Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Jelcz. Z progu bankructwa do nowych technologii

Autor:  Włodzimierz Kaleta  |  10-02-2018 06:00  |  aktualizacja: 09-02-2018 22:37
Reforma wojska, która rozpoczęła się wraz z przemianami społeczno-politycznymi w kraju pod koniec lat osiemdziesiątych sprawiła, że z armii zaczęto wycofywać stary sprzęt transportowy, zwłaszcza poradziecki, który był wyjątkowo paliwożerny i do którego brakowało części zamiennych. Armia stanęła przed widmem kłopotów transportowych, które do dziś dokuczają wojsku.

  • Na decyzje rozwojowe dotyczące transportu wojskowego trzeba było czekać prawie 20 lat. W tym czasie duża część ciągników oraz samochodów ciężarowych zużyła się.
  • Jelcz jest faworytem w produkcji ciągników, samochodów dla wojska, a także podwozi pod wozy amunicyjne dla 120 mm moździerzy Rak oraz modułów ogniowych 155 mm armatohaubic samobieżnych Regina.
  • Szansą dalszego rozwoju spółki Jelcz są kontrakty dla Wojsk Obrony Terytorialnej, a krokiem milowym w przyszłość programy artyleryjskie „Homar” czy „Wisła”.

Szansą dalszego rozwoju spółki Jelcz są kontrakty dla Wojsk Obrony Terytorialnej, a krokiem milowym w przyszłość programy artyleryjskie "Homar" czy "Wisła"
Fot. Mat. prasowe

Przez lata samochodów w armii ubywało. Wynikało to miedzy innymi z restrukturyzacji jednostek wojskowych, a także z faktu, iż najstarsze pojazdy, najczęściej jeszcze produkcji poradzieckiej, musiały być na skutek przekroczonych resursów oraz norm eksploatacyjnych wycofywane z użytkowania. Wycofywany sprzęt samochodowy miał być systematycznie zastępowany przez nowoczesne wozy ciężarowe, najlepiej produkowane przez krajowy przemysł. Z tym niestety były i są wciąż problemy. Powód taki jak zawsze: brak pieniędzy.

Na decyzje rozwojowe trzeba było czekać prawie 20 lat. W tym czasie duża część ciągników oraz samochodów ciężarowych zużyła się i armia stanęła przed widmem kłopotów logistycznych.

Faworyt z Jelcza


Sytuację miał zmienić przyjęty w 2013 r. przez rząd program wieloletni pod nazwą „Priorytetowe Zadania Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w ramach programów operacyjnych”. Dokument ten zakładał oprócz priorytetów, którymi była realizacja programów operacyjnych, zadania nieobjęte programami, mające jednak istotne znaczenie dla poszczególnych systemów funkcjonalnych i zabezpieczenia funkcjonowania wojsk, wśród nich pojazdy transportowe o przeznaczeniu innym niż bojowe, części zamienne i remonty wyposażenia. Te zapisy okazały się bardzo istotne z punktu widzenia interesów Jelcz Sp. z o.o.

Armia ruszyła z wielką wymianą ciężarówek, a polskie firmy do walki o kontrakty warte 3 mld zł. Pierwszy z nich uzyskały zakłady Jelcz Sp. z o.o. (dawniej Jelcz – Komponenty Sp. z o.o.), którego właścicielem są zakłady Huta Stalowa Wola. To w Jelczu głównie miały powstawać specjalistyczne wojskowe pojazdy średniej i dużej ładowności.

Zaprezentowany na targach MSPO 2012 r. prototyp Jelcza 882.53 z systemem Multilift, czyli podwozia do zabudowy specjalnymi systemami samozaładowczymi na paletach transportowych do przewozu amunicji, środków materiałowych, a także sprzętu inżynieryjnego, cieszył się dużym zainteresowaniem wojska. Na prototypach się nie skończyło.

Z nadziejami na nową produkcję


Jelcz dostarczył te podwozia naszej armii. W najbliższym czasie dostawy będą rozszerzane na podwozia pod wozy amunicyjne w programach modernizacji artylerii dla kompanijnych modułów ogniowych 120 mm moździerzy RAK oraz dywizjonowych modułów ogniowych 155 mm armatohaubic samobieżnych REGINA. Podwozia te już trafiają do wojska. Można je zobaczyć między innymi  w czasie ćwiczeń i szkoleń poligonowych pododdziałów 11 Mazurskiego Pułku Artylerii,
a w najbliższym czasie także w innych jednostkach wojskowych.

W lipcu 2014 r. w zakładach uruchomiono nową linię montażową, pokazano ciężarówki Jelcz 442.32 zaprojektowane od podstaw według wymagań zgłoszonych przez naszą armię, podwozia dla samobieżnej samochodowej armatohaubicy kalibru 155 mm Kryl oraz średniego samochodu ciężarowego zbudowanego w układzie trzyosiowym 6x6 Jelcz 663.32

W tym czasie Jelcz wygrał przetarg na 910 pojazdów zaprojektowanych specjalnie dla sił zbrojnych. Miał się z niego wywiązać do 2018 r. Po osiągnięciu pełnej zdolności produkcyjnej zakład miał produkować 500 wozów rocznie.

Kontrakty z opóźnieniami


Początkowo produkcja nie szła jednak tak, jak powinna. - Spółka zbliża się do tej zdolności produkcyjnej; kiedy w sierpniu 2016 roku razem z wiceprezesem Leonem Szuturmą obejmowaliśmy stery w zakładzie, sytuacja była bardzo trudna. Trzy najważniejsze kontrakty dla polskiej armii miały wielomiesięczne opóźnienia, a spółce groziły kolejne wielomilionowe kary za nieterminowe dostawy, podczas gdy plan produkcji był wykonany w 40 procentach - zapewniał Portal WNP.PL Łukasz Dudkowski, prezes zakładów Jelcz Sp. z o.o.

- Cieszę się, że załoga nam zaufała i ogromnym wysiłkiem nadrobiła stracony czas. Kiedy przychodziliśmy do fabryki, produkowaliśmy 1,5 pojazdu dziennie, pod koniec roku doszliśmy do 5 dziennie. W ciągu półtora roku pod kierownictwem nowego zarządu zwiększyliśmy produkcję o 100 pojazdów przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów pracy w zakładzie.

W efekcie, o czym prezes przypomina z zadowoleniem, po raz pierwszy od wielu lat w firmie już pod koniec roku 2017 produkowano pojazdy na nowy 2018 rok. - Mamy dobrą kadrę i znakomitą załogę. Osiągnięcie liczby pół tysiąca pojazdów wyprodukowanych rocznie to tylko kwestia czasu - dodawał Dudkowski.

Nowe linie produkcyjnej nowoczesności


Nowa linia produkcyjna, o czym w zakładach nie mają wątpliwości, stanowiła przełom w produkcji samochodów dla wojska, choć nie wszystko czasem szło tak, jak powinno.

- Zmodernizowana linia produkcyjna do dziś umożliwia organizację procesów produkcji pojazdów z kabinami dwu-, cztero-, sześcioosobowymi o masie do 32 ton. Linia została doposażona w narzędzia, które zapewniają znaczące polepszenie parametrów jakościowych, a w konsekwencji zwiększenie niezawodności pojazdów w eksploatacji - zapewniał prezes zakładów Jelcz.

- Jeden z naszych sztandarowych produktów, wspomniany już Jelcz 442.32, ma rozwiązania zapewniające doskonałą użyteczność w różnych warunkach atmosferycznych przez cały rok z układem klimatyzacji czy ogrzewania niezależnymi od pracy silnika.

Produkt polski i dobry


W zakładach powstało też podwozie specjalistyczne do zabudowy artyleryjskiej Jelcz 663.32 pod projekt Kryl, zaprojektowane i edytowane dla specyficznych wymagań sprzętu artyleryjskiego z przeznaczeniem do użytkowania w warunkach pozadrogowych. Podwozie poszerzyło możliwość wykorzystania go w wielu przyszłych rozwiązaniach artyleryjskich w Siłach Zbrojnych (SZ) RP.

- Rozwiązania te uzyskały wysoką ocenę specjalistów w zakresie techniki samochodowej oraz wojskowości. A także od ekspertów ze świata nauki - podkreślał prezes Dudkowski.

Założenia konstrukcyjne i niezawodność nowych pojazdów zostały potwierdzone w trakcie długotrwałych badań zespołów pojazdu. Wstępnie mówią one wprost, że to świetny polski produkt. Projekt jest w dalszym ciągu rozwijany i doskonalony.

Kary za niedotrzymanie terminów


- Na dziś dostarczamy naszej armii dobry produkt w całości stworzony przez polską myśl techniczną. Co ważne - robimy to w terminie. Produkcja samochodów dla wojska jest realizowana bez opóźnień, które jeszcze niedawno były ogromną bolączką firmy i skutkowały wielomilionowymi karami za niedotrzymanie terminów dostaw - zapewniał prezes Jelcza.

To efekt długich i żmudnych przygotowań do produkcji nowoczesnych wozów ciężarowych różnego przeznaczenia, w czasie których trzeba było pokonać szereg problemów. W zakładach prowadzono ciągłą analizę potrzeb rynku dla pojazdów przeznaczonych dla sił zbrojnych.

Najlepszymi wskazówkami do przyszłych prac były wnioski wynikające z eksploatacji pojazdów podczas misji w Iraku, Afganistanie i Czadzie.

Produkty na miarę NATO


Programy operacyjne realizowane przez wojsko, a także inne zamówienia z resortu obrony narodowej, w tym projekty pojazdów przeznaczonych do zabudowy nadwozi kontenerowych, sprzętu artyleryjskiego, radarów czy mostów przeprawowych, są wielką szansą dla firm z PGZ S.A., a także dla wielu innych polskich podmiotów gospodarczych, które oferują produkt spełniający oczekiwania i wymagania żołnierzy.

Zdaniem inżynierów z zakładowego biura konstrukcyjnego najważniejszym wyzwaniem, przed jakim stanęły zakłady, przygotowując nowe projekty, było zagwarantowanie zunifikowanych rozwiązań zapewniających niezawodność i mobilność w trakcie działań operacyjnych. Wyzwaniem było też spełnienie wymagań norm obronnych oraz interoperacyjności naszych pojazdów z pojazdami państw NATO.

- Z tego powodu dla samochodów przeznaczonych do różnych zastosowań zaprojektowaliśmy odmienne zespoły napędowe w układach 4x4, 6x6, 8x8, z silnikami o mocach od 320 kM do 530 kM. Zastosowaliśmy też unikatowe rozwiązania z układami centralnego pompowania kół ze zmiennym ciśnieniem sterowanym z miejsca pracy kierowcy, umożliwiającym kontrolę trakcji w warunkach jazd pustynnych, w błocie, w brodach wodnych i oczywiście w normalnych warunkach drogowych. W pojazdach zastosowaliśmy kabiny 2-,4-,6-osobowe – mówił prezes Dudkowski.

Strategia myślenia na jutro


W zakładach dziś przede wszystkim patrzą w przyszłość. Zasadnicza strategia: dalszy systematyczny rozwój. Jak chcą ten cel osiągnąć?

- Przede wszystkim musimy produkować w terminie, a ewentualny zysk przeznaczyć na inwestycje w park maszynowy, nowe technologie oraz kwalifikacje załogi. Jesteśmy w specyficznej sytuacji, bo naszym właścicielem jest Huta Stalowa Wola, która jeszcze niedawno miała olbrzymie problemy finansowe - wyjaśnia prezes Dudkowski.

- Teraz pod wodzą nowego zarządu z prezesem Bernardem Cichockim na czele osiągnęła najlepszy wynik finansowy od lat. Cieszę się, że możemy pochwalić się tym samym. Mamy najlepsze wyniki finansowe w historii i z tego możemy być dumni, ale też sporo wyzwań przed nami.

Po pierwsze dalsza modernizacja


Prezes zapytany o warunki, jakie muszą zostać spełnione, aby strategia rozwoju spółki okazała się skuteczna, wymienia wspomniany już park maszynowy. W dużej mierze pochodzi on z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Bardzo ważna jest także dywersyfikacja odbiorców produktów Jelcza.

- Z dumą produkujemy sprzęt dla polskiej armii, ale chcemy także wrócić na rynek cywilny. Bardzo się cieszę, że zgodnie z ideą polonizacji przemysłu mamy otwarte drzwi choćby w MSWiA, gdzie prowadzimy rozmowy w sprawie produkcji samochodów dla Straży Pożarnej. Przed nami także inne, kolejne wyzwania - opowiadał prezes spółki.

Odbyły się już pierwsze rozmowy ws. nowych pojazdów dla polskich strażaków. Zależy im przede wszystkim na tanim, średnim samochodzie ratowniczo-gaśniczym. Obecnie zakup takiego pojazdu od zagranicznych producentów to koszt 800-900 tys. zł. Polskie samochody mają być tańsze od pojazdów zagranicznej konkurencji. Marzeniem komendanta głównego PSP Leszka Suskiego, jak przyznał w jednym z wystąpień, jest cena poniżej 500 tys. zł. Być może wkrótce polskie pojazdy staną się sprzętem numer jeden w remizach.

Produkty cenione przez użytkowników


Prezes Dudkowski za najważniejszy argument pomyślnego rozwoju zakładów uważa fakt, że robią tu świetne produkty, czego potwierdzeniem są bardzo dobre opinie ich użytkowników. To też najważniejszy argument do coraz szerszej i efektywniejszej współpracy z innymi spółkami, zarówno krajowymi, jak i zagranicznymi.

- Już niedługo odbędzie się uroczystość przekazania II Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego w całości opartego na naszych podwoziach. Pojazdy wyprodukowane we współpracy z firmami PIT- Radwar i Kongsberg są doskonałym przykładem, że taka właśnie współpraca nie tylko jest możliwa, ale też, że kiedy jest oparta na mocnych podstawach, musi wręcz skończyć się sukcesem - zapewniał prezes Jelcza. - Szansą dalszego rozwoju naszej spółki, oprócz kontraktów dla Wojsk Obrony Terytorialnej, są także programy artyleryjskie „Homar” czy „Wisła”. To może być kolejny krok milowy dla kondycji i przyszłości naszego zakładu - dodawał prezes jelczańskiej spółki.
 

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018