Ciernista droga ku Europie

Ciernista droga ku Europie
Euromajdan, zwany także „Rewolucją Godności”. Czteromiesięczna demonstracja na głównym placu Kijowa, która przerodziła się w krwawe zamieszki, miała charakter jednoznacznie proeuropejski. shutterstock

Agresja Rosji i niepowodzenia blitzkriegu dowodzą nie tylko bardzo dobrej organizacji struktur ukraińskiej armii, państwa i samorządu, ale i zjednoczenia narodu, stopnia determinacji w obronie niepodległości i tego, że od prozachodniego kursu nikt tam nie odstąpi. Przyczyny tego stanu rzeczy mocno są osadzone w historii ostatniego trzydziestolecia.

  • Wojna, mimo jej tragicznego wymiaru dla wielu ludzi, jeszcze bardziej jednoczy i cementuje naród. Po zakończeniu walk w Ukrainie nie zostanie ani jedna prorosyjska partia. Wcale nie dlatego, że ktoś ich zabroni.
  • Ukraińcy doskonale zdają sobie sprawę, że potencjalne wejście do Unii Europejskiej to dość skomplikowany prawnie proces. Agresja rosyjska tylko wzmoże w ludziach (i reprezentujących ich politykach) determinację do dalszych negocjacji z Brukselą i gotowość do wielu ustępstw na rzecz struktur europejskich.
  • Proeuropejski marsz Ukrainy to przede wszystkim rynek. Oligarchowie nie będą mieli innego wyjścia, jak stać się „rutynowymi” biznesmenami - i poznają, co to konkurencja, także międzynarodowa.

W latach 1990-91 murszał i rozpadał się Związek Radziecki. Niepodległość ogłosiły Litwa, Łotwa i Estonia. W tym czasie wojska sowieckie krwawo tłumiły demonstracje niepodległościowe w Gruzji, a także brutalnie pacyfikowały litewskich manifestantów.

Potem przyszedł pucz z sierpnia 1991 r., gdy generałowie sowieccy – z częścią aparatu Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego – próbowali zatrzymać upadek imperium oraz komunizmu jako takiego. Po kresie rewolty, do czego przyczyniła się determinacja i odwaga Borysa Jelcyna, historia nabrała nowej dynamiki. Kolejne kraje-republiki ZSRR ogłaszały deklaracje niepodległości.

W grudniu 1991 r. przyszła kolej na Ukrainę. Doszło do referendum w sprawie ogłoszenia niepodległości, a potem ogłoszono deklarację ukraińskiej niezawisłości.

Czytaj także: Ukraina ma ogromną przewagę technologiczną nad Rosją

Między potęgami

Od początku niepodległości władze Ukrainy starały się w polityce zagranicznej unikać jednoznacznej deklaracji: Rosja czy Zachód?

W odróżnieniu od Polski Ukraina miała trochę inne priorytety. Początkowo zapanowała tam iluzja, że uda się zreformować gospodarkę bez terapii szokowej na wzór Leszka Balcerowicza. 

Polski rząd po zmianie ustroju wtedy od razu zdecydowanie oświadczył, że celem kraju jest wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. W Ukrainie natomiast u zarania niepodległości z punktu mówiło się o neutralności lub też o konieczności pozostania w rosyjskiej strefie wpływów. 

Takie tezy powtarzały najważniejsze osoby w państwie – na czele z pierwszym pełniącym obowiązki prezydenta niepodległej Ukrainy Leonidem Krawczukiem. Leonid Kuczma, prezydent od roku 1994, wręcz sugerował, że co prawda Ukraina musi być neutralna, ale ta neutralność powinna być „przyjazna Rosji”. Skutkiem takiego nastawiania oraz nacisku mocarstw (także zachodnich) było oddanie posowieckiej broni atomowej Moskwie.

Panowała iluzja, że ów „nieblokowy” status oznacza pokój dla państwa i korzyści gospodarcze. W tym mirażu rządzący Ukrainą tkwili do pomarańczowej rewolucji w roku 2004.

Oligarchiczne początki

Za jedną z przyczyn swoistego zawieszenia Ukrainy między Wschodem i Zachodem uważa się powstanie i rozwój systemu oligarchicznego. Początki oligarchicznych struktur należy wiązać z przejmowaniem państwowych zakładów przez prywatnych właścicieli – przy ciągle zamkniętej gospodarce powstawały monopole.

Ci nowi posiadacze łączyli wpływy gospodarcze z uczestnictwem (bezpośrednio lub częściej przez swoich ludzi) w życiu politycznym. W swoim interesie przeciwdziałali reformom rynkowym. Utrwalająca się sytuacja prowokowała zarazem korupcję, w tym na najwyższych szczeblach władzy. 

Ludzie, których wtedy można było określić mianem oligarchów, do tej pory są obecni w ukraińskiej gospodarce. To m.in. Wiktor Pińczuk (zięć Leonida Kuczmy, działa w branży gazowej, medialnej i bankowej), Rinat Achmetow (przejął zakłady wydobywcze i huty w Donbasie), Ihor Kołomojski („prywatyzował” rejon miasta Dnipro, potem „wszedł” w bankowość oraz media). 

Oligarchowie, będąc powiązani z państwem, jednocześnie uzależniali je od siebie.  

Do czasów „pomarańczowej rewolucji” praktycznie nie odnotowano prób ze strony władz politycznych, by ten stan rzeczy zmienić. Oligarchowie dawali miejsca pracy, płacili podatki… 

Pomarańczowe nadzieje

Pierwszą próbą zmiany całości życia polityczno-gospodarczego Ukrainy stała się „pomarańczowa rewolucja”.

Kryzys wybuchł po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Ogłoszono „zwycięzcę” – popieranego przez Putina Wiktora Janukowycza. I rozpoczęły się demonstracje… Ich centralnym punktem był kijowski Majdan. 

Zaproszony na mediację, ówczesny prezydent Rzeczypospolitej, Aleksander Kwaśniewski tak opowiadał o swej misji w filmie dokumentalnym prezentowanym w kanale Discovery:

–  Kuczma usiłował minimalizować znaczenie fałszerstw. Powtarzał mi, że przecież tych sfałszowanych głosów mogło być nie więcej jak 5 proc. Odpowiedziałem mu, że powinni sobie możliwość tych 5 proc. fałszerstwa wpisać do konstytucji…

Ostatecznie, przy ciągle trwających demonstracjach, ogłoszono unieważnienie drugiej tury wyborów prezydenckich. W dodatkowej elekcji wygrał Wiktor Juszczenko. 

Choć jednak głosił piękne, proeuropejskie hasła, to potem nie potrafił wdrożyć żadnych reform. Wedle znanego w Kijowie politologa, obecnie także radnego władz miejskich w tym mieście z ramienia „Europejskiej Solidarności”, Sergeya Tarana, zabrakło impulsu do zmian w postaci dopełnienia wymogów stawianych przez unijną administrację potencjalnym kandydatom do członkostwa.

Fakt faktem, że Bruksela, poza deklaracjami, nie zaproponowała jasnej ścieżki członkowskiej, a Juszczenko okazał się politykiem wahliwym, bez jednoznacznej woli reformatorskiego działania.

Jak przypomina Sergey Taran: Juszczenko co drugi dzień ogłaszał, że Ukraina powinna być normalnym europejskim krajem, że trzeba walczyć z korupcją… Podkreślał, że „jego ręka nigdy nie kradła”. Tyle że nic nie zrobił dla organizacji sprawnej służby antykorupcyjnej. Nie uwięził żadnego ze skorumpowanych polityków czy biznesmenów. Wielu zarzucało mu zresztą, że nie chce tak robić, bo musiałby zamykać też swoich… 

A niejednoznaczne stanowisko Brukseli wobec ukraińskich ambicji europejskich tym bardziej obniżało determinację niezbędną do wprowadzenia jakichkolwiek zmian. 

Było też wiele konfliktów w reformatorskim obozie władzy. Sztandarowym okazał się ten absolutnie ambicjonalny – pomiędzy Julią Tymoszenko i prezydentem. Wcześniej byli sojusznikami – Tymoszenko zrezygnowała nawet z ambicji prezydenckich, gdyż uznała, że Juszczenko ma więcej szans.

Tymoszenko również chętniej mówiła o potrzebie reform, niż zajmowała się ich realnym wprowadzaniem. A przecież to z nadania Juszczenki została premierem… 

O słabej woli prezydenckiej do przeprowadzenia jakichkolwiek reform niech świadczy symptomatyczny i zarazem anegdotyczny sygnał: w budynkach administracji prezydenckiej po godzinie 16 gasły światła. Bo dzień roboczy się kończył.

Hasła głoszone przez Juszczenkę spowodowały jednak zmiany w świadomości Ukraińców. W okresie jego rządów nie naruszono instytucji demokratycznych wyborów. On sam zaś w roku 2010 oddał bez żadnych problemów władzę wygrywającemu Wiktorowi Janukowyczowi. 

Kandydat Kremla na scenie

Faworyt Moskwy wziął górę na fali rozczarowania brakiem reform. I zaczął zdecydowanie ograniczać demokratyczne procedury. Widomym tego dowodem było zamknięcie Tymoszenko w więzieniu.

Potem nadeszła jesień 2013 roku, gdy Janukowycz nie podpisał przygotowanej wcześniej i wynegocjowanej umowy o stowarzyszeniu Ukrainy z Unią Europejską. 

Był to efekt nacisku Putina. Moskwa rzekomo miała mnóstwo materiałów kompromitujących Janukowycza. 

Janukowycz zdawał też sobie sprawę, że w warunkach prawnych Unii nie mógłby się bogacić dzięki zajmowanemu stanowisku. Bogacić się, w istocie rzeczy okradając państwo. 

Potem był już – jak pamiętamy – drugi Majdan...

Uproszczenie to kosztowny błąd

Od „pomarańczowej rewolucji” nie sposób właściwie znaleźć w Ukrainie polityka, który otwarcie byłby przeciw integracji z Unią… Bo takie było i jest marzenie lwiej części Ukraińców.

– Problem zawsze tkwił w tym, że niektórzy politycy byli zależni od Moskwy. I stąd wrażenie, że i Ukraina miota się między Brukselą a Moskwą – wskazuje Sergey Taran. – Ta sytuacja zależności niektórych polityków od Putina mogła być jeszcze aktualna do wojny. Teraz już nie wyobrażam sobie jakiegokolwiek polityka i siły politycznej, którzy stawialiby na Moskwę.

Sytuacja „rozdarcia politycznego” prowadziła do wniosku, że Ukraina ma jakby dwie części: wschodnią – prorosyjską i zachodnią – proeuropejską. Naród ukraiński swe zdanie wypowiedział na przełomie lat 2013/2014, podczas Euromajdanu, zwanego także „rewolucją godności”. Czteromiesięczna demonstracja na głównym placu stolicy, przeradzająca się w krwawe zamieszki, miała charakter jednoznacznie proeuropejski.

To był spontaniczny zryw. Na placu politycy pojawili się dopiero po jakimś tygodniu, choć generalnie przestrzegano zasady niewywieszania symboli poszczególnych partii. Kurs proeuropejski jednoczył praktycznie wszystkie ukraińskie ugrupowania, pragnące demokratycznych zmian.

Politycy opozycyjni się zatem do tego protestu przyłączyli. Tym sposobem na liderów wyrośli Witalij Kliczko, Arsenij Jaceniuk, Ołeh Tiahnybok oraz Petro Poroszenko. Demonstranci nie do końca jednak politykom ufali. Gdy wspomniana pierwsza trójka chodziła do Janukowycza, by negocjować, musiała potem zdawać relację przed tłumem. I nie zawsze zyskiwała aprobatę. Tłum był radykalniejszy.

Może zatem w tej nieufności tkwi źródło tego, iż do obecnych czasów wytrwał na scenie politycznej tylko Witalij Kliczko?

Przez najtrudniejszy okres, zaraz po zakończeniu walk na Majdanie, najważniejszym politykiem, pełniącym obowiązki prezydenta (po ucieczce Janukowycza), był Oleksandr Turczynow. Wziął na siebie odium przegranej wojny z Rosją o Krym i Donbas. Ale i był przywódcą, który nie dopuścił do rozlania się agresji rosyjskiej na jeszcze rozleglejsze rejony Ukrainy. Traktował to jak obywatelski obowiązek... Pewnie mógłby wystartować w wyborach prezydenckich, ale nie miał takich ambicji. Elekcję prezydencką wygrał wtedy Petro Poroszenko.

Putin miał na to jedną odpowiedź: dalsza agresja, definitywna aneksja Krymu, walki w Donbasie. Ale już wtedy w najważniejszych miastach wschodniej Ukrainy, na czele z Charkowem i Odessą, ludność (głównie rosyjskojęzyczna) absolutnie nie poparła agresji rosyjskiej.

Putin nie osiągnął wówczas głównego celu – przyłączenia Ukrainy do strefy wpływów Moskwy. Upadł nawet projekt tzw. Noworosji, czyli wschodniej i południowej Ukrainy odłączonej od stolicy w Kijowie.

Efektem agresji pozostała narastająca w całej Ukrainie niechęć, a nawet wrogość do Rosji.

Niektórzy zachodni politolodzy, powtarzając narrację rosyjską, ciągle jednak widzieli dwoisty kraj: tych, którzy mówili po rosyjsku, uznawano za zwolenników bliższych kontaktów z Rosją. Na miano Ukraińców i stronników zbliżenia z Zachodem w tym obrazie zasługiwali tylko ludzie mówiący po ukraińsku (generalnie: zachód kraju). Daleko idące uproszczenia… Bardzo kosztowny i dramatyczny w skutkach dla Moskwy błąd!

Patriotyzm patriotyzmem, ale w tych gabinetowo-propagandowych teoriach „nie dostrzeżono”, że także mieszkańcy wschodu Ukrainy zaczęli rozumieć i doceniać, co to jest swoboda. Widzieli, że każdy może realnie wpływać na wybór swoich przedstawicieli, na kontrolę ich działań. Ludzie przyzwyczaili się też do wolności słowa, braku partyjnego monopolu na władzę. To wszystko wpłynęło na utwierdzenie proukraińskich przekonań lub też na zmianę postaw – niezależnie od tego, jakim językiem kto na co dzień się posługuje.

W obecnej wojnie to głównie ta rosyjskojęzyczna część Ukrainy walczy z armią Putina. W rosyjskojęzycznym Chersoniu, aktualnie pod okupacją rosyjską, ludzie wyszli demonstrować przeciw armii okupacyjnej – z gołymi rękami przeciw czołgom.

Nic podobnego nie mogłoby się wydarzyć w Rosji… Tam demonstruje garstka, a reszta boi się policjanta z pałką czy z blokiem mandatów.

Ludzie na Ukrainie (niezależnie, gdzie ich korzenie) teraz powszechnie nienawidzą Rosji. I tego nie może zrozumieć Putin. To niezrozumienie legło u źródeł jego agresji, a teraz pewnie przyczyni się do jego upadku.

Można spuentować: przez 30 lat niepodległości Ukraina w pełni stała się proeuropejska. 

Ta wojna, mimo jej tragicznego wymiaru dla wielu ludzi, jeszcze bardziej jednoczy i cementuje naród. Po zakończeniu walk w Ukrainie nie zostanie ani jedna prorosyjska partia. Wcale nie dlatego, że ktoś ich zabroni. Przyczyna tego jest bardzo prosta: na hasło „Rosja” zwykły Ukrainiec pewnie będzie „bił po mordzie”. I to nie tylko w symbolicznym sensie…

Ukraina do Unii

Ukraińcy doskonale zdają sobie sprawę, że potencjalne wejście do Unii Europejskiej to dość skomplikowany prawnie proces. Agresja rosyjska tylko wzmoże w ludziach (i reprezentujących ich politykach) determinację do dalszych negocjacji z Brukselą i gotowość do wielu ustępstw na rzecz struktur europejskich. 

Tym bardziej że reformy dostosowujące do standardów europejskich zaczęły się już podczas kadencji prezydenckiej Poroszenki – od roku 2014, co potwierdzali niejednokrotnie europejscy obserwatorzy. Fakt, tempo tych zmian mogło być znacznie szybsze, ale i opór części parlamentu był duży.

W czasie ostatnich dwóch kadencji prezydenckich odbywały się demokratyczne wybory, panowała swoboda słowa. Z sukcesem zmieniono już też na przykład system samorządów, wzorując się na modelu polskim. Władze Ukrainy w ostatnich latach przebudowały również m.in. niejasne do tej pory struktury wewnątrz sektora energetycznego, co uniemożliwiło ręczne sterowanie energetyką przez polityków.

Równolegle jednak z reformami prawnymi trzeba było ciągle pamiętać o reformie armii. Te zmiany (w strukturze dowodzenia, wyposażeniu, szkoleniu) były niezbędne i zbawienne w skutkach, czego dowodzi obecny przebieg wojny z Rosją. Nikt chyba nie ma prawa powiedzieć, że ta nowa armia nie odpowiada standardom NATO…

Proeuropejski marsz Ukrainy to przede wszystkim rynek. Oligarchowie nie będą mieli innego wyjścia, jak stać się „rutynowymi” biznesmenami – i poznają, co to konkurencja, także międzynarodowa. Tym bardziej że w powojennej odbudowie będą dominowały fundusze z Zachodu. A dysponenci tych środków potrafią zadbać o przejrzystość struktur, o przebieg przetargów. Władze Ukrainy tylko ich w tym poprą.

Czytaj także: Ukraina będzie potrzebowała swojego Planu Marshalla

Korzyści z akcesji do Unii wydają się obustronne. Silna ekonomicznie Ukraina na dodatek stanie się nie najgorszą przeciwwagą dla Rosji. A czy Ukraina, pozostając nazbyt długo w roli kandydata do euroakcesji, może w końcu zająć pozycję zbliżoną do Turcji – silnej militarnie, związanej z Zachodem, ale z wieloma uwagami co do standardów demokratycznych? 

Trzeba mieć nadzieję, że Bruksela nie będzie zwlekać. A poza tym pamiętajmy, że właśnie w Ukrainie były już dwa „majdany” – obydwa przeciw monopolizacji władzy.

Tekst pochodzi z najnowszego wydania magazynu gospodarczego "Nowy Przemysł"

 

 


 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

  • Ukraina

    Przelicz walutę
  • hrywna (UAH)

  • 0,147 złoty (PLN)

    0,031 EUR, 0,033 USD

KOMENTARZE (1)

Do artykułu: Ciernista droga ku Europie

  • Krasawica 2022-05-03 15:06:39
    Czy autor ma na myśli oligarchów niemieckiego biznesu (energia, broń, auta, chemia, budowy, media, maszyny,...), którzy nieformalnie tworzą politykę rządu RFN i którzy będą musieli sprostać tańszym rywalom z Ukrainy czy też może oligarchów z Francji (broń, auta, maszyny, handel spożywczy, ...), którzy tworzą politykę rządu Francji i nie chcą tańszych Ukraińców? A może chodzi o oba te kraje i oba zestawy oligarchów, i niemieckich, i francuskich?

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 35.170.82.159
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Wydanie 1/2022

ARCHIWUM  •  PRENUMERATA  •  E-PRENUMERATA  •  REDAKCJA

WNP - Portal gospodarczy

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do odwołania zgody oraz prawo sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania dokonanego przed jej wycofaniem.

W dowolnym czasie możesz określić warunki przechowywania i dostępu do plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej.

Jeśli zgadzasz się na wykorzystanie technologii plików cookies wystarczy kliknąć poniższy przycisk „Przejdź do serwisu”.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!