiedy nie wszystko idzie tak, jak powinno, to zawsze można powiedzieć, że na efekty trzeba jeszcze poczekać. Ot, taka wygodna wymówka.

Reasumując: trzeba naprawdę bardzo nie lubić górnictwa, żeby w momencie, kiedy pokazały się w tej branży zyski, próbować na siłę udowadniać, że to wszystko jest do niczego. Ale cóż, dobrego klimatu dla górnictwa brakuje teraz tak, jak węgla na polskim rynku.

Rozmawiał: Jerzy Dudała

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017