Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Czy górnicy zarabiają dużo? "Są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki"

Autor:  wnp.pl (Jerzy Dudała)  |  14-11-2017 06:03  |  aktualizacja: 14-11-2017 06:32
Bardzo uważnie przyglądam się pracy ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego oraz wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego. Oceniam ją pozytywnie - zaznacza w rozmowie z portalem WNP.PL prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. Wskazuje jednak także, że powoli rośnie liczba żon górników, które pracują. To wiąże się głównie z tym, że zarobki górnicze są niższe niż przed laty.

  • Prof. Marek Szczepański przypomina, że dawniej kopalnia nie tylko żywiła, ale wyznaczała rytm życia dla całej społeczności. Tego nie da się już odtworzyć.
  • Dwa lata udanego gaszenia pożarów nie upoważniają jeszcze do opinii, że ten rząd dokonał w górnictwie przełomu - mówi śląski socjolog.
  • Zobaczymy, jak branża będzie funkcjonować w kolejnych latach. Wielu z niepokojem spogląda na ceny węgla. Oby one jak najdłużej utrzymały się na wysokim poziomie - zaznacza.

Panie profesorze, czy możliwe jest wskrzeszenie górniczego etosu w kontekście tego, że obecna ekipa rządowa stale podkreśla znaczenie węgla i górnictwa dla całej polskiej gospodarki?

 

Profesor Marek Szczepański podkreśla, że nie sposób wskrzesić górniczy etos, bowiem górnictwo straciło już swoją dawną charyzmę.
Fot. PTWP (Michał Oleksy)

- Obawiam się, że przywrócenie takiego etosu, jaki znamy z opisów zawartych w literaturze socjologicznej sprzed lat, będzie niezwykle trudne, a właściwie niemożliwe.

Dlaczego?


 - Górnictwo utraciło bowiem swoją dawną charyzmę. Dawniej przecież kopalnia nie tylko żywiła, ale wyznaczała rytm życia dla całej społeczności.  Dla wielu była ostoją obok miejscowej parafii, a dyrektor kopalni był traktowany z wielkim szacunkiem. Jednak obecnie tego górniczego etosu w całości nie da się odtworzyć.

Dla mnie niezwykle ważne jest natomiast to, co można nazwać „etosem bezpieczeństwa”, a zatem dbałość o innych kolegów, o współpracowników i wzajemna solidarność podczas pracy pod ziemią. Utrzymanie i umacnianie akurat tego elementu etosowego jest bardzo istotne i potrzebne. Praca górnika jest bowiem specyficzna i pełna niebezpieczeństw.

Doceniam obecne deklaracje rządzących o ważności górnictwa i węgla jako nośnika energii.

Cieszy fakt, że górnictwo jest na plusie i po dziewięciu miesiącach tego roku odnotowało niezły wynik. Natomiast to w głównej mierze zasługa koniunktury na rynku węgla i wysokich cen tego surowca. Mówiąc o górnictwie nie można zapominać o jeszcze jednej kwestii…

Jakiej?


 - Nie wolno zapominać o tym, że górnictwo to nadal niezwykle istotny pracodawca. Przeszło 80 tysięcy osób pracuje bezpośrednio w sektorze. Ale dochodzą przecież liczni kooperanci, dochodzą firmy dostarczające maszyny i urządzenia oraz inne produkty do kopalń, a także przedsiębiorstwa świadczące usługi na ich rzecz.

Wliczając w to jeszcze rodziny górników oraz pracowników firm okołogórniczych okaże się, że z pół miliona osób nadal utrzymuje się z górnictwa. O tym trzeba pamiętać!

Obecnie około 55 proc. żon górników pracuje. Pozostałe zajmują się domem, wychowywaniem dzieci. Powoli rośnie liczba żon górników, które pracują. To wiąże się głównie z tym, że zarobki górnicze są niższe niż przed laty.

Wielu nadal epatuje wysokimi wynagrodzeniami górników.

 - Tyle że średnia zarobków nie tłumaczy wszystkiego. Mark Twain mówił, że są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, cholerne kłamstwa i statystyki.

Na średnią wpływają zarobki dobrze uposażonego górniczego managementu oraz górników pracujących na dole i na powierzchni. Średnia wychodzi wysoka. Tyle że średnia mojego asystenta na uczelni oraz dyrektora banku dałaby, przykładowo, 150 tysięcy złotych. Trzeba być tego świadomym.

Ostatnio głośno było o deputatach węglowych. Około 235 tys. emerytów i rencistów górniczych ma do końca roku otrzymać po 10 tys. zł jednorazowej rekompensaty za utracony deputat węglowy.

Kiedy byłem w Warszawie, to wiele osób pytało mnie, dlaczego ci ludzie mają dostać po 10 tysięcy złotych. Dla większości osób spoza regionu Śląska cała ta sprawa jest mało zrozumiała. Ze strony rządu była to próba załatwienia sprawy deputatów i jej zamknięcia. Nie całkiem jednak udana, bowiem de facto niewielu z tego rozwiązania jest zadowolonych. Z wielu stron dobiegały i nadal dobiegają głosy krytyczne dotyczące sposobu załatwienia sprawy deputatów.

Natomiast trzeba zaznaczyć, że obecnie jest nacisk na reformowanie górnictwa, zwraca się uwagę na to, że węgiel jest bardzo istotny.

Dostrzega pan tu znaczącą zmianę?


 - Tak. Bardzo uważnie przyglądam się też pracy ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego oraz wiceministra energii Grzegorza Tobiszowskiego. Oceniam ich pracę pozytywnie.

Ostatnie dwa lata to było de facto gaszenie pożarów w sektorze węglowym. I dostrzegam pozytywne zmiany.

Natomiast te dwa lata udanego gaszenia pożarów nie upoważniają jeszcze do opinii, że ten rząd dokonał w górnictwie przełomu.

Za wcześnie na oceny?


- Zobaczymy, jak branża będzie funkcjonować w kolejnych latach. Wielu z niepokojem spogląda na ceny węgla. Oby one jak najdłużej utrzymały się na wysokim poziomie.

Jeżeli bowiem te ceny by spadły, to wówczas okaże się, na ile to górnictwo zostało zrestrukturyzowane. Życzę górnictwu, by koniunktura na rynku węgla trwała jak najdłużej.

Natomiast podzielam tu zdanie byłego wicepremiera i ministra gospodarki Janusza Steinhoffa, że należy się koncentrować na wynikach poszczególnych spółek węglowych, a nie na wynikach górnictwa jako całości. Wiadomo, że Jastrzębska Spółka Węglowa - wydobywająca głównie węgiel koksowy na potrzeby sektora stalowego - to całkiem inna spółka od Polskiej Grupy Górniczej, wydobywającej węgiel energetyczny. A zatem, jeśli już, to omawiajmy wyniki poszczególnych spółek górniczych z osobna. Tak będzie bardziej transparentnie i bardziej uczciwie.

Węgiel jest i jeszcze długo pozostanie podstawowym paliwem w naszym miksie energetycznym. Jednak wiadomo, że nie można się opierać tylko i wyłącznie na węglu. Nie jest tak, że będziemy go wydobywać w nieskończoność. Trzeba też rozwijać inne segmenty rynku energii.

Ważne jest również to, że ostatnio nie słyszymy o jakichś wybujałych obietnicach dotyczących górników i górnictwa.

Co ma pan na myśli?


- To, że teraz nie tworzy się już sztucznych nadziei. I bardzo dobrze - to także należy zapisać na plus. Jeżeli bowiem chodzi o górnictwo, to sprawy trzeba stawiać jasno.

Dawniej było w tym zakresie inaczej?


 - Nie należy składać obietnic bez pokrycia. Ludzie na Śląsku doskonale pamiętają, jak ówczesny premier Donald Tusk przyjechał do Katowic i zapewniał, że żadna z kopalń nie zostanie zlikwidowana. Wskazywał też, że zgadza się z górniczymi związkami zawodowymi.

Niestety, na samym początku, jeszcze w trakcie kampanii wyborczej, obecna premier Beata Szydło również wpisała się w tego typu narrację. Ale później nastąpiło odejście od tego.

Teraz jest w tym zakresie właśnie tak, jak powinno być. Ani minister energii Krzysztof Tchórzewski, ani wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski nie składają tego typu obietnic.  Wiadomo bowiem, że w górnictwie trzeba podejmować określone decyzje, w tym także te niepopularne. Inaczej tej branży nie dałoby się wyprowadzić na prostą.

 

 

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017