REKLAMA

Poseł PO Stanisław Gawłowski zrzekł się immunitetu

  • Autor: PAP/JS
  • 23 stycznia 2018 16:02
Poseł PO Stanisław Gawłowski zrzekł się immunitetu W sytuacji, gdy Gawłowski - zachodniopomorski poseł PO i sekretarz generalny Platformy - sam zrzekł się immunitetu, jego pismo w tej sprawie - które, jak poinformował, już złożył - skierowane zostanie do sejmowej komisji regulaminowej, by wydała opinię, czy jest ono poprawne pod względem formalnym (fot. facebook)

Poseł PO Stanisław Gawłowski poinformował, że zrzekł się immunitetu. Przekonywał, że stawiane mu przez prokuraturę zarzuty, są "w całości bezpodstawne". Jestem niewinny - oświadczył polityk Platformy.

  • Prokuratura zamierza postawić Gawłowskiemu zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym.
  • Obrońca posła PO wskazywał, że "jeden z pomawiających" Gawłowskiego twierdzi, że wręczanie korzyści majątkowej dla PO miało miejsce w czasie, gdy poseł przebywał na wakacjach.
  • Na początku stycznia Gawłowski mówił, że użyto wobec niego "służb w celach politycznych", a przeszukanie w jego domu miało być "prezentem, dla drugiej osoby w PiS" - ówczesnego wicemarszałka Sejmu, a obecnie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego.

W sytuacji, gdy Gawłowski - zachodniopomorski poseł PO i sekretarz generalny Platformy - sam zrzekł się immunitetu, jego pismo w tej sprawie - które, jak poinformował, już złożył - skierowane zostanie do sejmowej komisji regulaminowej, by wydała opinię, czy jest ono poprawne pod względem formalnym.

Polityk mówił na konferencji prasowej w Sejmie, że wszystkie stawiane mu przez prokuraturę zarzuty są "w całości bezpodstawne". "Jestem niewinny" - oświadczył Gawłowski. Zapewnił, że gotów "stawić się w prokuraturze na każde wezwanie i wyjaśniać wszystkie te wątpliwości, które przy okazji tej sprawy się pojawiły".

Mecenas Roman Giertych, który jest obrońcą Gawłowskiego, ocenił, że jego analiza wniosku prokuratury o zgodę na pociągnięcie Gawłowskiego do odpowiedzialności karnej i zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztu wskazuje, że prokuratura "nie posiada żadnych twardych dowodów dotyczących winy posła Gawłowskiego".

Zdaniem Giertycha wniosek ten zawiera "pomówienia ze strony osób powiązanych z obecnie rządzącą partią", a także "jeden twardy dowód", czyli zdjęcie Gawłowskiego z zegarkiem Tag Heuer, który miał stanowić łapówkę.

Adwokat przedstawił dziennikarzom dowód zakupu tego zegarka; widnieje na nim data 22 listopada 2007 r. "Ten zegarek nie był wpisywany w oświadczenie majątkowe z tego powodu, że jego wartość była niższa niż 10 tys. zł, czyli próg wpisywania do oświadczeń majątkowych nie został w tym przypadku spełniony" - wskazywał obrońca posła. Sekretarz generalny PO zadeklarował z kolei, że nie jest właścicielem żadnego innego zegarka marki Tag Heuer.

Giertych przedstawił także - jak mówił - "powiązania osób pomawiających" Gawłowskiego ze środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości. W tym kontekście wymienił m.in. osobę Krzysztofa B., który zeznał, że w sierpniu 2011 r. przekazywał Gawłowskiemu pieniądze na kampanię wyborczą Platformy Obywatelskiej.

"Ten człowiek był aktywnym działaczem PiS, członkiem tej partii, tak wysoko postawionym, że cała grupa działaczy PiS zwracała się o protekcję do ówczesnego posła, obecnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego w chwili, kiedy prokuratura stawiała temu człowiekowi zarzuty korupcyjne w innych sprawach" - mówił mecenas.

Na potwierdzenie swych słów Giertych zaprezentował list z czerwca 2014 r., w którym pięciu działaczy PiS zwraca się m.in. do Brudzińskiego o "wsparcie i wstawiennictwo" za Krzysztofa B., który - jak napisano - "został pomówiony i potraktowany, jak zwykły przestępca".

"Mamy do czynienia z sytuacją, w której prokuratura każe nam wierzyć, że członek PiS w czasie kampanii wyborczej wpłacał pieniądze na kampanię wyborczą PO, po to - jak twierdzi prokuratura - by zapewnić sobie życzliwość pana posła Gawłowskiego po następnych wyborach" - uznał Giertych. Jego zdaniem Krzysztof B. dzięki "temu pomówieniu" polepszył swoją sytuację procesową.

Adwokat zapowiedział, że będzie chciał wyjaśnić, jakie relacje łączą Joachima Brudzińskiego i Krzysztofa B. Poinformował, że jeszcze we wtorek złoży wniosek do prokuratury prowadzącej tę sprawę o przesłuchanie szefa MSWiA. Giertych chce też wiedzieć, czy Brudziński odpowiedział na list działaczy PiS-u z 2014 r. z "prośbą o protekcję wobec osoby, która pomawiała później posła Gawłowskiego".

"Inne osoby pomawiające, na podstawie których prokuratura skierowała wniosek do Sejmu o uchylenie immunitetu, to są osoby, których nagranie rozmowy znajduje się w jednych z akt sądowych. Okazuje się, że jedna z tych osób jest blisko spokrewniona z prominentnym działaczem i europosłem PiS Ryszardem Legutko i ta okoliczność jest przywoływana, jako nadzieja na to, że po zmianie rządu los tych panów poprawi się, albowiem oni przygotowywali się do odwołania ze strony pana ministra Gawłowskiego, jako nadzorującego instytut, w którym pracowali" - mówił Giertych. Jak dodał na nagraniu osoby te "próbują wymyślić sposób, jak uniknąć odwołania ze strony ministra Gawłowskiego", nie przywołują jednak sytuacji przekazania łapówki politykowi.

Mecenas wskazywał też, że "jeden z pomawiających" Gawłowskiego twierdzi, że wręczanie korzyści majątkowej dla PO miało miejsce w czasie, gdy poseł przebywał na wakacjach.

Adwokat ocenił, że wniosek prokuratury jest "umotywowany w inny sposób, niż prawny". "Uważam, że działanie prokuratury w tym momencie jest absolutnie niezasadne. Kierowanie wniosku do Sejmu - szczególnie o zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie - w moim przekonaniu ociera się o hańbę" - oświadczył. Giertych zaapelował do prokuratury, by wycofała swój wniosek, umożliwiła Gawłowskiemu przedstawienie wszystkich dowodów i złożenie wyjaśnień, a także by "traktowała tę sprawę, jak każdą inną".

Wiceszef PO Borys Budka wskazywał, że reforma prokuratury przeprowadzona przez PiS, wiąże się z jej skrajnym upolitycznieniem. "Stworzono instytucję, na której czele stoi poseł, szef partii politycznej, jednocześnie członek rządu, minister sprawiedliwości i jemu podlegają wszyscy prokuratorzy w Polsce" - wyliczał Budka.

Zdaniem polityka, PiS stworzyło "polityczną prokuraturę" po to, "by uderzać w samorządowców i parlamentarzystów, by próbować zastraszyć tych, którzy są przeciwnikami politycznymi". Budka zaapelował do prokuratorów o "przyzwoitość i o to, by odmawiali wykonywania poleceń, które są niezgodne z prawem". "Podkreślamy rzecz najważniejszą - za każdą decyzją prokuratora kryje się konkretna osoba. Pod każdym aktem oskarżenia, wnioskiem o tymczasowe aresztowanie, czy też innymi pismami procesowymi jest konkretny prokurator" - mówił Budka.

Zaznaczył jednocześnie, że każdy, kto złamie prawo i będzie działał według instrukcji politycznych poniesie konsekwencje. "To tyczy się każdego funkcjonariusza publicznego, a legitymacja partyjna nie będzie w tym przypadku stanowiła żadnej zapory" - dodał.

Do słów Budki odniosła się rzeczniczka PiS Beata Mazurek. "Poseł Budka próbuje grozić i zastraszać prokuratorów wykonujących swoją pracę. Politycy Platformy przyzwyczaili się, że można tak wpływać na organy ścigania. Jeśli Stanisław Gawłowski chce się oczyścić, niech to zrobi przed sądem, a nie chowa się za polityków PO" - napisała na Twitterze.

Prokuratura zamierza postawić Gawłowskiemu zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym. Chodzi o okres kiedy Gawłowski pełnił funkcję sekretarza stanu w ministerstwie środowiska, w rządach PO-PSL. "Obszerny i skrupulatnie zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w związku z pełnioną funkcją przyjął jako łapówki co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce, a także dwa zegarki marki Tag Heuer o łącznej wartości prawie 26 tysięcy złotych. Zarzuty, które prokuratura zamierza ogłosić posłowi, dotyczą również nakłaniania do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych oraz ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej" - mówiła w grudniu rzeczniczka Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik.

W grudniu funkcjonariusze CBA przeszukali warszawskie mieszkanie Gawłowskiego, a dzień później jego dom w Koszalinie.

Na początku stycznia Gawłowski mówił, że użyto wobec niego "służb w celach politycznych", a przeszukanie w jego domu miało być "prezentem, dla drugiej osoby w PiS" - ówczesnego wicemarszałka Sejmu, a obecnie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego. "On nigdy nie wygrał na Pomorzu Zachodnim, stąd ta brutalna akcja, która sprowadza się wyłącznie do bardzo ostrego ataku" - mówił Gawłowski.

Brudziński zapewniał na początku stycznia, że ani razu nie interweniował w sprawie Gawłowskiego.

Na początku stycznia "Fakt" napisał, że prokuratura chce też postawić Gawłowskiemu zarzut przyjmowania łapówek na nielegalne finansowanie kampanii wyborczej w 2011 r.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA