Skąd absurdy i bariery w budownictwie?
wnp.pl (Piotr Stefaniak) - 13-01-2010 14:10
Ile powinno być państwa w procesie budowlanym, aby je usprawnić i tym samym obniżyć koszty, czyje interesy ma ono chronić, jaka ma być struktura nadzoru budowlanego – to główne wątki rozpoczętej dziś konferencji „Inwestorski tor przeszkód”.
Jej organizatorem jest redakcja "The Varsaw Voice", a patronami medialnymi – miesięcznik "Nowy Przemysł" i portal wnp.pl.
Dopiero 3 grudnia 2009 r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał ostateczny wyrok, w wyniku którego uprawomocniło się trzecie pozwolenie na budowę pewnego apartamentowca w Poznaniu. Od trzech lat był on bowiem wznoszony w oparciu o trzy różne decyzje. To jeden z wielu przykładów, jak istotne i dotkliwe mogą być absurdalność przepisów i nieprawidłowe postępowanie urzędów. Najbardziej frustrujące inwestorów bariery są niczym nieuzasadnione. Np. nawet drobna skarga na decyzje miejskiego konserwatora zabytków jest rozpatrywana nie przez wojewódzkiego konserwatora zabytków, lecz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Resort ten, ze względu na małą liczbę urzędników, decyzje w takich sprawach wydaje zwykle po 6 miesiącach.
- W krajach europejskich nie ma jednego modelu funkcjonowania organów nadzoru budowlanego i zasad kontroli procesów inwestycyjnych – mówiła Anna Macińska, dyrektor w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego.
Z jej informacji wynikało, że różnie określone są obowiązki i prawa uczestników procesu budowlanego, ochrony interesu publicznego i osób trzecich w procesie inwestycyjno-budowlanym, tryb postępowania, a nawet stosunek do samowoli budowlanej. W kilku krajach wymóg uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę jest jednak znacznie prostszy, niż u nas i zależy albo od powierzchni obiektu (np. we Francji – pow. 170 m kw.) lub charakteru obiektu i małego ryzyka techniczno-eksploatacyjnego (w Szkocji nie trzeba mieć pozwolenia na budowę budynków gospodarczych). Różnie jest też rozwiązana sprawa odpłatności za kontrole.
Zdaniem prof. Michała Kuleszy (Uniwersytet Warszawski), rozwój administracji postępuje w tym kierunku, że nadzór budowlany przestał być partnerem w procesie inwestycyjnym, a stał jedynie operatorem i „kontrolerem” przestrzegania przepisów prawa przez uczestników tego procesu. Dlatego całkiem realna staje się koncepcja urynkowienia nadzoru budowlanego, czyli tworzenia komercyjnych podmiotów, świadczących usługi kontrolne na rzecz jednostek samorządu terytorialnego. Natomiast o ład przestrzenny i koncepcje rozwoju odpowiadają politycznie władze samorządu, które opracowują miejscowe plany zagospodarowania terenu, a które z kolei wiążą m.in. nadzór budowlany w sprawowaniu kontroli nad realizacją zadania inwestycyjnego.
Jak powiedział Jerzy Kotowski z Mazowieckiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, „udział” państwa w procesie inwestycyjnym określany jest w istocie przez polityków, którzy opracowują i przyjmują przepisy. Nawet rządowy projekt nowelizacji Prawa budowlanego, który był konsultowany ze stroną społeczną, ostatecznie zmienili parlamentarzyści i przyjęli w kształcie zgłoszonym przez nich samych. Zdaniem Jacka Millera, partnera zarządzającego kancelarii Miiler i Partnerzy, barierą w procesach inwestycyjnych jest brak spójności przepisów oraz jednolitej wykładni procedowania prawa co sprawia, że interpretacja przepisów zależy także od „widzimisię” urzędników.
Dopiero 3 grudnia 2009 r. Naczelny Sąd Administracyjny wydał ostateczny wyrok, w wyniku którego uprawomocniło się trzecie pozwolenie na budowę pewnego apartamentowca w Poznaniu. Od trzech lat był on bowiem wznoszony w oparciu o trzy różne decyzje. To jeden z wielu przykładów, jak istotne i dotkliwe mogą być absurdalność przepisów i nieprawidłowe postępowanie urzędów. Najbardziej frustrujące inwestorów bariery są niczym nieuzasadnione. Np. nawet drobna skarga na decyzje miejskiego konserwatora zabytków jest rozpatrywana nie przez wojewódzkiego konserwatora zabytków, lecz ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Resort ten, ze względu na małą liczbę urzędników, decyzje w takich sprawach wydaje zwykle po 6 miesiącach.
- W krajach europejskich nie ma jednego modelu funkcjonowania organów nadzoru budowlanego i zasad kontroli procesów inwestycyjnych – mówiła Anna Macińska, dyrektor w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego.
Z jej informacji wynikało, że różnie określone są obowiązki i prawa uczestników procesu budowlanego, ochrony interesu publicznego i osób trzecich w procesie inwestycyjno-budowlanym, tryb postępowania, a nawet stosunek do samowoli budowlanej. W kilku krajach wymóg uzyskania decyzji o pozwoleniu na budowę jest jednak znacznie prostszy, niż u nas i zależy albo od powierzchni obiektu (np. we Francji – pow. 170 m kw.) lub charakteru obiektu i małego ryzyka techniczno-eksploatacyjnego (w Szkocji nie trzeba mieć pozwolenia na budowę budynków gospodarczych). Różnie jest też rozwiązana sprawa odpłatności za kontrole.
Zdaniem prof. Michała Kuleszy (Uniwersytet Warszawski), rozwój administracji postępuje w tym kierunku, że nadzór budowlany przestał być partnerem w procesie inwestycyjnym, a stał jedynie operatorem i „kontrolerem” przestrzegania przepisów prawa przez uczestników tego procesu. Dlatego całkiem realna staje się koncepcja urynkowienia nadzoru budowlanego, czyli tworzenia komercyjnych podmiotów, świadczących usługi kontrolne na rzecz jednostek samorządu terytorialnego. Natomiast o ład przestrzenny i koncepcje rozwoju odpowiadają politycznie władze samorządu, które opracowują miejscowe plany zagospodarowania terenu, a które z kolei wiążą m.in. nadzór budowlany w sprawowaniu kontroli nad realizacją zadania inwestycyjnego.
Jak powiedział Jerzy Kotowski z Mazowieckiej Okręgowej Izby Inżynierów Budownictwa, „udział” państwa w procesie inwestycyjnym określany jest w istocie przez polityków, którzy opracowują i przyjmują przepisy. Nawet rządowy projekt nowelizacji Prawa budowlanego, który był konsultowany ze stroną społeczną, ostatecznie zmienili parlamentarzyści i przyjęli w kształcie zgłoszonym przez nich samych. Zdaniem Jacka Millera, partnera zarządzającego kancelarii Miiler i Partnerzy, barierą w procesach inwestycyjnych jest brak spójności przepisów oraz jednolitej wykładni procedowania prawa co sprawia, że interpretacja przepisów zależy także od „widzimisię” urzędników.