Jerzy Buzek: bezpieczeństwo kosztuje

  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: wnp.pl
  • Dodano: 18-06-2007 00:00

Za bezpieczeństwo trzeba płacić. Wiemy o tym inwestując w armię czy policję. Podobnie jest z energią. Trzeba jednak dobrze skalkulować, który wariant dostaw gazu bardziej się opłaca i wybrać jeden z nich – mówi prof. Jerzy Buzek, poseł do Parlamentu Europejskiego, członek Komisji Energii.

Czy Polska dobrze wykorzystuje szanse związane z przystąpieniem do Unii Europejskiej?

– Ta szansa tak naprawdę jest dopiero przed nami. Zgadzam się z premierem Irlandii, który niedawno w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział, że przystąpienie do Wspólnoty Europejskiej dało nam podstawy do przekształcania się w odnoszącą sukcesy nowoczesną gospodarkę, a szansa ta teraz stoi przed Polakami.

Szansa jest tym większa, że obecny rząd działa w okresie ożywienia gospodarczego w świecie i u nas będzie dysponował ogromną, jak na polskie warunki, kwotą z unijnych funduszy i dysponuje większością parlamentarną. Mamy dobrze wykształconą młodzież, prężnych, kreatywnych przedsiębiorców, w większości bardzo dobre samorządy. Dzięki członkostwu w Unii Europejskiej i NATO, Polska jest krajem bezpiecznym. Mamy więc zdecydowanie korzystne perspektywy rozwojowe.

Czy będą one długofalowe – zależy teraz od naszych decyzji, chociażby takich jak obniżenie podatków czy też zmiany w prawie gospodarczym, tak aby nie utrudniało ono życia przedsiębiorcom – oczywiście przy konieczności zachowania odpowiednich standardów.

W jakich obszarach moglibyśmy przyśpieszyć tempo wzrostu gospodarczego?

– To my określamy własną Narodową Strategię Rozwoju i zadecydujemy, na co zostaną wykorzystane środki w latach 2007-2013. Mam nadzieję, że zostaną one skierowane na cele rozwojowe, nie tylko na infrastrukturę typu drogi, oczyszczalnie, ale także na naukę, edukację, czy też tak ważne kwestie dla funkcjonowania państwa, jak bezpieczeństwo czy sądownictwo.

Wszystko zaczyna się od dobrej gospodarki i o to musimy zadbać w pierwszym rzędzie. Musimy też pamiętać o stworzeniu warunków zachęcających przedsiębiorców polskich i zagranicznych do ponoszenia nakładów inwestycyjnych, w tym do inwestowania w badania i nowe technologie. Nasze Specjalne Strefy Ekonomiczne przeżywają rozkwit. Ponad 100 firm chce zainwestować miliardy euro. Według niektórych analityków może to oznaczać ok. 300 tysięcy miejsc pracy. Oczywiście pojawiają się również niepokojące sygnały, jak chociażby bardzo szybki wzrost zadłużenia.

Co można zrobić, aby zapewnić Polsce bezpieczeństwo energetyczne?

– Mamy wiele do zrobienia, ale są to problemy, przed którymi stoi cała Unia Europejska. Obejmuje to dywersyfikację źródeł energii, jej tranzyt i racjonalne nią gospodarowanie, szersze niż dotąd otwarcie rynków, wprowadzenie czystych technologii energetycznych oraz wypracowanie uniwersalnych rozwiązań prawnych.

Oczywiście dla Polski sprawa zapewnienia dostaw surowców, gazu i ropy jest bardziej skomplikowana, gdyż w dalszym ciągu niemal całkowicie uzależnieni jesteśmy od Rosji. Dla Rosji ogromne złoża surowców i rurociągi to nie tylko atut gospodarczy i ekonomiczny, ale przede wszystkim polityczny.

Już tylko w tym roku mieliśmy dwie próbki działania rosyjskiego politycznego mechanizmu energetycznego: zakręcenie kurka z gazem dla Ukrainy, a tym samym innych krajów europejskich, przez Gazprom w styczniu 2006 r. oraz obecne, nagłe kłopoty Transnieftu z dostawą ropy do litewskiej rafinerii w Możejkach, przejętych wbrew rosyjskim interesom przez Orlen. W tym kontekście absolutnie zgadzam się z opinią, że polski rząd powinien uczynić wszystko, by wesprzeć działania PERN-u, który chce kupić blisko połowę akcji Transpetrolu – strategicznego słowackiego przedsiębiorstwa, przesyłającego rosyjską ropę do zachodniej Europy.

Jak, Pańskim zdaniem, powinna wyglądać aktywna polityka rządu w obszarze bezpieczeństwa energetycznego?

– Bezpieczeństwo energetyczne to sprawa globalna i wymaga aktywności Polski na arenie międzynarodowej. Bezpieczeństwo energetyczne nas wszystkich w Europie wymaga uznania, że połączona natura dostaw i transportu czyni nas zależnymi od siebie nawzajem. Dlatego też tak ważne są jesienne rozmowy Unia – Rosja. To od ich wyników zależeć będzie m.in., czy już się nie powtórzy sytuacja zakręcania kurka czy też polityczne podejście do cen gazu. Nasza sytuacja, moim zdaniem, będzie zależała od ofensywy dyplomatycznej naszego rządu i jasnej strategii, do której potrafimy przekonać naszych partnerów z Unii.

Gazprom straszy, że zimą Europę może czekać kolejny kryzys w dostawach gazu. W jaki sposób powinniśmy go uniknąć? Minister gospodarki Piotr Woźniak szczerze przyznaje, że Polska nie ma wielkich możliwości, by już na najbliższą zimę zabezpieczyć się przed skutkami kryzysu.

– Mam nadzieję, że Unia będzie kierowała się zasadą, aby żaden kraj nie był pozostawiony sam sobie, ani skazany na prowadzenie dwustronnych negocjacji w sprawie, która dotyczy nas wszystkich. Pamiętajmy jednak, że z Polski płynęły dotąd sygnały o nieprzydatności konstytucji europejskiej, która przewidywała takie właśnie elementy wspólnej polityki zagranicznej. Nasze propozycje w sprawie wspólnych negocjacji energetycznych z zagranicznymi partnerami nie brzmią więc dzisiaj przekonująco.

Jak ocenia Pan szanse zapowiedzianego przez rząd jednoczesnego realizowania dwóch projektów: budowy terminalu na skroplony gaz i podłączenia się do gazociągu norweskiego? Czy Polskę na to stać?

– Za bezpieczeństwo trzeba płacić. Wiemy o tym inwestując – i słusznie – w armię czy w policję. Podobnie jest z energią. Trzeba jednak dobrze skalkulować, który wariant dostaw bardziej się opłaca, także z punktu widzenia pewności dostaw, nie tylko kosztów. I wybrać jeden z nich. Warto też pomyśleć o przedłużeniu z Austrii do Polski poważnie rozpatrywanego w Unii ropociągu Nabucco (jako trzeciego możliwego wariantu). Nie słyszę, aby rząd polski o to zabiegał. W każdym razie konieczne są zarówno ścisłe połączenia gazociągami z naszymi unijnymi sąsiadami i Ukrainą, jak i poszukiwanie własnych złóż.

Jak Pan ocenia, gdzie jest szansa dla Polski? Niektórzy twierdzą, że Polska powinna się włączyć w projekt Gazociągu Północnego...

– Projekt Rurociągu Północnego to stara historia. W roku 2000 był odpowiedzią Kremla na nasze negocjacje gazowe z Norwegią i przyszłe wejście Polski i krajów bałtyckich do Unii. Na rozmowy Unia – Rosja na temat Gazociągu Północnego mój rząd zareagował bardzo stanowczym sprzeciwem (choć nie byliśmy jeszcze członkiem Unii). Między innymi odbyła się długa moja rozmowa z szefem Komisji Europejskiej Romano Prodim. Unia wycofała się z pomysłu, a my sfinalizowaliśmy rozmowy o naszym gazociągu z Norwegii oraz uzyskaliśmy wstępne deklaracje Słowacji, Węgier, państw bałtyckich, a nawet Ukrainy o odbiorze części gazu norweskiego.

Nasi następcy odstąpili od projektu norweskiego, a jednocześnie w 2003 roku nie zgłosili sprzeciwu wobec uznania Gazociągu Północnego za priorytet Unii. Czy można wrócić do projektu norweskiego? Na pewno trzeba spróbować i rząd już to robi.

Kontraktu norweskiego nie załatwi jednak sam minister. W czasie mojej kadencji osobiście negocjowałem to z premierem Norwegii Bondevigiem przez dwanaście miesięcy, bo Norwedzy z trudem zgadzają się na dodatkowy eksport, bardzo strzegą swoich zasobów. Decyzje musiał podjąć Parlament. Ten szlak jest przetarty i myślę, że można wrócić do projektu.

Co Pan sądzi o zapowiadanym projekcie ustawy o bezpieczeństwie narodowym? Zapowiedź przymusowego wykupu majątku zaniepokoiła inwestorów działających w sektorze energetycznym...

– Mam wątpliwości, czy ostatnie inicjatywy legislacyjne, w tym projekt ustawy o bezpieczeństwie narodowym i zapisy w nim zawarte dotyczące bezpieczeństwa energetycznego, to dobry kierunek. Zastrzegam, że nie znam samego projektu, a jedynie wypowiedzi poszczególnych ludzi o jego kształcie. Sami twórcy mają wątpliwości, czy jest on zgodny z Konstytucją RP. Nie można wykluczyć, że ustawa ta zostanie zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego, jak i do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Ustawodawstwo europejskie dopuszcza wprawdzie prawo poszczególnych państw do regulowania praw własności „ze względu na interes ogółu”, ale jednocześnie kładzie szczególny nacisk na fakt, że nikt nie może być pozbawiony swego mienia nabytego zgodnie z prawem. Oczywiście rozumiem intencje twórców ustawy, ale obawiam się, że idzie ona za daleko.

Mam wątpliwości, czy takie działania legislacyjne poprawią rzeczywiście naszą sytuację energetyczną. Zwłaszcza, że poprawki zgłaszane do Ustawy o Prawie Energetycznym, dotyczące m.in. konieczności magazynowania przez importerów 3 proc. planowanej wielkości importu gazu na terenie kraju, przy negatywnej postawie PGNiG-u do użyczania swoich magazynów (należy przypomnieć, że PGNiG jest monopolistą w tym zakresie), zmniejszają prawdopodobieństwo zróżnicowania dostawców gazu.

Czy za siedem lat, tak jak niektórzy to zapowiadają, ma szansę powstać w Polsce pierwsza elektrownia atomowa?

– Przy tak ogromnym prognozowanym wzroście zapotrzebowania na energię trzeba bardzo poważnie rozważyć budowę elektrowni atomowych. Musimy przy tym wziąć pod uwagę, że realizacja takiego projektu to okres minimum 10 lat. To dekada ponoszenia ogromnych nakładów bez możliwości wykorzystania tego źródła energii. Problem w tym, że nasze elektrownie węglowe już w 2008 roku będą musiały spełniać standardy unijne, aby nie groziło im wyłączenie. Dlatego też energia atomowa nie jest rozwiązaniem dla nas "na dziś". Teraz musimy zapewnić naszym elektrowniom nowoczesne technologie, by mogły zaopatrywać nas w energię, chociażby do czasu realizacji projektu z energią atomową.

Dlatego ważne jest, abyśmy skupili się na technologiach czystej energii uzyskiwanej z węgla, którego przecież mamy pod dostatkiem. Mamy również ogromną szansę uzyskania pieniędzy na ten cel z 7. Programu Ramowego Badań i Innowacji Unii Europejskiej. Jest to szansa zarówno dla Polski, jak i dla Śląska. Jest to szansa na przekształcenie Śląska w nowoczesny region, który nie będzie się już kojarzył tylko z ciężkim przemysłem i zdegradowanym środowiskiem.

Jak możemy więcej zarabiać na węglu?

– Dzięki restrukturyzacji 1998-2002 w ostatnich latach całkiem nieźle zarobiliśmy na węglu. Ale restrukturyzację i przebudowę sektora wstrzymano – zmarnowano w ten sposób okres koniunktury. Polska jednak nie obejdzie się bez węgla, podobnie zresztą jak nie obejdzie się bez węgla cała Unia. Ale węgla nowocześnie wykorzystywanego. Mówię o tym od dwóch lat w Parlamencie Europejskim jako członek Komisji Energii i sprawozdawca 7. Programu Ramowego Badań i Innowacji. Energia atomowa w Polsce – tak, po kilkunastu latach. A co przez ten czas? Musi to być węgiel, z którego możemy też mieć ropę i gaz!

W jakim kierunku powinna pójść restrukturyzacja sektora węgla kamiennego?

– Lepsza organizacja, najlepszy sprzęt, sensowne zatrudnienie, najwyższe bezpieczeństwo, ochrona środowiska, wysoka wydajność przy umiarkowanych kosztach produkcji. To przecież wiadomo od dawna. Trzeba jednak mniej politykować, a więcej robić. Trzeba też być przygotowanym na ograniczenie produkcji, np. do 70 mln ton, przy możliwości powrotu do dzisiejszych 90 mln, gdy jest koniunktura. To wymaga jednak politycznej rozwagi i odwagi. Jest i nowe zadanie: rozwijanie najlepszych, bezpiecznych technologii wykorzystania węgla. Jeśli górnictwo tym się nie zainteresuje – przestanie "fedrować". Nikt nie zgodzi się już na takie wykorzystanie (i marnotrawienie) węgla jak dotąd.

W jaki sposób polskie firmy wydobywcze mogłyby lepiej wykorzystać szanse, jakie stwarzają programy Unii Europejskiej?

– Muszą zainwestować nie tylko w sprawne wydobywanie węgla, ale i w to, co następuje potem. Chodzi o najbardziej efektywne technologie produkcji energii elektrycznej, a więc przy nadkrytycznych parametrach pary oraz spalaniu w tlenie i ciśnieniowym; chodzi o zgazowanie naziemne i podziemne, z produkcją prądu i syntetycznego gazu (zamiast importu z Rosji!); chodzi o produkcję chemikaliów, w tym syntetycznej benzyny (też importowanej z Rosji); chodzi wreszcie o unieszkodliwienie gazu cieplarnianego – dwutlenku węgla. To jest zadanie innowacyjne nie tylko dla producentów, ale przede wszystkim dla użytkowników węgla: dla energetyki, chemii, także resortu transportu. To zadanie dla nauki i dla samorządów. Aby je zrealizować, instytucje wymienione powyżej, dzisiaj już z poparciem rządu, zorganizowały i rozwijają Innowacyjny Klaster Czystych Technologii Wykorzystania Węgla z siedzibą na Śląsku. Klaster obejmuje niemal cały kraj od Turoszowa po Kraków, od Płocka po Jastrzębie.

W tym gigantycznym przedsięwzięciu finansowym przewidujemy udział firm zagranicznych oraz samej Unii Europejskiej. Unia ma bowiem dzisiaj – o czym zapewniają dwaj ostatni szefowie prezydencji unijnej Tony Blair i Matti Vanhanen – dwa kluczowe priorytety: innowacyjność gospodarki i zaopatrzenie w energię. Pasuje nam jak ulał.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

SŁOWA KLUCZOWE I ALERTY

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Jerzy Buzek: bezpieczeństwo kosztuje

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 18.207.133.27
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!