Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Cena gazu pogrąża chorwacką Petrokemije. Rząd szuka inwestora

Autor:  Marta Szpala  |  13-02-2018 11:44  |  aktualizacja: 13-02-2018 11:41
Największa chorwacka spółka chemiczna Petrokemija d.d. z Kutini znów ma problemy z regulowaniem zobowiązań za niezbędny do produkcji gaz. Chorwacki rząd jest zdeterminowany, by utrzymać ten jeden z najważniejszych zakładów. Na liście inwestorów - po tym jak z kupna udziałów wycofała się m.in. Grupa Azoty - jest obecnie australijski Borealis. Opozycja ostrzega przed możliwością przejęcia chemicznego koncernu przez spółki powiązane z kapitałem rosyjski.

  • Petrokemija zatrudnia ponad 1700 osób i jej udział w chorwackim rynku nawozów wynosi 70%.
  • Popyt na nawozy mineralne w Chorwacji konsekwentnie spada, a cena gazu dla spółki wzrosła o 40%.
  • Władze twierdzą, że zakupem spółki jest zainteresowany australijski Borealis.

Petrokemija jest kolejną chorwacką spółką - po stoczni Uljanik oraz koncernie spożywczym Agrokor - której grozi bankructwo.
petrokemija.hr

Petrokemija jest jednym z największych państwowych przedsiębiorstw w Chorwacji, który produkuje nawozy sztuczne. Prawie 80% udziałów należy do skarbu państwa, a pozostałe 20% do chorwackich funduszy emerytalnych i prywatnych inwestorów. W grudniu 2017 przyjęto plan dokapitalizowania spółki poprzez emisję 45 mln nowych akcji o wartości 60 mln euro. Rząd aktywnie poszukuje inwestorów, ale na obecnym etapie udział w dokapitalizowaniu zadeklarowała jedynie państwowa spółka Janaf.

Jest to kolejna chorwacka spółka po stoczni Uljanik oraz koncernie spożywczym Agrokor, której grozi bankructwo.

Głównym problemem Petrokemiji jest znaczący wzrost ceny gazu, który stanowi 60% wydatków spółki. Zakład ze względu na swoje strategiczne znaczenie przez lata uzyskiwał gaz za cenę niższą od rynkowej dzięki państwowym dotacjom. Prywatyzacja koncernu energetycznego INA  i liberalizacja rynku energii dla  Petrokemiji oznaczała wzrost cen gazu o 40%.

Zarząd chemicznej spółki, będącej jednocześnie największym konsumentem gazu w kraju - 1/3 zapotrzebowania Chorwacji, czyli 650 mln m3 rocznie - nie był wstanie wynegocjować z dostawcami korzystnych cen gazu.

Lokalne media donosiły o nietransparentnych kontraktach na gaz, które zawierano z kontrowersyjnymi lokalnymi biznesmenami, np. z Robertem Jezicie, właścicielem spółki Dioki, bądź spółkami takimi jak Adriaoil mocno powiązanymi z rządzącą prawicą z Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej.

Na sytuację Petrokemiji dodatkowo wpływ miało zmniejszenie popytu na nawozy na chorwackim rynku ze względu na znaczny spadek produkcji rolnej w tym kraju po wybuchu kryzysu gospodarczego w 2008 r.

Permanentne problemy z płynnością


Według dziennika Vecernji List w latach 2009-2011 popyt na nawozy mineralne w Chorwacji spadł o 30%, a kolejne lata przyniosły dalsze spadki o 20%. By utrzymać produkcję na dotychczasowym poziomie, Petrokemija skupiła się na eksporcie nawozów. Jednak  znaczna konkurencja na sąsiednich rynkach oraz wysokie koszty transportu spowodowały, że przy eksporcie zakład osiągał znacznie niższe marże, co przełożyło się na duży spadek zysków.

Vecernji List pisze także o nieprzejrzystych układach biznesowych z lokalnymi oligarchami, m.in. ze spółką Gorupa iz Klanjca, które przyniosły ponad 13 mln euro strat. Wydaje się, że akcjonariusze, czyli przede wszystkim rząd, nie sprawowali nadzoru nad działaniami zarządów, które podejmowały szereg niekorzystnych dla spółki decyzji. Kolejne rządy były bardziej zainteresowane utrzymaniem produkcji oraz pośrednim dotowaniem produkcji rolnej poprzez utrzymywanie niskich cen nawozów niż poprawą konkurencyjności spółki 

Petrokemija jest spółką, która przynosi straty właściwie od ponad dekady. W ciągu ostatnich pięciu lat wyniosły one łącznie 154 mln euro. Rząd już kilkakrotnie pomagał Petrokemiju, m.in. w 2013 r., tuż przed pierwszą nieudaną prywatyzacją, spółkę dokapitalizowano kwotą w wysokości 33 mln euro.

Choć w 2017 roku spółce udało się zwiększyć produkcję, to zakład wciąż przynosi straty. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2017 roku zwiększono produkcję o 3,5%, wytwarzając 862 tys. ton nawozów. Wzrosła także sprzedaż o 39%, do 855 tysięcy ton. Większość produkcji trafiła na eksport m.in. do Słowenii i Serbii, gdzie sprzedano po 90 tys. ton.  Na lokalny rynek trafiło jedynie 191 tysięcy ton. Jednocześnie straty wzrosły z 4,2 mln euro w zeszłym roku do 16,7 mln euro w tym roku. Całkowite obroty zakładu pozostają stabilne i wyniosły 190 mln euro.

Polityczne  gry


Petrokemija jest jednym z najważniejszych zakładów produkcyjnych w Chorwacji. Spółka zatrudnia ponad 1700 osób i jej udział w chorwackim rynku nawozów wynosi 70%. Kontynuowanie produkcji ma kluczowe znaczenie nie tylko dla lokalnego rynku pracy, ale także dla sektora transportu, w tym przede wszystkim dla chorwackiej spółki przewozów kolejowych HŽ Cargo, gdyż  1/4 przewozów to produkty Petrokemiji, oraz dla portu w Szybeniku, którego zakład ten jest jedynym klientem.

Spółka jest także jednym z najważniejszych chorwackich eksporterów. W 2016 osiągnęła piątą pozycję pod względem wartości eksportu, mimo iż był on o 30% mniejszy niż w 2015 roku. W 2016 wyeksportowała produkty o wartości 160 mln euro. Między innymi z tego względu rząd jest zdeterminowany, by utrzymać produkcję w Petrokemija. Są tym także zainteresowane lokalne spółki handlujące gazem – koncern petrochemiczny INA, w którym udział większościowy ma węgierski MOL, oraz chorwackie Prvo plinarsko društvo (PPD) powiązane z Gazpromem. Dla obu podmiotów Petrokemija jest najważniejszym odbiorcą gazu.

Władze twierdzą, że zakupem spółki jest zainteresowany australijski Borealis, ale inni inwestorzy branżowi, jak polska Grupa Azoty czy czeski Agrofert, zrezygnowali ze starań o przejęcie tej spółki.

Lokalne media donoszą, że MOL i INA wstępnie wyraziły zgodę na uratowanie Petrokemiji i objęcie udziałów w spółce pod warunkiem, że chorwacki rząd zgodzi się na zamknięcie jednej z dwóch chorwackich rafinerii w Sisak. Podjęcie takiej decyzji będzie dla rządu bardzo trudne, tym bardziej że Zagrzeb jest w ostrym sporze z Budapesztem i węgierskimi menadżerami spółki INA, którym zarzuca złe zarządzanie.

Z drugiej strony opozycja ostrzega przed przejmowaniem Petrokemiji przez spółki powiązane z kapitałem rosyjskim, co ma miejsce w sąsiedniej Serbii, gdzie rosyjskie spółki mają obecnie 24% udziałów w HIP-Petrohemija. Związki zawodowe naciskają na rząd, by nie dopuścił do prywatyzacji spółki, jednak dalsze pokrywanie strat jest mało prawdopodobne. Podobnie zresztą jak znalezienie inwestora, który zapewni firmie dalszy rozwój.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018