Zabraknie nam magazynów gazu
Dariusz Malinowski - 2008-10-03
W Polsce o bezpieczeństwie gazowym kraju dyskutuje się bardzo dużo. Planowane są nowe międzynarodowe gazociągi i budowa gazoportu. Jednak nawet wówczas, gdy inwestycje te zostaną poczynione, cały system będzie kulawy, jeśli w Polsce nie wybuduje się większej liczby podziemnych magazynów gazu.
Rola gazu jako nośnika energii będzie bez wątpienia rosła. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energii, za ćwierć wieku około czwarta część energii będzie pochodziła ze spalania gazu. Obecnie w skali świata jest to nieco ponad 20 procent. Przy czym większy wzrost będzie dotyczył Europy.
Wzrost znaczenia gazu według specjalistów może być nawet większy. Gaz ma bowiem kilka bardzo istotnych zalet. Po pierwsze po wybudowaniu gazociągów względnie łatwo go transportować. Co więcej, dzięki rozwojowi technologii LNG można go również przewozić statkami.
Gaz jest także bardzo wygodnym paliwem. Napędzane nim elektrownie mogą funkcjonować praktycznie jako zakłady szczytowe. Co więcej, żadnego typu innej elektrowni nie buduje się tak krótko i po takich stosunkowo niskich, jak na energetykę, kosztach.
Jednak najważniejszą zaletą gazu jest jego czyste spalanie. Przyjęcie przez Unię Europejską limitów emisji CO2 i planowana dalsza redukcja oznacza, że zamiast "brudnych" elektrowni węglowych potrzebne są alternatywne źródła energii. W tej sytuacji bezemisyjne elektrownie gazowe mają więc wielu zwolenników.
Podziemne rezerwy
- W Polsce przewiduje się umiarkowany wzrost zużycia gazu, a to spowoduje wzrost zapotrzebowania na pojemności magazynowe - uważa Piotr Kosowski, pracownik naukowy AGH. Najważniejszym zadaniem podziemnych magazynów gazu (PMG) jest zagwarantowanie dostaw surowca w sytuacji wzrostu zapotrzebowania na niego lub w przypadku, gdy przestaje on płynąć.
Tymczasem w Polsce pojemności magazynowych jest bardzo mało - zapewniają pokrycie nieco ponad 10 proc. rocznego zapotrzebowania na gaz. Dla porównania Czesi w swoich magazynach mogą zmieścić aż 33 proc. rocznego zapotrzebowania na surowiec. Nawet Niemcy, które zużywają rocznie ponad siedem razy więcej gazu niż Polska, w swoich magazynach mogą pomieścić surowca aż na ponad 80 dni (około 22 proc. rocznego zapotrzebowania).
Budowa nowych magazynów jest więc w Polsce koniecznością - zgadzają się specjaliści. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, które posiada obecnie sześć podziemnych magazynów o łącznej pojemności czynnej 1,63 mld m sześc., planuje do 2012 roku zwiększenie pojemności magazynowej do 2,85 mld m sześc. Ma to być zrealizowane poprzez rozbudowę obecnie istniejących magazynów i budowę nowych (w Daszewie, Bonikowie i Kosakowie).
- Będziemy chcieli zwiększyć pojemności magazynowe. To ważne dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju. Potrzebne jednak będą znaczne nakłady finansowe - przyznaje Mirosław Dobrut, wiceprezes PGNiG.
Zresztą powstanie nowych pojemności magazynowych gazu wymusza prawo. Kluczowym aktem jest tu ubiegłoroczna Ustawa o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego.
Nakłada ona na firmy importujące gaz obowiązek gromadzenia rezerw surowca. Docelowo mają one wystarczać na pokrycie 30 dni średniej wielkości importu. Ponieważ ostateczną datę wejścia w życie ustawy wyznaczono na koniec września 2012 roku, do tego czasu obowiązują okresy przejściowe. I tak do końca września przyszłego roku obowiązkowa rezerwa ma wynosić 11 dni importu. Ustawa przewiduje, że do końca września 2010 roku wielkość obowiązkowej rezerwy wzrośnie do 15 dni średniego importu. Następnie do końca września 2012 r. do 20 dni średniego importu, a po tym terminie już docelowe 30 dni.
Co ważne, ustawodawca wyznaczył także kluczowy parametr techniczny. Zgodnie z ustawą, magazyny będą musiały mieć moc odbioru pozwalającą na oddanie zapasów do systemu w ciągu maksymalnie 40 dni. Zaznaczono także, że minimalna moc magazynów przechowujących rezerwy gazu powinna wynosić 20-25 mln m sześc. gazu.
Gdzie budować, skąd wziąć pieniądze?
Zgodnie z wymogami prawnymi i potrzebą zapewnienia ciągłości dostaw, nowe magazyny muszą powstać. Gdzie je budować? Najlepiej nadają się do tego byłe złoża gazu i tzw. kawerny solne. Jeżeli do tego mamy blisko duże gazociągi i potencjalnych odbiorców, sytuacja jest idealna.
- Na całym świecie wykorzystuje się albo kawerny solne, albo zczerpane złoża gazu -mówi Kurt Sackmaier z Wingasu, spółki zarządzającej m.in. największym niemieckim PMG w Rehden. - Te ostatnie wykorzystują skały porowate, w które ponownie można wtłaczać gaz. A w razie potrzeby, np. awarii gazociągu czy też wyjątkowo dużego popytu na surowiec w czasie dużych mrozów, gaz można odebrać.
W Polsce specjalistą w opracowywaniu wstępnych analiz oraz koncepcji programowo-przestrzennych jest Gazoprojekt. Ze względu na wymogi geologiczne PMG zlokalizowane są tam, gdzie występowały złoża gazu - czyli na Podkarpaciu i tam, gdzie można wykorzystać kawerny solne. Choć z tym ostatnimi wiążą się poważne wyzwania natury środowiskowej. Coś bowiem z wypłukaną solą trzeba zrobić.
Ile kosztuje budowa magazynu? O tym nasi rozmówcy nie chcą mówić. W grę wchodzą setki milionów złotych. Np. największy niemiecki PMG w Rehden o pojemności roboczej ponad 4,2 mld m sześc. gazów kosztował ponad 400 mln euro! Nic więc dziwnego, że w Polsce budowa magazynów idzie tak powoli. - Mówimy o dużych wydatkach - przyznaje wiceprezes Dobrut.
Magazyny wspomogłyby rynek
Tymczasem budowa magazynów ma także kapitalne znaczenie dla liberalizacji rynku gazu. Zgodnie z Europejską Dyrektywą Gazową z czerwca 2003 roku wolny dostęp (regulowany lub negocjowany) do magazynów i usług towarzyszących jest obowiązkowy. Ponieważ w Polsce pojemności jest zbyt mało PGNiG prawie nie udostępnia ich konkurencji. W praktyce więc firmy te, ze względu na przepisy prawne dotyczące obowiązkowych rezerw, nie mogą same importować gazu w większych ilościach. Gdyby chciały to zrobić, musiałyby najpierw wydać miliony na pojemności magazynowe. Nic więc dziwnego, że monopol PGNiG ma się dobrze.
- Moglibyśmy zwiększyć import gazu, ale przy braku możliwości magazynowania narażamy się na kary. Obecnie więc mówienie o konkurowaniu z Polskim Górnictwem Naftowym jest fikcją - przyznaje proszący o anonimowość prezes niezależnego dostawcy gazu.
Jednak w następnych latach i to się zmieni. Na magazynach można bowiem dobrze zarabiać. Co więcej, z analiz cen, jakie obowiązują za składowanie surowca w PMG, wynika, że roczna stopa zwrotu z inwestycji sięga 10-18 proc.
Wzrost znaczenia gazu według specjalistów może być nawet większy. Gaz ma bowiem kilka bardzo istotnych zalet. Po pierwsze po wybudowaniu gazociągów względnie łatwo go transportować. Co więcej, dzięki rozwojowi technologii LNG można go również przewozić statkami.
Gaz jest także bardzo wygodnym paliwem. Napędzane nim elektrownie mogą funkcjonować praktycznie jako zakłady szczytowe. Co więcej, żadnego typu innej elektrowni nie buduje się tak krótko i po takich stosunkowo niskich, jak na energetykę, kosztach.
Jednak najważniejszą zaletą gazu jest jego czyste spalanie. Przyjęcie przez Unię Europejską limitów emisji CO2 i planowana dalsza redukcja oznacza, że zamiast "brudnych" elektrowni węglowych potrzebne są alternatywne źródła energii. W tej sytuacji bezemisyjne elektrownie gazowe mają więc wielu zwolenników.
Podziemne rezerwy
- W Polsce przewiduje się umiarkowany wzrost zużycia gazu, a to spowoduje wzrost zapotrzebowania na pojemności magazynowe - uważa Piotr Kosowski, pracownik naukowy AGH. Najważniejszym zadaniem podziemnych magazynów gazu (PMG) jest zagwarantowanie dostaw surowca w sytuacji wzrostu zapotrzebowania na niego lub w przypadku, gdy przestaje on płynąć.
Tymczasem w Polsce pojemności magazynowych jest bardzo mało - zapewniają pokrycie nieco ponad 10 proc. rocznego zapotrzebowania na gaz. Dla porównania Czesi w swoich magazynach mogą zmieścić aż 33 proc. rocznego zapotrzebowania na surowiec. Nawet Niemcy, które zużywają rocznie ponad siedem razy więcej gazu niż Polska, w swoich magazynach mogą pomieścić surowca aż na ponad 80 dni (około 22 proc. rocznego zapotrzebowania).
Budowa nowych magazynów jest więc w Polsce koniecznością - zgadzają się specjaliści. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, które posiada obecnie sześć podziemnych magazynów o łącznej pojemności czynnej 1,63 mld m sześc., planuje do 2012 roku zwiększenie pojemności magazynowej do 2,85 mld m sześc. Ma to być zrealizowane poprzez rozbudowę obecnie istniejących magazynów i budowę nowych (w Daszewie, Bonikowie i Kosakowie).
- Będziemy chcieli zwiększyć pojemności magazynowe. To ważne dla bezpieczeństwa energetycznego całego kraju. Potrzebne jednak będą znaczne nakłady finansowe - przyznaje Mirosław Dobrut, wiceprezes PGNiG.
Zresztą powstanie nowych pojemności magazynowych gazu wymusza prawo. Kluczowym aktem jest tu ubiegłoroczna Ustawa o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i gazu ziemnego.
Nakłada ona na firmy importujące gaz obowiązek gromadzenia rezerw surowca. Docelowo mają one wystarczać na pokrycie 30 dni średniej wielkości importu. Ponieważ ostateczną datę wejścia w życie ustawy wyznaczono na koniec września 2012 roku, do tego czasu obowiązują okresy przejściowe. I tak do końca września przyszłego roku obowiązkowa rezerwa ma wynosić 11 dni importu. Ustawa przewiduje, że do końca września 2010 roku wielkość obowiązkowej rezerwy wzrośnie do 15 dni średniego importu. Następnie do końca września 2012 r. do 20 dni średniego importu, a po tym terminie już docelowe 30 dni.
Co ważne, ustawodawca wyznaczył także kluczowy parametr techniczny. Zgodnie z ustawą, magazyny będą musiały mieć moc odbioru pozwalającą na oddanie zapasów do systemu w ciągu maksymalnie 40 dni. Zaznaczono także, że minimalna moc magazynów przechowujących rezerwy gazu powinna wynosić 20-25 mln m sześc. gazu.
Gdzie budować, skąd wziąć pieniądze?
Zgodnie z wymogami prawnymi i potrzebą zapewnienia ciągłości dostaw, nowe magazyny muszą powstać. Gdzie je budować? Najlepiej nadają się do tego byłe złoża gazu i tzw. kawerny solne. Jeżeli do tego mamy blisko duże gazociągi i potencjalnych odbiorców, sytuacja jest idealna.
- Na całym świecie wykorzystuje się albo kawerny solne, albo zczerpane złoża gazu -mówi Kurt Sackmaier z Wingasu, spółki zarządzającej m.in. największym niemieckim PMG w Rehden. - Te ostatnie wykorzystują skały porowate, w które ponownie można wtłaczać gaz. A w razie potrzeby, np. awarii gazociągu czy też wyjątkowo dużego popytu na surowiec w czasie dużych mrozów, gaz można odebrać.
W Polsce specjalistą w opracowywaniu wstępnych analiz oraz koncepcji programowo-przestrzennych jest Gazoprojekt. Ze względu na wymogi geologiczne PMG zlokalizowane są tam, gdzie występowały złoża gazu - czyli na Podkarpaciu i tam, gdzie można wykorzystać kawerny solne. Choć z tym ostatnimi wiążą się poważne wyzwania natury środowiskowej. Coś bowiem z wypłukaną solą trzeba zrobić.
Ile kosztuje budowa magazynu? O tym nasi rozmówcy nie chcą mówić. W grę wchodzą setki milionów złotych. Np. największy niemiecki PMG w Rehden o pojemności roboczej ponad 4,2 mld m sześc. gazów kosztował ponad 400 mln euro! Nic więc dziwnego, że w Polsce budowa magazynów idzie tak powoli. - Mówimy o dużych wydatkach - przyznaje wiceprezes Dobrut.
Magazyny wspomogłyby rynek
Tymczasem budowa magazynów ma także kapitalne znaczenie dla liberalizacji rynku gazu. Zgodnie z Europejską Dyrektywą Gazową z czerwca 2003 roku wolny dostęp (regulowany lub negocjowany) do magazynów i usług towarzyszących jest obowiązkowy. Ponieważ w Polsce pojemności jest zbyt mało PGNiG prawie nie udostępnia ich konkurencji. W praktyce więc firmy te, ze względu na przepisy prawne dotyczące obowiązkowych rezerw, nie mogą same importować gazu w większych ilościach. Gdyby chciały to zrobić, musiałyby najpierw wydać miliony na pojemności magazynowe. Nic więc dziwnego, że monopol PGNiG ma się dobrze.
- Moglibyśmy zwiększyć import gazu, ale przy braku możliwości magazynowania narażamy się na kary. Obecnie więc mówienie o konkurowaniu z Polskim Górnictwem Naftowym jest fikcją - przyznaje proszący o anonimowość prezes niezależnego dostawcy gazu.
Jednak w następnych latach i to się zmieni. Na magazynach można bowiem dobrze zarabiać. Co więcej, z analiz cen, jakie obowiązują za składowanie surowca w PMG, wynika, że roczna stopa zwrotu z inwestycji sięga 10-18 proc.
