Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  wnp.pl (A.Grabałowski)  |  2007-10-31

Jakie nastroje panują w branży motoryzacyjnej?

Obserwując sytuację w polskim przemyśle auto-moto, słuchając wypowiedzi osób zaangażowanych bezpośrednio w ten sektor, trudno oprzeć się pokusie, aby nazwać panującą tam atmosferę, stanem "napiętego wyczekiwania". I tylko liczby, obrazujące wielkość produkcji samochodów, komponentów, silników, wydają się zaprzeczać wątpliwościom, bo statystyki wyglądają po prostu dobrze.

Rośnie produkcja, eksport, wartość usług, ale pojawiają się też utyskiwania ze strony przedsiębiorców, zwłaszcza zagranicznych inwestorów, którzy zwieźli do Polski kapitał w nadziei, że na dekady będzie tu panować niski koszt pracy, a w tym zakresie tania, fachowa siła robocza.

I tu pojawia się zgrzyt, bo po latach sielanki, przyszło pogodzić się z faktem, że Polska przestaje być krajem "taniej", a zaczyna być obszarem "właściwej" siły roboczej, tzn. ukształtowanej, o konkretnej świadomości technologicznej, wykształconej, z odpowiednimi kwalifikacjami. Czy się to komuś podoba, czy nie, polscy pracownicy będą się za swoje "właściwości" domagać większych pieniędzy i jest to normalna kolej rzeczy, obserwowana swego czasu, po wojnie, w krajach bogatego dziś Zachodu. A, że nam, nad Wisłą i Odrą, w zdecydowanej większości, po tej samej wojnie, przyszło myśleć o rzeczach zupełnie innych niż pomnażanie majątku i kumulowanie kapitału to już kwestia dziejowej niesprawiedliwości.

Warto też mieć na względzie coraz bardziej wyrazisty fakt, że Polak, gdy nie może doczekać się dobrobytu
z zachodu, sam jedzie go tam szukać, a w takiej sytuacji, nierzadko tracą wartość argumenty pracodawców w rodzaju: "pracujecie za 500 euro, a jak nie, to dziękujemy". Dziś, zdesperowany kandydat na linię produkcyjną, może zdecydować się jednak na odpowiedź "dziękujemy" i kupno biletu tanich linii do Irlandii czy Włoch. Rzecz jasna, taka decyzja nie jest prosta i powszechna, jak sugerują np. związkowcy. Świadomość takiej możliwości sprawia jednak, że negocjując swoją gażę, pracownik czuje się jakby ..... pewniej.

Niezależnie od braków na rynku zatrudnienia, sytuacja zdaje się zwolna dojrzewać do tego, aby zaczął się ruch powrotny - z emigracji do kraju. Pierwszym sygnałem takiego trendu, zdają się być, sygnalizowane przez związki zawodowe działania np. niektórych brytyjskich pracodawców, którzy opracowują systemy premiowania Polskich specjalistów po to, aby nie wracali do ojczyzny.

A skoro o związkowcach mowa. Motoryzacyjna Solidarność ze Śląska debatowała ostatnio w Beskidach. Szef tej grupy - Sławomir Ciebiera - na codzień pracownik gliwickiego Opla, otwarcie mówi, że czas na skonsolidowanie sił. Tak, aby pracodawcy czuli oddech na plecach. Związkowcy z zakładów w regionie (m.in. z Fiata, Opla, Isuzu, Magneti Marelli, ERSI, TOYO SEAL, Cablelettra ) dogadali się ostatnio, aby wspólnie występować z podobnymi postulatami.

Najważniejsze żądanie dotyczy podwyżek płac o 1000 zł dla każdego pracownika produkcyjnego. Branżowe organizacje pracownicze zapowiadają, że będą też domagać się zwiększenia dodatku za nadgodziny i zmniejszenia norm na "nockach" przy zwiększeniu dodatków czy urlopu zdrowotnego, po przepracowaniu określonej liczby lat.

Pracodawcy w zdecydowanej większości są zaskoczeni eskalacją żądań, ich skalą i "nagłością". Powtarzane są kluczowe argumenty: wydajność nie podskoczyła aż tak, żeby uzasadniało to gwałtowny wzrost wynagrodzeń. Poza tym, ludzie wcale nie zarabiają mało jak na polskie warunki. Związki odparowują: - za kilka lata będziemy w strefie euro - tymi samymi pieniędzmi płacić będą nasi koledzy z Opla w Bochum, Eisenach, Forda z Saarlouis czy Volkswagena z Wolfsburga. Tyle, że oni mają ich zdecydowanie więcej.

W komunikacji na linii związki - pracodawcy, gdzieś dochodzi prawdopodobnie do zakłócenia transmisji, skoro stanowiska ciagle są utwardzane i strony nie potrafią się dogadać. Ciebiera: - Chcemy mieć przynajmniej nadzieję na to, że pojawi się trend zwyżkowy w wynagrodzeniach. Żądanie 1000 zł. podwyżki to baza do negocjacji, płacowego punktu wyjścia. Gdyby było widać chęć do podjęcia dyskusji na ten temat, to już byłby sukces. A, że możliwości są również w śląskich zakładach, może o tym świadczyć fakt, że dodatkowe 700 zł brutto wywalczyli ostatnio, bez wielkiego rozgłosu, ludzie z Volkswagena.

Obserwatorzy wydarzeń w branży automotive zwracają uwagę na trudności z jakimi styka się ruch pracowni czy w wiele firmach sektora. Jako przykład podaje się ostatnie protesty w Faurecii.
Zmian nastawienia kierownictwa oczekuje też wielu pracowników Fiata, chcących skorzystać na mocnym "wejściu" 500'tki, wysokiej jakości Pandy czy wzorowej opinii o swoim zakładzie. Dyrekcja ma po swojej stronie argumenty, które wskazują jasno, że najpierw inwestycje i rozwój, a potem konsumpcja czyli podwyżki. Czy ludzie zechcą czekać?

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012