PARTNERZY PORTALU partner portalu wnp.pl partner portalu wnp.pl partner portalu wnp.pl partner portalu wnp.pl
Menu

wnp.pl - portal gospodarczy

Szukaj

Druk 3D zabije światowy handel?

wnp.pl (PIM) • 04-12-2017 13:32
Druk 3D zabije światowy handel?
Fot. Shutterstock

Rynek drukarek 3D bardzo dynamicznie się rozwija. Producenci tego sprzętu zapowiadają, że wkrótce wyprze on tradycyjne technologie produkcji. Analitycy są ostrożniejsi, choć także zapowiadają olbrzymie zmiany, jakie ta technologia przyniesie już w najbliższej przyszłości.

  • W roku 2060 światowy handel z powodu druku 3D może stracić 34 bln dolarów.
  • W ubiegłym roku na zakup drukarek 3D wydano na świecie 6,6 mld dolarów.
  • W roku 2040 ilość produktów wytwarzanych na drukarkach 3D może być taka sama, jak produkowanych tradycyjnymi metodami.
Druk 3D jest obecnie jedną z najbardziej obiecujących technologii. A przynajmniej producenci drukarek bardzo wiele obiecują. Według nich na drukarkach będzie można wkrótce robić wszystko – od narzędzi, przez części zamienne do maszyn, po części zamienne do… ludzkiego organizmu. Zapowiedzi mówią o organach, takich jak nerki czy wątroba, drukowanych przy wykorzystaniu komórek macierzystych. Brzmi dziwnie, ale technologie przyrostowe to bardzo szerokie pojęcie. Paweł Ślusarczyk, business development manager, Centrum Druku 3D, żartuje, że pierwszą drukarką 3D była maszyna do lodów włoskich. Obecnie Adidas oferuje w Niemczech możliwość zeskanowania kształtu stopy i wydrukowania w 3D podeszwy buta idealnie pasującego do niej. Michelin pokazał w tym roku oponę wydrukowaną w 3D. Mercedes wprowadza możliwość wydrukowania z aluminium pokrywy termostatu do starszych modeli ciężarówek i Unimogów, do których części nie produkuje się już seryjnie. Wkrótce kolejne metale. W otwartym w tym roku przez Voestalpine centrum druku 3D w Singapurze można z proszków drukować metalowe elementy o wadze nawet 600 kg! Czy to oznacza, że druk 3D może wszystko?

Niestety nie. Na razie fascynują nas jego możliwości, ale dr hab. inż. Damian Gąsiorek z Politechniki Śląskiej przypomina, że ta technologia także ma swoje ograniczenia. Druk 3D to nie jedna, lecz wiele technik. Można drukować z wykorzystaniem proszków, żywic, past i płynów. W zależności od materiału w drukarkach stosuje się spiekanie, stapianie, sklejanie czy naświetlanie tworzyw światłoutwardzalnych. Damian Gąsiorek podkreśla, że każda z tych technik służy do produkcji elementów o innych właściwościach, każda ma inne zastosowania. Nie ma jednej technologii, która pozwala zrobić wszystko. Jako przykład można podać wykonany na Politechnice Śląskiej prototypowy rower. Powstał z 300 różnych drukowanych elementów, ale na razie nie da się go używać, bo dostępne na politechnice drukarki nie stosują odpowiednich materiałów, by całość wytrzymała ciężar rowerzysty. Niektóre firmy płacą za brak tej świadomości, kiedy kupują drukarki całkowicie nieodpowiednie do wyrobów, jakie chciałyby na nich drukować. Zdaniem Damiana Gąsiorka, obecnie jesteśmy niesieni wznoszącą falą fascynacji możliwościami druku 3D, którą szybko ukoją ograniczenia tej technologii. Dopiero, gdy je w pełni zrozumiemy i zaakceptujemy, zaczniemy świadomie wykorzystywać druk 3D.

Druk 3D ma już jednak szereg zastosować w przemyśle. Przede wszystkim w branży lotniczej, produkcji maszyn, medycznej, jubilerskiej i automotive. Według raportu Wohlera, firmy wydały w ubiegłym roku 6,6 mld dolarów na urządzenia do druku 3D. Dla porównania, na tradycyjne maszyny wydano 6 700 mld dolarów, czyli tysiąc razy więcej. Największym rynkiem są Stany Zjednoczone, gdzie w 2016 roku trafiło 39 proc. drukarek, a drugim obszar Azji i Pacyfiku, gdzie kupiono 29 proc. tych urządzeń. Europa, z udziałem na poziomie 28 proc., znalazła się na trzecim miejscu. Hamulcem rozwoju druku 3D jest m.in. wciąż stosunkowo wysoka cena drukarek.

Raport ING przewiduje jednak, że pozycja druku 3D szybko będzie się zmieniać. Jeden ze scenariuszy zakłada, że inwestycje w druk 3D podwoją się w ciągu 5 lat, podczas gdy wydatki na tradycyjne maszyny skurczą się trzykrotnie w ciągu dekady. W roku 2040 „stosunek sił” między drukarkami 3D a tradycyjnymi maszynami ma się wyrównać. Jeżeli rynek drukarek 3D będzie nadal rozwijał się w takim tempie jak obecnie, to w roku 2060 połowa przedmiotów na świecie będzie wytwarzana przez drukarki 3D. Jeżeli ich sprzedaż przyspieszy, wyrównanie to nastąpi już w 2040 roku.

Analitycy ING wskazali nie tylko drogę rozwoju tej technologii, ale także sektory gospodarki, które z tego powodu ucierpią. Przede wszystkim lokalnie drukowane elementy spowodują zmiany w światowym handlu. W przypadku scenariusza z przyspieszeniem, w roku 2040 firmy tego segmentu stracą 22 bln dolarów, a w wypadku braku zmiany tempa rozwoju - w roku 2060 strata ta wyniesie 34 bln dolarów. Będzie to odpowiednio 38 proc. i 18 proc. straty. Stracą nie tylko firmy handlowe, ale także pracujące na ich rzecz firmy logistyczne, finansowe czy ubezpieczeniowe.

Trudno się jednak spodziewać, że te pieniądze ot tak znikną z rynku. Po prostu trafią do nowych segmentów - wykorzystujących druk 3D i pracujących dla firm z tego sektora.

Czytaj także: Paul Heiden, Ultimaker: Za kilka lat części zamienne będzie się drukować w warsztacie

Kalkulator walutowy

  • Przelicz na:

  • Kurs z dnia: