Gaz: permanentna podwyżka

Dariusz Malinowski - 2008-05-15
Ceny gazu dla Polski będą zależały od tego, jak szybko Rosję i Chiny połączy gazociąg o wysokiej przepustowości. Nie ma się co łudzić, będzie drożej. Cała nadzieja w krajowym wydobyciu i... w politykach.
Rynek gazu, co zgodnie podkreślają specjaliści, w ostatnich latach diametralnie się zmienił. Z rynku klienta stał się rynkiem producenta. Po prostu na świecie jest więcej chętnych do kupowania gazu niż jego producentów.

- Właściwie cała produkcja gazu do 2015 roku została już zakontraktowana. Podobnie jest z LNG (Liquefi ed Natural Gas). Także i ten surowiec został już praktycznie do roku 2013 wyprzedany - mówi prof. Stanisław Rychlicki, prodziekan ds. nauki Wydziału Wiertnictwa Nafty i Gazu Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Co to oznacza w praktyce? Specjaliści są zgodni - pojawiające się "okazyjnie" dostawy surowca (tzw. rynek spot) będą sprzedawane raczej po wyższych niż kontraktowych cenach.

Dlaczego ceny gazu idą do góry? Bo szybko rośnie zużycie tego surowca, a dodatkowa produkcja nie jest w stanie za nim nadążyć. Prognozy Międzynarodowej Unii Gazowniczej (IGU) są niezmienne - w ciągu pierwszych 30 lat tego stulecia nastąpi podwojenie zarówno wydobycia, jak i zużycia gazu. Dlaczego zapotrzebowanie tak szybko rośnie?

Gaz ma wiele zalet. Po pierwsze, względnie łatwo go dostarczyć, choć trzeba zaznaczyć, że najpierw konieczne są kosztowne inwestycje w przesył. Kolejną wielką zaletą jest czystość jego spalania. Nic więc dziwnego, że w wielu krajach UE myśli się o jego wykorzystaniu w większym niż obecnie zakresie. Wiąże się to zwłaszcza z planami UE zmniejszenia emisji CO2 do roku 2020. Ponieważ tzw. czyste technologie węglowe są ciągle w powijakach, a energetyka atomowa charakteryzuje się długim procesem inwestycyjnym, nic dziwnego, że wiele krajów zwraca się ku gazowi. Ważnym aspektem jest również względnie niski koszt budowy elektrowni gazowych, wynikający m.in. z szybkiego procesu inwestycyjnego i znanych od lat technologii. O ile np. energetyka jądrowa wciąż budzi kontrowersje, to budowa siłowni gazowej nie wzbudza zwykle żadnych społecznych emocji.

Aktualne pozostają pochodzące sprzed półrocza słowa Wojciecha Słowińskiego, dyrektora zespołu gazowo-paliwowego w PricewaterhouseCoopers - że zaostrzone normy dotyczące emisji substancji szkodliwych dla środowiska oraz limity emisji również w dłuższym czasie przyczynią się do wzrostu zapotrzebowania na gaz ziemny dla potrzeb wytwarzania energii cieplnej i elektrycznej. Będzie to miało swoje odzwierciedlenie we wzroście cen gazu ziemnego. Nie nastąpi to być może w ciągu najbliższych 2-3 lat, ale z pewnością wzrost ten będziemy odczuwać już za 8-10 lat.


Gaz - surowiec globalny


Nic więc dziwnego, że przy takiej koniunkturze ceny gazu rosną. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że 200 dol. za tysiąc m sześc. gazu to niepokonywalna granica. Dziś Polska za tysiąc m sześc. importowanego surowca płaci nawet 330-340 dol. I wciąż słyszymy o podwyżkach.

Jak zauważają specjaliści, nasza gospodarka jest połączona z innymi gospodarkami UE. W praktyce więc obowiązują u nas na surowce te same ceny i zasady ich kształtowania. Negocjować można tylko wówczas, gdy bierze się z jednego źródła szczególnie dużo surowca. Nic więc dziwnego, że Niemcy - dalej przecież położone od Rosji niż my - płacą za gaz nieco mniej. Ale ich import jest prawie sześciokrotnie większy niż nasz.

Warto podkreślić, że nasz udział w całkowitym zużyciu gazu w UE wynosi zaledwie 2,8 proc. Daje nam to ósme miejsce w Unii. Wyprzedzają nas, oprócz tradycyjnych potęg, także Belgia i Rumunia, a niemal tyle samo gazu zużywają kilkakrotnie mniejsze Węgry.

W ubiegłym roku prezydent Rosji Władimir Putin podkreślił, że surowce energetyczne mogą być narzędziem polityki. Słowa te oznaczają ni mniej, ni więcej, że Rosja może "premiować" korzystniejszymi cenami te kraje, które do jej polityki podchodzą neutralnie. Trudno Polskę zaliczyć do krajów, które w Moskwie szczególnie się lubi. Nic więc dziwnego, że ceny mamy raczej wyższe niż niższe. Może być jeszcze gorzej, jeśli Rosja uzyska alternatywny kierunek eksportu do Chin i Indii.

- Polskie fi rmy chemiczne (branża kupująca największe ilości gazu - przyp. aut.) mają utrudnioną konkurencję z fi rmami z innych krajów UE. Skoro my płacimy więcej za podstawowy surowiec, wnioski narzucają się same - tłumaczy Jerzy Majchrzak, dyrektor z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. Proszący o anonimowość prezes dużej fi rmy chemicznej potwierdza, że konkurencja na rynku nawozowym jest iluzoryczna. Technologia jest znana od lat. Nasze urządzenia są na średnim europejskim poziomie. Taniej produkują tylko ci, którzy kupują gaz najtaniej.


Stabilizacja na własnym?


Co takiego więc musiałoby się stać, aby ceny gazu nie szły w górę? Odpowiedź jest prosta - wystarczyłaby zwiększona podaż gazu na rynek. Przez pewien czas wydawało się, że może to zapewnić technologia LNG. Tyle że już teraz popyt na skroplony gaz błyskawicznie rośnie.

Podczas niedawnego spotkania specjalistów branży energetycznej w USA padały ciekawe stwierdzenia. Po pierwsze, ruszy budowa elektrowni atomowych, po drugie, trzeba poszukać nowych źródeł zaopatrzenia w gaz.

- Mówimy o wielkości rzędu 500 mld m sześc. gazu rocznie. Już teraz w USA buduje się, projektuje lub podejmuje potrzebne decyzje administracyjne o uruchomieniu 20-30 gazoportów - mówi Alfred Sta ples, analityk GNI (biura specjalizującego się w opracowywaniu prognoz surowcowych).

Słowa te oznaczają, że gazu LNG wcale nie będzie zbywało. Zresztą jak już wspominał prof. Rychlicki i tak surowiec ten został już do 2013 roku sprzedany. Skoro na zewnątrz się nie da, to może jedynym rozwiązaniem jest znaczne zwiększenie rodzimej produkcji surowca? Pozwoliłoby to przynajmniej zabezpieczyć się przed skokowymi wzrostami cen.

Podczas niedawnego Kongresu Polskiego Przemysłu Gazowniczego prof. Wojciech Górecki, kierownik katedry surowców energetycznych w AGH, tłumaczył, że zbyt skromnie korzystamy z naszych złóż gazu i ropy. Jego zdaniem, powinniśmy zwiększyć rodzime wydobycie. Przy obecnym poziomie wydobycia gazu (około 4,3 mld m sześc. rocznie) zasoby tego surowca wystarczą na kilkadziesiąt lat eksploatacji.

- Normalnie w krajach stosuje się kilkuletnią rezerwę, u nas jest ona stanowczo zbyt wysoka - uważa naukowiec. Czy więc ceny gazu wzrosną jeszcze raz w tym roku? Na początku kwietnia poskoczyły już o kilkanaście procent.

- Jest praktycznie przesądzone, że zatrzymamy na razie wzrost cen gazu. Biorąc pod uwagę nasze symulacje, nie spodziewamy się już kolejnej podwyżki - powiedział nam Mirosław Dobrut, wiceprezes PGNiG. Niestety, słowa wiceprezesa mogą się nie sprawdzić. Renegocjacji kontraktu zaczyna się domagać Gazprom. Co prawda rząd poprzez URE może się nie zgodzić na wzrost cen (kwestia wysokiej infl acji), ale wówczas straty poniesie giełdowy PGNiG. Tak więc nawet jeśli w tym roku nie dojdzie do podwyżek, to w kolejnym nastąpią już na pewno.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012