Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Rząd widzi palącą potrzebę uporządkowania logistyki naftowej

Autor:  wnp.pl (Piotr Apanowicz)  |  05-12-2017 16:16  |  aktualizacja: 06-12-2017 11:40
Uporządkowanie infrastruktury magazynowej i logistyki naftowej w Polsce to obecnie paląca potrzeba - przekonywał Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, w trakcie konferencji Nafta/Chemia 2017 w Warszawie.

  • Zmiany własnościowe i nowe inwestycje są niezbędne, żeby uporządkować rynek logistyki naftowo-paliwowej - uważa Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.
  • Dywersyfikacja dostaw ropy do Polski nie jest celem samym w sobie, ale sprawia, że najlepszy kierunek dostaw zyskuje realną alternatywę.
  • Sytuacja na rynku upstream zmieniła się diametralnie po roku 2014, kiedy notowania ropy uległy gwałtownemu załamaniu.

Jeszcze w 2010 roku drogą morską sprowadzano do Polski około 7 proc. ropy naftowej, dzisiaj jest to ponad 16 proc., a jest raczej oczywiste, że ten udział nadal będzie się zwiększał.
Fot. Fotolia

Piotr Naimski ocenił, że zarówno logistyka surowcowa jak i gospodarka solankowa wymagają zdecydowanych działań i taki jest cel przyjętej właśnie nowej polityki rządu RP dla infrastruktury logistycznej w sektorze naftowym.

Wśród najważniejszych zadań, wyszczególnionych w tym dokumencie, znalazła się budowa przez PERN drugiej nitki ropociągu Pomorskiego z Gdańska do Płocka, rurociągu produktowego Boronów-Trzebinia, a także włączenie do planu naftowo-paliwowego spółki Gaz-System, która ma się stać kluczowym elementem gospodarki solankowej, przejmując w tym celu spółkę IKS Solino od PKN Orlen.

- Mamy pełną świadomość zaszłości historycznych, które prowadzą z jednej strony do niewątpliwego sukcesu, jakimi są wyniki finansowe obu polskich rafinerii, ale także PERN, w ostatnich dwóch latach, ale z drugiej strony tendencji do konkurowania w obszarach, które konkurencji podlegać nie powinny, takich jak zapasy interwencyjne ropy - powiedział minister Naimski.

Nie uciekniemy od dywersyfikacji


W jego ocenie, kwestię bezpieczeństwa dostaw ropy w skali ogólnoświatowej skutecznie rozwiązano po kryzysie naftowym w 1973 roku, w wyniku którego powstała Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE), jako system zabezpieczający dostawy w przypadku zakłóceń. - Ten system kilkakrotnie zadziałał w praktyce i się sprawdził, ostatnio chociażby w trakcie huraganu Katrina, kiedy tankowce z paliwami zawracane były na Atlantyku, żeby wspomóc rynek amerykański, na którym wyłączona była znaczna część przemysłu rafineryjnego - mówił.

Piotr Naimski przekonywał jednak, że im większy dostęp różnych rodzajów ropy do polskich rafinerii, tym lepiej, co z kolei nakłada dodatkowe zadania na PERN.

- O dywersyfikację trzeba walczyć codziennie. Mamy w systemie około 200 gatunków ropy, które analizujemy pod kątem tego, jakie rodzaje w których momentach roku jakie zmiany przyniosą, jeśli chodzi o uzyski rafinerii. Nie jest to łatwy proces, a dzisiaj nie zawsze mamy możliwość sprowadzenia wszystkich interesujących nas gatunków. Ceny magazynowania rosną przez koszt niezbędnych do poniesienia inwestycji, co często uniemożliwia dywersyfikację, bo gra idzie o pojedyncze ceny różnicy w cenie - powiedział Marcin Jastrzębski, prezes Grupy Lotos. Według niego jeżeli jeden dostawca ma zdecydowanie większy udział niż inni, to zawsze może to wykorzystać w negocjacjach.

Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen, podkreślił, że dywersyfikacja polega również na tym, że mamy przetestowane w praktyce różne gatunki surowca i zakupy z wykorzystaniem różnych kanałów logistycznych. Daje to firmie możliwość wyboru najlepszych wariantów, które zresztą zmieniają się sezonowo.

- Najważniejsza korzyść nie polega na tym, że nagle kupujemy ropę z całego świata, ale na tym, że dla najlepszego kierunku mamy dobrą, realną alternatywę - podkreślił Adam Czyżewski. - Zarządzanie kilkoma rafineriami w ramach grupy Orlen daje nam tutaj dodatkową elastyczność, pozwalającą na przykład przekierować w razie potrzeby transport ropy z Gdańska do Butyngi na Litwie.

- Jeszcze w 2010 roku drogą morską sprowadzano do Polski około 7 proc. ropy naftowej, dzisiaj jest to ponad 16 proc., a jest raczej oczywiste, że ten udział nadal będzie się zwiększał. Stąd nie ma wątpliwości, że druga nitka rurociągu Pomorskiego jest potrzebna, chociażby właśnie w kontekście sprowadzania różnych gatunków ropy przez PKN Orlen - przekonywał Igor Wasilewski, prezes PERN.

Według niego jeśli wykorzystanie rurociągu „Przyjaźń” w przyszłości spadnie, to PERN zawsze może zdecydować się na pracę rewersyjną i wykorzystanie dużych pojemności magazynowych w bazie w Adamowie przy granicy z Białorusią jako magazynów operacyjnych.

Najbezpieczniej z własną ropą?


- Większość analiz dowodzi, że dla bezpieczeństwa Lotosu bardzo ważny jest segment upstream - nie ukrywa prezes Marcin Jastrzębski.

Grupa Lotos i PKN Orlen przyjęły w swoich strategiach nieco odmienne podejście do rozwoju w segmencie poszukiwawczo-wydobywczym. Dla gdańskiego koncernu wydobywane obecnie około 25 tys. baryłek ekwiwalentu ropy dziennie stanowi ponad 10 proc. zapotrzebowania rafinerii w Gdańsku.

- Ta produkcja spada, choć na razie nie drastycznie, bo nasze złoża w Norwegii są już mocno wyeksploatowane - przyznawał szef Lotosu. - Pracujemy nad kilkoma projektami inwestycyjnymi w tym obszarze, ale nie mogę mówić o szczegółach, bo zauważam wyraźną zbieżność treści swoich wypowiedzi medialnych z tym jak przebiegają negocjacje.

Adam Czyżewski zwrócił uwagę, że biznes naftowy ma charakter marżowy, jako że ceny zarówno surowców, jak i produktów, dyktowane są przez rynek.

- Naturalną strategią zabezpieczania się przed utratą marży jest wydłużanie łańcucha i integracja pionowa. Przy rosnących cenach ropy, a zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze niedawno wydawało się, że te notowania nadal będą rosnąć, dobrą strategią był upstream, bo nienależnie od tego przy jakiej cenie kupowało się złoża, produkcja zawsze miała być opłacalna. Jednak po 2014 roku sytuacja zmieniła się diametralnie i teraz raczej to koncerny typowo wydobywcze, takie jak Saudi Aramco, zabezpieczają się budując rafinerie. Na tym tle nasza strategia w segmencie wydobywczym musi być ostrożna - mówił główny ekonomista PKN Orlen.

Zaznaczył jednocześnie, że zbudowanie od zera kompetencji w segmencie upstream jest trudne, dlatego Orlen ten kompetencje zakupił wraz z akwizycjami podmiotów produkujących węglowodory na rynku kanadyjskim. - Dzięki temu dzisiaj nie musimy już postępować tak jak przy pierwszych akwizycjach w Kanadzie, teraz możemy już sięgać bezpośrednio po udziały w złożach, niekoniecznie kupując całe spółki - podkreślił.

- Na rynku norweskim nasze koszty wydobycia wynoszą obecnie około 9 dolarów za baryłkę. Kiedy zatem kupować aktywa produkcyjne na tym rynku jak nie teraz. Wolę zapłacić podatek i przywieźć surowiec do rafinerii niż płacić na rynku 50-60 dolarów za baryłkę - mówił prezes Jastrzębski.

Czeka nas cyfrowa rewolucja


Adam Czyżewski nie ukrywa, że rafineriom w Europie już wkrótce może być bardzo trudno konkurować z olbrzymimi, nowoczesnymi, cyfrowymi zakładami, powstającymi od podstaw na Bliskim Wschodzie czy w Azji, a więc w pobliżu pokładów surowca. - Wynika to po pierwsze z tego, że większość europejskich rafinerii jest stara, choć bezustannie modernizowana, po drugie z wysokich kosztów regulacyjnych w Unii Europejskiej, a po trzecie z relatywnie wysokich kosztów pracy - wyjaśnił.

Co zrobić żeby poprawić konkurencyjność naszych rafinerii, skoro już dzisiaj należą one do najsprawniejszych zakładów tego typu na Starym Kontynencie? Zdaniem głównego ekonomisty Orlenu wyjściem jest stosowanie na szerszą skalę technologii cyfrowych, na przykład robotów analizujących sytuację i na podstawie sztucznej inteligencji podejmujących decyzje. - Chodzi na przykład o systemy czujników monitorujących pracę instalacji, dzięki którym możliwe jest wykonywanie remontów tych instalacji wtedy, kiedy są one konieczne, zamiast zatrzymywać cały zakład na planowy postój remontowy. Można sobie wyobrazić, że także logistykę da się w dużej mierze zautomatyzować, a mamy świetnych programistów, trzeba tylko zacząć to robić - mówił.

Adam Czyżewski zastrzegł, że aby takie działania mogły być skuteczne, muszą być spełnione trzy warunki: cyfryzacja musi mieć określony cel biznesowy, na przykład jeśli automatyzujemy proces decyzji remontowych, to musimy zakładać określony poziom oszczędności; trzeba mieć świadomość, że tego nie da się zrobić niskim kosztem, wymaga to odpowiednich nakładów i wiedzy; wreszcie trzeba mieć przekonanie, że takie działania są naprawdę potrzebne.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017