Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

PGZ tłumaczy się z programu Żmija. Zdecydowały względy biznesowe

Autor:  wnp.pl/PAP  |  14-11-2017 17:32
Gdyby Polska Grupa Zbrojeniowa wzięła udział w przetargu na pojazdy dalekiego rozpoznania dla armii w ramach programu Żmija, musiałaby po kupnie licencji na taki pojazd wydać dodatkowo 10 mln zł na ich remonty - podały władze spółki. Dodano, że z przetargu zrezygnowano z powodów biznesowych.

  • Według prasowych doniesień, PGZ dobrowolnie zrezygnowała z walki o zdobycie wartego prawie 100 mln zł kontraktu na pojazdy dalekiego rozpoznania dla armii.
  • PGZ tłumaczy, że  ten projekt dla Grupy będzie nieekonomiczny z punktu widzenia dalszego procedowania.
  • Udział w projekcie Żmija w oczekiwanym przez zamawiającego kształcie wiązać się będzie ze stratami finansowymi dla spółki.

W momencie, kiedy przyszedłem do PGZ, praktycznie decyzje korporacyjne w tej sprawie zostały już rozstrzygnięte - mówi prezes PGZ Błażej Wojnicz.
Fot. mat. pras.

Prezes Grupy Błażej Wojnicz zapewnił na wtorkowej konferencji prasowej, że kiedy został prezesem PGZ nie uczestniczył w postępowaniu "Żmija".

- W momencie, kiedy przyszedłem do PGZ, praktycznie decyzje korporacyjne w tej sprawie zostały już rozstrzygnięte. Nie angażowałem się w ten projekt ze strony PGZ. Byłem informowany, że Grupa nie uczestniczy tym postępowaniu, ponieważ nie posiada produktu, który mógłby zaoferować dla wojska polskiego - podkreślił.

Spółka informowała wcześniej, że rezygnacja z udziału PGZ w przetargu została podjęta zanim Wojnicz został jej prezesem.

"Powodem braku udziału w postępowaniu przetargowym dotyczącym programu "Żmija" były pojawiające się przynajmniej od września 2016 r. rekomendacje konsorcjanta, czyli Wojskowych Zakładów Mechanicznych S.A. z Poznania wskazujące na fakt, iż udział w projekcie Żmija w oczekiwanym przez zamawiającego kształcie wiązać się będzie ze stratami finansowymi dla spółki" - poinformowała PGZ w komunikacie.

Bartosz Długołęcki z PGZ tłumaczył na konferencji, że Grupa nie posiadając odpowiedniego pojazdu dalekiego rozpoznania postanowiła wejść we współpracę z firmą ST Kinetics.

- W wyniku analizy dokumentacji tego pojazdu wyszło, że PGZ musiałaby zainwestować znaczne środki w rozwój takiego pojazdu. W czasie prowadzonych rozmów postanowiliśmy, że ten projekt będzie nieekonomiczny z punktu widzenia dalszego procedowania - powiedział.

Przedstawiciel Grupy wyjaśnił, że przeprowadzona analiza wykazała, że konieczna byłaby m.in. wymiana części podzespołów takiego pojazdu - silniki oraz przekładnie. Dodał, że przy kupnie licencji na taki pojazd oraz przy koniecznej ich modernizacji, należałoby wydać ok. 10 mln zł na wszystkie 118 pojazdów, na które zamówienie złożyła polska armia.

Serwis rmf24.pl poinformował we wtorek, że PGZ dobrowolnie zrezygnowała z walki o zdobycie wartego prawie 100 mln zł kontraktu na pojazdy dalekiego rozpoznania dla armii. Według informacji portalu Grupa wycofała się tuż przed rozstrzygnięciem przetargu, a w efekcie tej decyzji zwyciężyło konsorcjum Polskiego Holdingu Obronnego i prywatnej firmy Concept.

Według doniesień rmf24.pl to pod rządami obecnego prezesa PGZ Błażeja Wojnicza zapadła decyzja, żeby spółka wycofała się z przetargu. W efekcie w postępowaniu pozostała tylko jedna oferta, która wygrała.

"Najwięcej kontrowersji budzi jednak fakt, że Błażej Wojnicz od lutego do kwietnia tego roku pełnił jednocześnie funkcję prezesa w Polskim Holdingu Obronnym i Polskiej Grupie Zbrojeniowej. PHO oraz PGZ konkurowały w przetargu (...) Według informacji RMF FM, taka sytuacja była nie do przyjęcia dla Rady Nadzorczej PGZ. Przepychanki formalne rodziły konflikty i w efekcie odszedł nawet szef Rady Nadzorczej. Ostatecznie, pod naciskiem MON, Błażej Wojnicz - w kwietniu tego roku - zrezygnował z szefowania Polskiemu Holdingowi Obronnemu" - czytamy na stronie.

Spółka w wydanym komunikacie zdecydowanie podkreśliła, że informacje przedstawione przez rmf24.pl są nieprawdziwe; podjęto też decyzję o skierowaniu sprawy do sądu przeciw autorom tego tekstu.

PGZ informowała, że Rada Nadzorcza spółki podejmując decyzję o wyborze Wojnicza na prezesa Grupy wiedziała, że jednocześnie pełni on funkcję prezesa zarządu PHO i nie dostrzegła w tym fakcie konfliktu interesów. "Należy również podkreślić, że obejmując stanowisko prezesa PGZ Błażej Wojnicz zaprzestał pobierania wynagrodzenia z tytułu zajmowania stanowiska prezesa zarządu PHO (przysługujące mu z tego tytułu wynagrodzenie począwszy od marca 2017 roku było przekazywane na cele charytatywne)" - wskazano w komunikacie.

PGZ dodała, że po otrzymaniu od autorów publikacji pytań dotyczących postępowania w programie "Żmija" spółka "wyraziła wolę spotkania z dziennikarzami i przedstawienia także stosownych, nieobjętych tajemnicą przedsiębiorstwa, dokumentów". "Przedstawiciele redakcji nie byli jednak zainteresowani szczegółowym zapoznaniem się z przedmiotową sprawą" - podkreślono.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017