Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Ekspansja gazu skroplonego? Ekspert PGNiG Supply & Trading o perspektywach LNG w Polsce i w Europie

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  04-11-2017 12:00  |  aktualizacja: 04-11-2017 09:38
LNG to w opinii wielu specjalistów perspektywiczne paliwo. Skąd będziemy mogli importować skroplony gaz? Jak unikać rynkowych pułapek? O tym mówi portalowi WNP.PL Mateusz Boduch, odpowiedzialny za rozwój biznesu w PGNiG Supply & Trading w Monachium.
Polska ma już za sobą pierwszy import LNG z USA.
Fot. mat. pras.
  • Miejsce gazu z wygaszanych europejskich złóż lokalnych może zająć importowane LNG.
  • Rynek globalny stwarza rozległe możliwości dywersyfikowania kierunków importu. To ważne dla polskiej gospodarki
  • Gaz sieciowy - tańszy. Skroplony - wygodniejszy. Ale nowa infrastruktura też kosztuje...
  • Błękitne paliwo z USA jest już w Europie. Może przewrócić do góry nogami wschodnioeuropejskie formuły cenowe.

Znaczenie LNG w Europie będzie rosło?


- Z globalnego punktu widzenia Unia Europejska to istotny konsument gazu ziemnego.  Zużycie błękitnego paliwa w UE wyniosło w 2016 roku ponad 400 mld m3, co opowiada mniej więcej połowie popytu USA lub ok. 15 procentom globalnej konsumpcji gazu w minionym roku.

Mateusz Boduch, odpowiedzialny za rozwój biznesu w PGNiG Supply & Trading w Monachium.
Mateusz Boduch, odpowiedzialny za rozwój biznesu w PGNiG Supply & Trading w Monachium.

Dla porównania Polska, która jest konsumentem średniego kalibru, zużywa rocznie ok. 16 mld m3, a największy konsument w UE - czyli Niemcy ok. - 80 mld m3. Dominującymi źródłami zaopatrzenia krajów członkowskich UE od wielu lat jest przede wszystkim import gazociągowy z Rosji oraz Norwegii, natomiast nie bez znaczenia jest także wydobycie własne.

Dziś wysoce prawdopodobne jest, że struktura podaży błękitnego paliwa w UE zmieni się, przede wszystkim ze względu na stopniowe wyczerpywanie się lokalnych europejskich złóż. Przykładem jest np. Holandia, która po 2025 roku ma zmienić status z eksportera na importera netto gazu ziemnego. W dłuższej perspektywie mniej opłacalne może stać także wydobycie na niektórych złożach znajdujących się na Morzu Północnym.

Możliwe jest, że miejsce paliwa pochodzącego z wygaszanych złóż lokalnych zajmie importowane LNG. Mnogość istniejących i planowanych terminali LNG w UE oraz prognozowana globalna nadpodaż LNG, ze względu na oczekiwane uruchomienie nowych mocy produkcyjnych - zwłaszcza w USA i Australii, daje temu scenariuszowi bardzo duże szanse na sukces. Dodatkowym czynnikiem wspierającym możliwą ekspansję LNG w UE jest wysoki koszt i niechęć niektórych krajów członkowskich do wydobycia węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych.

Skąd UE i Polska będą czerpały LNG, biorąc pod uwagę sytuację na świecie?


- Rynek LNG rośnie dynamicznie,. Dlatego mogę odpowiedzieć, że de facto z każdego kierunku, gdzie sprzedawca zaproponuje atrakcyjną (w znaczeniu rynkowym) cenę i pozostałe warunki kontraktu. Aktualnie dominującym dostawcą LNG do Europy (i oczywiście do Polski) jest Katar, natomiast kraje UE posiadające terminale LNG importują także skroplony gaz m.in. z Algierii, Nigerii, Norwegii i innych krajów.

Popatrzmy na nasze podwórko: żyjemy w rzeczywistości, gdzie w dalszym ciągu większość zużywanego w Polsce gazu pochodzi z Rosji. Jeżeli nie zdecydujemy się na przedłużenie kontraktu jamalskiego (abstrahując od tego, czy i kiedy Baltic Pipe powstanie), to po 2022 roku będziemy potrzebować dodatkowych ilości gazu, który - biorąc pod uwagę ograniczenia infrastrukturalne - najłatwiej będzie importować w postaci skroplonej.

Oczywiście obserwując zakrojone na szeroką skalę plany ekspansji USA i Australii w obszarze produkcji LNG, importerzy w UE upatrują szansy na tani gaz. Ostatecznie jednak wnioskując m.in. po wystąpieniu Donalda Trumpa w Warszawie kilka miesięcy temu - możemy przewidywać, że cena, którą zaproponuje USA będzie raczej „rynkowa”. Terminal LNG im. Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu (podobnie jak pozostałe Europejskie terminale) ma doświadczenie w imporcie LNG nie tylko z Kataru, ale także Norwegii oraz USA. Kolejne kierunki mogą okazać się tylko kwestią czasu

W takim razie, czy LNG to przeznaczenie Europy?


- Ani LNG z USA, ani LNG jako postać gazu ziemnego nie jest jedyną możliwością zagwarantowania bezpieczeństwa energetycznego na naszym kontynencie i w naszym kraju. Alternatywą jest gaz sieciowy. Baltic Pipe, Nord Stream 2 - to planowane inwestycje, które w sposób naturalny zredukują apetyt Europy na LNG. Dodatkowo pamiętajmy, że z zasady gaz sieciowy jest tańszy niż to samo paliwo, które najpierw ulega skropleniu, następnie trzeba je załadować na statek, a w porcie docelowym wyładować, zmagazynować, zregazyfikować i wpuścić do sieci gazowniczej.

Należy mieć też świadomość, że inwestycja w nowe gazociągi, zwłaszcza te o których mowa powyżej, jest czasochłonna, kapitałochłonna oraz wymaga wielu porozumień i pozwoleń na szczeblu rządów poszczególnych krajów oraz instytucji UE. Z kolei terminale LNG - zwłaszcza te znajdujące się w naszej części kontynentu, działają i dysponują cały czas niewykorzystanymi mocami regazyfikacyjnymi.

W jakim stopniu LNG z USA jest już obecne w Europie?


- To ciekawe pytanie, ponieważ często spotykam się z opinią, że niedawna spotowa dostawa LNG od Cheniere (wiodącego eksportera gazu ziemnego z USA) do Polski, była czymś całkowicie pionierskim na skalę europejską. Nie można się z tym nie zgodzić, natomiast miejmy na uwadze fakt, że międzynarodowe spółki z sektora ropy i gazu (mam tutaj na myśli przede wszystkim te z rodowodem europejskim), już kilka lat temu zaczęły podpisywać długoterminowe (20-letnie) kontrakty na dostawy LNG właśnie z USA.

Jednym z pierwszych porozumień tego typu, był kontrakt zawarty już w 2011 roku pomiędzy BG Group (aktualnie Royal Dutch Shell) i Cheniere na dostawy ok. 8 mld m3 gazu rocznie. Kolejnymi kontrahentami amerykańskiego eksportera były m.in. GasNaturalFenosa, Total, Centrica, EDF i wiele innych firm.

Istnieją jednak dwa podstawowe ograniczenia, które należy wziąć pod uwagę badając poziom wpływu tego zjawiska na strukturę podaży gazu ziemnego w UE. Po pierwsze – kontrakty zawierane ze stroną amerykańską są zazwyczaj opatrzone klauzulą FoB (ang. Free on Board).

W dużym skrócie: nabywca LNG może w każdej chwili zmienić destynację statku biorąc pod uwagę np. lokalne uwarunkowania rynkowe w porcie docelowym. Drugi czynnik jest związany z faktem, że część ze wspomnianych kontraktów wchodzi w życie dopiero po ukończeniu budowy konkretnej dla danej umowy instalacji skraplającej w USA (np. Corpus Christi lub pozostałe części instalacji Sabine Pass), co powoduje, że rozpoczęcie dostaw kontraktowych jest obarczone pewnym ryzykiem.

Jak LNG wpłynie na zmiany kontraktów gazu z rury. Czy możliwy jest koniec wieloletnich umów?

- Oczywiście elastyczność LNG związana z łatwością transportu oraz aktualna perspektywa nadpodaży tego paliwa na światowych rynkach, raczej nie daje impulsu do zawierania bardzo długoterminowych kontraktów gazowych, jak miało to miejsce w przeszłości. Dodatkowo, jeżeli weźmiemy pod uwagę scenariusz istotnego wzrostu udziału LNG z USA w imporcie europejskim, należy spojrzeć na inny bardzo ważny aspekt - mechanizm tworzenia formuł cenowych kontraktów.

Cena błękitnego paliwa eksportowanego z USA jest niemal w całości uzależniona od notowań gazu na Henry Hub, co jest częściowo przeciwstawne do sytuacji mającej miejsce w Europie (a zwłaszcza Europie Wschodniej, uzależnionej od dostaw z jednego kierunku), gdzie część trwających umów historycznie bazuje na cenach ropy naftowej.

Odpowiadając na pana pytanie - im więcej LNG z USA w Europie, tym mniej gazu wycenianego w oparciu o cenę ropy oraz tym większy poziom korelacji pomiędzy cenami gazu na giełdach europejskich i w USA. Dodatkowo, intensyfikacja zjawiska rezygnacji z ropy naftowej jako surowca referencyjnego dla ceny gazu spowoduje wzmocnienie trendu, który obserwujemy od kilku lat, czyli odrywania się rynkowych cen gazu ziemnego od ropy naftowej.

 * Niniejszy wywiad zawiera opinie eksperckie, które nie muszą reprezentować poglądu firm, w których rozmówca pełni funkcje zarządcze.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017