Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  wnp.pl (Łukasz Stępniak)  |  2010-06-04

Europejski Kongres Gospodarczy: Polska prezydencja powinna zacierać podziały w UE

Na temat priorytetów polskiej prezydencji w UE w 2011 r., przygotowań do przejęcia przewodnictwa, a także tego, w jaki sposób nasz kraj może osiągnąć cele prezydencji rozmawiali eksperci i politycy w czasie panelu dyskusyjnego "Priorytety polskiej prezydencji w Unii Europejskiej", który odbył się pod czas II Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2010.

Według Jacka Kucharczyka, prezesa zarządu Instytutu Spraw Publicznych przed rozpoczęciem dyskusji o priorytetach polskiej prezydencji w UE należy zastanowić się nad celami, które Polska może i chce w tym okresie zrealizować. - Te cele powinny wyznaczyć nasze myślenie o priorytetach. Moim zdaniem nadrzędnym celem prezydencji powinno być umocnienie pozycji naszego kraju w UE. Pokazanie, że jesteśmy ważnym krajem, który sprawnie wypełnia swoje obowiązki, który ma swoją wizję wspólnoty i myśli właśnie w kategoriach wspólnych interesów całej UE – mówił Jacek Kucharczyk.

Według niego nie powinnyśmy się skupiać na tym, co Polska może ugrać na przewodniczeniu UE. - W naszym interesie jest pokazanie, że jesteśmy graczem zespołowym, że ważne są dla nas sprawy całej Wspólnoty – wyjaśniał prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych.

Z tego wynika inna kwestia. - Polska prezydencja będzie prezydencją największego kraju z nowoprzyjętych do Wspólnoty. I szczególnie po prezydencji czeskiej, która nie poradziła sobie z tym wyzwaniem ważne jest aby Polska pokazała, że nowe kraje członkowskie też mogą dać sobie radę z prezydencją. Powinniśmy mieć także ambicję pokazania, że podział na kraje Starej i Nowej UE powinien przejść już do historii, a to co w tej chwili mamy to jedna UE – apelował w mowie rozpoczynającej panel dyskusyjny Jacek Kucharczyk.

Dodał jednocześnie, że ważne jest także pokazanie Polakom, że UE to nie tylko miejsce z którego płyną pieniądze, ale to także wspólna sporawa, to wspólna organizacja, której przyszłość zależy także od naszych decyzji i działań. Prezydencja to szansa na to aby dać Polakom pewne poczucie podmiotowości w UE tego, że mają wpływ na to co dzieje się wewnątrz Wspólnoty.

Zdaniem prezesa IPP gdyby Polsce udało się zrealizować te cele to nie tylko mogłaby ona „popchnąć” wiele spraw w ramach UE, ale także umocnić proeuropejskie postawy w Polsce.

Według Jacka Kucharczyka należy mówić o trzech wymiarach polskiej prezydencji politycznym, organizacyjnym i społecznym. - Wymiar polityczny dotyczy przede wszystkim implementacji założeń Traktatu Lizbońskiego, który wprowadza nowe instytucje: przewodniczącego Rady Europejskiej oraz wysokiego komisarza do spraw stosunków zewnętrznych, dla Polski jest istotna także nowa funkcja komisarza ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa. Współpraca z tymi trzema osobami będzie kluczowa dla realizacji priorytetów naszej prezydencji i tego czy będzie ona sukcesem czy porażką.

Zdaniem eksperta Polska ma do wyboru dwa modele sprawowania prezydencji. - Pierwszy to model „zachowawczy”, który chcieli realizować np. Hiszpanie, czyli udawali, że pomimo wprowadzenia Traktatu nic się nie stało, to jak się okazało nie najlepszy pomysł. Drugi model być może zostanie zastosowany przez prezydencję belgijską, która będzie chciała schować się za te trzy nowe instytucje – tłumaczył prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych.

Według Kucharczyka bardzo interesująca będzie także prezydencja węgierska. - Pytanie brzmi jaki model zostanie wybrany w tym wypadku? Z wypowiedzi ekspertów wynika, że będzie on bliższy modelowi prezydencji belgijskiej, a sami Węgrzy będą starali się „przeżyć i nic nie zawalić”.

Według niego potrzebna będzie świadoma decyzja polityczna jaki model chce realizować Polska. - Moim zdaniem nasze władze powinny uznać ramy wyznaczone Traktatem i nie próbować zbyt mocno ich rozpychać. Poza tym powinniśmy pokazać, że sprzyjamy implementacji założeń traktatowych i dopiero w tym kontekście rozmawiać o celach i założeniach prezydencji. Działania Polski powinny być bardzo świadomie prowadzone w nowych ramach instytucjonalnych. To być może jest ważniejsze niż to czy uda nam się zrealizować 3 czy 4 priorytety – tłumaczył Jacek Kucharczyk.

Podkreślił jednocześnie, że niezwykle istotne w polskiej prezydencji będzie określenie roli premiera, który dotychczas pełnił bardzo ważną rolę i przewodniczył Radzie Unii, teraz te zadania przejął przewodniczący Herman van Rompuy. Według Kucharczyka premier powinien budować jak najlepsze relacje z przewodniczącym.

Według Kucharczyka na przyszłe priorytety naszej prezydencji należy spojrzeć pod kątem bardzo praktycznym. – Warto wybrać takie priorytety, w przypadku których sukces jest możliwy do osiągnięcia, abyśmy mieli się czym pochwalić. Nie ma sensu postawić na super ambitne cele, których nie będziemy w stanie zrealizować. Jak twierdzi część ekspertów - 85 proc. agendy prezydencji jest „wyliczone”, 10 proc. to wydarzenia nadzwyczajne, do których trzeba się solidnie przygotować. Warto przypomnieć, że ukraińsko-rosyjski kryzys gazowy, a także wojna w Gazie niemal wykoleiły czeską prezydencję. Pozostałe 5 proc. to miejsce na własne priorytety i pomysły.

W przypadku Polski wymienia się pięć obszarów, w ramach których mają zostać sformułowane priorytety naszej prezydencji. Pierwszy to są stosunki ze wschodem czyli tzw. Partnerstwo Wschodnie, chodzi tu nie tylko o Ukrainę, ale także o Rosję. Drugi obszar to pogłębienie rynku wewnętrznego, trzeci priorytet to energetyka i klimat, czwarty to wspólna polityka bezpieczeństwa i obrony, ostatnią kwestią jest kapitał intelektualny, który ma pokazać, że Polska ma coś do powiedzenia w sprawie przyszłości i innowacyjności UE.

Zdaniem prezesa zarządu Instytutu Spraw Publicznych niezwykle istotną kwestią w przypadku przygotowań do prezydencji są planowane na 2011 r. wybory parlamentarne w Polsce. - Wiadomo jak fatalnie wpłynęło obalenie rządu na skuteczność i postrzeganie prezydencji czeskiej. Na pewno niczym dobrym nie będzie nałożenie się na okres prezydencji kampanii przedwyborczej. Sensownych rozwiązań tego problemu nie ma wiele, ponieważ nawet przyspieszone wybory w sytuacji gdy przygotowania są mocno zaawansowane nie są najlepszym rozwiązaniem. Rozważałbym połączenie wyborów parlamentarnych i samorządowych ale nie sądzę aby była taka wola polityczna – wyjaśnił Jacek Kucharczyk.

Według Dariusza Rosatiego, były europosła i ministra spraw zagranicznych najlepszym i jedynym terminem wyborów parlamentarnych będzie wiosna 2011. - Próby przesuwania wyborów na termin po prezydencji byłaby co oczywiste niezgodna z Konstytucją.

Dużym wyzwaniem dla polskiej prezydencji jest brak doświadczeń naszej administracji w realizowaniu prezydencji. Jak stwierdzili czescy eksperci „przygotowanym na sprawowanie prezydencji jest się już po jej zakończeniu”. Przygotowania trwają, obecnie szkolonych jest ok. 1,2 tys. urzędników, którzy mają obsługiwać i koordynować cały proces.

Według Jacka Kucharczyka prezydencja jest szansą na ukształtowanie nowego wizerunku Polski, a powinien to być wizerunek sprawnego negocjatora, oraz kraju który myśli o interesach UE. - To także okazja do zaprezentowania na forum europejskim potencjału gospodarczego, kulturalnego i turystycznego naszego kraju – mówił prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych. W związku z tym powstała koncepcja regionalizacji prezydencji, część spotkań odbędzie się w różnych regionach Polski, obecnie na liście są m.in.: Gdańsk, Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Rzeszów, Sopot, Toruń, Bydgoszcz, Warszawa i Wrocław. Prowadzone są także rozmowy o dużych imprezach kulturalnych w ramach prezydencji.

Według ekspertów przed i w trakcie prezydencji ważna będzie kampania informacyjno edukacyjna dla społeczeństwa polskiego i unijnego.

Zaplanowany budżet polskiej prezydencji wynosi 430 mln zł, w tym największa kwota przypada na rok 2011, na rok 2012 przeznaczona jest kwota 14 mln zł. Pieniądze te przeznaczone są na szkolenia, organizację i obsługę spotkań oraz promocję.

Według Dariusza Rosatiego, byłego europosła i ministra spraw zagranicznych priorytety ogłoszone przez polski rząd związane z naszą prezydencją nie są kontrowersyjne. – Na nasze priorytety trzeba patrzeć jako na pewien proces ze świadomością, że może się ich nie zakończyć w czasie sześciu miesięcy polskiej prezydencji, ale w tym czasie ich realizacja może zostać znacznie przyspieszona. Dotyczy to takich spraw jak Partnerstwo Wschodnie, czy bezpieczeństwo energetyczne. W ciągu sześciu miesięcy trudno zrealizować coś od początku do końca - zaznaczył Rosati.

Według byłego ministra z takiego postrzegania prezydencji wynika kilka sugestii, dotyczących tego jak postępować. – Po pierwsze jeśli chodzi o realizację priorytetów prezydencji to należy rozpocząć wprowadzanie ich w życie już w tej chwili. Powinnyśmy wraz z prezydencjami, które nas poprzedzają, czyli belgijską i węgierską starać się uzgadniać pewne inicjatywy nawiązujące do tego co chcielibyśmy zrobić w czasie naszej prezydencji. Chodzi o to, aby mieć dłuższy okres na realizację czy dojrzewanie pewnych inicjatyw.

- Warto także, rozpocząć przygotowywać określone rozwiązania instytucjonalne w uzgodnieniu z największymi krajami UE takimi jak Niemcy i Francja. Nie wszystkie polskie priorytety na 2011 r. mogą zyskać jednakową wagę, jednak z całą pewnością część z propozycji będzie łatwiej zrealizować przy wsparciu największych krajów – dodaje Dariusz Rosati.

Według byłego europosła powinniśmy najważniejsze kwestie związane z naszą prezydencją przedyskutować z przedstawicielami władz krajów naszego regionu. - Jest wiele spraw, które nas łączy w tym m.in. budżet na lata 2014-20, w tym zachowanie dużego udziału polityki spójności. Poza tym są kwestie solidarności w polityce energetycznej, a także sprawy Partnerstwa Wschodniego. To są kwestie w których możemy zyskać poparcie naszych sąsiadów już w tej chwili w związku z czym w okresie naszej prezydencji będzie można te kwestie posunąć znacznie dalej i znacznie łatwiej będzie można to zrobić. Być może nawet do etapu przygotowanych dokumentów – tłumaczył w trakcie dyskusji były minister.

Jak zaznaczyły Dariusz Rosati w trakcie naszej prezydencji powinniśmy podkreślać, że zależy nam na realizacji celów o charakterze ogólnoeuropejskim. - Polska powinna dążyć do wzmocnienia zasady solidarności jako fundamentalnej zasady funkcjonowania wspólnoty i to nie tylko w wybranych dziedzinach np. sprawach energii, ale we wszystkich wymiarach działalności UE. To jest sprawa, o której powinniśmy mówić i będzie ona odbierana jako istotna dla wielu krajów UE. Zasada solidarności jest o tyle istotna, że Unia jest w dość trudnym czasie, w którym musi zmagać się z egoizmami narodowymi i to właśnie solidarność jest rozwiązaniem tego problemu – wyjaśniał były europoseł.

I dodał: - Polska powinna także odpowiedzieć sobie na pytanie, czy w obliczu tych wszystkich wyzwań w tym kryzysu, z którym się borykamy, odpowiedzią jest mniej czy więcej integracji wewnątrz UE. Polska powinna stanąć na stanowisku, że potrzebne jest pogłębienie i umocnienie integracji. Moim zdaniem niezwykle ważne jest uzupełnienie naszych priorytetów narodowych o wymiar europejski, to pozwoli osiągnąć jeden z głównych celów czyli przekonać naszych partnerów że Polska poczuwa się do współodpowiedzialności za Wspólnotę.

Według Macieja Stańczuka, prezesa zarządu WestLB Bank Polska SA w związku z największym kryzysem z jakim UE miała dotychczas do czynienia, Polskę stać na sformułowanie bardziej ambitnych celów związanych z prezydencją w UE.

- Odpowiedzią na pytanie dotyczące tego, co trzeba zrobić żeby Unia funkcjonowała w sposób zrównoważony w dłuższej perspektywie jest „pakt stabilizacji i rozwoju”. Problem w tym, że założenia paktu nie były przestrzegane nawet przez najważniejsze kraje UE. Polityka ekonomiczna w UE powinna być prowadzona przez państwa, których wiarygodność jest duża. Moim zdaniem obecnie wiarygodność krajów UE, które starają się reformować projekt europejski jest niewielka. Jednego dnia władze tych krajów ogłaszają, że ratują UE, a następnego dnia zmuszają szefa EBC do zakupu greckich obligacji. To obniża wiarygodność nawet najlepszych pomysłów dotyczących na ratowanie unijnej gospodarki – tłumaczył w czasie dyskusji Maciej Stańczuk.

Zdaniem prezesa zarządu WestLB Bank powinnyśmy wykorzystać brak zaufania i wiarygodności rynków finansowych w stosunku do ogłaszających potężne programy reformatorskie polityków w UE. - Polska ze swoimi doświadczeniami z ostatniego 20-lecia jest jak najbardziej predestynowana aby wystąpić jako orędownik zaostrzenia polityki finansowej krajów UE. Kryzys wiarygodności UE powinien stać się jednym z kwestii, którymi powinna się zająć Polska w czasie swojej prezydencji.

Według Macieja Stańczuka, warto jednak wspierać działania reformatorskie największych członków UE ponieważ może się to przełożyć na pomniejsze korzyści dla Polski. - W niektórych krajach Europy mamy klimat bardzo sprzyjający naszym postulatom konsolidacji finansów publicznych, co jest przecież w naszym interesie. Tak dzieje się m.in. w Niemczech, gdzie np. kilku dziennikarzy usiadło i znalazło w ciągu kilku dni przykłady 111 najbzdurniejszych subwencji na kwotę prawie 40 mld euro, których likwidacja nie zrobi nikomu nic złego. To pokazuje, że takie działania są w naszym szeroko pojętym interesie i wspierając Niemcy zyskamy ich wsparcie w innych ważnych dla nas kwestiach takich jak polityka rolna czy pakiet klimatyczny.

Maciej Stańczuk stwierdził, że nie rozumie polskiego „zapatrzenia” na wschód. - Nasze cele strategiczne leżą zdecydowanie na Zachodzie, a Wschód w polskiej gospodarce nie odgrywa większego znaczenia – stwierdził prezes i dodał: - Być może kraje za wschodnią granicą Polski są ważne z politycznego punktu widzenia. Jednak z punktu widzenia gospodarczego nie mają takiego znaczenia. Na palcach jednej ręki można policzyć firmy, którym udał się np. biznes na Ukrainie. Większość prób inwestowania na wschodzie zakończyła się porażkami. Jest to rynek obcy nam kulturowo, o bardzo niskiej moralności płatniczej. O wiele łatwiej robić jest interesy na Białorusi, gdzie wszelkich ograniczeń jest o wiele mniej.

Innego zdania w przypadku kwestii wschodnich i Ukrainy był Dariusz Rosati, były europoseł i minister spraw zagranicznych, który zaznaczył, że należy wyraźnie rozdzielić dwie sprawy, czyli trudne warunki prowadzenia biznesu na terenie Ukrainy i kwestie bezpieczeństwa politycznego. - Jesteśmy na wschodnich rubieżach UE, i graniczymy z państwami o nie do końca ugruntowanej demokracji. Ideą „Partnerstwa Wschodniego” jest umacnianie reform demokratycznych i prorynkowych w krajach za naszą wschodnią granicą. Warunki do prowadzenia biznesu przyjdą później. Druga kwestia to wymiar bezpieczeństwa, chodzi o to aby od strony wschodu zagrożenie dla Polski było jak najmniejsze.

Według Jacka Kucharczyka jeżeli Polska nie posunie do przodu kwestii „Partnerstwa Wschodniego” to nikt inny tego w UE nie zrobi. - Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że relacje z Rosją przestają być postrzegane przez naszych zachodnich partnerów jako rodzaj naszej obsesji. Ostatnie wybory w Niemczech i Czechach mogą wskazywać, że ich polityka będzie z polskimi priorytetami dość zbieżna. Nie wygląda to źle.

Dariusz Rosati odniósł się w swoich wystąpieniu do priorytetów związanych z energetyką i klimatem. - Nie jestem specjalistę od polityki energetycznej, jednak trzeba mieć świadomość, że działalność samej UE w dążeniu do poprawy sytuacji klimatycznej bez udziału największych państw na świecie przyniesie, delikatnie mówiąc ograniczone skutki. Powstaje więc pytanie o relację kosztów do osiąganych efektów. Europa powinna być gotowa do podjęcia pewnych działań, jednak pod warunkiem, że będzie to wysiłek ogólnoświatowy – mówił były europoseł.

Według byłego ministra koszty dostosowania do nowych technologii i spełnienia wymogów ochrony klimatu są w UE rozłożone wybitnie nierównomiernie. I z całą pewnością Polska przegapiła moment kiedy rodził się temat ochrony klimatu i zbyt pochopnie później zgodziła się w 2007 r. na dokument ustanawiający cel redukcji emisji 3 x 20. Co obecnie stawia nasz kraj w bardzo trudnej sytuacji.

- Muszę przyznać, że dość długo odnosiłem się sceptycznie do priorytetu naszej prezydencji w 2011 r. pod hasłem „Energia i ochrona klimatu” przypuszczam, że chodzi tu o dość specyficzne podejście naszych władz do tego tematu, rodzaj „perwersyjnej zemsty”. Rząd mówiąc o priorytecie w zakresie klimatu chce prawdopodobnie, akurat w tej sprawie występować w roli hamulcowego. Czyli do realizacji wyznaczonego celu przy zupełnie innym i dążyć do tego przy zupełnie innym rozłożeniu kosztów. Nie może być tak, że kraje Europy zachodniej, czy USA zatruły atmosferę, natomiast w okresie, w którym należy w końcu posprzątać to koszty ponosimy my – wyjaśnił Dariusz Rosati.

Debatę na temat priorytetów polskiej prezydencji w UE podsumował Jacek Kucharczyk, prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych. - Gdy obserwuję polskie przygotowania do prezydencji to widzę, że polskie władze mają świadomość, że nadchodząca prezydencja to wielkie wyzwanie, że potrzebna jest debata publiczna, aby zbudować szerokie poparcie dla naszych celów naszej prezydencji. Robimy więc wszystko co trzeba aby dać sobie jak największe szanse na sukces – uważa prezes.

Według Jacka Kucharczyka należy pamiętać aby nie myśleć o polskiej prezydencji w sposób egoistyczny, że stojąc przez sześć miesięcy na czele UE będziemy mogli załatwić wszystkie nasze sprawy.

- Polskie władze powinny sformułować takie priorytety, przy realizacji, których byśmy mogli odnieść sukces, nie warto zaś ustalać ambitnych celów, na których polegniemy – zakończył prezes zarządu Instytutu Spraw Publicznych.

Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012