Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Polski biznes w Iraku. Czas na drugie podejście

Autor:  wnp.pl (ADAM SOFUŁ)  |  13-11-2017 20:01  |  aktualizacja: 13-11-2017 17:04
Wizyta w Polsce prezydenta Iraku Mohammeda Fuada Masuma Khadera ponownie rozbudziła nadzieję na zwiększenie obecności polskiego biznesu w tym kraju. - Irak potrzebuje dosłownie wszystkiego, a zbliżenie polityczne może ułatwić relacje biznesowe - twierdzi w rozmowie z WNP.PL Paweł Skutecki, przewodniczący Polsko-Irackiej Grupy Parlamentarnej.

  • Zakończenie działań wojennych w Iraku stwarza możliwości biznesowej ekspansji w tym kraju. Irak to kilkadziesiąt, a w perspektywie 2030 roku nawet 100 mln potencjalnych konsumentów.
  • Irak jest krajem wyniszczonym wojną, potrzeby są ogromne - to szansa dla eksporterów z wielu branż. Irak ma siłę roboczą, materiały, surowce. My mamy know how i technologie.
  • Najlepsze perspektywy dla firm, które mogą zaangażować się w odtwarzanie infrastruktury.

Już raz robiliśmy sobie nadzieję na intratne kontrakty w Iraku. Było to w 2003 roku. Niewiele z tego wyszło. Dlaczego tym razem ma być inaczej?

Irak potrzebuje towarów konsumpcyjnych, technologii, musi odbudować infrastrukturę. To szansa dla polskich firm. Na zdjęciu odnowiony niedawno most na rzece Dijla.
Fot. Shutterstock.com

- Bo tym razem jest prawdziwa wola polityczna. W 2003 roku rzeczywiście były wielkie nadzieje i – jak uważam - były wielkie możliwości. Polski biznes mógł wejść do Iraku, ale ówczesny rząd robił naprawdę wszystko, żeby do tego nie doszło. Nie chcę snuć żadnych teorii spiskowych, ale przypomnę tylko zamykanie polskiej ambasady, to, że po tylu latach nasza ambasada funkcjonuje w tak skromnej obsadzie… To jest po prostu niepoważne.

Od roku usiłujemy przekonać rząd, a także Kancelarię Prezydenta, że te relacje muszą się zmienić i nasze naciski zaczynają przynosić efekty. Latem, bodaj w sierpniu, Polskę odwiedziło kilku irackich posłów - teraz przyjechał iracki prezydent z całą świtą. To naprawdę mocna delegacja.

W drugą stronę działa to, niestety, trochę wolniej. W maju, gdy odwiedzałem Irak, byłem sam. Lada moment powinna być jeszcze rewizyta większej grupy posłów. Na płaszczyźnie politycznej widać zatem pewien postęp.

Czego trzeba, aby polityka przełożyła się na biznes?

- Na pewno musimy rozbudować ambasadę. Bez tego nie mamy co myśleć nie tylko o podboju irackiego rynku, lecz też chociażby o nawiązaniu normalnych – odpowiadających potencjałom obu krajów – relacji gospodarczych.

Potrzebne jest również bezpośrednie połączenie lotnicze między Warszawą a Bagdadem, bo dzisiaj leci się tam dobę. To nie sprzyja prowadzeniu biznesu. Jest jeszcze odrębna i znacznie trudniejsza kwestia polityki wizowej wobec obywateli Iraku.

Polski biznes jest w Iraku zupełnie nieobecny?


- Wbrew pozorom w tym kraju działa sporo polskich firm, ale raczej nie największych i na ograniczoną skalę. A pamiętajmy, że mamy mocno niedoceniany atut - szczególną chemię między Polską a Irakiem. Mimo odległości geograficznej i kulturowej dość silne są więzi międzyludzkie. Wielu Irakijczyków studiowało w Polsce, znają nasz kraj i mają do niego sentyment. Z drugiej strony są Polacy, którzy wyjechali tam do pracy i zostali. Te relacje należy teraz odpowiednio wykorzystać biznesowo.

W Iraku jest obecnych sporo średnich firm z bardzo różnych branż - od budowlanki po sektor ochrony zdrowia. Ale nie brakuje miejsca dla kolejnych biznesowych graczy. Pod Karbalą byłem w małej fabryczce protez, z zewnątrz niepozornej, za to w środku była to całkiem nowocześnie i prężnie prezentująca się firma. Korzystała z technologii niemieckich, brytyjskich. Właściciel tej firmy pytał mnie, dlaczego Polacy nie chcą mu sprzedawać komponentów do produkcji tych protez. Napisał maile do kilkudziesięciu firm i w większości przypadków nie otrzymał nawet odpowiedzi, że nie są zainteresowani.

Może chodziło o bezpieczeństwo? Irak wciąż kojarzy się raczej z wojną niż z biznesem…

- Po części na pewno tak. Kwestia bezpieczeństwa wchodzi w grę, ale w tej chwili jest to bardziej kwestia świadomości i wizerunku. Irak tak naprawdę dziś jest bezpieczny. Nie mniej niż wiele innych krajów regionu. Może na północy jest kilka miejsc, w których bym wolał nie inwestować, ale zdecydowana większość terytorium Iraku może być dobrym miejscem do prowadzenia biznesu. Takie miasta jak Karbala, Nadżaf to duże ośrodki, z dużą liczbą potencjalnych klientów, bynajmniej wcale nie najbiedniejszych. A potrzeby są duże.

Drugim powodem jest nieznajomość rynku. Polskie firmy tak naprawdę bardzo niewiele wiedzą o tym regionie - bywa, że mylą Irak i Iran, gdzie mieliśmy do czynienia z embargiem. Tymczasem w Iraku nie ma żadnych ograniczeń w wymianie pieniądza.

Niewątpliwe znaczenie mają też zawiedzione nadzieje. Część firm boi się, że to się skończy tak, jak poprzednio, kiedy zarobili wszyscy, tylko nie Polacy. Jest też kwestia apetytu na ryzyko. Często powtarzam, iż zawsze najodważniejsze są te nie do końca syte wilczki, a my mamy tutaj tak wiele firm, które już są nieźle objedzone i dalej niż do Unii Europejskiej nie chce im się sięgać. Spoglądają też z zainteresowaniem na gigantyczne rynki, jak Chiny, uważając, że tylko na tak dużym rynku można bez większego ryzyka znaleźć swoje miejsce.

Chcę jednak przy tej okazji przypomnieć, że Irak też nie jest małym rynkiem. To kilkadziesiąt milionów ludzi, a w perspektywie 2030 roku to może być nawet 100 mln ludzi.

Jakie branże mają szanse na sukces w Iraku?


- Praktycznie wszystkie. Nie zapominajmy, że to kraj wyniszczony wojną, zniszczonych jest wiele miast. A jednocześnie Irakijczycy kalkulują, by obecna odbudowa nie była doraźną prowizorką. Chcą, by to, co dziś zostanie odbudowane, przetrwało dziesięciolecia. Oczywiste są ich potrzeby w zakresie tzw. twardej infrastruktury – drogowej, kolejowej, energetycznej, wodociągowej. Te potrzeby są tak wielkie, że nie mówimy o jednorazowych kontraktach, ale o wejściu na ten rynek na kilkanaście lat. I zarobieniu dużych pieniędzy.

Irakijczycy chętnie widzieliby u siebie nasze inwestycje, ale i iraccy eksporterzy mogą mieć pole do popisu. Obecnie bilans wymiany handlowej z Irakiem jest dla nas niekorzystny, a z moich rozmów z Irakijczykami wynika, że trochę ich to boli; nie mieliby nic przeciwko jego zrównoważeniu. Szansa jest więc praktycznie dla każdego. Irak ma siłę roboczą, materiały, surowce. Nie posiadają jednak know how ani technologii. A my je mamy.

Czytaj także:
Irak otwarty dla polskich firm. Koniec wojny, czas na biznes

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017