Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017

Platformy low-code i no-code - aplikacje bez kodowania

Autor:  WNP.pl (Jakub Prokop)  |  06-12-2017 15:00  |  aktualizacja: 06-12-2017 16:22
Osobiście tworzę dużo systemów wykorzystywanych w naszej spółce, a z wykształcenia jestem socjologiem. Programista to niekoniecznie osoba, która potrafi pisać kod - mówi dla WNP.PL wiceprezes tworzącej oprogramowanie krakowskiej firmy Webcon Łukasz Wróbel. Webcon redefiniuje koncepcję wsparcia zarządzania przedsiębiorstwem przez systemy informatyczne wydatnie upraszczając wprowadzanie tzw. dobrych praktyk i zmian organizacyjnych.

  • Biznes coraz częściej chce i musi korzystać nie z gotowych, a z personalizowanych rozwiązań.
  • Platformy low-code i no-code pozwalają tworzyć własne aplikacje bez konieczności samodzielnego pisania kodu.
  • Ich największa zaleta to szybkość wprowadzania zmian.

Platformy no-code mogą dostosować aplikację w przeciągu godzin albo dni, a nie miesięcy - mówi Łukasz Wróbel, wiceprezes Webcon
Fot. mat. pras.

Webcon oferuje platformę do budowania aplikacji w technologii no-code. Co to znaczy, że aplikację można stworzyć bez kodowania?


- Platformę no-code można sobie wyobrazić jako zestaw klocków Lego. Bardziej rozbudowane systemy (jak nasz, który rozwijamy już od 12 lat) mają tych klocków więcej, inne mogą mieć mniej. Zamiast kodować aplikacje, możemy je tworzyć za pomocą przeciągania, upuszczania i wybierania opcji.

Platformy tej klasy pozwalają stworzyć logikę aplikacji, obliczeń i formularzy; okiełznać zasady przekazywania zadań pomiędzy użytkownikami oraz zaprojektować przyjazny dla nich interfejs. Tak budowane systemy są najczęściej dostępne zarówno z poziomu przeglądarki internetowej, jak i z urządzeń mobilnych. Można je w prosty sposób integrować z innymi narzędziami informatycznym wykorzystywanymi w firmie - np. z systemem ERP, księgowym czy kadrowym, komunikatorami, skrzynkami mailowymi. Obsłużą też digitalizację czy rozpoznawanie dokumentów.

Czy ten trend jest obecnie bardzo popularny?


- Low-code i no-code to nie jest nowa idea. Jakieś 30 lat temu powstała metodyka Rapid Application Development (RAD), która pozwalała tworzyć oprogramowanie znacznie szybciej niż za pomocą kodowania. Również Microsoft Access pozwala stworzyć bazę danych i formatki do niej, co jest formą aplikacji.

Obecnie dostępne platformy RAD są rozwinięciem tej idei. Główna różnica dotyczy możliwości, jakie oferują. Kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu systemy RAD upraszczały tworzenie tylko bardzo prostych rzeczy. Obecnie potencjał technologiczny i spektrum praktycznych możliwości zastosowania są znacznie większe.

Duże firmy i tak mają już swoich programistów, którzy nie mają nic przeciwko kodowaniu.


- Firmy tworzą systemy, które pozwalają im odróżnić się od konkurencji i uzyskać przewagę. Takie systemy i aplikacje podlegają częstym zmianom, ciągle trzeba je rozwijać, modyfikować, optymalizować i nie dać się dogonić konkurencji. A przecież każdy programista musi czasem wziąć urlop.

„Wejście w buty” kolegi i samo utrzymanie jego aplikacji - nie mówiąc już nawet o jej rozwoju - jest niesamowicie trudne. Powrót z wakacji do swojego kodu też jest trudny.

Nawet duże firmy, które mają u siebie wewnętrzne zespoły deweloperskie i które stać na to, by tworzyć oprogramowanie dedykowane, również decydują się na platformy low-code i no-code. Naszymi klientami są np. Tauron, Grupa Nowy Styl czy Cersanit.

Czy to znaczy, że działy IT przestaną być potrzebne?


- Pojawiają się idee typu „citizen developers”, która polega na tym, by dać platformę nie programistom, tylko użytkownikom z branży biznesowej. Skoro są już narzędzia, które do tworzenia aplikacji nie wymagają ani wiedzy programistycznej, ani umiejętności kodowania, to może po prostu dajmy je użytkownikowi biznesowemu i on zrobi aplikację sam dla siebie?

Ta wizja mi się podoba i sam jestem jej przedstawicielem. Osobiście tworzę dużo systemów wykorzystywanych w naszej spółce, a z wykształcenia jestem socjologiem. Ale ja od 15 lat pracuję w branży IT, rozumiem oprogramowanie i byłem analitykiem, więc potrafię myśleć jak architekt oprogramowania.

Programista to niekoniecznie osoba, która potrafi pisać kod. Moim zdaniem to powinien być ktoś, kto w szerokim zakresie rozumie związki przyczynowo-skutkowe, potrafi przeanalizować proces biznesowy i zaprojektować jego działanie w optymalny sposób. Jeśli do tego ma odpowiednie narzędzia, to w ramach Czwartej Rewolucji Przemysłowej coraz większa liczba osób będzie faktycznie samodzielnie tworzyć aplikacje biznesowe.

Czyli da się?


- Zależy, co chcemy osiągnąć. Lata temu wiele firm miało ogromne problemy z arkuszami w Excelu. Okazywało się, że każdy dział (a często nawet różne osoby w ramach tego samego działu) prowadził obliczenia dla swoich procesów w inny sposób. Znalezienie jednej wersji prawdy graniczyło z cudem. Pytanie, czy potrzebujemy zaawansowanego kalkulatora dla jednego użytkownika czy najlepszych praktyk dla całej firmy.

Pojedynczy użytkownik szuka metody, która jest najlepsza dla niego - już niekoniecznie dla jego kolegi. Więc jeżeli aplikacja ma pomagać jednemu użytkownikowi robić coś szybciej, to on ma do tego swoje narzędzia.

Natomiast jeśli aplikacja ma być narzędziem wdrażania najlepszych praktyk w przedsiębiorstwie, to musimy patrzeć z perspektywy centralnej. Możemy sprawić, by kolejny pracownik organizacji, który powinien wykonać następny krok zadania, rzeczywiście otrzyma to zadanie i będzie w stanie dalej pracować. Możemy automatyzować nie tylko pojedyncze stanowiska, ale i całe procesy - end-to-end, od początku do końca procesu. Dlatego uważam, że to w dalszym ciągu działy IT powinny być odpowiedzialne za tworzenie i utrzymywanie aplikacji.

Skoro pracownicy IT ciągle są potrzebni, to na czym polega oszczędność?


- Jeśli od platformy no-code oczekujemy tylko tańszego dostarczania narzędzi, to widzimy zaledwie jakieś 15 proc. potencjalnych korzyści. Platforma nie jest po to, żeby zmniejszyć koszty, tylko po to, żeby przyspieszyć i usprawnić procesy. Żeby nasze przewagi konkurencyjne można było zmieniać, optymalizować i dostosowywać.

Jeżeli biznes nagle wpadnie na pomysł zmiany jakiegoś procesu, to jesteśmy w stanie aplikację obsługującą ten proces dostosować w przeciągu godzin albo dni, a nie miesięcy. To jest największa korzyść.

Firmy coraz częściej chcą automatyzować coraz bardziej złożone czynności. To oznacza, że nie mogą już wykorzystać gotowych rozwiązań, które po prostu leżą na półce i wystarczy je kupić, wdrożyć i używać. Oprogramowanie należy tworzyć. I w ten właśnie sposób buduje się dyferencjację, czyli to, co wyróżnia firmę na tle konkurencji.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2017