Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  Robert Wyszyński  |  2010-02-03

Pojedziemy. Ale nie od razu

Rynek Kolejowy
Z prezesem PKP PLK SA Zbigniewem Szafrańskim rozmawia Robert Wyszyński

Panie prezesie, jest pan zwolennikiem jazdy szybkiej czy wolnej?

Szybkiej, ale tylko wtedy, kiedy równomierną prędkość można utrzymać na większości trasy. Co z tego, że pociągi Intercity jadą trasą CMK 160 km/h, a w przyszłości będą jechać 200 km/h, skoro potem zwalniają do 40 km/h na stacji Tunel i wloką się miejscami 40-60 km/h między Tunelem a Krakowem? To sytuacja niedopuszczalna i będziemy ją sukcesywnie zmieniać. Już to robimy.

Moim i zarządu priorytetem jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy od stacji "A" do stacji "B" będzie podróżowało się płynnie, to znaczy z minimalną ilością zwolnień i maksymalną prędkością handlową, a niekoniecznie techniczną. W latach 90. z Warszawy Centralnej do Gdańska podróżowało się zaledwie nieco ponad 3 godziny, przy wysokiej średniej prędkości handlowej ok. 98 km/h i maksymalnej prędkości 120 km/h. Bo nie było zwolnień. Oto model, jakiego jestem zwolennikiem i będę uczulał na to pracowników na wszystkich szczeblach spółki PLK. Oczywiście tam, gdzie istnieje uzasadnienie biznesowe (odpowiednie przychody od przewoźników) powinniśmy jeździć i pojedziemy szybciej.

To może zacznijmy od programu modernizacji linii korytarzowych i głównych, czyli POliŚ 2007 - 2013. Mówi się, że prawie połowa projektów pójdzie na półkę, albo zostaną drastycznie ograniczone lub uproszczone. Co pan na to? Dlaczego tak się dzieje?

Istotnie. Okrojenie programu wydaje się nieodzowne, a wręcz konieczne. Wartość inwestycji, które znalazły się na liście indykatywnej POliŚ oszacowano na etapie przygotowań programu na około 27 miliardów złotych. Z różnych przyczyn, głównie wzrostu cen usług budowlanych i materiałów, ale również zwiększonego zakresu robót (np. budowy wiaduktów w miejscach przejazdów jednopoziomowych), szacowana w 2008 roku wartość projektów wynosi 56 mld zł. Dlatego część projektów przesuwamy na następny okres finansowania 2014 - 2020, a część będzie musiała być realizowana w wariancie oszczędnościowym, to znaczy odcinkowo będzie dokonana rewitalizacja, zamiast głębokiej modernizacji.

Dużo szumu, analiz, powstało studium wykonalności i wstępny projekt, prasa wielokrotnie zapowiadała triumfalnie prędkość 200 km/h między Opolem a Gliwicami wraz z budową wiaduktów, a jakoś nic się nie dzieje. Czy okaże się, że to dziennikarskie fantazje? Nawet gdyby to właśnie dyrektorzy z opolskich PLK udzielali takich informacji.

Takie były rzeczywiście poprzednie założenia, ale musiały zostać zmienione. Po pierwsze, nie mamy funduszy na takie "szaleństwa" projektowo-kosztowe. Po drugie, z linią Opole - Kędzierzyn - Gliwice - Zabrze jest inny problem, który determinuje zmianę założeń. Uważam, że prędkość 200 km/h na tym odcinku jest nonsensem. Nie tylko kosztowym, ale także techniczno-ruchowym.

Otóż odcinek ten charakteryzuje się nie tylko gęstym ruchem pociągów regionalnych (w szczycie co pół godziny) oraz pospiesznych, TLK, ekspresowych, lnterCity, ale także ciężkich towarowych. Wpuszczanie tam pociągów o prędkości 200 km/h paradoksalnie mogłoby zablokować ruch pociągów o mniejszych prędkościach - w tym regionalnych i towarowych, które poruszają się z V maks. 70 - 100 km/h. Potrzebne byłyby dwa dodatkowe tory, ale na to nie będzie funduszy. W dodatku jest tam mnóstwo infrastruktury inżynieryjnej, którą - w przypadku 200 km/h - trzeba by przebudować lub wybudować od nowa, np. wiadukty.

Rozważamy dwa warianty: modernizacji do 160 km/h lub rewitalizacji do poprzednich parametrów tej trasy, czyli 120 km/h. Dodatkowym atutem rewitalizacji - prócz znacznie mniejszych kosztów i zakresu robót - jest o wiele mniej formalności, jakie trzeba załatwić, niż gdyby modernizować odcinek do 160 km/h. Mówiąc skrótem: można to zrobić taniej i szybciej.

To samo dotyczy modernizacji odcinka Zabrze - Katowice - Kraków. Uważamy, że z racji geometrii odcinka śląskiego (aglomeracyjnego) Zabrze -Katowice - Jaworzno pozostanie tam prędkość 90-100 km/h. To teren silnie zurbanizowany, co ogranicza pomysły typu ścinanie łuków. Między Jaworznem a Krakowem natomiast chcemy zmodernizować linię do 160 km/h.

Czy zdążymy z tym do Euro 2012? Głównie zależy to od funduszy, jakimi będziemy dysponować: wkładem własnym oraz finansowaniem rządowym. Oczywiście UE zwraca znaczną część kosztów, ale po realizacji i przedstawieniu faktur. Najpierw PLK muszą wyłożyć pieniądze, choć ostatnio Komisja Europejska dopuściła możliwość zaliczkowania robót. Zmniejsza to wprawdzie obciążenia finansowe, ale znacznie zwiększa ryzyko.

E30 - maks. 120 - 160 km/h i cięcia parametrów projektowanych; E20 - maks. 160 km/h, a przecież to są prędkości pociągów regionalnych (Regio Express) w Niemczech, a wiec prędkość średnia przy obecnych standardach kolei w Europie. W jakim kierunku my zmierzamy? Pojedziemy gdzieś szybciej, niż z archaiczną prędkością 160 km/h, z którą nasze pociągi jeżdżą już od 21 lat?

Pojedziemy. Ale nie od razu. Bez wprowadzenia systemów "kabinowych" ERTMS/ETCS - jak wiemy - nie będziemy mogli wprowadzić rozkładowych prędkości rzędu 200 km/h i więcej. Przy jednoosobowej obsłudze będziemy jeździć 130 km/h.

Mówiąc wprost: do Euro 2012 nie ma mowy, abyśmy z Warszawy do Gdańska pojechali choćby fragmentami z prędkością 200 km/h?

Nie, pojedziemy 120 - 160 km/h, co pozwoli na uzyskanie czasu przejazdu około 3 godzin z "ogonkiem". Mam taką nadzieję i wszystko na to wskazuje.

Pełny tekst wywiadu w "Rynku Kolejowym".
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012