Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  Magazyn Wulkan (Aneta Magda)  |  2010-01-07

Jan Popczyk: trzeba być gotowym na przemijanie

Na Zachodzie odbiorca coraz częściej jest już nazywany prosumentem, a nie konsumentem. Prosument jest aktywny: liczy i decyduje czy kupować energię na rynku, czy inwestować w obniżanie swojej energochłonności. Unia wymusza zresztą takie zachowania - rozmowa z prof. Janem Popczykiem.

Jan Popczyk - profesor czy biznesmen?

Łączę pracę na uczelni ze współpracą z gospodarką. Biznesu nie uprawiam. Jako profesor prowadzę badania nad zmianami strukturalnymi w energetyce i próbuję wskazywać kierunki jej rozwoju wynikające z obiektywnych przesłanek. W ramach współpracy z gospodarką działam na rzecz implementacji energetyki rozproszonej.

Czy zajmowanie się energetyką rozproszoną jest wyrazem rozczarowania do energetyki w ogóle?

Absolutnie nie. Im bardziej zajmuję się rozproszoną/inteligentną energetyką, tym bardziej jestem przekonany, że na tym polu rozegra się przyszłość całej energetyki. Moja obecna aktywność zawodowa to wynik naturalnego rozwoju, jako naukowca i osoby uczestniczącej w przemianach sektora. Był czas, kiedy szansę na postęp widziałem w liberalizacji elektroenergetyki: w decentralizacji i wykorzystaniu zasady TPA do zainicjowania konkurencji.

Lata 1990-1995 były pod tym względem okresem bardzo owocnym. Ja sam miałem szczególne możliwości wpływu na decentralizację. Byłem, jako przewodniczący Zespołu powołanego przez Komisję Systemu Gospodarczego, Przemysłu i Budownictwa Sejmu, głównym współautorem koncepcji reformy.

Później, już po zakończeniu pracy na stanowisku prezesa Polskich Sieci Elektroenergetycznych, opracowałem jeszcze projekt Programu „Demonopolizacja i prywatyzacja elektroenergetyki”, przyjęty przez Radę Ministrów we wrześniu 1996 roku. Ale zamiast demonopolizacji i prywatyzacji kolejne rządy przez 15 lat realizowały konsolidację. Jeśli miałem dyskomfort, to tylko z powodu antyreform i braku efektów we wdrażaniu rzeczywistej konkurencji. Po przeprowadzeniu konsolidacji już nie ma co liczyć na zasadę TPA. Za to postęp technologiczny staje się silną podstawą do kolejnego etapu rozwoju konkurencji. Dlatego nie mam w ogóle problemu negatywnej motywacji w postaci walki z wielką energetyką. Moją pozytywną motywacją jest działanie na rzecz rozwoju energetyki innowacyjnej, która mnie obecnie najsilniej inspiruje.

To odpowiedź działacza gospodarczego. A naukowca?

Na przełomie lat 70. i 80. zajmowałem się przesyłem energii elektrycznej na duże odległości i to kształtowało mój sposób patrzenia na energetykę. To był czas, kiedy elektroenergetycy-inżynierowie nie bardzo chcieli mówić o tym, że występuje bariera napięciowa w budowie układów prądu przemiennego. A przecież było jasne, że napięcia znamionowego 2500 kV w sieciach napowietrznych - ze względów fizykalnych - nie da się przekroczyć. Już jako młody człowiek miałem więc świadomość, że rozwój energetyki wielkoskalowej nie jest możliwy do kontynuowania w długiej perspektywie czasowej. Że nie można zwiększać koncentracji mocy (w blokach, elektrowniach, systemach), bo dojdziemy do kresu możliwości przesyłu energii. Wtedy też na świecie można było już zauważyć siłę technologii gazowych. Doszedłem do wniosku, że trzeba zmienić główną koncepcję - oprzeć rozwój na technologiach gazowych prowadzących do rozproszonej kogeneracji, a nie monstrualnych systemach elektroenergetycznych. Oczywiście, mówienie w końcu lat 80. o potrzebie radykalnych reform, o tym, że wkrótce nastąpią ograniczenia w kontynuacji rozwoju elektroenergetyki monopolistycznej/wielkoskalowej, nie ułatwiało mi życia.

A energetyką rozproszoną zajmuję się od połowy lat 90. Najpierw lansowałem ją jako koncepcję rynków lokalnych, co długo nie dawało efektów. Dziś już mówi się powszechnie o rynkach lokalnych. Później lansowałem koncepcję przedsiębiorstw multienergetycznych. Dziś przedsiębiorstwa konwergentne to norma. Dla mnie to najbardziej naturalna ewolucja: najpierw indywidualna myśl, a potem powszechna świadomość.

Kolejne pomysły, które Pan Profesor podejmuje, są wyraźnie osamotnione. Czy ta samotność dotyczy też relacji zawodowych?

Wśród osób, które przygotowywały reformę rozpoczętą w 1990 roku był nieżyjący już docent Stefan Sobieszczański. Był posłem w Sejmie Kontraktowym i z tej pozycji wspierał koncepcję zmian systemowych w polskiej elektroenergetyce. Był rzetelnym człowiekiem. Był państwowcem i jednocześnie liberałem gospodarczym. Zdawał sobie sprawę ze szkodliwości monopolu w elektroenergetyce. Nigdy o nim nie zapomnę.

Na drugim biegunie są relacje z pracownikami eGIE (eGmina Infrastruktura Energetyka). eGIE to firma, którą tworzyłem ze studentami, ukierunkowana na projekty energetyczne realizowane w środowisku gminnym. W eGIE pracują studenci, albo - co najwyżej - ubiegłoroczni absolwenci Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki, którzy chcą rozszerzać swoje umiejętności o sprawy związane z elektroenergetyką, w tym ze smart gridem. W eGIE pracuje też znakomity doktor elektryk, mający dwudziestoletnie doświadczenie w dużym biznesie niemieckim, a teraz - na emeryturze - szukający nowych wyzwań. Świetnie się rozumiemy.

A jakie cechy musi mieć Pana współpracownik?

Zaangażowanie w to, co robi i otwartość na nowe zagadnienia. Nie potrafię współpracować z ludźmi, którzy chcą jedynie „sprzedawać” to, co już umieją, a nie chcą rozwiązywać pojawiających się problemów. Ważnymi cechami są innowacyjność, rzetelność i wytrwałość. Jestem przekonany, że z nauką czy biznesem jest jak ze sportem - nie osiąga się trwałych, wartościowych wyników bez wysiłku. Nie da się zdobyć mistrzostwa siedząc w fotelu i przebierając palcami. Trzeba tak jak Justyna Kowalczyk - moja sympatia w sporcie - pracować dużo i wtedy dopiero osiąga się wynik.

Uważam, że jeśli w wyniku wszechstronnych weryfikacji uzna się dany cel za ważny, to jako konsekwencję traktuję determinację w dążeniu do jego osiągnięcia. Wymagam więc od współpracowników ponadprzeciętnego zaangażowania się w realizację.
Ale raz jeszcze podkreślę: aby w taki sposób coś realizować, ważność celu musi być bezsporna. Jego szerokie osadzenie, czyli analiza wszystkich potencjalnych kierunków, w kontekście teraźniejszości i przyszłości, gwarantuje, że będziemy pracowali nad czymś więcej niż chwilową mrzonką.

Z kolei takie ugruntowanie rodzi pokusę trzymania się celu mimo wszystko. Trzeba więc być w tym bardzo uważnym i otwartym na przemijanie. Nie wolno się upierać przy czymś, czemu życie już przeczy. I respektowanie tego też jest kluczową sprawą w moich relacjach z ludźmi.

Dlaczego zamiennie stosuje Pan pojęcia energetyka rozproszona i energetyka innowacyjna?

15 lat temu nie miałem świadomości potencjału innowacyjności w energetyce. Wcześniej, w energetyce monopolistycznej/wielkoskalowej wszystko optymalizowaliśmy - na drodze do zwiększenia efektu skali - i wydawało się nam, że na tym polega postęp. W takiej sytuacji energetyka rozproszona sama w sobie była innowacyjna. Gdybyśmy kontynuowali technologie wielkich bloków węglowych, nie byłoby przełomu technologicznego, czyli znaczącej zmiany jakościowej. W przypadku energetyki rozproszonej mamy do czynienia ze zmianą jakościową.

Energetyka rozproszona pozwala budować drugi filar bezpieczeństwa odbiorców. Dotychczas mieliśmy tylko jeden - bezpieczeństwo systemu. Stąd, gdy następuje blockout, mamy totalną katastrofę. Teraz możemy budować niezawodność również od strony energetyki rozproszonej. Dziś energia ze źródeł odnawialnych rozproszonych (bez Elektrowni Wodnej Włocławek i bez współspalania) - biogazownie, energetyka wiatrowa, solarna i energetyka kogeneracyjna na gaz ziemny - to tylko 2,5 % energii całkowitej, ale szacuję, że w 2020 r. udział tej energii wzrośnie do ponad 20 %, a w 2050 dojdziemy do poziomu co najmniej 30% całkowitej produkcji energii.

Ja nie jestem hunwejbinem, który mówi, że energetykę wielkoskalową trzeba zlikwidować. Ona będzie. Ale w 2050 roku jej udział będzie wynosił na pewno mniej niż 70%, może tylko 50%. To oznacza rewolucję w stosunku do obecnej energetyki. I to jest też innowacyjność - przebudowa rynków.

Dlaczego rynki się przebudowują?

Z powodu ogólnoświatowego kryzysu, unijnego Pakietu 3x20, pakietu ratunkowego w Stanach Zjednoczonych... Stany Zjednoczone z energetyki innowacyjnej chcą uczynić koło zamachowe dla gospodarki i z jej pomocą wyjść z kryzysu.

Najważniejszą sprawą jest czas i jeszcze raz czas. Dzisiejsze inwestycje w energetykę rozproszoną/innowacyjną dadzą efekty już za 2-3 lata. Inwestycje w energetykę wielkoskalową nie dają takich możliwości. Na przykład inwestycje w elektrownie atomowe dadzą efekt dopiero za 20 lat. Wcześniej inwestycje te będą tylko generowały inflację. Współczesna gospodarka nie może sobie na to pozwolić.

Czy w Polsce innowacyjna gospodarka też ma szanse na to, by zminimalizować skutki kryzysu?

W Polsce też. W naszej sytuacji zadziałają szczególnie dwa czynniki: potrzeba przebudowy mocy wytwórczych oraz istniejący wielki potencjał obniżenia energochłonności. Jeśli nawet pominiemy transfer paliw transportowych na rynek energii elektrycznej, związany z pojawieniem się samochodu elektrycznego, to i tak nie mamy szans zaspokoić podstawowych potrzeb energetycznych bez inwestycji. Na technologie wielkoskalowe nie mamy co liczyć. Tradycyjne wielkie elektrownie węglowe moglibyśmy wybudować, choć z dużymi trudnościami. Z czystych technologii węglowych efekt osiągniemy dopiero za 20 lat. Również elektrowni atomowych nie wybudujemy przed rokiem 2030. Musimy więc znaleźć inne rozwiązania - innowacyjne.

Druga sprawa to zapotrzebowanie. To, do którego byliśmy przyzwyczajeni do roku 1990, jest już historyczne. Przez ostatnie 20 lat specjaliści spierali się, czy spadek dynamiki zapotrzebowania na energię jest tylko przejściowy, czy wynika ze zmian strukturalnych. Uważam, że mamy do czynienia z trwałymi zmianami i powinniśmy prognozować mniejszą dynamikę zapotrzebowania. Coraz większą rolę odgrywa dodatkowo czynnik ekonomiczny. Jeśli się porówna nakłady potrzebne w inwestycjach w produkcję energii, to wyraźnie widać, że inwestycje w obniżanie energochłonności są na obecnym etapie coraz bardziej efektywne ekonomicznie. Oczywiście ten trend minie, ale za jakiś czas.

Kto jest zainteresowany obniżaniem energochłonności? Bo chyba nie energetycy?

Na Zachodzie odbiorca coraz częściej jest już nazywany prosumentem, a nie konsumentem. Prosument jest aktywny: liczy i decyduje czy kupować energię na rynku, czy inwestować w obniżanie swojej energochłonności. Unia wymusza zresztą takie zachowania. Wycofywanie tradycyjnych żarówek z rynku jest najlepszym dowodem.

Inny przykład. Wyraźnie widać skutki kryzysu w polskim przemyśle, chociaż polski kryzys jest łagodny. Czy pani wie, że zapotrzebowanie w marcu na energię w niektórych śląskich przedsiębiorstwach (wielkich, elektrochłonnych) zmalało o 40% w stosunku do marca 2008 roku? Jestem przekonany, że z powodu kryzysu, wzrastającej niekonkurencyjności, przedsiębiorstwa te już nigdy nie wrócą do takiej elektrochłonności, jaką miały w przeszłości. Przebudują swój biznes.

Sądzi Pan, że jest to wynikiem świadomości w firmach? A może obserwowane zmniejszenie zapotrzebowania jest po prostu wynikiem zmniejszenia produkcji w związku z kryzysem?

Oczywiście, jeśli przedsiębiorcy mają mniejsze zamówienia, to szybko ograniczają produkcję. Kiedy jednak będą ją odbudowywać do poprzedniego lub wyższego poziomu, to będą to robić inaczej.

Elektroenergetycy po raz pierwszy dowiadują się, co znaczy elastyczność cenowa popytu. Najbardziej uznawani specjaliści dotychczas wiedzieli (!!!), że nie ma elastyczności cenowej popytu na energię elektryczną. Dzisiaj zaczynamy się dowiadywać, że jednak jest. Jeżeli cena energii zaczyna rosnąć, to przedsiębiorcy na globalnym rynku tracą konkurencyjność, a gdy tracą konkurencyjność to przestają produkować i pomniejszają doraźnie zużycie energii. Potem zaczynają inwestować w technologie elektrooszczędne, które zwiększają ich konkurencyjność, przy mniejszym trwałym zużyciu energii elektrycznej. Prosumenci wyposażeni w kalkulatory i arkusze kalkulacyjne, rozumiejący pojęcie ryzyka, dochodzą do wniosku, że nie warto zużywać tyle energii.

Dla prosumentów rozwiązaniem jest więc energetyka rozproszona?

Centralizm był dobry w społeczeństwie przemysłowym, ale społeczeństwo przemysłowe minęło. W społeczeństwie wiedzy nie ma miejsca na gigantyczne projekty. Jeżeli w takim społeczeństwie ktoś wymyśli, że centralne zarządzanie, wielkoskalowe technologie są rozwiązaniem - to przykro mi, ale poniesie klęskę.

Fromm pisał, że każdy człowiek musi być zakorzeniony, realizować się twórczo, każdy musi mieć tożsamość. Jak twórczo będzie się realizował człowiek-trybik w komunistycznym projekcie w postaci bloku 1600 MW? W jaki sposób tam ta jego twórczość i innowacyjność się ujawni? Przecież nic innego dla niego nie ma do zrobienia oprócz tego, co ma z góry wyznaczone. W epoce wiedzy nie ma powrotu do struktur scentralizowanych.

Co będzie po energetyce rozproszonej?

Tego nie wiem. Może fuzja jądrowa, ale jeśli - to, zresztą, też rozproszona. Jest tyle do zrobienia obecnie: synteza reform energetyki i rolnictwa (pobudzenie rozwoju rolnictwa energetycznego), zbudowanie infrastruktury pod samochód elektryczny, technologie zintegrowane z pompą ciepła, dom dodatnioenergetyczny (oprócz tego, że pasywny, to jeszcze z elewacją fotowoltaiczną), technologie zasobnikowe i technologie indywidualnego (gminy, domu, człowieka) bezpieczeństwa energetycznego, ogniwa paliwowe i - spinający wszystkie te elementy - smart grid. Skupiam uwagę na tym, co trzeba robić na już. To, co będzie po energetyce rozproszonej, zostawiam następnym pokoleniom - w szczególności studentom, którzy za rok, dwa, wejdą w pełni w życie zawodowe.

Na pewno będzie to dalej energetyka innowacyjna. Z tej drogi już nie zejdziemy. Do monopolu nie ma powrotu, bo jest on niezgodny z naturą demokracji i rynku oraz z właściwościami społeczeństwa wiedzy.

Ja musiałem sobie poradzić z własną transformacją: przejść ze społeczeństwa przemysłowego w społeczeństwo wiedzy. Studenci, z którymi teraz mam wykłady, urodzili się tuż przed 1990 rokiem, jeszcze w epoce społeczeństwa przemysłowego, z którego niewiele jednak pamiętają - na przykład społeczeństwa bez Internetu w ogóle nie potrafią sobie wyobrazić. Chociaż żyją w epoce społeczeństwa wiedzy, to wiele negatywnych skutków rozwoju energetyki w społeczeństwie przemysłowym (emisje CO2, koszty osierocone, zwłaszcza w obszarze sieciowym) będzie się za nimi ciągnęło i muszą sobie z nimi poradzić. Muszą też być gotowi do przejścia w epokę społeczeństwa wodorowego, bezemisyjnego (datuję je symbolicznie na 2050 rok). Co będzie potem, niech oni się zastanawiają. Ja mam ich do tego przygotować. Dlatego uczę ich, że trzeba być przygotowanym na zmiany i nie robić tragedii z przemijania.

Jaka - w świetle tego, co Pan powiedział - powinna być rola państwa?

Rola państwa jest bardzo duża, tylko państwo jej dzisiaj nie wypełnia. Jeżeli w wielkim kryzysie gospodarczym, mówi się, że rynek zawiódł, to nie oznacza to, że zawiodły mechanizmy rynkowe, tylko państwa. Państwa, bo nie stworzyło dobrych regulacji dla funkcjonowania dobrej, zinsytucjonalizowanej gospodarki światowej.

Ale podam przykład z naszego podwórka. W projekcie do ustawy Prawo energetyczne zaproponowano certyfikaty dla biogazowni. Ideowo bardzo dobre rozwiązanie. Jednak umieszczenie równoważnika do przeliczania biogazu na energię elektryczną w rozporządzeniu, pozostawienie otwartą kwestii wynagrodzenia za wykorzystanie biogazu do produkcji w kogeneracji, wreszcie szerokie przedziały dla opłat zastępczych związanych z kogeneracją powodują, że z założenia dobre rozwiązanie staje się uznaniowe, a więc nieprzydatne.

Rola państwa polega na dobrych regulacjach, a nie tworzeniu szarych stref. Dziś istniejące systemy niestety tworzą szarą strefę. Mamy nadmiernie szczegółowe regulacje, które blokują innowacje. Zadaniem państwa jest, w okresie gwałtownego postępu technologicznego, tworzenie mechanizmów, a nie rozwiązań operacyjnych. Na przykład zadaniem państwa jest obecnie tworzenie jednolitego systemu promującego energię ze źródeł odnawialnych i wypierającego produkcję ze źródeł nieekologicznych. Pojawiają się różne koncepcje; ja pracuję nad koncepcją inkorporacji kosztów zewnętrznych do kosztu paliwa (są podstawy, aby tę koncepcję uznać za najprostszą i najbardziej uniwersalną). Zadaniem państwa jest mądre wykorzystanie nowych koncepcji.

Oczywiście nie jesteśmy wyspą i nie możemy tworzyć rozwiązań samoistnych, niezależnych od unijnych. Dlatego proponuję, aby wykorzystać prezydencję Polski w Unii w 2011 roku i uczynić naszym znakiem firmowym koncepcję integracji dwóch równoległych, dzisiaj nieskoordynowanych, systemów: wspomagania OZE i ulg dla wielkoskalowej energetyki. Byłoby to zgodne z duchem czasu: zarówno z Pakietem 3x20, jak i amerykańskim pakietem ratunkowym. I byłoby mądrym wypełnianiem roli państwa.


Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012