Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Prof. Andrzej Barczak: Presja na podwyżki płac dobije górnictwo

Autor:  wnp.pl (Jerzy Dudała)  |  12-02-2018 13:12
W górnictwie mamy molocha w postaci Polskiej Grupy Górniczej. Związkowcy zdają sobie sprawę, że jeżeli przeszarżują, to dobiją górnictwo. Tym bardziej że UE nam nie odpuści, nadal prowadzona będzie polityka dekarbonizacji - zaznacza w rozmowie z portalem WNP.PL prof. Andrzej Barczak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.
W 2015 r. górnicy zatrzymali zmiany proponowane przez rząd PO-PSL.
Fot. PTWP (Michał Oleksy)
  • Według prof. Barczaka, w ostatnich dziesięciu latach umacnia się wpływ poszczególnych państw na gospodarkę. W Polsce w przypadku górnictwa decyduje o wszystkim resort energii, a nie zarząd Polskiej Grupy Górniczej.
  • Związki działające w górnictwie zmieniły swoje podejście. Wiedzą, że jeżeli stale będą stawiać jakieś ultimatum, to spółki węglowe mogą tego nie przetrzymać - ocenia ekonomista.
  • Politycy z definicji kłamią, taka jest natura polityki. Stąd trzeba dystansu i twardego stąpania po ziemi - mówi.
Czasy się zmieniają i coraz częściej można dziś usłyszeć, że sam rynek wszystkiego nie załatwi, stąd potrzeba aktywnej roli państwa. Jak się pan na to zapatruje?

- W ekonomii widać coraz bardziej znaczące rozbieżności. Jedni wskazują, że rynek powinien decydować o wszystkim, a inni, że to nie wystarczy i potrzebna jest aktywna rola państwa w gospodarce.

Prof. Andrzej Barczak zwraca uwagę na to, że związki zawodowe funkcjonujące w górnictwie stały się bardziej powściągliwe w wysuwaniu roszczeń. Fot. PTWP
Prof. Andrzej Barczak zwraca uwagę na to, że związki zawodowe funkcjonujące w górnictwie stały się bardziej powściągliwe w wysuwaniu roszczeń. Fot. PTWP

Moim zdaniem, ręczne sterowanie i chęć zastępowania rynku jest na dłuższą metę nieskuteczne. Z kolei pozostawienie wszystkiego w rękach rynku także nie wchodzi w grę. Stąd w wielu przypadkach mamy swoisty miks.

Ważne natomiast, żeby nie było zbyt rozdętej biurokracji, bo ona jest wrogiem przedsiębiorczości. Generalnie rzecz biorąc - widać, że w ostatnich dziesięciu latach wpływ poszczególnych państw na gospodarkę jest coraz to większy.

Przykładowo, w przypadku górnictwa decyduje u nas o wszystkim resort energii, a nie na przykład zarząd Polskiej Grupy Górniczej. Właścicielska miotła aktywna była ostatnio w Orlenie, gdzie doszło do zmiany prezesa.

Wojciecha Jasińskiego zastąpił w fotelu prezesa Daniel Obajtek. Odwołano także wiceprezesa Mirosława Kochalskiego oraz członka zarządu ds. inwestycji i zakupów Marię Sosnowską. Uważam, że nowy prezes Orlenu ma zdolności do zarządzania tą spółką. Ta zmiana jest czymś zupełnie normalnym. Wymieniono zarząd, ale to już jest prawo i ryzyko właściciela. Zobaczymy bowiem, jak Orlen będzie sobie radził pod nowym zarządem.

A jak ocenia pan rolę związków zawodowych w naszej gospodarce?

- Uważam, że związki zawodowe w Polsce są słabe - z wyjątkiem związków funkcjonujących w górnictwie.

Te działające w branży górniczej nadal są bowiem silne i dobrze zorganizowane. Szczególnie dotyczy to Związku Zawodowego Górników w Polsce i Solidarności. Te związki potrafią ze sobą współpracować, potrafią tworzyć wspólny front.

A Sierpień 80?

- To zawsze był taki nieco dziwaczny związek.

Dlaczego?

- Jego przewodniczącemu Bogusławowi Ziętkowi marzyła się kariera polityczna i związek miał być dla niego trampoliną do polityki. Jednak ostatecznie nic z tego nie wyszło. To związek postrzegany jako ten, który często wysuwa roszczenia.

Kiedy Sierpień 80 podnosił raban i wysuwał żądania, to inne związki, nie chcąc pozostać w tyle, także radykalizowały swój przekaz. Obecnie jednak już tak o Sierpniu 80 nie słychać.

Generalnie rzecz biorąc, związki działające w górnictwie zmieniły swoje podejście. Wiedzą, że jeżeli stale będą stawiać jakieś ultimatum, to spółki węglowe mogą tego nie przetrzymać. Obecnie ceny węgla są na takim poziomie, że wyniki są nie najgorsze. Jednak wiadomo, że okresy koniunktury przeplatają się z okresami dekoniunktury. I trzeba myśleć, jak zabezpieczyć się na te chudsze lata, które wcześniej czy później, ale powrócą.

W górnictwie mamy molocha w postaci Polskiej Grupy Górniczej, w której strukturach są kopalnie byłego Katowickiego Holdingu Węglowego. Związkowcy zdają sobie sprawę, że jeżeli przeszarżują, to dobiją górnictwo. Tym bardziej że UE nam nie odpuści, nadal prowadzona będzie polityka dekarbonizacji. Takiej Francji bardzo łatwo jest mówić: zlikwidujcie kopalnie, bo sama bazuje na atomie. A w Polsce fedruje się na coraz to większych głębokościach.

Czytaj także: Bogusław Ziętek, szef Sierpnia 80: samo uruchamianie nowych ścian nie pomoże PGG

To oznacza więcej zagrożeń i wyższe koszty.

- Dokładnie tak. Eksploatacja ponad tysiąc metrów pod ziemią nie może być tania. To praca bardzo ciężka, wykonywana w niebezpiecznych warunkach. Realia i tak się zmieniają, jest coraz większe umaszynowienie.

Potrzebne są osoby potrafiące obsługiwać ten nowy sprzęt. Może być kłopot z następcami. Ludzi, którzy odchodzą teraz na emerytury czy urlopy górnicze, bardzo trudno będzie zastąpić. Ten problem, niestety, będzie narastał.

Wierzy pan w możliwość wypracowania ponadzakładowego układu zbiorowego pracy w górnictwie?

- Wierzę. Dlatego, że różnice w płacach w poszczególnych zakładach budzą tylko niepotrzebne napięcia. I właściciel powinien dążyć do tego, by taki ponadzakładowy układ zbiorowy wypracować i wdrożyć.

Słychać, że należy podnieść wynagrodzenia w górnictwie, a pan uważa, że na to nie pora. Dlaczego?

- Czy w kolejnych latach wystarczy węgla z naszych kopalń do zaspokojenia potrzeb krajowego rynku, w tym sektora energetyki zawodowej? Doskonale już widać, że go nie wystarczy i trzeba będzie importować surowiec.

A presja na podwyżki płac tylko dobije branżę. Rozdęte roszczenia płacowe mogą rozwalić spółki węglowe. Przecież można sobie wyobrazić taki scenariusz, w którym nasza elektroenergetyka potrzebuje sporo węgla i w zdecydowanej większości jest on importowany.

Przed laty w górnictwie mieliśmy taki schemat, że stawiano ultimatum: podwyżki albo strajk. To jednak droga donikąd.

Na szczęście związki zawodowe funkcjonujące w górnictwie podchodzą do tego obecnie bardziej racjonalnie. Wiedzą, że jak nasze kopalnie nie dostarczą odpowiedniej ilości węgla, to resztę trzeba będzie sprowadzić zza granicy.

Zobacz również: Prof. Andrzej Barczak: Czas pokaże, jak przebiegać będzie realizacja programu dla górnictwa i na jakie kompromisy pójdzie rząd

W rządzie wskazują, że etap gaszenia pożarów w górnictwie mamy za sobą i teraz pora na zarządzanie sektorem.

- Domyślam się, do czego pan zmierza. To zupełnie normalne, że każdy rząd chce się chwalić. Tak jest na całym świecie, nie tylko u nas. Trudno, żeby mówili, że jest źle, i że podjęli jakieś nietrafione decyzje. Te złe decyzje życie i tak bezwzględnie koryguje.

Niestety, ale politycy z definicji kłamią, taka jest natura polityki. Stąd trzeba dystansu i twardego stąpania po ziemi. Zapewnienia polityków to jedno, a życie, to drugie.

Jeżeli chodzi o górnictwo, to jeszcze z dziesięć lat węgiel będzie u nas głównym paliwem. Natomiast trzeba też rozwijać inne źródła energii. Trzeba też pamiętać, że mogą się pojawić nowe rozwiązania w obszarze energetyki. Sztaby mądrych ludzi w różnych miejscach świata stale nad tym pracują. Rewolucja technologiczna to nie tylko slogan, ona się dokonuje w różnych dziedzinach na naszych oczach.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018