Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Odwrót od węgla jest nieunikniony. Różnice tkwią w szczegółach

Autor:  wnp.pl (Piotr Apanowicz)  |  11-10-2017 12:30  |  aktualizacja: 11-10-2017 17:57
Większość ekspertów nie ma wątpliwości, że w perspektywie 2050 roku udział węgla w polskim miksie energetycznym będzie znacząco niższy niż obecnie. Problemem jest odpowiedź na pytanie, czy będzie to 50 proc., czy może raczej najwyżej 10 proc.

- Dążeniem Ministerstwa Energii jest dookreślenie przyszłości polityki energetycznej kraju na zasadzie konsensusu wewnętrznego, który w tej dziedzinie jest bardzo trudny do osiągnięcia, jak również konsensusu z Komisją Europejską - powiedział Krzysztof Tchórzewski, minister energii, otwierając XIV Kongres Nowego Przemysłu w Warszawie.

Uczestnicy debaty pt. "Polityka energetyczna Polski" na XIV Kongresie Nowego Przemysłu.
Fot. PTWP (Paweł Pawłowski)

Zastrzegł przy tym, że Polska nie po to wstępowała do Unii Europejskiej, żeby doprowadzić do upadku swojej gospodarki, odnosząc to do powszechnej w Europie postawy antywęglowej i braku odpowiedniej reakcji naszego kraju, podkreślającej lokalne uwarunkowania.

Ile węgla w gospodarce?


- Kiedy mówimy, że w 2050 roku możliwy jest udział 50 proc. węgla w energetyce, z jednej strony spotykamy się z protestami górników na Śląsku, a z drugiej strony nie chcą tego przyjąć do wiadomości zwolennicy pełnej dekarbonizacji - mówi minister Tchórzewski.

Jego zdaniem mamy szanse prowadzić działania zmniejszające emisje, ale co do tego, jak szybki powinien być ich postęp zdania naukowców są podzielone, także w Europie. - Źle jest, gdy emisje CO2 są zbyt duże, ale również źle, gdy jest ich za mało, czego dowodzą pustynie. Musimy to odpowiednio wyważyć - argumentował.

Zapewnił, że deklaracja rządu jest jednoznaczna: nie ma możliwości prowadzenia polityki dalszego zmniejszania wydobycia węgla. - Po trzech kwartałach tego roku już widać, że w 2017 roku wzrost zużycia energii znacznie przekroczy 2 proc., a w ostatnich dwóch latach wyniesie około 5 proc. - powiedział. - Chcę przekonywać Komisję Europejską, żeby już dalej nie redukować istniejących źródeł węglowych, natomiast żeby nowo przybywające bloki zasilane były z innych źródeł.

W ocenie ministra rysują się szanse, żeby uzyskać dla Polski derogacje w zakresie rynku mocy i związane z ogólnymi wymogami klimatycznymi. - To twarde rozmowy, ale na wielu frontach posuwamy się do przodu. Jesteśmy na końcowym etapie negocjacji w zakresie rynku mocy, bo bez niego nasze wyzwania ekologiczne są nie do utrzymania. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku ustawa o rynku mocy zostanie uchwalona i notyfikowana przez KE - podsumował Krzysztof Tchórzewski.

Maciej Bukowski, prezes Wise Europa, Fundacji Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych i Europejskich, przekonywał, że 50 proc. węgla w 2050 roku to zdecydowanie za mało. - Gdyby pan minister powiedział, że 50 proc. będziemy mieli w roku 2030, uznałbym to za cel ambitny. Jednak w 2050 roku powinno być może 10 proc. energii z paliw kopalnych - ocenił.

Według niego w ciągu ostatnich kilku lat polska energetyka zrozumiała, że takie trendy jak odnawialne źródła energii czy gaz w energetyce są nieodwracalne. - Jeszcze kilka lat temu mówiło się, że 5-7 proc. energii z wiatru to maksimum, na co nas stać. Teraz zaakceptowaliśmy wreszcie, że przyszłość będzie zupełnie inna od przeszłości - mówił.

Jego zdaniem dekarbonizacja to realny, rzeczywisty trend, nie tylko europejski, ale ogólnoświatowy, który będzie tylko przyspieszał. - Należy się liczyć z realnymi politycznymi posunięciami wymierzonymi w te kraje, które po 2030 roku nie przyłączą się do tego peletonu, bo cena jaką świat będzie płacił za ocieplenie klimatu będzie coraz wyższa - przewidywał.

Trendy w energetyce


Henryk Baranowski, prezes PGE, wśród trzech najważniejszych impulsów czy trendów na rynku energetycznym wskazał ciepłownictwo, koncentrację na kliencie oraz energetykę rozproszoną.

- Ciepło nie ma substytutu, a ciepłownictwo jest obszarem zapóźnionym technologicznie i organizacyjnie, dlatego niesie ze sobą wielki potencjał i duże pole do zreformowania, istotne także ze względów społecznych - powiedział prezes PGE w trakcie sesji otwierającej Kongres Nowego Przemysłu „Polityka energetyczna Polski”.

Drugi wskazany przez niego obszar wiąże się ze wzrostem świadomości odbiorców energii, którzy potrzebują dodatkowych usług oraz informacji na temat tego, jak zużywają energię i gdzie mogą zaoszczędzić.

- Trzeci to energetyka prosumencka, klastry energetyczne i mikrosieci, które będą miały wpływ na cały łańcuch wartości w energetyce. To z jednej strony zagrożenie dla nas, ale i wyzwanie, bo chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie od strony organizacyjnej i innowacyjnej, chcemy być kreatorami tego rynku - mówił Henryk Baranowski.

W ocenie Mirosława Kowalika, prezesa Enei, trendy na rynku energii w dużej mierze uzależnione są od uwarunkowań zewnętrznych, takich jak twarda batalia w Brukseli, dotycząca kwestii klimatycznych i emisji CO2, wprowadzenia pakietu zimowego i rynku mocy, który powinien być impulsem do modernizacji energetyki.

- Nieunikniony jest proces zmian technologicznych, bo nasza energetyka wciąż jest stara, 66 proc. bloków ma powyżej 30 lat - mówił. - Musimy produkować efektywniej i sprawniej, ważne jest też inteligentne podejście do zarządzania relacjami z klientem, a do tego potrzebne są wydajne i efektywne sieci przesyłowe, co pokazał ostatnio chociażby orkan Ksawery.

Szef Enei zwracał uwagę, że czeka nas decyzja w sprawie bloków 200 MW około roku 2025-2030, gdzie powinniśmy postawić na alternatywne paliwa, w kontekście nowych wymogów emisyjnych w UE. - Nie zapominajmy też o gazie, w związku z planami powstania Baltic Pipe, bo musimy mieć moce niezbędne do regulacji mocy szczytowej, zapotrzebowanie na nie w 2030 roku wzrośnie do 30 GW, wobec 24 GW obecnie - podkreślał.

Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii, wśród najważniejszych megatrendów w energetyce, czyli globalnych zjawisk związanych ze zmianami społecznymi i postępem technologicznym, trwających dłużej niż 5-7 lat, wymieniła digitalizację, wpływającą nie tylko na efektywność energetyczną za pośrednictwem inteligentnych liczników, ale jako całe zjawisko poprawy elastyczności systemu energetycznego, ograniczenie oddziaływania energetyki na środowisko, demokratyzację procesów inwestycyjnych (czyli konieczność akceptacji przez lokalne społeczności budowy nowej kopalni czy elektrowni jądrowej) oraz spadek kosztów energetyki odnawialnej. - Ostatnio w Arabii Saudyjskiej osiągnięty został kolejny rekord na poziomie 1,79 centa za kilowatogodzinę, takie rekordy padają praktycznie co tydzień - mówiła.

Według Janusza Steinhoffa, byłego wicepremiera i ministra gospodarki w rządzie Jerzego Buzka, spółki energetyczne muszą wpasować się w realia Unii Europejskiej, a tworzenie polityki energetycznej to dziś równanie z niewiadomymi. - Na pewno nie jest możliwe utrzymanie monokultury paliw stałych, nawet poziom 50 proc. udziału węgla w 2050 roku będzie bardzo trudne, biorąc pod uwagę choćby to, co dzieje się w górnictwie, czyli sprzeciw społeczności lokalnych wobec budowy nowych kopalń i wątpliwe możliwości utrzymania wydobycia w istniejących - przekonywał.

Jego zdaniem czeka nas konieczność importu węgla, zatem trzeba również myśleć o zabezpieczeniu dostaw gazu dla energetyki. Ekspert podzielił także opinię, że potężny potencjał rozwoju tkwi w sektorze ciepłownictwa, który wymaga transferu nowoczesnych technologii, opartych na kogeneracji.

- W dłuższej perspektywie przewiduję substytucję nośników energii, rozwój OZE, a także głęboką restrukturyzację prowadzącą do obniżenia kosztów produkcji energii - zapowiadał.

W długim terminie


Maciej Bukowski dodawał, że relatywnie szybki wzrost gospodarczy i idący za nim wzrost popytu na energię o średnio 1,5 proc. rocznie oznacza też wzrost płac, co jest poważnym problemem dla takich sektorów jak górnictwo, gdzie za kilka lat może brakować rąk do pracy. - W tym kontekście osiągnięcie wydajności rzędu 2 tys. ton na górnika w 2030 roku może okazać się koniecznością - mówił.

Zdaniem Tomasza Rogali, prezesa Polskiej Grupy Górniczej, nie ma sporów co do tego, że nastąpi dywersyfikacja nośników energii, ale odchodzenie od paliw stałych nie jest procesem łatwym i szybkim, bo np. w Niemczech nadal zużywa się ok. 100 mln ton węgla rocznie. - Dla nas istotne jest to co przewidują nasi klienci w swoich programach inwestycyjnych, bo musimy znać długoterminowy poziom zapotrzebowania na nasz produkt - mówił.

- Inwestycje w sektorze energetycznym są długoterminowe. Im dłuższe, tym bardziej rośnie ryzyko, stąd złożony proces analizy opłacalności takich projektów. Istniejące trendy, takie jak polityka klimatyczna UE jeszcze wzmacniają tę niepewność inwestycyjną. Na dzisiaj widać wyraźnie, że biorąc pod uwagę otoczenie regulacyjne i ceny energii, niewiele projektów wykazuje opłacalność - powiedział Marek Wadowski, wiceprezes Tauronu ds. finansów.

Dodatkowo - jego zdaniem - polityka klimatyczna Unii wpływa nie tylko na akty normatywne, ale także na podejście instytucji finansujących inwestycje, których coraz więcej zapowiada, że nie będzie angażować się w finansowanie inwestycji opartych na węglu, z czym firmy energetyczne również muszą się liczyć, biorąc pod uwagę koszty tych projektów.

Przyszłe scenariusze


- Niedawno opublikowaliśmy analizę przedstawiającą cztery możliwe scenariusze dla polskiej energetyki w perspektywie 2050 roku. Scenariusz „węglowy”, zakładający tylko nieznaczny spadek udziału węgla w produkcji energii, dwa scenariusze zdywersyfikowane, w wersji z atomem i bez, w których udział węgla to ok. 25 proc. oraz scenariusz „odnawialny”, praktycznie bez udziału węgla - poinformowała Joanna Maćkowiak-Pandera.

Co ciekawe, z analizy Forum Energii wynika, że ogólne koszty wszystkich czterech scenariuszy są porównywalne. W najbardziej elastycznym wariancie „odnawialnym”, zużycie gazu w energetyce miałoby być jedynie o 5 mld m sześc. rocznie wyższe niż w wariancie „węglowym”.

- Emisja CO2 w pierwszym scenariuszu zmniejszyłaby się do 2050 roku o 7 proc., w scenariuszach zdywersyfikowanych o 65-68 proc., a w wariancie „odnawialnym” nawet o 85 proc., co pokazuje, że tylko w tych trzech ostatnich scenariuszach będziemy mogli nadal funkcjonować w ramach Unii Europejskiej - wymieniała.

Jej zdaniem z tych analiz jasno wynika, że musimy się dywersyfikować. - Na dzisiaj najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz zdywersyfikowany, ale nie można też wykluczyć opcji „odnawialnej” - przywidywała.

Zdaniem Henryka Baranowskiego każdy scenariusz rozwoju rynku energetycznego jest realny, a który z nich byłby optymalny zależy od zmian otoczenia i ich szybkości. - Dużo zależy od tego jak szybko wejdzie w życie reforma systemu ETS, czy i kiedy wprowadzony zostanie pakiet zimowy i wymóg 550 gramów CO2 na 1 kWh, ale także od bilansu paliwowego w kraju, rozumianego szeroko, nie tylko jako węgiel i gaz, ale również słońce czy wiatr, a także rachunku ekonomicznego - tłumaczył.

Także Mirosław Kowalik przekonywał, że trend musi się wpisywać w działania w Europie. - Nieunikniona jest rezygnacja z monokultury paliwowej, postęp technologiczny sprawia, że budowane będą coraz sprawniejsze magazyny energii, co może pozwolić ujarzmić niestabilne dzisiaj odnawialne źródła energii, ważna będzie także elektromobilność, może również technologia zgazowania węgla także dla energetyki, a nie tylko dla chemii - mówił. - Jeśli funkcją celu jest bezpieczeństwo energetyczne, trzeba inwestować w paliwa przewidywalne, uwzględniające także np. morskie farmy wiatrowe.

Maciej Bukowski podkreślił, że można sobie wyobrazić dwa modele dalszego rozwoju: państwową energetykę, która musi realizować często sprzeczne cele państwa, gdzie centralne planowanie jest koniecznością oraz odejście od centralnego planowania, w którym państwo występuje raczej w roli regulatora. - W tym pierwszym przypadku, jeśli pozostaniemy przy węglu, to napotkamy ścianę około 2030 roku, a jeśli będziemy dywersyfikować, kupimy sobie więcej czasu. W drugim przypadku jest szansa, że scenariusz OZE zacznie się materializować już w przyszłej dekadzie - powiedział.

- Jako członek UE swoją politykę musimy osadzać w unijnych realiach, co nie oznacza, że nie powinniśmy domagać się wpływu na ich kształtowanie - zgodził się Janusz Steinhoff i podkreślił, że całkowicie zasadny jest nasz sprzeciw wobec niektórych zapisów Pakietu Zimowego, choćby 550 gramów na 1 kWh, bo taki poziom emisji jest nie do przyjęcia.

- Po 2020 roku spodziewamy się coraz wyraźniejszej dywersyfikacji źródeł energii i zmniejszenia udziału węgla, ale przy stale rosnącym zużyciu energii rozwój OZE musi być skorelowany ze źródłami konwencjonalnymi, żeby nie doprowadzić do sytuacji, że nie będziemy w stanie zarządzać systemem energii - powiedział Marek Wadowski.


Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017