Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018

Jerzy Hausner: Nie rozwiązujemy naszych problemów, głównie gadamy o ich rozwiązywaniu

Autor:  Rafał Kerger, JP  |  16-04-2018 11:53  |  aktualizacja: 17-04-2018 06:30
Firma-idea to projekt związany ze sprawiedliwym podziałem dóbr, marketingiem wartości, społeczną odpowiedzialnością biznesu, kulturą i jej wpływem na gospodarkę. Prof. dr hab. Jerzy Hausner, były wicepremier, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i współzałożyciel projektu, jest przekonany, że tylko firmy-idee mają szanse na długofalowy rozwój. Jego zdaniem dbałość o źródła swoich zasobów to nie tylko objaw odpowiedzialności, ale przede wszystkim rozsądku. O współczesnym biznesie i kilku gorących tematach z prof. Jerzym Hausnerem rozmawia Rafał Kerger.

  • - Czy należy na Śląsku wydobywać węgiel? Tak, ale tylko jeśli ma to ekonomiczny sens. A dziś ekonomicznego i długofalowego sensu za bardzo nie widać – mówi w wywiadzie prof. Hausner.
  • Jak dodaje mamy w Polsce również problem z promowaną branżą BPO i SSC, czyli popularnymi do niedawna wśród absolwentów uczelni centrami usług wspólnych. - Zabrakło wyobraźni - wskazuje.
  • Obrywa się także premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. – Założenia Planu Morawieckiego mi się podobają. Ale jego realizacji nie widzę. Jeśli celem Morawieckiego była pozycja premiera, to niewątpliwie odniósł sukces. Ale jeśli jego celem było strukturalnie zmienić polską gospodarkę, to nie – uważa były wicepremier.

- Każde źródło energii i każdy system jej dostarczania ma swoje wady i swoje zalety. Ale wszyscy, na całym świecie, myśląc o przyszłości, stawiają na właściwy dla siebie „przełom energetyczny”. A my – jakby na przekór – trwamy w przeszłości - uważa Jerzy Hausner.
Andrzej Barabasz/CC BY-SA 4.0

 
Jest pan pesymistą, optymistą czy realistą?

Jestem genetycznym optymistą. Mój optymizm wynika też z doświadczenia życiowego. Sądzę, że koniec końców można sobie poradzić ze wszystkimi problemami.

Dla mnie problemem byłaby np. rezygnacja z rentowności przedsiębiorstwa na korzyść idei.

To złe odczytanie mojej propozycji.

Jeśli biznes jest nierentowny, to bankrutuje. To oczywiste. Ale każda działalność gospodarcza opiera się o wykorzystanie jakichś zasobów. Większość graczy rynkowych z nich korzysta, ale nie przejmuje się ich wytwarzaniem. Wystarczy przyglądnąć się środowisku tu na Śląsku. To samo jednak odnosi się do ludzi, do środowiska społecznego.

Mnie idzie o to, aby tego nie zaniedbywać i pomyśleć szerzej i dalej niż koniec roku i bieżący zysk, że w gospodarce opartej na wiedzy najcenniejsze składniki majątku firmy idą wieczorem do domu.

Producent muzyczny może tylko sprzedawać płyty czy koncerty, ale może też przyjąć współodpowiedzialność za edukację muzyczną. Więcej talentów muzycznych i pogłębiona wrażliwość słuchaczy opłaci się, choć nie od razu. Wędkarze muszą dbać o zarybianie, bo nie będzie czego łowić

Dziś świat się skurczył, wydarzenia w jednej części globu rzutują na wszystkich. Dlatego trzeba dążyć do odpowiedzialności za zasoby, nawet jeśli one do nas nie należą. Racjonalnie znaczy odpowiedzialnie.

Jakiś polski przykład?

W Krakowie centra usług wspólnych stworzyły 70 tys. miejsc pracy. Pracują tam głównie studenci i absolwenci uczelni krakowskich. SSC i BPO korzystają więc z krakowskich uczelni, ale wcale nie dbają o poziom kształcenia. Przez wiele lat, gdy potencjalnych pracowników było dużo, utrzymywały, że uczelnie są od dyplomu, ale nauczyć się można tylko u nich. Przez ponad dekadę nie potrzebowały w większości szczególnie wysokich kwalifikacji. Czerpały z zasobu, którego nie wspomagały.

Gdyby taki system miał działać do końca świata – to może nie warto kruszyć kopii. Ale czwarta rewolucja przemysłowa i robotyzacja znaczy, że te miejsca pracy znikną. Nie zostaną przeniesione, tylko ich nie będzie. I co wtedy, co z miastem, co z uczelniami, co z absolwentami? I nawet firmy zaczynają się teraz zastanawiać, co dalej. Potencjalnych pracowników jest mniej i wymagane kompetencje coraz wyższe. A to powoduje, że ich podejście i do biznesu, i do uczelni się zmienia. To zmiana pożądana, choć zbyt późna. Zabrakło wyobraźni.

A co np. z firmami energetycznymi, górniczymi w Polsce. One na pewno niczego nie odtwarzają z tego z czego korzystają. Kopalnie powinno się zamknąć?

Nigdy nie podchodziłem do tego dogmatycznie. Nie uważam, że należy je uwolnorynkowić, ani nie uważam, że należy je pozostawić państwu. Zawsze uważałem, że trzeba postępować sensownie, ale z myślą o przyszłości.

Czy należy na Śląsku wydobywać węgiel? Tak, ale tylko jeśli ma to ekonomiczny sens. A dziś ekonomicznego i długofalowego sensu za bardzo nie widać. Gdyby policzyć wszystkie koszty wielokrotnych oddłużeń przedsiębiorstw górniczych od czasów transformacji, wychodzi co najmniej 150 mld zł. Jeśli porównać to z kwotą przeznaczoną na edukację i naukę, to ekonomiczny bezsens staje się oczywisty.

Tylko co zrobić – OZE też na całym świecie muszą być dotowane z pieniędzy podatników, bo wciąż nie opłaca się z nich korzystać.

Każde źródło energii i każdy system jej dostarczania ma swoje wady i swoje zalety. Energia wiatrowa jest np. zależna od pogody i nie da się jej magazynować. System energii odnawialnej musi zakładać też energię tradycyjną, przez co robi się coraz bardziej złożony. Ale wszyscy, na całym świecie, myśląc o przyszłości, stawiają na właściwy dla siebie „przełom energetyczny”. A my – jakby na przekór – trwamy w przeszłości.

Powinniśmy robić to, co wszyscy? Nie lubię być jak wszyscy, większość równie często nie ma racji, jak ją ma.

Wszyscy, ale każdy jakoś po swojemu, to znaczy w oparciu o własny potencjał i możliwości, ale konsekwentnie, długofalowo. W tym rzecz.

Byłem pierwszym ministrem, który postulował powrót do rozważenia wykorzystania w Polsce energii jądrowej. Ale nie miałoby sensu stawianie elektrowni tylko dla produkcji energii. Sens miałoby stworzenie całego przemysłu jądrowego. A my ciągle gadamy i niewiele robimy. I tak trwamy przy węglu.

To jest analogiczne z hasłem „Polska powinna wyprodukować nowoczesnego satelitę”. A to przecież żadna sztuka.  Prawdziwe pytanie brzmi, czy chcemy mieć przemysł kosmiczny. Ale to już inne zadanie, którego sam rząd nie wykona. To wymaga dynamicznych i innowacyjnych firm.

Podobnie jest z „milionem samochodów elektrycznych”. Po co? Tylko po to, żeby były? Zapewne skończy się to tak, że ten milion wyprodukują wielkie koncerny, które mają w Polsce montownie. A może lepiej skoncentrujmy się na elektromobilności w jakimś zakresie, bądźmy w tym konkurencyjni. Dobrze jest się skoncentrować na czymś, co popycha nas w rozwoju technologii i daje nam przewagę rynkową.

Skoro mowa o planie Morawieckiego – jak pan go ocenia?

Założenia mi się podobają. Ale jego realizacji nie widzę.

Jeśli celem Morawieckiego była pozycja premiera, to niewątpliwie odniósł sukces. Ale jeśli jego celem było strukturalnie zmienić polską gospodarkę, to nie. Np. wciąż nie potrafimy wykorzystywać zasobów wodnych, leśnych, rolniczych, surowców i musimy umieć zdobyć tę zdolność. Bo rozwinięte państwa są bardzo efektywne, dużo bardziej niż my, w wykorzystaniu własnych zasobów. I tu dystansu nie skracamy.

Popieram pogląd, że należy postawić na MŚP i na kapitał krajowy. Ale tak się nie dzieje. Wydatki na innowacje w 2017 r. są niższe niż w 2015. Tak samo poziom inwestycji. Oszczędności krajowe nie rosną.

Trzeba przyznać, że po drodze była zmiana perspektywy budżetowej UE, warunki do inwestowania nie były ciągle takie same.

To nie ma nic do rzeczy. Droga na szczyt nie zawsze jest prostą linią do przodu. Przykładowo – polskim problemem jest demografia. Potrzebujemy 2,1 dzietności dla reprodukcji prostej. Po wprowadzeniu 500+ wskaźnik z 1,34 trochę wzrósł, ale tylko trochę, niewiele, więc ciągle się zwijamy, zamiast rozwijać. To znaczy, że tą metodą nie da się osiągnąć celu. Powiem więcej: nie wystarczyłoby nawet 1000+, bo bodziec finansowy nie do końca działa i obniża aktywność zawodową kobiet.

Skandynawowie rozwiązali ten problem przez zmianę kulturową w społeczeństwie. Nastąpiła zmiana relacji między mężczyznami i kobietami w bardzo szerokim zakresie. Okazało się, że można pogodzić macierzyństwo z aspiracjami zawodowymi. Jeśli tego nie zrozumiemy, nie osiągniemy celu, niezależnie od skali wydatków publicznych.

Tak samo ze smogiem. Jasne, przyjęto program na 15 lat. Ale czy robimy zdecydowane kroki już dziś? A może skutecznie zakazać sprzedawania węgla niskiej jakości.

Nie rozwiązujemy wielu naszych problemów, bo głównie gadamy o ich rozwiązywaniu.

A coś optymistycznie?

Sądzę, że kiedyś nam się uda. Wielu jest takich, którym się udaje, w różnych dziedzinach. Na nich trzeba postawić i na nich się wzorować.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2018