REKLAMA

Centralny Port Komunikacyjnym: Będzie problem ze znalezieniem pracowników

  • wnp.pl
  • Autor: wnp.pl/AT
  • 19 grudnia 2017 10:23
Centralny Port Komunikacyjnym: Będzie problem ze znalezieniem pracowników By otrzymać pracę na lotnisku, trzeba przejść odpowiednią procedurę (fot.pixabay.com)

W Polsce powstanie Centralny Port Komunikacyjny. Plan budowy nowego portu lotniczego potwierdził w expose premier Mateusz Morawiecki. Jednak lotnisko może napotkać wiele problemów. Jednym z nich są pracownicy.

• CPK to kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy, mogą być problemy z ich obsadzeniem.

• Import pracowników może nie wystarczyć.

• Powinniśmy myśleć o tym, jak przygotować własnych. Już powstają kierunkowe klasy w szkołach zawodowych.

Ile osób zatrudnia duże lotnisko? Dziesiątki tysięcy. Największy port lotniczy naszych zachodnich sąsiadów, Frankfurt nad Menem, w 2016 roku dawał pracę 81 tys. ludzi. Z tego, jak wyszczególnia Fraport - spółka, która jest właścicielem i operatorem zarządzającym lotniskiem we Frankfurcie, aż 18 300 osób pracuje wyłącznie dla lotniska. Pozostali obsługują lotniskowe sklepy, hotele i parkingi.

A na przykład JFK - największy port lotniczy Nowego Jorku - zatrudnia 37 tys. osób. I co najmniej kolejne ćwierć miliona miejsc pracy jest z nim związanych.
Tysiące miejsc

Podobne zapotrzebowanie zgłosi, jeśli powstanie, nasz Centralny Port Komunikacyjny. Podobne, to znaczy dokładnie - jakie? Teraz oczywiście trudno jeszcze powiedzieć. Wiele będzie zależało od rzeczywistej wielkości CPK i od tego, jaka będzie mu towarzyszyła infrastruktura. Jeśli jednak rzeczywiście miałby obsługiwać nawet 100 mln pasażerów, to będzie potrzebował 100 tys. pracowników. I tu zaczyna się problem. Skąd ich wziąć?

- Już teraz powinniśmy czynić pewne założenia - uważa Zbigniew Żurek, wiceprezes Business Centre Club. Według niego może się bowiem okazać, że związanych z logistyką specjalistów - przecież CPK to nie tylko lotnisko - może zwyczajnie na rynku brakować.

Czytaj też: Centralny Port Komunikacyjnym ma być jak miasto

Być może konieczne będzie nawet otwarcie specjalistycznych klas w szkołach uczących zawodu. Aby jednak tak się stało, stosowne decyzje musi podjąć rząd. Po to, by absolwenci tych klas rzeczywiście otrzymali gwarancje zatrudnienia.

Jeszcze zanim narodziła się koncepcja zbudowania CPK, Ministerstwo Edukacji Narodowej wprowadziło nowy kierunek nauki: "techniki lotniskowych służb operacyjnych". Szkół z takimi specjalnościami jest już kilka: w Gliwicach, w Poznaniu, Gdańsku i Wojkowicach.

Jak czytamy na stronie MEN, absolwent szkoły kształcącej w zawodzie technik lotniskowych służb operacyjnych, "powinien być przygotowany do pozyskiwania oraz przekazywania informacji dotyczących ciągłości operacyjnej portu lotniczego, w tym ochrony portu przed aktami bezprawnej ingerencji; monitorowania stanu infrastruktury portu lotniczego; prowadzenia działań operacyjnych zgodnie z obowiązującymi procedurami w celu zapewnienia bezpieczeństwa operacji lotniczych i lotniskowych w porcie lotniczym; współpracy z jednostkami uprawnionymi do prowadzenia działań w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa portu lotniczego; współpracy ze służbami żeglugi powietrznej."

- Po pierwsze brakuje personelu dydaktycznego. Co z praktyką, co z podręcznikami? - pyta osoba znająca realia. Według niej rozwiązanie proponowane przez ministerstwo to tylko coś w rodzaju preselekcji.

- Absolwenci tego kierunku zawodu nauczą się dopiero na lotnisku. Jeśli wcześniej skutecznie nie odstraszy wysokość pensji. Pamiętajmy, że wielkie lotniska są czynne całą dobę, praktycznie w każdej aurze. To ciężka praca, a w przypadku CPK dojdzie jeszcze dojazd - tłumaczy nasz rozmówca.

Pojawiają się sugestie, że być może problemowi niedoboru pracowników lotniskowych mogłoby zaradzić zaangażowanie imigrantów z Ukrainy. Tyle, że to wcale nie jest to takie proste.

By otrzymać pracę na lotnisku, trzeba przejść odpowiednią procedurę. Dokładnie bada się cały życiorys kandydata. W przypadku obywateli krajów Unii Europejskiej, przeprowadzenie takiej lustracji jest względnie łatwe. Jednak Ukraina do Unii nie należy...

Innym problemem jest weryfikacja uprawnień i dyplomów, które przynoszą ze sobą ukraińscy kandydaci do pracy. W branży znana jest historia młodego mężczyzny, który miał aż cztery dyplomy ukończonych uczelni. Ten nadmiar „papierów” spowodował wnikliwą kontrolę. Okazało się, że owszem dyplomy były prawdziwe, tyle że kupione.

Cały artykuł czytaj tutaj.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Skomentuj

  • Brak komentarzy.



REKLAMA

Znajdź swojego posła i senatora

LUB
Polityka rozbudza emocje, jakich dawno nie było? Oceniaj i komentuj działania i wypowiedzi posłów i senatorów z podziałem na okręgi i komitety. Twój głos zawsze się liczy!
REKLAMA