Dylematy odnawialne
Krzysztof Żmijewski - 2010-01-19
Rozwój energetyki bezemisyjnej wymusza konieczność rozstrzygnięcia kilku ważnych dylematów. Do roku 2015 nikt na pewno nie uruchomi inwestycji w energetykę jądrową, a pewnie dotyczy to i CCS (może za wyjątkiem projektów pilotażowych). Pozostaje energetyka odnawialna.
Pierwszy dylemat dotyczy wątpliwości, czy chcemy mieć energii dużo, czy tanio. Jeśli dużo - powinniśmy zdecydować się na system feed-in-tariff, powodujący, że każda dopuszczona technologia jest opłacalna dla inwestora, bo jest odpowiednio wysoko opłacana.
System certyfikacji wymusza konkurencję między technologiczną, w której przegrywają drożsi. Niestety system ten, przy dość wysoko postawionej cenie, promuje i tych, którzy żadnego wsparcia nie potrzebują. Potrzebne jest więc rozwiązanie łączące zalety systemów, a pozbawione ich wad.
Rozstrzygnąć musimy, jaki poziom udziału energii z OZE jest dla nas pożądany nie tylko w 2020r., ale i w 2030. To, że nie ma jeszcze odpowiedniej unijnej Dyrektywy nie zwalnia nas od potrzeby planowania z wyprzedzeniem. Na razie PEP-2030 zakłada praktycznie zamrożenie wzrostu w roku 2020.
Musimy pamiętać o konieczności rozłożenia naszego obowiązku na wszystkie komponenty energy-mix. Zacząć trzeba od określenia kto przeniesie brakujące 5% z udziału paliw płynnych - ciepło czy energia elektryczna.
Problem ciepła sieciowego można stosunkowo prosto rozwiązać - administracyjnie, decyzją regulatora zazieleniać. Istotną trudność sprawia zazielenienie opalanego węglem ogrzewania indywidualnego. Teoretycznie sprawa jest prosta (jak sortowanie śmieci) – wystarczy zakazać detalicznego handlu czystym czarnym węglem, a dopuścić obrót węglem z kilkunastoprocentowym udziałem biomasy typu eko-groszek.
Problem w tym, że łatwiej to opisać niż zrealizować. Przeraża mnie myśl o lotnych brygadach energetycznych policjantów kontrolujących składy opału i ściągających nielegalnych sprzedawców nielegalnego czarnego węgla. Pamiętajmy, że w Polsce węgiel to ok. 20% w bilansie energii końcowej, czyli ok. 40% w cieple. Jeśli wyłączymy węgiel z obowiązku zazieleniania, pozostałe postacie energii będą droższe i całe indywidualne ogrzewnictwo przerzuci się na węgiel.
Rozwiązaniem byłby wysoki podatek węglowy, ale oznacza znaczny wzrost kosztu funkcjonowania gospodarki, a w następstwie rezygnację z tej formy użytkowania węgla.
Kolejny dylemat dotyczy charakteru rynku energii z OZE. Czy powinien być on rynkiem lokalnym, tak jak dotychczas, czy też winien być rynkiem paneuropejskim, tak jak inne rynki EU, zgodnie z ogólną tendencją, a w zasadzie zasadą. Niestety zasada ta jest łatwiejsza do zastosowania przez bogatych. System ogólnoeuropejski wymagałby wprowadzenia mechanizmu rekompensaty, jeśli okazałoby się, że bez niego główny ciężar ponosiłyby państwa biedniejsze. System wymagałby zastąpienia obowiązku fizycznego - certyfikacyjnym wyznaczonym w jednostkach fizycznych (toe/ kWh lub tCO2) z prawem do zakupu certyfikatów na dowolnym rynku europejskim przez lokalne giełdy energii.
Nie znam żadnej solidnej analizy takiego systemu. Być może wykazałaby ona, że to rozwiązanie byłoby korzystne zarówno dla EU-12 (inwestycje), jak i EU-15 (tańsza zielona energia), a na pewno dla EU-27, dzięki paneuropejskiej optymalizacji kosztów. Warto taką analizę przeprowadzić, najlepiej na skalę europejskie (z inicjatywy Polski).
Sugerowane rozwiązanie - europejski zielony certyfikat, mogłoby doprowadzić do ukształtowania się lokalnych (np. regionalnych) Specialities de la Maison.
Moje sugestie idą dalej. Sugerowałbym rozdzielenie certyfikatów na inwestycje (dla tych źródeł, w których barierą jest koszt inwestycyjny, np. farmy wiatrowe) i eksploatacyjne (dla tych, w których barierą jest koszt eksploatacji).
Certyfikaty inwestycyjne byłyby substytutem systemu feed-in-tariff i byłyby przyznawane na krótki okres post inwestycyjny. Prawa emisyjne można by przyznawać w trybie aukcyjnym, gdzie głównym kryterium byłaby długość okresu prawa do emisji. Zwyciężaliby oczekujący najkrótszego okresu wsparcia.
Najważniejszym problemem do rozwiązania jest sposób ustalania opłaty zastępczej (paneuropejskiej bazy odniesienia). Wydaje się, że opłata ta nie mogłaby być regulowana lokalnie, gdyż powinna być w miarę, jak nie całkiem, jednolita. Z drugiej strony, jeśli zauważyć, że obowiązek OZE jest nakładany przez EU na Państwa Członkowskie to opłata ta jest niczym innym jak ceną ofiarowaną przez te kraje za wywiązanie się z obowiązku. Oczywiście, jak w przypadku innych obowiązków, cenę tę płaci obywatel.
System certyfikacji wymusza konkurencję między technologiczną, w której przegrywają drożsi. Niestety system ten, przy dość wysoko postawionej cenie, promuje i tych, którzy żadnego wsparcia nie potrzebują. Potrzebne jest więc rozwiązanie łączące zalety systemów, a pozbawione ich wad.
Rozstrzygnąć musimy, jaki poziom udziału energii z OZE jest dla nas pożądany nie tylko w 2020r., ale i w 2030. To, że nie ma jeszcze odpowiedniej unijnej Dyrektywy nie zwalnia nas od potrzeby planowania z wyprzedzeniem. Na razie PEP-2030 zakłada praktycznie zamrożenie wzrostu w roku 2020.
Musimy pamiętać o konieczności rozłożenia naszego obowiązku na wszystkie komponenty energy-mix. Zacząć trzeba od określenia kto przeniesie brakujące 5% z udziału paliw płynnych - ciepło czy energia elektryczna.
Problem ciepła sieciowego można stosunkowo prosto rozwiązać - administracyjnie, decyzją regulatora zazieleniać. Istotną trudność sprawia zazielenienie opalanego węglem ogrzewania indywidualnego. Teoretycznie sprawa jest prosta (jak sortowanie śmieci) – wystarczy zakazać detalicznego handlu czystym czarnym węglem, a dopuścić obrót węglem z kilkunastoprocentowym udziałem biomasy typu eko-groszek.
Problem w tym, że łatwiej to opisać niż zrealizować. Przeraża mnie myśl o lotnych brygadach energetycznych policjantów kontrolujących składy opału i ściągających nielegalnych sprzedawców nielegalnego czarnego węgla. Pamiętajmy, że w Polsce węgiel to ok. 20% w bilansie energii końcowej, czyli ok. 40% w cieple. Jeśli wyłączymy węgiel z obowiązku zazieleniania, pozostałe postacie energii będą droższe i całe indywidualne ogrzewnictwo przerzuci się na węgiel.
Rozwiązaniem byłby wysoki podatek węglowy, ale oznacza znaczny wzrost kosztu funkcjonowania gospodarki, a w następstwie rezygnację z tej formy użytkowania węgla.
Kolejny dylemat dotyczy charakteru rynku energii z OZE. Czy powinien być on rynkiem lokalnym, tak jak dotychczas, czy też winien być rynkiem paneuropejskim, tak jak inne rynki EU, zgodnie z ogólną tendencją, a w zasadzie zasadą. Niestety zasada ta jest łatwiejsza do zastosowania przez bogatych. System ogólnoeuropejski wymagałby wprowadzenia mechanizmu rekompensaty, jeśli okazałoby się, że bez niego główny ciężar ponosiłyby państwa biedniejsze. System wymagałby zastąpienia obowiązku fizycznego - certyfikacyjnym wyznaczonym w jednostkach fizycznych (toe/ kWh lub tCO2) z prawem do zakupu certyfikatów na dowolnym rynku europejskim przez lokalne giełdy energii.
Nie znam żadnej solidnej analizy takiego systemu. Być może wykazałaby ona, że to rozwiązanie byłoby korzystne zarówno dla EU-12 (inwestycje), jak i EU-15 (tańsza zielona energia), a na pewno dla EU-27, dzięki paneuropejskiej optymalizacji kosztów. Warto taką analizę przeprowadzić, najlepiej na skalę europejskie (z inicjatywy Polski).
Sugerowane rozwiązanie - europejski zielony certyfikat, mogłoby doprowadzić do ukształtowania się lokalnych (np. regionalnych) Specialities de la Maison.
Moje sugestie idą dalej. Sugerowałbym rozdzielenie certyfikatów na inwestycje (dla tych źródeł, w których barierą jest koszt inwestycyjny, np. farmy wiatrowe) i eksploatacyjne (dla tych, w których barierą jest koszt eksploatacji).
Certyfikaty inwestycyjne byłyby substytutem systemu feed-in-tariff i byłyby przyznawane na krótki okres post inwestycyjny. Prawa emisyjne można by przyznawać w trybie aukcyjnym, gdzie głównym kryterium byłaby długość okresu prawa do emisji. Zwyciężaliby oczekujący najkrótszego okresu wsparcia.
Najważniejszym problemem do rozwiązania jest sposób ustalania opłaty zastępczej (paneuropejskiej bazy odniesienia). Wydaje się, że opłata ta nie mogłaby być regulowana lokalnie, gdyż powinna być w miarę, jak nie całkiem, jednolita. Z drugiej strony, jeśli zauważyć, że obowiązek OZE jest nakładany przez EU na Państwa Członkowskie to opłata ta jest niczym innym jak ceną ofiarowaną przez te kraje za wywiązanie się z obowiązku. Oczywiście, jak w przypadku innych obowiązków, cenę tę płaci obywatel.
