Jan Bury: resort skarbu nie będzie wyręczał zarządów spółek energetycznych
Dariusz Ciepiela - 2008-01-18
Nie chcemy, aby minister skarbu wyręczał zarządy lub rady nadzorcze koncernów, jeśli chodzi o zmiany personalne, strategie i cele spółek zależnych - mówi Jan Bury, sekretarz stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa.
Doszło już do pierwszych zmian personalnych w spółkach elektroenergetycznych - w elektrowni Kozienice i grupie Tauron. Można się spodziewać kontynuacji tych zmian?
- Trzeba odróżnić to, co będzie robiło MSP od tego, co będą robiły same grupy energetyczne. MSP, jako właściciel, będzie prowadzić zmiany w sposób zaplanowany w spółkach bezpośrednio mu podlegających. W przypadku energetyki to są cztery grupy. Dwie z nich: Enea i PGE, mają zapewnienia, że nie będziemy im przeszkadzać w realizacji zamierzeń związanych z upublicznieniem. Zarządy tych grup mają pełne poparcie MSP, co nie oznacza, że nie będzie dokooptowanej jednej czy dwóch osób do zarządów.
Jako Skarb Państwa nie będziemy ingerować w sprawy związane ze spółkami parterowymi. Każda z grup ma po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset spółek zależnych i chcemy, aby same koncerny decydowały, co zrobić z tymi podmiotami. Oczywiście, na bieżąco dochodzą do nas informacje o procesach zachodzących wewnątrz grup, mamy wiedzę, jak zmiany się odbywają, ale za te zmiany odpowiadają zarządy. Nie chcemy, aby minister skarbu wyręczał zarządy lub rady nadzorcze koncernów, jeśli chodzi o zmiany personalne, strategie i cele spółek zależnych.
Resort Skarbu Państwa przeprowadził głęboką analizę dwóch grup: Tauron i Energa. W obu spółkach odwołaliśmy rady nadzorcze. Te zmiany mają miejsce w ramach procedur ustalonych przez ministra skarbu, do rad nadzorczych tych dwóch grup oddelegowani zostali pracownicy miejscowych delegatur MSP z Katowic i Gdańska. Minister wkrótce rozpisze konkursy na członków rad nadzorczych Tauronu i Energi i będziemy chcieli, aby do rad nadzorczych trafili ludzie znający się na branży. W ciągu najbliższego miesiąca rady w obu tych grupach będą skompletowane. Dopiero wtedy te rady muszą się zastanowić, czy będą pracować z tymi zarządami, które są. Być może ocenią, że te zarządy są świetne, ale też mogą uznać, że te zarządy potrzebują korekty. Jak głęboka będzie to korekta, zależeć będzie od rad nadzorczych.
A, pana zdaniem, powinny nastąpić zmiany w zarządach Tauronu i Energi?
- Jestem przekonany, że w obu tych spółkach trzeba ustabilizować pracę zarządów i określić wyraźnie ich cele. Moim zdaniem, celem powinno być upublicznienie, zakładam, że nie nastąpi ono w roku 2008, lecz 2009. Jest tylko pytanie, czy to będzie połowa, czy końcówka roku 2009. Upublicznienie jest celem wszystkich spółek elektroenergetycznych, nad którymi nadzór właścicielski sprawuje MSP. Myślę, że w celu usprawnienia pracy i skompletowania pełnych zarządów pewne zmiany w zarządach Tauronu i Energi mogą mieć miejsce.
Pewne, to znaczy jakie: całości czy części?
- To pozostawimy ocenie rady nadzorczej. Chciałbym, aby rada nadzorcza oceniła dotychczasową pracę zarządu. Jeśli ocena wypadnie dobrze, to nie będzie potrzeby przeprowadzania głębokich korekt. Jeśli okaże się, że efekty pracy zarządów nie są zbyt dobre, to będzie istniała potrzeba uzupełnienia lub skorygowania składu zarządu. Pamiętajmy, że konsolidacja dość długo trwa, ale jeszcze się nie zakończyła. Strona społeczna jest bardzo aktywna, ponadto istnieją w tych spółkach liczne problemy do rozwiązania, jak np. KDT. Są koncerny, które ze wszystkim poradziły sobie świetnie i zarząd jest skonsolidowany, dobrze wypełniający swoje zadania, ale są też takie, które są targane wewnętrznymi problemami.
Z tego, co pan mówi, to PGE i Enea są tymi lepszymi, a Tauron i Energa gorszymi...
- Enea i PGE to są liderzy, którzy proces konsolidacji mają na ukończeniu. Nawet jeśli mają problemy wewnętrzne, potrafią sobie z nimi sami poradzić, bo mają kompetentne zarządy. Tauron i Energa potrzebują jeszcze wzmocnienia i lepszego nadzoru właścicielskiego.
Jaki będzie los Energi? Pojawiają się różne koncepcje, w tym włączenie do którejś z po¬zostałych grup.
- Jesteśmy na etapie analizowania tego. Uważam, że ze względu na współczynniki koncentracji powinniśmy dać szansę każdemu z już funkcjonujących koncernów na samodzielne działanie. Czas pokaże, jak sobie Energa poradzi z problemami, które przed nią stoją. Trzeba pamiętać, że PGE, Enea i Tauron posiadają własne moce wytwórcze, a Energa ich nie ma. Posiada ona prawie trzy mln odbiorców i ma duże zasoby energii odnawialnej - i to są jej mocne atuty - ale ma problemy z niedostatkiem konwencjonalnych mocy wytwórczych. Powstaje więc pytanie, czy Energa będzie mogła inwestować w nowe źródła energii. W skali kraju do roku 2030 zapotrzebowanie na energię będzie wymagało budowy ok. 20 tys. MW, średnio powinniśmy więc budować 1 tys. MW rocznie, aby zaspokoić zapotrzebowanie na energię. Trzeba się zastanowić, czy zdołamy pozyskać pieniądze na inwestycje, które są w najbliższych 20 latach niezbędne, czy też tych pieniędzy nie uda się zebrać, np. z rynku publicznego i wtedy będzie potrzeba szukania inwestora branżowego lub połączenia dwóch grup, aby zwiększyć ich możliwości inwestycyjne.
Namawia więc pan zarząd Energi, aby podjął decyzję o budowie dużego źródła konwencjonalnego?
- Zarząd Energi ma tego świadomość, w roku 2008 musi on rozpocząć przygotowania projektu, który za kilka lat zostanie oddany. Zarząd już prowadzi negocjacje w tej sprawie. Pozostaje wybór drogi: czy będzie to nowy blok oparty na starych technologiach węglowych, czy będzie to projekt gazowy, czy też np. zgazowywanie węgla. Tego typu technologie są jeszcze drogie, ale powstaje pytanie, czy lepiej mieć drogą technologię, ale czystą i przyszłościową, czy też starszą i ponosić koszty związane np. z emisjami szkodliwych substancji.
- Mówi pan, że sytuacja Energi jeszcze nie jest przesądzona. Ile jej zarząd ma czasu, aby przekonać do siebie MSP?
- Jestem zwolennikiem konkurowania na rynku energii, im więcej podmiotów, tym większa konkurencja, nie chciałbym, aby doszło do sytuacji, że jeden silny koncern zmonopolizuje rynek i przejmie inne podmioty. Wtedy zamiast uwalniania rynku i wprowadzania konkurencji ponownie zmonopolizujemy rynek. A to nie jest intencją MSP.
- Jak powinna wyglądać prywatyzacja firm energetycznych?
- Wolą ministra Skarbu Państwa jest, aby na pierwszym etapie, czyli w latach 2008-09, cztery grupy energetyczne trafiły na giełdę. To ma być emisja 10-15 proc. akcji z powiększenia kapitału. Dodatkowy kapitał ma pozwolić grupom energetycznym na realizację inwestycji, w tym także w OZE.
- Docelowo Skarb Państwa powinien zatrzymać większość akcji czy z czasem się pozbyć kontroli nad tymi spółkami?
- Co będzie za kilka lat, trudno dziś jednoznacznie przesądzać. Jestem jednak przekonany, że w pierwszym etapie Skarb Państwa powinien zachować kontrolne pakiety w tych grupach energetycznych. Zobaczymy, jak będzie wyglądał etap upublicznienia. Nie wykluczam, że w drugim czy trzecim etapie Skarb Państwa część swoich akcji sprzeda na giełdzie lub inwestorowi branżowemu.
Niedawno poseł Jarosław Kalinowski przekonywał, że energetyka, jako sektor strategiczny, powinna być w rękach Skarbu Państwa.
- Też uważam, że energetyka jako strategiczna branża powinna być pod kontrolą państwa, jednak nie musi to być wyłącznie kontrola właścicielska.
Czy nie dojdzie tu więc do konfliktu z PO, która jeszcze niedawno zapowiadała prywatyzację firm energetycznych?
- Nie mówię, że prywatyzacji nie będzie, ale państwo na pewno zachowa pełną kontrolę nad firmami pełniącymi funkcje operatorów sieciowych. Co będzie za 4-5 lat, tego nie wiemy, rynek europejski ciągle się zmienia, energia staje się coraz ważniejszym produktem. PSL jest zwolennikiem zachowania kontroli nad bezpieczeństwem energetycznym przy jednoczesnej, rozsądnej prywatyzacji.
Czy będą naciski na zarząd PSE Operator, aby rozbudowywać połączenia transgraniczne?
- Będę na pewno wpływał na to, żeby zmodernizować połączenia transgraniczne na wschodniej granicy, te linie powinny funkcjonować i zwiększać bezpieczeństwo energetyczne Polski. Można sobie wyobrazić sytuację, że będzie ostra zima, zapotrzebowanie na moc znacząco wzrośnie i być może pojawi się potrzeba kupna energii na Ukrainie lub Białorusi. Może być też sytuacja odwrotna, więc te linie muszą funkcjonować. Prezes Stefania Kasprzyk wie o tym, że w najbliższych latach muszą być inwestycje w modernizację połączeń transgranicznych tak duże, aby one poprawnie funkcjonowały.
Co z pozostałymi inwestycjami firm energetycznych? Przypomniał pan, że rocznie powinno być oddawanych ok. 1000 MW nowych mocy, a jak wiadomo nie jest ten postulat realizowany...
- Elektrownia Kozienice do takiej inwestycji się przymierza, Energa ma świadomość, że musi taką inwestycję rozpocząć, w Tauronie takie inwestycje mają miejsce. Jeszcze w końcówce pierwszego kwartału 2008 roku na giełdę ma wejść Enea, PGE chce zadebiutować na giełdzie pod koniec IV kwartału 2008 r. Pozyskane z emisji akcji pieniądze w dużej mierze zostaną przeznaczone na restrukturyzację tych grup, ale zostaną wydane także na budowę mocy wytwórczych. Inwestycje w energetyce są bardzo kosztowne, więc aby je zrealizować, wpierw trzeba znaleźć pieniądze.
Giełdowy debiut Enei w pierwszym kwartale 2008 r. to realny termin?
- Prezes Paweł Mortas zapewnia, że do debiutu dojdzie najpóźniej w marcu 2008 roku. Wydaje się, że Enea jest dobrze przygotowana, pracuje już w oparciu o MSR, jest doradca prywatyzacyjny.
Niedawno pan ocenił, że w firmach energetycznych związki zawodowe mają zbyt dużą rolę. Czy będzie pan chciał ją ograniczyć?
- Związki zawodowe w firmach energetycznych są bardzo silne i jest ich bardzo dużo. Przez ostatnie tygodnie poznaję stronę związkową i muszę powiedzieć, że związki zawodowe nie tylko walczą np. o pakiety socjalne, ale także potrafią myśleć o rozwoju swoich firm. I to mnie cieszy. Związki mają rewindykacyjne nastawienie, ale potrafią odpowiedzialnie myśleć o swojej firmie. Zdarza się, że w niektórych firmach były kiepskie zarządy lub rady nadzorcze, gdzie były osoby z nadania politycznego. Związki zawodowe często były tym, który pokazywał, że źle się dzieje i nawoływał właściciela do interwencji.
Czy tak było w Kozienicach i Tauronie?
- W dużej mierze tak. W obu przypadkach niemal codziennie docierały do nas informacje o sytuacji w firmach, które były wysyłane przez związki zawodowe.
Zarządy się czasami skarżą, że związkowcy ponad ich głowami dogadują się z rządem, w efekcie czego zarządy są ubezwłasnowolnione. Zgadza się pan z tymi opiniami?
- PSL w koalicji odpowiada za solidarność społeczną, jesteśmy partią wrażliwą społecznie. Ze związkami zawodowymi, jeżeli będzie taka potrzeba, będę rozmawiał, ale zawsze z zachowaniem ładu korporacyjnego i porządku prawnego.
Rozmawiał: Dariusz Ciepiela
- Trzeba odróżnić to, co będzie robiło MSP od tego, co będą robiły same grupy energetyczne. MSP, jako właściciel, będzie prowadzić zmiany w sposób zaplanowany w spółkach bezpośrednio mu podlegających. W przypadku energetyki to są cztery grupy. Dwie z nich: Enea i PGE, mają zapewnienia, że nie będziemy im przeszkadzać w realizacji zamierzeń związanych z upublicznieniem. Zarządy tych grup mają pełne poparcie MSP, co nie oznacza, że nie będzie dokooptowanej jednej czy dwóch osób do zarządów.
Jako Skarb Państwa nie będziemy ingerować w sprawy związane ze spółkami parterowymi. Każda z grup ma po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset spółek zależnych i chcemy, aby same koncerny decydowały, co zrobić z tymi podmiotami. Oczywiście, na bieżąco dochodzą do nas informacje o procesach zachodzących wewnątrz grup, mamy wiedzę, jak zmiany się odbywają, ale za te zmiany odpowiadają zarządy. Nie chcemy, aby minister skarbu wyręczał zarządy lub rady nadzorcze koncernów, jeśli chodzi o zmiany personalne, strategie i cele spółek zależnych.
Resort Skarbu Państwa przeprowadził głęboką analizę dwóch grup: Tauron i Energa. W obu spółkach odwołaliśmy rady nadzorcze. Te zmiany mają miejsce w ramach procedur ustalonych przez ministra skarbu, do rad nadzorczych tych dwóch grup oddelegowani zostali pracownicy miejscowych delegatur MSP z Katowic i Gdańska. Minister wkrótce rozpisze konkursy na członków rad nadzorczych Tauronu i Energi i będziemy chcieli, aby do rad nadzorczych trafili ludzie znający się na branży. W ciągu najbliższego miesiąca rady w obu tych grupach będą skompletowane. Dopiero wtedy te rady muszą się zastanowić, czy będą pracować z tymi zarządami, które są. Być może ocenią, że te zarządy są świetne, ale też mogą uznać, że te zarządy potrzebują korekty. Jak głęboka będzie to korekta, zależeć będzie od rad nadzorczych.
A, pana zdaniem, powinny nastąpić zmiany w zarządach Tauronu i Energi?
- Jestem przekonany, że w obu tych spółkach trzeba ustabilizować pracę zarządów i określić wyraźnie ich cele. Moim zdaniem, celem powinno być upublicznienie, zakładam, że nie nastąpi ono w roku 2008, lecz 2009. Jest tylko pytanie, czy to będzie połowa, czy końcówka roku 2009. Upublicznienie jest celem wszystkich spółek elektroenergetycznych, nad którymi nadzór właścicielski sprawuje MSP. Myślę, że w celu usprawnienia pracy i skompletowania pełnych zarządów pewne zmiany w zarządach Tauronu i Energi mogą mieć miejsce.
Pewne, to znaczy jakie: całości czy części?
- To pozostawimy ocenie rady nadzorczej. Chciałbym, aby rada nadzorcza oceniła dotychczasową pracę zarządu. Jeśli ocena wypadnie dobrze, to nie będzie potrzeby przeprowadzania głębokich korekt. Jeśli okaże się, że efekty pracy zarządów nie są zbyt dobre, to będzie istniała potrzeba uzupełnienia lub skorygowania składu zarządu. Pamiętajmy, że konsolidacja dość długo trwa, ale jeszcze się nie zakończyła. Strona społeczna jest bardzo aktywna, ponadto istnieją w tych spółkach liczne problemy do rozwiązania, jak np. KDT. Są koncerny, które ze wszystkim poradziły sobie świetnie i zarząd jest skonsolidowany, dobrze wypełniający swoje zadania, ale są też takie, które są targane wewnętrznymi problemami.
Z tego, co pan mówi, to PGE i Enea są tymi lepszymi, a Tauron i Energa gorszymi...
- Enea i PGE to są liderzy, którzy proces konsolidacji mają na ukończeniu. Nawet jeśli mają problemy wewnętrzne, potrafią sobie z nimi sami poradzić, bo mają kompetentne zarządy. Tauron i Energa potrzebują jeszcze wzmocnienia i lepszego nadzoru właścicielskiego.
Jaki będzie los Energi? Pojawiają się różne koncepcje, w tym włączenie do którejś z po¬zostałych grup.
- Jesteśmy na etapie analizowania tego. Uważam, że ze względu na współczynniki koncentracji powinniśmy dać szansę każdemu z już funkcjonujących koncernów na samodzielne działanie. Czas pokaże, jak sobie Energa poradzi z problemami, które przed nią stoją. Trzeba pamiętać, że PGE, Enea i Tauron posiadają własne moce wytwórcze, a Energa ich nie ma. Posiada ona prawie trzy mln odbiorców i ma duże zasoby energii odnawialnej - i to są jej mocne atuty - ale ma problemy z niedostatkiem konwencjonalnych mocy wytwórczych. Powstaje więc pytanie, czy Energa będzie mogła inwestować w nowe źródła energii. W skali kraju do roku 2030 zapotrzebowanie na energię będzie wymagało budowy ok. 20 tys. MW, średnio powinniśmy więc budować 1 tys. MW rocznie, aby zaspokoić zapotrzebowanie na energię. Trzeba się zastanowić, czy zdołamy pozyskać pieniądze na inwestycje, które są w najbliższych 20 latach niezbędne, czy też tych pieniędzy nie uda się zebrać, np. z rynku publicznego i wtedy będzie potrzeba szukania inwestora branżowego lub połączenia dwóch grup, aby zwiększyć ich możliwości inwestycyjne.
Namawia więc pan zarząd Energi, aby podjął decyzję o budowie dużego źródła konwencjonalnego?
- Zarząd Energi ma tego świadomość, w roku 2008 musi on rozpocząć przygotowania projektu, który za kilka lat zostanie oddany. Zarząd już prowadzi negocjacje w tej sprawie. Pozostaje wybór drogi: czy będzie to nowy blok oparty na starych technologiach węglowych, czy będzie to projekt gazowy, czy też np. zgazowywanie węgla. Tego typu technologie są jeszcze drogie, ale powstaje pytanie, czy lepiej mieć drogą technologię, ale czystą i przyszłościową, czy też starszą i ponosić koszty związane np. z emisjami szkodliwych substancji.
- Mówi pan, że sytuacja Energi jeszcze nie jest przesądzona. Ile jej zarząd ma czasu, aby przekonać do siebie MSP?
- Jestem zwolennikiem konkurowania na rynku energii, im więcej podmiotów, tym większa konkurencja, nie chciałbym, aby doszło do sytuacji, że jeden silny koncern zmonopolizuje rynek i przejmie inne podmioty. Wtedy zamiast uwalniania rynku i wprowadzania konkurencji ponownie zmonopolizujemy rynek. A to nie jest intencją MSP.
- Jak powinna wyglądać prywatyzacja firm energetycznych?
- Wolą ministra Skarbu Państwa jest, aby na pierwszym etapie, czyli w latach 2008-09, cztery grupy energetyczne trafiły na giełdę. To ma być emisja 10-15 proc. akcji z powiększenia kapitału. Dodatkowy kapitał ma pozwolić grupom energetycznym na realizację inwestycji, w tym także w OZE.
- Docelowo Skarb Państwa powinien zatrzymać większość akcji czy z czasem się pozbyć kontroli nad tymi spółkami?
- Co będzie za kilka lat, trudno dziś jednoznacznie przesądzać. Jestem jednak przekonany, że w pierwszym etapie Skarb Państwa powinien zachować kontrolne pakiety w tych grupach energetycznych. Zobaczymy, jak będzie wyglądał etap upublicznienia. Nie wykluczam, że w drugim czy trzecim etapie Skarb Państwa część swoich akcji sprzeda na giełdzie lub inwestorowi branżowemu.
Niedawno poseł Jarosław Kalinowski przekonywał, że energetyka, jako sektor strategiczny, powinna być w rękach Skarbu Państwa.
- Też uważam, że energetyka jako strategiczna branża powinna być pod kontrolą państwa, jednak nie musi to być wyłącznie kontrola właścicielska.
Czy nie dojdzie tu więc do konfliktu z PO, która jeszcze niedawno zapowiadała prywatyzację firm energetycznych?
- Nie mówię, że prywatyzacji nie będzie, ale państwo na pewno zachowa pełną kontrolę nad firmami pełniącymi funkcje operatorów sieciowych. Co będzie za 4-5 lat, tego nie wiemy, rynek europejski ciągle się zmienia, energia staje się coraz ważniejszym produktem. PSL jest zwolennikiem zachowania kontroli nad bezpieczeństwem energetycznym przy jednoczesnej, rozsądnej prywatyzacji.
Czy będą naciski na zarząd PSE Operator, aby rozbudowywać połączenia transgraniczne?
- Będę na pewno wpływał na to, żeby zmodernizować połączenia transgraniczne na wschodniej granicy, te linie powinny funkcjonować i zwiększać bezpieczeństwo energetyczne Polski. Można sobie wyobrazić sytuację, że będzie ostra zima, zapotrzebowanie na moc znacząco wzrośnie i być może pojawi się potrzeba kupna energii na Ukrainie lub Białorusi. Może być też sytuacja odwrotna, więc te linie muszą funkcjonować. Prezes Stefania Kasprzyk wie o tym, że w najbliższych latach muszą być inwestycje w modernizację połączeń transgranicznych tak duże, aby one poprawnie funkcjonowały.
Co z pozostałymi inwestycjami firm energetycznych? Przypomniał pan, że rocznie powinno być oddawanych ok. 1000 MW nowych mocy, a jak wiadomo nie jest ten postulat realizowany...
- Elektrownia Kozienice do takiej inwestycji się przymierza, Energa ma świadomość, że musi taką inwestycję rozpocząć, w Tauronie takie inwestycje mają miejsce. Jeszcze w końcówce pierwszego kwartału 2008 roku na giełdę ma wejść Enea, PGE chce zadebiutować na giełdzie pod koniec IV kwartału 2008 r. Pozyskane z emisji akcji pieniądze w dużej mierze zostaną przeznaczone na restrukturyzację tych grup, ale zostaną wydane także na budowę mocy wytwórczych. Inwestycje w energetyce są bardzo kosztowne, więc aby je zrealizować, wpierw trzeba znaleźć pieniądze.
Giełdowy debiut Enei w pierwszym kwartale 2008 r. to realny termin?
- Prezes Paweł Mortas zapewnia, że do debiutu dojdzie najpóźniej w marcu 2008 roku. Wydaje się, że Enea jest dobrze przygotowana, pracuje już w oparciu o MSR, jest doradca prywatyzacyjny.
Niedawno pan ocenił, że w firmach energetycznych związki zawodowe mają zbyt dużą rolę. Czy będzie pan chciał ją ograniczyć?
- Związki zawodowe w firmach energetycznych są bardzo silne i jest ich bardzo dużo. Przez ostatnie tygodnie poznaję stronę związkową i muszę powiedzieć, że związki zawodowe nie tylko walczą np. o pakiety socjalne, ale także potrafią myśleć o rozwoju swoich firm. I to mnie cieszy. Związki mają rewindykacyjne nastawienie, ale potrafią odpowiedzialnie myśleć o swojej firmie. Zdarza się, że w niektórych firmach były kiepskie zarządy lub rady nadzorcze, gdzie były osoby z nadania politycznego. Związki zawodowe często były tym, który pokazywał, że źle się dzieje i nawoływał właściciela do interwencji.
Czy tak było w Kozienicach i Tauronie?
- W dużej mierze tak. W obu przypadkach niemal codziennie docierały do nas informacje o sytuacji w firmach, które były wysyłane przez związki zawodowe.
Zarządy się czasami skarżą, że związkowcy ponad ich głowami dogadują się z rządem, w efekcie czego zarządy są ubezwłasnowolnione. Zgadza się pan z tymi opiniami?
- PSL w koalicji odpowiada za solidarność społeczną, jesteśmy partią wrażliwą społecznie. Ze związkami zawodowymi, jeżeli będzie taka potrzeba, będę rozmawiał, ale zawsze z zachowaniem ładu korporacyjnego i porządku prawnego.
Rozmawiał: Dariusz Ciepiela