Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

KGHM czeka rewolucja w wydobyciu rudy i produkcji miedzi

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  08-01-2018 06:00  |  aktualizacja: 08-01-2018 08:24
KGHM Polska Miedź jako jedyny wśród światowych graczy opiera dużą część swojej produkcji o kopalnie głębinowe. Ma to konsekwencje kosztowe. Produkuje miedź stosunkowo drogo. Problem będzie narastał wraz z wyczerpywaniem się płytszych pokładów. Czy firma wymaga rewolucyjnych zmian, jak taniej produkować miedź i co czeka górników - mówi w wywiadzie dla WNP.PL Herbert Wirth, były prezes spółki, obecnie wykładowca Politechniki Wrocławskiej.
Stanowisko monitorowania pracy w kopalni KGHM.
Fot. Mat. pras.
  • Nieuchronnym procesem jest automatyzacja i cyfryzacja procesów wydobywczych - mówi Herbert Wirth.
  • Ludzie na przodkach, w miejscach bezpośrednio towarzyszących wydobyciu nie będą niezbędni, co również oznacza, że nie będą narażeni na dotychczasowe ryzyka - przewiduje były prezes KGHM.
  • KGHM nie może pozwolić sobie na zmniejszenie produkcji, mimo że byłaby ona dużo bardziej efektywna ekonomicznie. Oznaczałoby to jednak spadek zatrudnienia w regionie - wyjaśnia.

Po omówieniu sztandarowego projektu zagranicznego KGHM, kopalni Sierra Gorda w Chile (o inwestycji KGHM w Sierra Gorda czytaj: Herbert Wirth: Sierra Gorda świetna dla KGHM), wracamy na krajowe podwórko.

Sierra Gorda to nowa część KGHM, a co z kopalniami w naszym zagłębiu?


- Czekają je duże zmiany. Wrócę do tego, co już wielokrotnie mówiłem wcześniej. Nieuchronnym procesem jest automatyzacja i cyfryzacja procesów wydobywczych.

Herbert Wirth, były prezes KGHM, obecnie wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Fot. PTWP
Herbert Wirth, były prezes KGHM, obecnie wykładowca Politechniki Wrocławskiej. Fot. PTWP

Dlaczego?


- Problem w naszych kopalniach jest taki, że sięgamy do coraz głębszych złóż, wzrasta liczba zagrożeń, czego przykładem może być wypadek sprzed roku w miejscu wydawałoby się doskonale zabezpieczonym. Druga rzecz: zmieniają się warunki geologiczne - złoża są nadal bogate w metal, ale coraz cieńsze.

Czym to skutkuje?


- Chcąc utrzymać poziom wydobycia, będziemy produkować więcej odpadów. Jak to wpłynie na koszty? Fatalnie. Musimy zastanowić się nad takimi technologiami, które pozwolą na eksploatację i wywóz na powierzchnię tylko tego, co jest przydatne.

W naszej strategii do 2040 roku pisaliśmy o konieczności zmiany technologii wydobycia, aby móc eksploatować te nisko położone pokłady miedzi. Postęp technologiczny jest tak duży, że za dwie dekady górnictwo może być już całkiem odmienne niż to obecnie.

Jak pan sobie wyobraża nasze kopalnie w KGHM? Do czego powinny zmierzać?


- Z pewnością czeka nas zmiana filozofii zatrudnienia. Ludzie na przodkach, w miejscach bezpośrednio towarzyszących wydobyciu nie będą niezbędni, co również oznacza, że nie będą narażeni na dotychczasowe ryzyka.

A nie obawia się pan, że może to spowodować sprzeciw załogi?

- To nawet naturalne. Tak działo się w XIX-wiecznej Anglii przy okazji wprowadzania maszyn parowych. Automatyzacja procesów wydobywczych miałaby takie następstwa i u nas. Zwłaszcza że pracowników w kopalniach będzie potrzeba coraz mniej. Gdy zaczynaliśmy pracować nad projektem „inteligentna kopalnia”, mówiliśmy także o potrzebie zmian w sposobie kształcenia pracowników. Coraz większą rolę będą odgrywały automatyka czy mechatronika. To procesy nieuchronne i zarazem poważne wyzwanie społeczne.

Na razie KGHM stoi miedzią i srebrem oraz mniejszymi ilościami kilku innych pierwiastków. Na czym jeszcze może się oprzeć?


- Wiele będzie zależało od przyzwolenia społecznego. Jednym z celów może być ruda żelaza w suwalskich złożach. W rejonie Myszkowa jest znacząca polimineralizacja miedziowo-molibdenowo-wolframowa. Są tam też najpewniej zasoby metali krytycznych. Aby ocenić, jak duże, konieczne jest zbadanie. KGHM sfinansował nawet specjalne laboratorium w AGH.

Z drugiej strony - w samym złożu miedzi są także metale, których nie odzyskujemy.

Jakie?


- Na przykład molibden, bizmut. Być może powinniśmy stworzyć program, który będzie identyfikował rzadkie metale zarówno w naturalnych złożach, jak i antropogenicznych [sztucznie nagromadzone np. w postaci odpadów - przyp. DM].

Wiele jest wyzwań, np. mamy grafit. Czy go odzyskujemy? Nie.

Czy w związku z tym jest wizja, by budować w Polsce nowe kopalnie?


- Musimy zmieniać filozofię. Być może kopalnie powstaną, ale niepodobne do tych obecnie funkcjonujących. Przykładowo, weźmy pod uwagę kwestię wywożenia zbędnego urobku. Być może wzbogacenie powinno nastąpić pod ziemią. Do rozważenia jest zastosowanie wiercenia i wypłukiwanie interesujących nas minerałów.

A czy istnieją już technologie, które na to pozwalają?


- W KGHM było wykonane nawet studium wykonalności. Jednak do niczego nie doszło. Z jednej strony mieliśmy presję społeczną, z drugiej - dość restrykcyjne jest nasze prawo. Trzeba włożyć wiele wysiłku, by coś nieznanego stało się znane i akceptowane.

Do tego dochodzi jeszcze jedna kwestia. KGHM nie może pozwolić sobie na zmniejszenie produkcji, mimo że byłaby ona dużo bardziej efektywna ekonomicznie niż obecnie ze względu na koszty stałe. Te w przypadku KGHM stanowią bowiem około 70 proc., a nie ma przyzwolenia na obcięcie kosztów stałych, bo to oznaczałoby spadek zatrudnienia w regionie.

W co powinien jeszcze inwestować KGHM?


- Jestem zwolennikiem hydrometalurgii. Skoro mamy tak duże zasoby antropogeniczne, być może trzeba się zdecydować na górnictwo otworowe. Wstrzykiwanie eluatu to może być konieczny krok. Jednak aby mogło do tego dojść, potrzebne jest pokonanie bariery mentalnej.

Wszystkie te technologie mają wspólny mianownik. Do ich stosowania będzie potrzeba mniej pracowników. Czy spodziewa się pan w związku z tym, że KGHM będzie zmniejszał zatrudnienie?

- Wydaje się to procesem nieuniknionym. Może za dekadę w KGHM liczba pracowników nie zmniejszy się w porównaniu z obecnym stanem zatrudnienia o połowę, ale za dwie dekady to możliwe.

Przy okazji inwestycji w KGHM często padają zarzuty, że spółka nie wykorzystuje potencjału tzw. Starego Zagłębia…


- Znam te zarzuty. Związkowcy pytali: po co Wirth poszedł „w zagranicę”, skoro obok są zasoby? Tak, tyle że mówimy o górotworze, w którym znajdują się duże zasoby bardzo cennej, wysokiej jakości wody. Co zrobić z tą wodą? Wyrzucić? To przecież marnotrawstwo. Do tego dochodzi brak technologii. Dla tego złoża trzeba byłoby opracować proces dwustopniowego wzbogacania lub zastosować hydrometalurgię. Trzecia rzecz to technologia eksploatacji. Tam po prostu są zasoby na inny rodzaj eksploatacji niż obecnie stosuje się w KGHM.

Co z kwestią hutnictwa w KGHM?


- Uważam, że obecny poziom 0,5 mln ton starczy. Gdy słyszę o planach hutniczych w Legnicy, zwyczajnie zżymam się. Uważam, że powinniśmy postawić na wielofunkcyjne hutnictwo, małe piece nadające się do bardziej różnorodnej produkcji. Można i trzeba szukać nowych rozwiązań. Moim zdaniem warto jednak skupić się na wspomnianych wyżej wyzwaniach technologicznych i na „skarbach”, które mamy w zasięgu ręki - również w Chile.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018