Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012
Autor:  Jerzy Dudała  |  2010-06-23

Janusz Lewandowski: Uczymy się kryzysu

Wszystkie państwa zaciskają pasa, a zatem będą też mniej produktów importować z Polski - mówi Janusz Lewandowski, unijny komisarz do spraw budżetu.

- Czy grecki kryzys może mieć istotny wpływ na sytuację Polski?

- Sam kryzys grecki wprost nie rodzi zagrożeń. Natomiast jeżeli ta choroba niezdolności do obsługi własnych zobowiązań rozszerzy się na inne kraje, to wówczas możemy mieć do czynienia z efektem kuli śnieżnej.

- Należy się przede wszystkim obawiać o sytuację Hiszpanii?

- Nie ma krajów zupełnie niezagrożonych, choćby z uwagi na wielkie programy pomocowe, z jakimi mieliśmy do czynienia w krajach Unii. Wśród krajów z problemami są również kraje iberyjskie. Powstał jednolity front obrony euro, gdyż chodziło już nie tylko o sytuację Grecji, ale też właśnie Hiszpanii, Portugalii czy Belgii. Chodzi o fundusz stabilizacyjny 750 mld euro wirtualnego pieniądza. To system pewnej asekuracji. Natomiast do Grecji płynie realny pieniądz. Grecja jako jedyny kraj poprosiła o pomoc.

- Jak te wydarzenia w Grecji mogą wpłynąć na polską prezydencję w Unii Europejskiej przypadającą na rok 2011?

- Mam nadzieję, że ten efekt kuli śnieżnej został powstrzymany i że ograniczy się ta sytuacja do Grecji. Choć trzeba pamiętać, że wszystkie państwa zaciskają pasa, a zatem będą też mniej produktów importować z Polski. Te gospodarki będą mniej chłonne na nasze wyroby. Tyle że z kolei Polska eksportuje głównie na rynek niemiecki, a nie grecki czy portugalski. Sądzę, że polska prezydencja powinna się skoncentrować na kwestiach związanych z Pakietem klimatycznym oraz na kwestiach finansowych. Liczę, że to się będzie odbywać już w bardziej sprzyjającym i lepszym klimacie.

- Czy powinniśmy się spieszyć do strefy euro?

- Opłaca się nam przyspieszać tempo działań związanych z wejściem do klubu, gdzie panują dobre obyczaje. Zamierzamy należeć do strefy euro już naprawionej, a ona jest właśnie teraz w fazie naprawy. Kryteria wejścia zostaną zaostrzone i dobrze, bo też w naszym interesie jest, by strefa euro była na mocnych fundamentach.

- Wspominał pan ostatnio wielokrotnie, że Unia była budowana na dobry czas i nie jest przygotowana do takiej sytuacji, z jaką mamy do czynienia w przypadku Grecji.

- Okazało się, że Unia Europejska nie jest przedsięwzięciem przygotowanym i gotowym na kryzys. Pierwszą lekcją nieposiadania mechanizmu antykryzysowego przez Unię było odcięcie gazu przez Rosję. Obecnie Unia uczy się określonych zachowań, patrzy na nowo, gdzie są wady, a gdzie zalety. Mamy projekt wykraczający poza nieprzestrzegane zasady paktu stabilizacji i wzrostu. Mam na myśli kierunek, w którym zakłada się kontrolę budżetów narodowych, statystyki narodowe mają być dokładniej weryfikowane. Analizie poddany zostałby nie tylko poziom deficytu poszczególnych krajów, ale też jego przyczyny.

- To się nie spotka z przychylnością poszczególnych krajów.

- Na pewno to nie będzie popularne, to się będzie bowiem kojarzyło z ingerowaniem Unii. Ale nie ma innego wyjścia. Zresztą same reguły nie są złe. Zło tkwi w tym, że te reguły nie były przestrzegane. Niedotrzymywanie tych reguł przyniosło określone konsekwencje, jak to mamy w przypadku Grecji.

- W samej Grecji słychać liczne głosy zwątpienia, że trudno będzie sobie poradzić z kryzysem, że problemem jest między innymi korupcja...

- Grecja zdaje przede wszystkim egzamin sama przed sobą. Rzeczą greckich polityków jest mówić prawdę. Nawet gdyby ta prawda była niepopularna.

- Sądzi pan, że Grecja sobie poradzi ze stojącymi przed nią problemami?

- Jestem tu umiarkowanym pesymistą. Konieczne rozwiązania i działania, jakie trzeba będzie podjąć, pozostają w opozycji do przyzwyczajeń społeczeństwa greckiego. W Grecji był element życia ponad stan. A przecież Grecy będą musieli wprowadzić trudny program oszczędnościowy. Schładzanie przez to greckiej gospodarki nie będzie łatwe do zaakceptowania przez samych Greków. Trzeba pamiętać, że czas oszczędności nie będzie sprzyjający dla dynamicznego rozwoju gospodarek. W czasie kryzysu lat 2008-09 wydano wielkie pieniądze na programy antykryzysowe, które przełożyły się między innymi na sztuczne utrzymanie poziomu zatrudnienia w wielu gałęziach gospodarki.
Materiał wydrukowany z portalu www.wnp.pl. © Polskie Towarzystwo Wspierania Przedsiębiorczości 1997-2012