Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Prywatyzacja Ciechu w pigułce. Oto najważniejsze fakty

Autor:  wnp.pl (Katarzyna Walterska)/PAP  |  12-02-2018 15:14
Zatrzymania w śledztwie dotyczącym Ciechu, w tym byłego wiceministra skarbu i byłego prezesa GPW z czasów rządu PO-PSL, znów przywołały pytania o przebieg prywatyzacji chemicznego koncernu. Warto przy tej okazji przypomnieć, jak wyglądał proces sprzedaży Ciechu firmie Jana Kulczyka.

Walka o przejęcie Ciech rozpoczęła się w marcu 2014 roku. Trwała kilka miesięcy, budziła wiele emocji a ostatecznie skończyła się prokuraturze. 

Walka o przejęcie Ciech rozpoczęła się w marcu 2014 roku.
Fot. mat. pras.

KI Chemistry ogłasza wezwanie na akcje Ciechu


Przyjmowanie zapisów na sprzedaż akcji Grupy Ciech rozpoczęło się w marcu 2014 roku. Wezwanie ogłosiła wchodząca w skład grupy Kulczyk Investments spółka KI Chemistry. Firma najbogatszego Polaka wezwała do sprzedaży ponad 34,78 mln akcji Ciechu. W sumie chciała skupić 66 proc. kapitału spółki. Zaoferowano 29,5 zł za akcję.

Jak informowało wówczas Ministerstwo Skarbu Państwa, Ciech był przeznaczony do prywatyzacji a resort z zadowoleniem przyjął informację o zainteresowaniu inwestorów akcjami. Sprawa była o tyle łatwiejsza, że Ciech był notowany na GPW od lutego 2005 roku, więc zbycie udziałów Skarbu Państwa mogło się odbyć za pośrednictwem odpowiedzi na wezwanie. Skarb Państwa posiadał ponad 20,4 mln akcji, czyli 38,72 proc. udziałów w kapitale zakładowym spółki. A skoro faktycznie spółka Kulczyka chciała kupić 66 proc. kapitału, konieczne było porozumienie z resortem Skarbu.

Termin wezwania został przesunięty o miesiąc, bo zabrakło zgody Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów "na koncentrację polegającą na przejęciu kontroli przez wzywającego nad spółką w wyniku nabycia akcji; oraz (ii) bezwarunkowa zgoda Ukraińskiego Urzędu Antymonopolowego (Antymonopolnyj Komitet Ukrainy) na koncentrację polegającą na przejęciu kontroli przez wzywającego nad spółką". Po 15 maja KI Chemistry miało już zgodę wspomnianych wcześniej urzędów.

Z harmonogramu wynikało, że przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW to 4 czerwca, a przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji przez KDPW to 9 czerwca.

W maju minister Skarbu Państwa Włodzimierz Karpiński zauważył, że cena oferowana przez KI Chemistry jest niższa od poziomów rynkowych, a inwestor powinien uwzględniać obserwowaną tendencję wzrostową na akcjach tej spółki.

Na dzień przed zakończeniem wezwania spółka z grupy Kulczyk Investments podwyższyła cenę o 1,5 złotego. Zamiast 29,5 złotego oferowała 31 złotych. Okazało się, że jednak jest skłonna wyłożyć za przejecie kontroli nad Ciechem o ponad 52 mln złotych więcej. Cały Ciech był wówczas wyceniany na 1,63 mld złotych, czyli niemal dokładnie tyle, na ile wycenia go giełda.

Pojawiało się pytanie: czy Skarb Państwa skorzysta?


Analitycy twierdzili, że oferta KI Chemistry tylko wyrównała cenę, ale też widać było wyraźnie, że spółka ma za sobą trudny okres. Akcje spółki wyceniane były w połowie 2007 r. na 175 złotych, dlatego cena 31 złotych zaoferowana w wezwaniu przez spółki należącej do Jana Kulczyka, wydawała się dość niska. Otoczenie się jednak zmieniło a Ciech o mało co nie zbankrutował. Ciech był też dobrą spółką dywidendową. Gdy ważyły się losy spółki, akcjonariusze zdecydowali o wypłacie 1,13 zł dywidendy na akcję. Łącznie na ten cel trafiło 59,6 mln zł z zysku za 2013 rok, który wyniósł 100,7 mln zł. To były dodatkowe pieniądze dla MSP.

Ostatecznie ówczesny minister skarbu Włodzimierz Karpiński stwierdził, że cena 31 zł "nie jest zła".

I tak dokładnie 3 czerwca 2014 roku okazało się, że KI Chemistry będzie kontrolowało chemicznego potentata. Musiał jednak jeszcze dogadać się z akcjonariuszami mniejszościowymi. Skarb Państwa, OFE PZU Złota Jesień i ING Otwarty Fundusz Emerytalny dysponowały razem 56,46 proc. akcji.

Spółka Kulczyka przejęła Ciech


Następnego dnia 4 czerwca 2014 wszystko okazało się już jasne. KI Chemistry kupiła w wezwaniu ponad 26,95 mln akcji Ciechu. Oznaczało to, że firma najbogatszego Polaka, stała się właścicielem ponad 51,1 proc. akcji chemicznej spółki. Jak poinformowała rzeczniczka skarbu, jednym ze sprzedających było MSP. Swojego pakietu nie sprzedał natomiast co najmniej jeden z dwóch pozostałych głównych akcjonariuszy. Oczekiwany przychód Skarbu Państwa z prywatyzacji spółki chemicznej Ciech wyniósł ponad 619 mln zł

Czytaj również: Co urzekło Jana Kulczyka w Ciechu?

Taśmowe rozgrywki wokół Ciechu

Gdy tuż po sfinalizowaniu sprzedaży Ciechu nadzorujący transakcję wiceminister T. (obecnie jeden z zatrzymanych przez CBA) uzyskał nominację na prezesa Giełdy Papierów Wartościowych, ówczesna posłanka PiS i wiceszefowa komisji finansów Beata Szydło apelowała do Komisji Nadzoru Finansowego, żeby ta, "kierując się bezstronnością i niezależnością, dokonała rzetelnej oceny tej nominacji".

Wśród zarzutów wobec nowego prezesa GPW przedstawiła m.in. to, że T. zajmował się prywatyzacją państwowej spółki chemicznej Ciech.

W lipcu 2014 roku do nowej rady nadzorczej Ciechu wszedł Jan Kulczyk.

W lutym 2015 r. Telewizja Republika ujawniła, że prywatyzacji Ciech dotyczą niektóre nagrania, zgromadzone w ramach tzw. afery podsłuchowej, w ramach której nagrywano w dwóch warszawskich restauracjach kilkadziesiąt osób, m.in. polityków.

Stacja podała, że dotarła do informacji z systemu meldunków operacyjnych - wewnętrznej bazy CBA gromadzącej meldunki z całego kraju oraz do korespondencji, jaką z funkcjonariuszami CBA prowadził biznesmen Marek Falenta, jednym z czterech oskarżonych w związku z podsłuchami.

Według Republiki, jeden z meldunków przygotowany po spotkaniu z Falentą dotyczy zakulisowych negocjacji w sprawie sprzedaży Ciechu z wiceministrem Skarbu Państwa Rafałem Baniakiem.

Baniak w odpowiedzi wystosował oświadczenie, że kierowane pod jego adresem oskarżenia, sugerujące przyjęcie przez niego korzyści majątkowej w związku z prywatyzacją spółki Ciechu, "są całkowicie bezpodstawne i nie mają żadnego potwierdzenia w faktach".

Na zwołanej po emisji tego materiału konferencji prasowej ówczesny rzecznik Solidarnej Polski Patryk Jaki zapowiedział złożenie zawiadomienia do Prokuratora Generalnego dotyczącego byłego już wtedy premiera Donalda Tuska, byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz ministra skarbu Włodzimierza Karpińskiego dotyczące m.in. braku działań ws. afer Ciech.

Także ówczesny lider Polski Razem Jarosław Gowin, powołując się na informacje TV Republika, ocenił, że w procesie prywatyzacji Ciechu mogło dojść do spotkań ówczesnego premiera Donalda Tuska z jednym z biznesmenów, "po czym ten biznesmen zdecydował się na zakup akcji". "W związku z tym domagamy się, by szef CBA, pan Wojtunik, natychmiast, jeszcze dziś poinformował opinię publiczną za pośrednictwem mediów, jak naprawdę wyglądała wiedza CBA w tej sprawie" - oświadczył wtedy Gowin.

Resort skarbu przedstawił w odpowiedzi informację nt. prywatyzacji Ciechu i ocenił, że została ona dokonana w sposób transparentny, w trybie odpowiedzi na wezwanie. Tryb ten umożliwia każdemu innemu potencjalnemu inwestorowi zaoferowanie wyższej ceny za nabywane akcje poprzez ogłoszenie kontrwezwania - tłumaczył resort - ale nikt tego nie zrobił.

MSP podkreśliło też, że Ciech SA od wielu lat był przeznaczony do prywatyzacji, a jego sprzedaż została poprzedzona głębokim programem restrukturyzacji, który przyczynił się do istotnego wzrostu wartości spółki. "MSP sprzedając akcje uzyskało wartość ekonomiczną wyższą niż pierwotnie proponowana w wezwaniu cena 29,5 zł za akcję - uzyskując kwotę 31 zł oraz 1,13 zł dywidendy na akcję. Skarb Państwa otrzymał więc 32,13 zł za każdą akcję" - głosiło oświadczenie.

Prokuratura bada prywatyzację Ciechu


W 2015 r. sprawą prywatyzacji Ciechu zajęła się Prokuratura Apelacyjna w Warszawie, która wszczęła śledztwo w sprawie możliwych nieprawidłowości przy prywatyzacji Ciechu, a w sprawie "niedopełnienia ciążących obowiązków i nadużycia udzielonych uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi Skarbu Państwa w związku ze zbyciem przez SP w odpowiedzi na publiczne wezwanie KI Chemistry z grupy Kulczyk Investments 37,9 proc. akcji Ciech SA za kwotę nie mniejszą niż 619 mln zł, czym wyrządzono państwu szkodę majątkową w wielkich rozmiarach".

Za taki czyn grozi kara do 10 lat więzienia. W ramach wszczętego śledztwa badana jest też możliwość przyjęcia przez osobę pełniącą funkcję publiczną korzyści majątkowej i udzielenia takiej korzyści przez drugą stronę oraz możliwość prania pieniędzy.

W lipcu 2015 r. zmarł Jan Kulczyk.

W październiku 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Warszawie poinformowała, że CBA na jej polecenie zabezpiecza dokumentację w resorcie skarbu i na Giełdzie Papierów Wartościowych w związku ze śledztwem ws. nieprawidłowości przy prywatyzacji Ciechu.

Następnie biuro prasowe GPW podało, że prezes Giełdy Paweł T. przekazał funkcjonariuszom CBA dane za okres od listopada 2013 r. do sierpnia 2014 r., których zażądała prokuratura. W komunikacie prokuratura przekazała, że "prezes udał się z funkcjonariuszami CBA do domu i wydał nośniki, po czym wrócił do siedziby Giełdy". Jak podkreśliła GPW, "żadne służby nie prowadzą czynności na terenie Giełdy", a sprawa nie dotyczy giełdy.

Ówczesny prezes Giełdy zapewniał przy okazji w mediach, że transakcja sprzedaży Ciechu, kiedy sprawował funkcję wiceministra skarbu, była "przeprowadzona w najbardziej transparentny sposób".

- Inwestor zdecydował się na ogłoszenie publicznego wezwania. Każdy, kto był zainteresowany nabyciem akcji Ciechu, mógł zaoferować inną cenę, lepsze warunki. Niestety, taka sytuacja się nie wydarzyła i wtedy, mając konkretną ofertę na stole, która zresztą była poprawiana przez inwestora, Skarb Państwa zdecydował się na niewypełnienie warunków, które były przewidziane w treści wezwania, w tym m.in. głosując na walnym zgromadzeniu zdecydował o wypłacie dywidendy i mimo to inwestor podtrzymał tę ofertę - wyjaśniał.

Współpracę w wyjaśnieniu sprawy deklarował też resort skarbu. W oświadczeniu MSP podkreśliło, że śledztwo ws. Ciechu trwa od kilku miesięcy. "Dotychczas przekazywaliśmy organom wszystkie potrzebne materiały. Dziś funkcjonariusze przyszli zabezpieczać dodatkowe dokumenty i serwery. To kolejny krok w wyjaśnianiu sprawy, deklarujemy pełną współpracę, żeby ją definitywnie wyjaśnić" - oświadczyło MSP.

Stanisław Karczewski, ówczesny szef sztabu wyborczego PiS, oceniał z kolei na konferencji prasowej, że wejście CBA do siedziby GPW to sytuacja bez precedensu. Przypomniał, że jeszcze przed powołaniem T. na prezesa GPW wiceprezes PiS Beata Szydło zwróciła się do Komisji Nadzoru Finansowego o kontrolę i sprawdzenie sytuacji związanej z prywatyzacją Ciechu. "Nie zrobiono tego, robi się to dopiero teraz, z tak dużym, ponadrocznym opóźnieniem. Apelujemy o to, by dokładnie wyjaśnić elementy i fakty związane z prywatyzacją Ciechu" - powiedział.

Kilka dni przed wyborami TV Republika ujawniła fragmenty nagrań podsłuchanych rozmów Jana Kulczyka z jego współpracownikiem, lobbystą Piotrem Wawrzynowiczem, dotyczące m.in. prywatyzacji Ciechu.

W opublikowanym przez Republikę nagraniu Piotr Wawrzynowicz mówił: "Dwie niezależne forpoczty badały Włodka, czy on nie spęka przy podejmowaniu decyzji. Posłałem Stasiu Gawłowskiego, to jest sekretarz w Ministerstwie Ochrony Środowiska, i Kaziu Plocke, sekretarz w Ministerstwie Rolnictwa, to jest jego kumpel. No i tam przy wódeczce gdzieś, chodzili go pytali, ale czy ten Włodek, który jest j... w Platformie, nie spęka, żeby Jankowi sprzedać Ciech. I powiedział, że absolutnie nie spęka, że to jest w ogóle transakcja taka jak powinna być. Nic takiego się nie dzieje".

W innym fragmencie nagrania rozmawiali Kulczyk i były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, m.in o dostawach skroplonego gazu ziemnego z Kataru do Polski. Stacja wyemitowała też m.in. fragment rozmowy Kulczyka z szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim z czerwca 2014 r. i fragmenty rozmów o Ciechu. - Moim zdaniem ten Ciech będzie takim papierkiem lakmusowym. Jeżeli będzie Ciech, to wszyscy będą wiedzieli - dyskretni ludzie... z góry... Zgodzisz się? - mówił Kulczyk do prezesa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego podczas rozmowy, której treść opublikowała TV Republika.

Komentując te nagrania, ówczesny minister skarbu Andrzej Czerwiński (PO) przekonywał, że wyemitowane nagrania były zapisem rozmów biznesowych, nie politycznych. "To nie dotyczy polityków". - To była, z tego co pamiętam, rozmowa (Piotra) Wawrzynowicza z panem (Janem) Kulczykiem, (...) ani jeden ani drugi nie mają nic wspólnego z polityką - powiedział.

Z kolei Zbigniew Ziobro komentował, że nowe nagrania podsłuchanych rozmów pokazują, iż państwo "działa czysto fasadowo", można tam obserwować proces ustawiania prywatyzacji, w której Jan Kulczyk wykorzystywał, niczym chłopców na posyłki, ministrów rządu PO.

Według lidera Solidarnej Polski z materiałów tych wynika też, że sekretarze stanu w Ministerstwie Środowiska i Ministerstwie Rolnictwa "lobbowali za Kulczykiem". - W stenogramach tego zapisu jest mowa wprost o tym, że współpracownik miliardera "posyła" sekretarzy stanu, by zagwarantować i upewnić się, że prywatyzacja będzie przebiegać po myśli tego miliardera - oceniał Ziobro.

Raport NIK


W grudniu 2015 r. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła nieprawidłowości przy prywatyzacji czterech spółek, w tym Ciechu. Uznała, że akcje tych spółek sprzedano po cenach, które nie oddawały ich faktycznej wartości.

- Wokół prywatyzacji - szczególnie spółki Ciech S.A. była prowadzona gorąca dyskusja - były plotki i półprawdy. Rzetelną wiedzę dostarcza tu raport Najwyższej Izby Kontroli - oświadczył na konferencji prasowej prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski. Jak dodał, raport "ucina też wszelkie spekulacje wokół roli prezesa NIK w prywatyzacji Ciech S.A.".

- NIK pod moim kierownictwem kontrolowała, kontroluje i będzie rzetelnie kontrolować organa władzy niezależnie od tego, kto władzę sprawuje - dodał Kwiatkowski. Ujawnił, że NIK przekazała swój raport ws. Ciechu Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, która od wielu miesięcy prowadzi śledztwo ws. tej operacji. 

NIK oceniła, że podczas prywatyzacji spółki Ciech, w odpowiedzi na wezwanie KI Chemistry, MSP "dopuściło się niegospodarności i braku należytej dbałości o interes Skarbu Państwa". "Cena zaproponowana w wezwaniu (29,50 zł od akcji) była znacznie niższa od bieżących i rosnących notowań spółki Ciech SA, która po restrukturyzacji z udziałem Skarbu Państwa właśnie zaczynała odnotowywać dodatnie wyniki. Ponadto cena zaproponowana w wezwaniu nie zawierała premii, jakiej należałoby oczekiwać od podmiotu planującego przejąć pełną kontrolę nad prywatyzowaną spółką" - uznała NIK.

Z końcem 2015 r. Paweł T. przestał być prezesem GPW.

W kwietniu i czerwcu 2016 roku agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego weszli w środę do siedzib Kulczyk Holding SA, Ciech SA oraz do mieszkań b. prezesa i wiceprezesa Ciech SA oraz do kilku firm współpracujących z Grupą Kulczyk i ze spółką Ciech SA. Miało to związek ze śledztwem w sprawie prywatyzacji Ciechu.

W marcu 2017 r. w wywiadzie dla "Gazety Polskiej", który ukazał się w związku z wyborem Donalda Tuska na kolejną kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej, prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił o możliwości postawienia Tuskowi zarzutów. "Mówię o tym, iż istnieje takie prawdopodobieństwo, bo przecież nie mam wiedzy, iż jakieś zarzuty będą mu postawione" - powiedział "GP" Kaczyński. Jak dodał, spraw, w związku z którymi były premier może mieć problemy, jest kilka: afera Amber Gold, prywatyzacja CIECH-u "i w końcu wszystko to, co działo się po 10 kwietnia 2010 roku". "Szereg zaniedbań, zaniechań, łamania prawa wprost. Jeśli chodzi o dwie pierwsze afery, to trudno sądzić, że Donald Tusk o nich nie wiedział. Czyli miał obowiązek podjąć działania. Niepodjęcie tych działań jest przestępstwem urzędniczym" - powiedział Kaczyński.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018