Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Kamil Stoch w Turnieju Czterech Skoczni. Kto zarobi na jego sukcesach?

Autor:  wnp.pl (Dariusz Malinowski)  |  06-01-2018 06:00  |  aktualizacja: 06-01-2018 18:57
Kamil Stoch, wygrywając cztery konkursy i cały Turniej Czterech Skoczni, wpisał się na karty historii sportu. Ale jego sukces i dobre wyniki kolegów z drużyny mają wymiar nie tylko sportowy. Zadowoleni są sponsorzy. Gdy skaczą nasi, miliony Polaków oglądają przy okazji logotypy Lotosu, Grupy Azoty czy Renault. Z jakim skutkiem?
  • Znaczna część budżetu Polskiego Związku Narciarskiego pochodzi od sponsorów.
  • Wspieranie narciarzy przez Lotos zaowocowało lepszą rozpoznawalnością marki.
  • Dla Azotów skoki to możliwość zaznaczenia obecności na rynku niemieckim.


Styczeń 1997 roku - Adam Małysz ma szansę na wygraną w Bischofshofen (ostatecznie będzie drugi) - rozmawiam z trenerem skoczków Pavlem Mikeską. Trener pochwalił swojego zawodnika, ale przyznał, że nie jest łatwo pod względem finansów. Narzekał, że musi sam płacić krocie za komórkę, odbierając telefony od polskich dziennikarzy. Dzisiaj taka sytuacja wydaje się nie do pomyślenia. Związek ma licznych sponsorów, firmy chcą być utożsamiane z sukcesem polskich skoczków. Opłacenie rozmów telefonicznych to pestka.

Spółki raczej z Polski

Kto reklamuje się na ubiorach polskich narciarzy (nie tylko skoczków)?

-  Staramy się, aby to były firmy z Polski. Tam, gdzie to jest niemożliwe, bo np. nie mamy polskich samochodów, wybieramy zagranicznych partnerów. Stąd np. na kombinezonach polskich skoczków logo Renault - mówi nam Tomasz Wieczorek, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

Jednak najważniejsze miejsce zajmują Grupa Lotos (generalny sponsor Polskiego Związku Narciarskiego) i Grupa Azoty (generalny partner PZN). Oprócz nich są także wspomniany Renault (główny sponsor), Sixt (partner transportowy), spółka odzieżowa 4F i liczni inni partnerzy.

Szczególnie długa, bo już kilkunastoletnia, umowa wiąże PZN z Lotosem. Obecna kończy się w tym roku. Jak jednak mówi nam Wieczorek, już prowadzone są rozmowy w sprawie jej przedłużenia.

Ile kosztuje bycie generalnym sponsorem? Tego nasz rozmówca nie może zdradzić. Kilka lat temu paliwowy potentat musiał wydać dwa miliony złotych. Jednak sukcesy naszych narciarzy, a zwłaszcza skoczków, spowodowały wzrost ceny. - Zależy ona od wielu czynników, sukces sportowy jest oczywiście ważnym kryterium, staramy się, aby obie strony były zadowolone - wyjaśnia sekretarz PZN.

Związek z reklamodawcami stara się podpisywać czteroletnie umowy. W ten sposób nie ma ryzyka, że w przypadku jednego złego sezonu sportowcy pozostaną bez wsparcia finansowego. Z drugiej strony reklamodawcom nie grożą bardzo wysokie ceny w przypadku krótkotrwałego wybuchu formy zawodników.

Posiadanie wiernego grona sponsorów jest dla PZN bardzo ważne. Dzięki nim domyka się bowiem budżet związku. Ten sięga 22 mln złotych. Z tego około 45 proc. daje Ministerstwo Sportu i Turystki, część to także wpływy z praw telewizyjnych, jednak gros to zasługa reklamodawców.

Bardziej znana marka

Czy jednak w ogóle opłaca się reklamować na popularnej w kraju, ale w skali świata dość niszowej dyscyplinie? Skoki narciarskie, bo tu obecnie nasi zawodnicy odnoszą największe sukcesy, nie są poza kilkunastoma krajami popularną konkurencją.

- Aby w pełni odpowiedzieć na to pytanie, musielibyśmy skonfrontować cele biznesowe poszczególnych sponsorów z rezultatami, które osiągnęły w wyniku sponsoringu kadry skoczków narciarskich - mówi Piotr Przetrzelski, specjalista od marketingu sportowego w Urban Comunications.

 - Moim zdaniem najwięcej korzystają ci, którzy podchodzą do sponsoringu długofalowo oraz wychodzą poza ekspozycję logo na kasku czy kombinezonie. Istotna jest tutaj aktywacja samego sponsoringu. Najlepszym przykładem jest Grupa Lotos, która od czasów „Małyszomanii” wspólnie z Polskim Związkiem Narciarskim realizuje program „Szukamy następców mistrza”. To właśnie dzięki tej inicjatywie możemy obecnie cieszyć się z sukcesów Kamila Stocha i jego kolegów z reprezentacji - mówi nasz rozmówca.

Nieco inaczej rzecz ma się z marką odzieżową 4F.

- Dzięki skokom narciarskim stała się ona jedną z najpopularniejszych marek odzieżowych Polaków. A to wszystko dzięki znakomitemu dopasowaniu oferowanych produktów do sponsorowanej dyscypliny oraz współpracy z Kamilem Stochem - wyjaśnia specjalista.

Co rolnik robi w zimie?

Bardzo ciekawym przypadkiem jest sponsorowanie PZN przez Grupę Azoty. Związek i największa polska spółka chemiczna zapoczątkowały współpracę kilka lat temu. Wiceprezes chemicznego potentata Witold Szczypiński wskazywał wówczas, że umowa jest korzystna dla obu stron. Z jednej bowiem strony spółka wspiera sportowców na różnym szczeblu kariery, z drugiej firma kojarzona jest ze sportowymi sukcesami.

Pozytywnie umowę ocenia Przetrzelski. - Skoki narciarskie to czołowa dyscyplina w Polsce, transmisje z zawodów Pucharu Świata czy Turnieju Czterech Skoczni oglądają miliony widzów, a na konkursy w Zakopanem czy Wiśle przyjeżdżają kibice z całego kraju. Kibic skoków narciarskich profilem przypomina kibica piłkarskiego, czyli może być nim każdy. Do tej pory Grupa Azoty skupiała się na promocji samej marki poprzez ekspozycję logotypów, od niedawna przy transmisjach możemy zauważyć reklamy samych produktów w postaci nawozów. To produkt specyficzny skierowany do ściśle określonej grupy klientów, jednak należy pamiętać, że Grupa Azoty prowadzi projekty sponsoringowe w całej Polsce, które wzajemnie się uzupełniają - tłumaczy nasz rozmówca.

Dwa inne czynniki przemawiają także za zaangażowaniem się Azotów w reklamę na strojach zwłaszcza skoczków. Nasza spółka należy do czołowych europejskich producentów nawozów. Chce poszerzać rynek zbytu, a Niemcy, które pod względem areału upraw należą obok Polski i Francji do czołówki unijnej, są szczególnie atrakcyjnym rynkiem zbytu.

I jeszcze jedna kwestia. Nawozy, co rzecz oczywista, najczęściej kupują rolnicy. Jeśli reklama ma do nich trafić, z badań specjalistów wynika, że największe na to ma szanse w okresie zimowym, kiedy nie ma prac polowych. Idealnie wpisuje się więc to w promocję na popularnych zimowych dyscyplinach. A że skoczkowie odnoszą sukcesy i są chętnie oglądani, to dla chemicznej spółki czysty profit.

Co z tego mają Kamil i spółka?

Warto na koniec podkreślić, że choć pieniądze od dużych sponsorów trafiają do związku, to nie oznacza to, że profitów nie czerpią i sami zawodnicy. Oni także zarabiają na reklamach, tyle że tych umieszczonych na nakryciach głowy (nie zawsze są to kaski). Co więcej, jeśli zawodnik nie potrafi sam znaleźć sponsora, związek może mu w tym pomóc.

Na plastronie jest miejsce dla sponsorów związku. Zawodnicy także zarabiają na reklamach, ale tych umieszczonych na nakryciach głowy. Fot. Shutterstock.com
Na plastronie jest miejsce dla sponsorów związku. Zawodnicy także zarabiają na reklamach, ale tych umieszczonych na nakryciach głowy. Fot. Shutterstock.com
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018