Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Rekonstrukcja rządu: Branża budowlana wskazuje pilne problemy

Autor:  wnp.pl (Tomasz Elżbieciak)  |  06-12-2017 10:49  |  aktualizacja: 06-12-2017 11:08
Niezależnie od tego, jakie zmiany mogą spotkać Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, ewentualna rekonstrukcja może być okazją to tego, aby rząd większą uwagę zwrócił na problemy, które narastają na rynku.
Andrzej Adamczyk wśród potencjalnych "ofiar" rekonstrukcji rządu jest wskazywany już od dawna.
Fot. PTWP (Andrzej Wawok)
  • Rząd powinien większą uwagę poświęcić nie nadrabianiu zaległości w kontraktowaniu inwestycji, ale temu, jak przebiega ich realizacja - mówi Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu.
  • Trzeba podjąć pilnie kroki, dotyczące racjonalizacji w polityce zatrudniania obcokrajowców. Bez tego nie uda się zrealizować programów infrastrukturalnych - ocenia Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa
  • Sytuacja na rynku budowlanym zaczyna być bardzo groźna. Wzrost kosztów jest spowodowany nie tylko problemami z dostępem do pracowników, ale też z galopującymi cenami materiałów budowlanych - zaznacza Artur Popko, członek zarządu Budimeksu.

Temat potencjalnych zmian w MIB wraca jak bumerang, zwłaszcza w kontekście ministra Andrzej Adamczyka, który zawsze bywa nieoficjalnie typowany wśród pewniaków do utraty stanowiska.

O tym, jaki kształt może przyjąć ministerstwo po rekonstrukcji rządu, a także o tym, czy Adamczyk faktycznie zasłużył na krytyczną ocenę, pisaliśmy obszernie w ubiegłym tygodniu.

Zobacz więcej: Waży się los Andrzeja Adamczyka. Czy resort ma się czym pochwalić?

Zapytaliśmy zatem przedstawicieli branży budowlanej, czym rząd powinien się jak najszybciej zająć - bez względu na polityczne czy organizacyjne przetasowania.

Dostrzec rzeczywistość

Leszek Gołąbiecki, prezes Unibepu, podkreślił, że uwagi wymagają inwestycje infrastrukturalne. Po głębokim dołku rynek szybko przebył drogę do dużego ożywienia.
Leszek Gołąbiecki. fot. mat. pras.
Leszek Gołąbiecki. fot. mat. pras.
- Rząd musi dostrzec to, co się dzieje. Obecnie rozstrzyganych jest wiele przetargów z ofertami, które przygotowywano pół roku temu lub jeszcze wcześniej. W tym czasie rynek diametralnie się zmienił - powiedział Gołąbiecki.

Dodał, że zaczyna dochodzić do kumulacji inwestycji. Efektem jest drastyczny wzrost cen materiałów budowlanych, a także trudności z przewozem kruszyw koleją.

- Coraz częściej wykonawcy nie przedłużają ważności ofert lub nie przystępują do podpisania kontraktów, bo byłyby one nierentowne w dzisiejszych realiach. Rząd musi zacząć dostrzegać te fakty i koordynować inwestycje - wyjaśnił.

Gołąbiecki podkreślił, że nadszedł już czas, gdy rząd powinien większą uwagę poświęcić nie nadrabianiu zaległości w kontraktowaniu inwestycji, ale temu, jak przebiega ich realizacja.

Podobnego zdania jest Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. W jego opinii, rząd powinien szybko zająć się trzema najważniejszymi sprawami dla branży.

- Po pierwsze, trzeba podjąć pilnie kroki, dotyczące racjonalizacji w polityce zatrudniania obcokrajowców. Bez tego nie uda się zrealizować programów infrastrukturalnych - powiedział Styliński.

Na drugim miejscu wskazał transport materiałów koleją, gdyż - jak stwierdził - w tym aspekcie, mimo zapowiedzi, nie ma realnych zmian na lepsze. Dodał, że PKP Cargo wciąż realizuje ok. 25 proc. zamówień na przewozy kruszyw.
Jan Styliński. fot. PTWP
Jan Styliński. fot. PTWP
- Po trzecie, kluczowy jest temat szybkiego wzrostu cen przy braku adekwatnej waloryzacji kwot kontraktów. To będzie powodować problemy z rentownością zleceń, zwłaszcza w przypadku małych i średnich firm - ocenił Styliński.

Zwrócił też uwagę, że potrzebna jest lepsza współpraca pomiędzy stroną publiczną a wykonawcami. Choć MIB i branża dokonali zgodnej diagnozy wzajemnych relacji, to - jak wyjaśnił - na poziomie urzędowym kontakty na linii wykonawca - inwestor wciąż wymagają poprawy.

Inflacja problemów

Artur Popko, członek zarządu oraz dyrektor budownictwa infrastrukturalnego Budimeksu, także wskazał na problem koordynacji inwestycji kolejowych i drogowych w kontekście transportu materiałów.

Ponadto podkreślił, że brak rąk do pracy spędza sen z powiek zarówno generalnym wykonawcom, jak i podwykonawcom. Dlatego potrzebne jest ułatwienie formalności, związanych z zatrudnieniem obcokrajowców, czyli głównie Ukraińców i Białorusinów.

- Sytuacja na rynku budowlanym zaczyna być bardzo groźna. Wzrost kosztów jest spowodowany nie tylko problemami z dostępem do pracowników, ale też z galopującymi cenami materiałów budowlanych - zaznaczył Popko.

Wyjaśnił, że dotyczy to zwłaszcza stali zbrojeniowej. Powodem jest m.in. wprowadzenie ceł na wyroby stalowe, w tym pręty zbrojeniowe, przez Unię Europejską.

- Obecnie tylko kilka hut na terenie UE produkuje stal o podwyższonej rozciągliwości. W efekcie ceny mocno wzrosły w krótkim czasie z 1,6 tys. zł do prawie 2,6 tys. zł. Myśleliśmy, że wraz z nadejściem zimy ceny zaczną spadać, a tymczasem wciąż utrzymują się one w trendzie wzrostowym - wyjaśnił dyrektor.

Dobry kierunek

Pytany o kluczowych inwestorów, czyli GDDKiA oraz PKP PLK, stwierdził natomiast, że z perspektywy ostatnich dwóch lat można pozytywnie ocenić zmiany, które ich dotyczyły.

Dodał, że wybór wykonawców przetargach następuje po bardziej skrupulatnej ocenie ofert. Stąd coraz częstsze odrzucanie tych, którą są najtańsze.
Artur Popko. fot. PTWP
Artur Popko. fot. PTWP
- Jeśli wykonawcy nie składają przekonywujących wyjaśnień ws. swoich ofert, to są wykluczani. Budimex też został w ten sposób odrzucony w trzech przetargach GDDKiA, choć znajdowaliśmy się na dosyć dalekich pozycjach - przypomniał Popko.

Zobacz także: Budimex wyrzucany za rażąco niską cenę przez GDDKiA. Słusznie?

- Nie złożyliśmy jednak starannych wyjaśnień i ponieśliśmy tego konsekwencje. Taka polityka zamawiających jest słuszna, bo pokazuje, że nie tylko najtańszy ma szansę na zwycięstwo w przetargu - dodał.

Inwestycyjny paraliż

Popko zaapelował przy tym, aby GDDKiA i PKP PLK w nowo ogłaszanych przetargach wskazywały bardziej racjonalne terminy wykonania prac.

- Dla wszystkich będzie to bardziej komfortowa sytuacja. Napięte terminy zwiększają poziom ryzyka, a także ceny ofert, bo wykonawcy muszą uwzględniać w nich m.in. potencjalne trudności z logistyką materiałów czy karami umownymi - wskazał Popko.

- Jeśli pieniądze w ramach aktualnego budżetu UE musimy rozliczyć do 2023 r., to trzeba się zastanowić jak dopasować harmonogramy. Tak, aby nie doprowadzić do inwestycyjnego paraliżu na budowach - podsumował.

Zobacz również: Branża krytycznie o drogowych planach rządu. To jak „skok na główkę do basenu bez wody”
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017