Spawalnictwo łagodnie przechodzi przez kryzys
Tadeusz Gańczarczyk - 2009-10-29
Dekoniunktura w branży spawalniczej rozpoczęła się jesienią ubiegłego roku i trwa. Jednak duże firmy produkujące i dystrybuujące sprzęt oraz materiały spawalnicze patrzą z nadzieją na najbliższe miesiące. Dane za sierpień i wrzesień wskazują na systematyczny wzrost sprzedaży.
Spawalnictwo to branża poniekąd uprzywilejowana w gospodarce. Jej obecność w wielu branżach i gałęziach gospodarki, które w różny sposób przechodzą okresy dekoniunktury, oznacza dla spawalnictwa łagodniejsze przechodzenie wszelkiego rodzaju kryzysów.
- Mało kto wie, że jesteśmy obecni w około stu branżach, a 7000 podmiotów gospodarczych wykorzystuje techniki spawalnicze - zauważa Jan Pilarczyk, dyrektor Instytutu Spawalnictwa w Gliwicach.
Zobaczyć dno i... uciec
- W pewnym momencie zobaczyliśmy, jak wygląda dno. Na szczęście nastąpiło wyhamowanie i nie spadamy poniżej tego poziomu - mówi Daniel Wiśniowski, dyrektor handlowy w ESAB sp. z o.o. w Katowicach. - Rok do roku spadek sprzedaży wynosi ok. 25-30 procent.
Pierwsze sygnały o zmniejszeniu zamówień docierały do producentów oraz dystrybutorów materiałów i urządzeń spawalniczych jesienią ub. roku. Tak musiało być, bo kryzys dotknął przede wszystkim te branże, które są stałymi odbiorcami sprzętu spawalniczego: budownictwo, przemysł stoczniowy, producentów AGD, taboru drogowego i kolejowego, a przede wszystkim przemysł motoryzacyjny wraz z firmami zaplecza i poddostawcami.
- My, jako producent i dystrybutor, już pod koniec minionego roku zanotowaliśmy spadkowe tendencje w sprzedaży materiałów i urządzeń - przyznaje Wiśniowski. - Generalnie ubiegły rok za-
kończyliśmy wynikiem porównywalnym z 2007 r., najlepszym w ostatnich latach dla spawalnictwa. W ten rok weszliśmy, powiedzmy, poślizgiem...
Dyrektor Wiśniowski analizuje miesięczne raporty. Styczeń w sprzedaży materiałów był bardzo dobry, luty już zdecydowanie gorszy. Na rynku urządzeń spawalniczych w pierwszych miesiącach było to domykanie miesiąca dość wytężoną pracą, pozyskiwaniem klientów.
Ten trend potwierdza Zbigniew Pawłowski, prezes zarządu Lincoln-Electric Bester. W spółce z Bielawy już w listopadzie, grudniu ub. roku doskonale zdawali sobie sprawę, że rok 2009 będzie trudny. Największe spadki, rzędu ponad dwudziestu procent, odnotowano w dziale urządzeń przemysłowych. Natomiast jeśli chodzi o podstawowe materiały spawalnicze, takie jak drut spawalniczy lity i proszkowy, to wyniki były nawet lepsze niż w 2008 roku. Niezłe wyniki gospodarcze po I kwartale, potem utrzymanie się tej tendencji w II kwartale sprawiły, że nastroje w przemyśle "odbiły od dna", a wiele firm zrozumiało, że trzeba ten ciężki okres wykorzystać na wzmocnienie swojego potencjału sprzętowego. Zbiegło się to z dalszym powolnym wzrostem produkcji, rozwojem inwestycji infrastrukturalnych, dobrymi ocenami polskiej gospodarki na tle Unii Europejskiej.
- Od czerwca rynek normalnieje. Nie jest to taki poziom sprzedaży jak w ub. roku, ale już są normalne zamówienia, przewidywania, planowanie zakupów itd. - mówi Wiśniowski. - A sierpień, proszę wierzyć, mieliśmy o 15 proc. lepszy od lipca w sprzedaży urządzeń spawalniczych, to był dotychczas najlepszy miesiąc. No oczywiście, gdyby go porównać do sierpnia ub. roku, to jest to wciąż duża różnica, ok. 30 proc. mniej.
Mniej zauważalny spadek nastąpił w materiałach spawalniczych, a w niektórych przypadkach ESAB odnotował nawet wzrosty, np. w topnikach aglomerowanych, drutach rdzeniowych, trochę mniejsza jest sprzedaż drutów pełnych i elektrod. Spadki rzędu 5 procent to niewiele, biorąc pod uwagę, że dane porównujemy do bardzo dobrego roku 2008.
W urządzeniach ESAB-u jest większy spadek i to nie zawsze jest związane bezpośrednio z sytuacją finansową w gospodarce. Firmy radzące sobie finansowo w kryzysie nie przerwały inwestowania w unowocześnienie sprzętu spawalniczego, kontynuowane są inwestycje w automatyzację i robotyzację procesów produkcyjnych. Zupełnie nieźle sprzedają się też małe urządzenia TIG-owskie, montażowe.
- Produkcja konstrukcji stalowych na eksport nie została wyhamowana, potrzeby sprzętowe są nadal ogromne - diagnozuje Pilarczyk. - Prawie takie same, jak w minionych latach. Może niektóre firmy zbyt mocno poddały się wcześniej bardzo dobrej koniunkturze i trochę szalały. Teraz nastąpiło uspokojenie, racjonalizacja inwestowania w sprzęt.
Biedny dystrybutor?
Najwięksi producenci urządzeń i materiałów spawalniczych sprzedają swoje produkty do sieci dystrybucyjnej, więc w pierwszym okresie dekoniunktury dzielą się ryzykiem ze sprzedawcami. - I o ile w pierwszym kwartale ten spadek był poniżej 5 proc. (rok do roku), o tyle w drugim już wzrósł do prawie 20 proc. (r/r). Sprzedaż w miesiącach wakacyjnych spadła jeszcze bardziej - mówi Marek Ptach, prezes w gdyńskiej firmie Idal UMDS.
Być może częściowo był to rezultat zamykania zakładów produkujących konstrukcje stalowe na okres urlopowy. Odpowiedź uzyskamy jesienią. Na Pomorzu obserwowany jest większy spadek sprzedaży urządzeń spawalniczych.
- Praktycznie sprzedaje się tylko materiały dodatkowe do spawania oraz części zamienne do urządzeń, jeśli te urządzenia są niezbędne do jakiejś produkcji - mówi Marek Ptach. - Nagminne jest ustawianie "pod ścianą" uszkodzonych urządzeń i eksploatacja sprawnych.
- Z przykrością muszę potwierdzić fakt spadku obrotów zarówno w proflu produkcyjnym (nawet do około 70 proc.), jak również w sektorze handlowym, około 40 proc. - dodaje właściciel szczecińskiej firmy P.H.U. Air-Tech Jarosław Krzemiński.
Jan Pilarczyk przypomina, że mniejsze firmy zaopatrują z reguły małych i średnich producentów wyrobów spawanych, mniej odpornych na wahania koniunkturalne. Jeśli mają zlecenia, muszą kupić materiały spawalnicze, ale nowe urządzenia niekoniecznie. Dlatego też konsekwencje kryzysu mogą odczuć w dużo większym stopniu.
- Nie zmienialiśmy stylu pracy - zapewnia Wiśniowski z ESAB-u. - Czy klient kupuje, czy nie kupuje, cały czas utrzymujemy z nim stały kontakt. Najważniejsze jest to, żeby klient czuł się bezpieczny, że ma opiekę ze strony producenta. Jako centrala wspieramy dystrybutorów. Nasza praca w terenie nie uległa zmianie, tak samo odbywają się pokazy, szkolenia. Nie ulega wątpliwości, że dystrybutorzy też są w trudnej sytuacji. Ale nie dostrzegam żadnych rewolucyjnych zmian, tylko pojedyncze przypadki.
W większości przypadków to jednak dystrybutorzy biorą na swoje barki kłopoty wynikające ze zmian w sytuacji rynkowej, dopiero na drugim etapie skutki dekoniunktury przechodzą na producentów. Wtedy w grę wchodzą korekty w umowach, intensyfikacja marketingowa, zmiany cen i marż.
- Skoro kryzys już jest, musi dotknąć każdego bez wyjątku - uważa Jacek Rutkowski, dyrektor Kemppi sp. z o.o. - Mimo znaczącego spadku sprzedaży, spodziewamy się niewielkiego wzrostu udziału w rynku. Nasza sytuacja finansowa jest dobra i w ostatnich miesiącach zatrudniliśmy nowe osoby, a także poświęciliśmy wiele czasu na kształcenie, co powinno zaowocować, gdy nadejdą dla branży lepsze czasy.
Nowe zlecenia to teraz największe zmartwienie białostockiego Promotechu, który stoczył prawdziwą walkę z kryzysem. -Z analiz za pierwsze półrocze wynika, że sytuacja finansowa, jak na warunki kryzysu, nie jest zła - przekonuje Andrzej Twarowski, szef działu marketingu w Promotechu.
- Dobry wynik finansowy spółka zawdzięcza głównie mocnemu euro, realizacji intensywnego programu oszczędnościowego, ograniczeniu inwestycji do minimum, dopasowaniu mocy produkcyjnych do realizowanego portfela zamówień i maksymalizacji rentowności swoich wyrobów - mówi Marek Siergiej, prezes Promotechu.
Życie po stoczniach
Wszystkie firmy działające na rynku spawalniczym niepokoi brak informacji na temat przyszłości stoczni w Szczecinie i Gdyni. To byli duzi klienci dla ESAB-u, Lincolna i Air-Techu. Odwlekanie rozstrzygnięć w sprawie stoczni nie tylko zamroziło część obrotów, ale także komplikuje planowanie i dywersyfikację sprzedaży. Wiadomo tyle, że w przyszłości zakłady, które powstaną w miejsce tych stoczni, będą zajmowały się produkcją wymagającą sprzętu i materiałów spawalniczych.
Ogromne nadzieje wiąże się z powolnym stawaniem na nogi branży automotive, a prawdziwym impulsem do dalszego wzrostu dynamiki sprzedaży jest branża konstrukcji stalowych. W 2010 roku zapotrzebowanie na konstrukcje będzie jeszcze większe, wszak setki inwestycji infrastrukturalnych przejdzie z etapu projektowego do wykonawczego. Na szczęście te liczne budowy w Polsce i za granicą wymagają ogromnych dostaw konstrukcji, a wiadomo, że przy ich produkcji używa się najnowocześniejszego sprzętu spawalniczego.
- Kontakty producentów konstrukcji stalowych z wytwórcami i dystrybutorami sprzętu spawalniczego będą jeszcze intensywniejsze - twierdzi dyrektor Biura Polskiej Izby Konstrukcji Stalowych Mirosław Tabaczkiewicz.
Szeroki front inwestycyjny, wznowienie dużych zamówień z zagranicy, spowoduje - zdaniem dyrektora PIKS - zapotrzebowanie na najnowocześniejszy sprzęt spawalniczy. Wzrasta konkurencja w tym sektorze i o powodzeniu będą decydowały jakość i koszty produkcji. Najlepiej byłoby, gdyby oprócz inwestycji infrastrukturalnych, wystartowały inwestycje przemysłowe, budowy dużych zakładów.
Czy dla spawalnictwa są wobec tego powody do pełnego optymizmu? Rynek urządzeń spawalniczych z pewnością będzie się kurczył, prawdopodobnie erozja cen i marży nie będzie już postępować. Jednak obecne wahania w sprzedaży i zyskach mogą być poważnym zagrożeniem dla przedsiębiorstw o niskiej rentowności, szczególnie wśród dystrybutorów.
Kryzys porządkuje rynek. Teraz, bardziej niż w okresach koniunktury, najwięksi i najlepsi dyktują warunki. Ci, którzy stracą kontakt z czołówką, mogą już do niej nie wrócić. Największe firmy producenckie mogą być spokojne - z bogatą ofertą i długą listą stałych klientów mogą dywersyfikować dostawy bez poważnego zmniejszania produkcji i sprzedaży.
- Obserwacje rynku pozwalają wierzyć, że już nie będzie spadków. Duża jest w tym roku rola eksportu ze względu na korzystny kurs euro. Ewentualne straty na krajowym rynku rekompensują wyższe zyski w sprzedaży za granicę. Tamten rok był dobry, ale ten wcale nie będzie zły - mówi z optymizmem Wiśniowski.
Receptą na gorsze czasy jest zmiana i poszukiwanie nowych możliwości. Kemppi jest producentem urządzeń spawalniczych, ale od kilku lat koncentruje się coraz bardziej na sprzedaży usług.
- Oferujemy unikalny na rynku system bezprzewodowego monitorowania i obróbki danych, optymalizujący zarządzanie sprzętem - mówi prezes Rutkowski. - Kemppi Arc System jest narzędziem sprzyjającym wzrostowi wydajności produkcji, która w dobie kryzysu nabiera jeszcze większego znaczenia.
Branża przeszła w ostatnich latach głęboką metamorfozę, korzysta z nowoczesnych technologii, urządzeń, a przez to poszerza zakres zastosowań. Polskie spawalnictwo jest obecnie integralną częścią spawalnictwa europejskiego. Pracuje na bazie tych samych norm i przepisów.
Mechanizacja procesów sukcesywnie wzrasta. Jednak są miejsca, gdzie spawacz jest wciąż niezbędny. Co roku w ponad 300 ośrodkach szkoli się w Polsce około 20 tys. spawaczy. To także potwierdza moc branży. Mocni nie upadają, nawet poobijani prą do przodu.
- Mało kto wie, że jesteśmy obecni w około stu branżach, a 7000 podmiotów gospodarczych wykorzystuje techniki spawalnicze - zauważa Jan Pilarczyk, dyrektor Instytutu Spawalnictwa w Gliwicach.
Zobaczyć dno i... uciec
- W pewnym momencie zobaczyliśmy, jak wygląda dno. Na szczęście nastąpiło wyhamowanie i nie spadamy poniżej tego poziomu - mówi Daniel Wiśniowski, dyrektor handlowy w ESAB sp. z o.o. w Katowicach. - Rok do roku spadek sprzedaży wynosi ok. 25-30 procent.
Pierwsze sygnały o zmniejszeniu zamówień docierały do producentów oraz dystrybutorów materiałów i urządzeń spawalniczych jesienią ub. roku. Tak musiało być, bo kryzys dotknął przede wszystkim te branże, które są stałymi odbiorcami sprzętu spawalniczego: budownictwo, przemysł stoczniowy, producentów AGD, taboru drogowego i kolejowego, a przede wszystkim przemysł motoryzacyjny wraz z firmami zaplecza i poddostawcami.
- My, jako producent i dystrybutor, już pod koniec minionego roku zanotowaliśmy spadkowe tendencje w sprzedaży materiałów i urządzeń - przyznaje Wiśniowski. - Generalnie ubiegły rok za-
kończyliśmy wynikiem porównywalnym z 2007 r., najlepszym w ostatnich latach dla spawalnictwa. W ten rok weszliśmy, powiedzmy, poślizgiem...
Dyrektor Wiśniowski analizuje miesięczne raporty. Styczeń w sprzedaży materiałów był bardzo dobry, luty już zdecydowanie gorszy. Na rynku urządzeń spawalniczych w pierwszych miesiącach było to domykanie miesiąca dość wytężoną pracą, pozyskiwaniem klientów.
Ten trend potwierdza Zbigniew Pawłowski, prezes zarządu Lincoln-Electric Bester. W spółce z Bielawy już w listopadzie, grudniu ub. roku doskonale zdawali sobie sprawę, że rok 2009 będzie trudny. Największe spadki, rzędu ponad dwudziestu procent, odnotowano w dziale urządzeń przemysłowych. Natomiast jeśli chodzi o podstawowe materiały spawalnicze, takie jak drut spawalniczy lity i proszkowy, to wyniki były nawet lepsze niż w 2008 roku. Niezłe wyniki gospodarcze po I kwartale, potem utrzymanie się tej tendencji w II kwartale sprawiły, że nastroje w przemyśle "odbiły od dna", a wiele firm zrozumiało, że trzeba ten ciężki okres wykorzystać na wzmocnienie swojego potencjału sprzętowego. Zbiegło się to z dalszym powolnym wzrostem produkcji, rozwojem inwestycji infrastrukturalnych, dobrymi ocenami polskiej gospodarki na tle Unii Europejskiej.
- Od czerwca rynek normalnieje. Nie jest to taki poziom sprzedaży jak w ub. roku, ale już są normalne zamówienia, przewidywania, planowanie zakupów itd. - mówi Wiśniowski. - A sierpień, proszę wierzyć, mieliśmy o 15 proc. lepszy od lipca w sprzedaży urządzeń spawalniczych, to był dotychczas najlepszy miesiąc. No oczywiście, gdyby go porównać do sierpnia ub. roku, to jest to wciąż duża różnica, ok. 30 proc. mniej.
Mniej zauważalny spadek nastąpił w materiałach spawalniczych, a w niektórych przypadkach ESAB odnotował nawet wzrosty, np. w topnikach aglomerowanych, drutach rdzeniowych, trochę mniejsza jest sprzedaż drutów pełnych i elektrod. Spadki rzędu 5 procent to niewiele, biorąc pod uwagę, że dane porównujemy do bardzo dobrego roku 2008.
W urządzeniach ESAB-u jest większy spadek i to nie zawsze jest związane bezpośrednio z sytuacją finansową w gospodarce. Firmy radzące sobie finansowo w kryzysie nie przerwały inwestowania w unowocześnienie sprzętu spawalniczego, kontynuowane są inwestycje w automatyzację i robotyzację procesów produkcyjnych. Zupełnie nieźle sprzedają się też małe urządzenia TIG-owskie, montażowe.
- Produkcja konstrukcji stalowych na eksport nie została wyhamowana, potrzeby sprzętowe są nadal ogromne - diagnozuje Pilarczyk. - Prawie takie same, jak w minionych latach. Może niektóre firmy zbyt mocno poddały się wcześniej bardzo dobrej koniunkturze i trochę szalały. Teraz nastąpiło uspokojenie, racjonalizacja inwestowania w sprzęt.
Biedny dystrybutor?
Najwięksi producenci urządzeń i materiałów spawalniczych sprzedają swoje produkty do sieci dystrybucyjnej, więc w pierwszym okresie dekoniunktury dzielą się ryzykiem ze sprzedawcami. - I o ile w pierwszym kwartale ten spadek był poniżej 5 proc. (rok do roku), o tyle w drugim już wzrósł do prawie 20 proc. (r/r). Sprzedaż w miesiącach wakacyjnych spadła jeszcze bardziej - mówi Marek Ptach, prezes w gdyńskiej firmie Idal UMDS.
Być może częściowo był to rezultat zamykania zakładów produkujących konstrukcje stalowe na okres urlopowy. Odpowiedź uzyskamy jesienią. Na Pomorzu obserwowany jest większy spadek sprzedaży urządzeń spawalniczych.
- Praktycznie sprzedaje się tylko materiały dodatkowe do spawania oraz części zamienne do urządzeń, jeśli te urządzenia są niezbędne do jakiejś produkcji - mówi Marek Ptach. - Nagminne jest ustawianie "pod ścianą" uszkodzonych urządzeń i eksploatacja sprawnych.
- Z przykrością muszę potwierdzić fakt spadku obrotów zarówno w proflu produkcyjnym (nawet do około 70 proc.), jak również w sektorze handlowym, około 40 proc. - dodaje właściciel szczecińskiej firmy P.H.U. Air-Tech Jarosław Krzemiński.
Jan Pilarczyk przypomina, że mniejsze firmy zaopatrują z reguły małych i średnich producentów wyrobów spawanych, mniej odpornych na wahania koniunkturalne. Jeśli mają zlecenia, muszą kupić materiały spawalnicze, ale nowe urządzenia niekoniecznie. Dlatego też konsekwencje kryzysu mogą odczuć w dużo większym stopniu.
- Nie zmienialiśmy stylu pracy - zapewnia Wiśniowski z ESAB-u. - Czy klient kupuje, czy nie kupuje, cały czas utrzymujemy z nim stały kontakt. Najważniejsze jest to, żeby klient czuł się bezpieczny, że ma opiekę ze strony producenta. Jako centrala wspieramy dystrybutorów. Nasza praca w terenie nie uległa zmianie, tak samo odbywają się pokazy, szkolenia. Nie ulega wątpliwości, że dystrybutorzy też są w trudnej sytuacji. Ale nie dostrzegam żadnych rewolucyjnych zmian, tylko pojedyncze przypadki.
W większości przypadków to jednak dystrybutorzy biorą na swoje barki kłopoty wynikające ze zmian w sytuacji rynkowej, dopiero na drugim etapie skutki dekoniunktury przechodzą na producentów. Wtedy w grę wchodzą korekty w umowach, intensyfikacja marketingowa, zmiany cen i marż.
- Skoro kryzys już jest, musi dotknąć każdego bez wyjątku - uważa Jacek Rutkowski, dyrektor Kemppi sp. z o.o. - Mimo znaczącego spadku sprzedaży, spodziewamy się niewielkiego wzrostu udziału w rynku. Nasza sytuacja finansowa jest dobra i w ostatnich miesiącach zatrudniliśmy nowe osoby, a także poświęciliśmy wiele czasu na kształcenie, co powinno zaowocować, gdy nadejdą dla branży lepsze czasy.
Nowe zlecenia to teraz największe zmartwienie białostockiego Promotechu, który stoczył prawdziwą walkę z kryzysem. -Z analiz za pierwsze półrocze wynika, że sytuacja finansowa, jak na warunki kryzysu, nie jest zła - przekonuje Andrzej Twarowski, szef działu marketingu w Promotechu.
- Dobry wynik finansowy spółka zawdzięcza głównie mocnemu euro, realizacji intensywnego programu oszczędnościowego, ograniczeniu inwestycji do minimum, dopasowaniu mocy produkcyjnych do realizowanego portfela zamówień i maksymalizacji rentowności swoich wyrobów - mówi Marek Siergiej, prezes Promotechu.
Życie po stoczniach
Wszystkie firmy działające na rynku spawalniczym niepokoi brak informacji na temat przyszłości stoczni w Szczecinie i Gdyni. To byli duzi klienci dla ESAB-u, Lincolna i Air-Techu. Odwlekanie rozstrzygnięć w sprawie stoczni nie tylko zamroziło część obrotów, ale także komplikuje planowanie i dywersyfikację sprzedaży. Wiadomo tyle, że w przyszłości zakłady, które powstaną w miejsce tych stoczni, będą zajmowały się produkcją wymagającą sprzętu i materiałów spawalniczych.
Ogromne nadzieje wiąże się z powolnym stawaniem na nogi branży automotive, a prawdziwym impulsem do dalszego wzrostu dynamiki sprzedaży jest branża konstrukcji stalowych. W 2010 roku zapotrzebowanie na konstrukcje będzie jeszcze większe, wszak setki inwestycji infrastrukturalnych przejdzie z etapu projektowego do wykonawczego. Na szczęście te liczne budowy w Polsce i za granicą wymagają ogromnych dostaw konstrukcji, a wiadomo, że przy ich produkcji używa się najnowocześniejszego sprzętu spawalniczego.
- Kontakty producentów konstrukcji stalowych z wytwórcami i dystrybutorami sprzętu spawalniczego będą jeszcze intensywniejsze - twierdzi dyrektor Biura Polskiej Izby Konstrukcji Stalowych Mirosław Tabaczkiewicz.
Szeroki front inwestycyjny, wznowienie dużych zamówień z zagranicy, spowoduje - zdaniem dyrektora PIKS - zapotrzebowanie na najnowocześniejszy sprzęt spawalniczy. Wzrasta konkurencja w tym sektorze i o powodzeniu będą decydowały jakość i koszty produkcji. Najlepiej byłoby, gdyby oprócz inwestycji infrastrukturalnych, wystartowały inwestycje przemysłowe, budowy dużych zakładów.
Czy dla spawalnictwa są wobec tego powody do pełnego optymizmu? Rynek urządzeń spawalniczych z pewnością będzie się kurczył, prawdopodobnie erozja cen i marży nie będzie już postępować. Jednak obecne wahania w sprzedaży i zyskach mogą być poważnym zagrożeniem dla przedsiębiorstw o niskiej rentowności, szczególnie wśród dystrybutorów.
Kryzys porządkuje rynek. Teraz, bardziej niż w okresach koniunktury, najwięksi i najlepsi dyktują warunki. Ci, którzy stracą kontakt z czołówką, mogą już do niej nie wrócić. Największe firmy producenckie mogą być spokojne - z bogatą ofertą i długą listą stałych klientów mogą dywersyfikować dostawy bez poważnego zmniejszania produkcji i sprzedaży.
- Obserwacje rynku pozwalają wierzyć, że już nie będzie spadków. Duża jest w tym roku rola eksportu ze względu na korzystny kurs euro. Ewentualne straty na krajowym rynku rekompensują wyższe zyski w sprzedaży za granicę. Tamten rok był dobry, ale ten wcale nie będzie zły - mówi z optymizmem Wiśniowski.
Receptą na gorsze czasy jest zmiana i poszukiwanie nowych możliwości. Kemppi jest producentem urządzeń spawalniczych, ale od kilku lat koncentruje się coraz bardziej na sprzedaży usług.
- Oferujemy unikalny na rynku system bezprzewodowego monitorowania i obróbki danych, optymalizujący zarządzanie sprzętem - mówi prezes Rutkowski. - Kemppi Arc System jest narzędziem sprzyjającym wzrostowi wydajności produkcji, która w dobie kryzysu nabiera jeszcze większego znaczenia.
Branża przeszła w ostatnich latach głęboką metamorfozę, korzysta z nowoczesnych technologii, urządzeń, a przez to poszerza zakres zastosowań. Polskie spawalnictwo jest obecnie integralną częścią spawalnictwa europejskiego. Pracuje na bazie tych samych norm i przepisów.
Mechanizacja procesów sukcesywnie wzrasta. Jednak są miejsca, gdzie spawacz jest wciąż niezbędny. Co roku w ponad 300 ośrodkach szkoli się w Polsce około 20 tys. spawaczy. To także potwierdza moc branży. Mocni nie upadają, nawet poobijani prą do przodu.