Kopalnia pod Myszkowem coraz bliżej
W Polsce metale rzadkie występują w minimalnych ilościach razem z miedzią na Dolnym Śląsku. Od lat 90. XX w. wiadomo też o rudach molibdenu i wolframu na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej - przypomina częstochowski dodatek "Gazety Wyborczej".
Państwowy Instytut Geologiczny wykonał wówczas kilka wierceń w Będuszu koło Myszkowa. Nie zdołał jednak udokumentować złoża, czyli potwierdzić takiego nagromadzenia minerałów, które pozwalałoby na opłacalną eksploatację. Na dalsze badania zabrakło pieniędzy.
Jesienią ub. roku poszukiwaniem złóż zainteresowała się Śląsko-Krakowska Kompania Górnictwa Metali, która złożyła wniosek do Ministerstwa Środowiska o pięcioletnią koncesję. - We wtorek ją otrzymała - poinformował rzecznik prasowy resortu Sławomir Mazurek.
Kompania jest zarejestrowaną pod Wawelem firmą, należącą do dużego, australijskiego koncernu wydobywczego Marathon Resources. Na odległym kontynencie kopie on - przede wszystkim odkrywkowo - rudy metali kolorowych. Marathon musi mieć pokaźną wiedzę o polskich kopalinach, gdyż dyrektorem firmy jest polski naukowiec dr Wiesław Bogacz. Ukończył geologię w Akademii Górniczo-Hutniczej, z czasem wyemigrował do Australii - czytamy w "Gazecie".
Z zainteresowania firmy z antypodów cieszy się starosta myszkowski Ryszard Chachulski. - Wprawdzie wiercenia poszukiwawcze to jeszcze nie kopalnia, ale jeśli potwierdzą, że wydobycie jest opłacalne - pojawi się olbrzymia szansa na rozwój regionu - powiedział.
Australijczycy chcą wykonać w ciągu czterech lat 12 odwiertów na głębokość ok. 1200 m. Na początek w Będuszu, a potem także w gminach Myszków, Żarki, Poraj, Koziegłowy i Niegowa. Prace mają pochłonąć ok. 20 mln zł rocznie.