PARTNERZY PORTALU

Już na trzech silnikach. A turbulencje?

Już na trzech silnikach. A turbulencje?
  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Adam Sofuł
  • Dodano: 21-09-2017 13:45

Rządy uwielbiają chwalić się wzrostem gospodarczym, a obecna ekipa ma do tego znakomitą okazję. W takich momentach jednak pojawia się pokusa samozadowolenia, które usypia potrzebną czujność i maskuje zagrożenia.

Ogłoszone w połowie sierpnia wstępne szacunki Głównego Urzędu Statystycznego za II kwartał stanowiły dla ekonomistów (a właściwie dla wszystkich) miłą niespodziankę. Wzrost gospodarki na poziomie 3,9 proc. był wprawdzie nieco niższy niż w pierwszych trzech miesiącach roku (4 proc.), ale skala spowolnienia okazała się niższa od tego, czego oczekiwała większość ekonomistów - w większości obstawiano "odczyt" na poziomie 3,7-3,8 proc.

- Nieco wyższa od oczekiwań dynamika wzrostu PKB wynika naszym zdaniem z wyższej dynamiki akumulacji (inwestycje plus zapasy), niż dotychczas zakładaliśmy - tłumaczy Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Co ta miła niespodzianka oznacza w praktyce? Dobre prognozy. Po pierwsze: wygląda na to, że po wielu kwartałach oczekiwania wreszcie zaczynają odżywać inwestycje. Fatalne (względem ambicji i potencjału kraju) wyniki PKB za zeszły rok - jedynie 2,7 proc. - były rezultatem właśnie inwestycyjnego załamania, które z kolei spowodowane było opóźnieniem w uruchomieniu środków z funduszy europejskich. Obecna ekipa rządowa skoncentrowała się na "wyciśnięciu" maksimum pieniędzy z poprzedniej perspektywy budżetowej. Udało się uniknąć luki, ale skutkiem ubocznym stało się opóźnienie w uruchomieniu środków z obecnej.

Inwestycyjne ożywienie


- Uważamy, że głównym czynnikiem dynamizującym wzrost PKB w I kwartale był wyższy wkład inwestycji. W naszej ocenie był on efektem zarówno wyższej dynamiki inwestycji publicznych i przedsiębiorstw kontrolowanych przez jednostki sektora publicznego, jak również przyspieszenia tempa wzrostu inwestycji przedsiębiorstw prywatnych oraz gospodarstw domowych - twierdzi Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole.

Wstępne dane dotyczące PKB nie podają, co złożyło się na ów wzrost gospodarczy, ale ekonomiści nie mają wątpliwości, że jeśli chodzi o inwestycje, przeszliśmy na "jasną stronę mocy".

- Prognozujemy, że roczna dynamika inwestycji w II kwartale wyszła w końcu na "terytorium dodatnie" i wyniosła ok. 3,5 proc. rok do roku (wobec ich spadku o 0,4 proc. w I kwartale) - uważa Wiktor Wojciechowski.

Oznacza to, że do napędu gospodarki włączył się trzeci - po konsumpcji i eksporcie - silnik. To ważne, że właśnie w nieco słabszej konsumpcji upatrywano przyczyn spodziewanego osłabienia tempa wzrostu gospodarczego w II kwartale. Miało to związek z wygaszaniem efektu programu Rodzina 500 Plus. Chodzi o efekt statystyczny, ale mający wpływ na wyniki PKB. Przez ostatni rok dane dotyczące konsumpcji porównywano (przynajmniej w ujęciu rok do roku) z czasem sprzed obowiązywania programu: z tym, kiedy gospodarstwa domowe miały do dyspozycji znacznie mniej gotówki, a zatem i mniej mogły wydawać.

A ponieważ Program 500 Plus obowiązywał od kwietnia ub.r., w II kwartale ten czynnik zniknął - w obu porównywanych okresach mieliśmy już do czynienia z sytuacją, gdy zasiłki wypłacano. Stąd nieco gorsze - w porównaniu z I kwartałem - odczyty konsumpcji.

- Podtrzymujemy naszą prognozę, że dynamika konsumpcji prywatnej w II kwartale wyniosła 4,5 proc. rdr wobec 4,7 proc. w pierwszym, na co wskazuje m.in. wyhamowanie sprzedaży detalicznej w cenach stałych z 7,5 proc. do 6,6 proc. - przewiduje Wojciechowski.

Dobre perspektywy


Powodów do niepokoju o znaczący spadek konsumpcji nie ma, gdyż skala wpływu Programu 500 Plus, czyli dodatkowych 2 mld zł miesięcznie, które mogą trafiać na rynek - nie jest jednoznaczna. Wzrost sprzedaży detalicznej o 4 do 6 proc. w pierwszych miesiącach obowiązywania programu w 2016 r. był, owszem, zauważalny, ale gdy popatrzeć na dane w dłuższym terminie, widać, że taka dynamika nie była niczym wyjątkowym. Z podobnymi wzrostami mieliśmy już niejednokrotnie do czynienia w przeszłości. Z drugiej strony warto podkreślić, że od czasu wejścia w życie programu sprzedaż detaliczna rośnie szybciej niż PKB, co wskazuje, że Polacy wreszcie ruszyli na zakupy.

Rządowe zasiłki nie musiały być tu jednak czynnikiem decydującym - warto zwrócić uwagę na szybko przyrastający w ostatnich kilkunastu miesiącach fundusz płac. Rekordowo niskie bezrobocie (z kolejnymi rekordami mamy do czynienia od wielu, wielu miesięcy) i szybko rosnące płace realne sprawiały, że coraz więcej Polaków miało coraz więcej pieniędzy na zakupy. Przypomnijmy także, że dopiero pod koniec ub.r. pożegnaliśmy się z deflacją, a to oznacza, że w zeszłym roku wzrost realnych płac spowodował, iż ludzie zaczęli wydawać więcej pieniędzy na zakupy.

Co dalej? Pomijając ustępujący efekt statystyczny związany z Programem 500 Plus, są dwie wiadomości: dobra i zła. Pomyślna to taka, że sytuacja na rynku pracy wciąż się poprawia - wprawdzie bezrobocie jest już tak niskie, że wiele branż ma problem ze znalezieniem pracowników, ale ta sytuacja wymusza coraz częściej na pracodawcach podwyżki płac.

Zła wiadomość zaś jest taka, że po pożegnaniu z deflacją przywitaliśmy inflację - w lipcu wyniosła ona 1,7 proc., lecz na początku roku przekraczała nawet 2 proc. Nie są to wyśrubowane wskaźniki, lecz nawet taki wzrost cen po długim okresie ich spadku może nieco zniechęcić obywateli do intensywniejszych zakupów.

Trzeci silnik


O kondycję polskiego eksportu - nadal stabilnie napędzającego gospodarkę - możemy być spokojni. Silnik pracuje bez dopalaczy, ale i bez zakłóceń. Według GUS, w I półroczu eksport wyniósł 99,1 mld euro - i był wyższy o 8,4 proc. niż rok wcześniej. Przy okazji: dane dotyczące handlu zagranicznego dają też inne powody do optymizmu - oto import między styczniem a czerwcem wzrósł o 10,9 proc. - do 18,1 mld euro. Dlaczego to dobra wieść? Znaczna część sprowadzanych dóbr ma charakter inwestycyjny, co potwierdza tezę, że polskie firmy zaczęły wreszcie inwestować m.in. w moce produkcyjne.

Ważne są też znakomite nastroje u naszego głównego partnera handlowego. Niemcy, które odpowiadają za ponad 27 proc. polskiego eksportu, zanotowały w lipcu wskaźnik koniunktury Ifo - 116 pkt, najlepszy od 1990 r. Dyrektor Instytutu Ifo mówi wręcz o euforycznym stanie niemieckiego przemysłu! A skoro tak, przedsiębiorcy zza Odry będą inwestować, a to świetna wiadomość dla licznych polskich poddostawców tamtejszego przemysłu.

Burzy nie będzie, ale...


Mamy zatem mnóstwo powodów do optymizmu: bogatsi Polacy ruszają na zakupy, a przedsiębiorcy inwestują, by zaspokoić przyszłe, coraz większe oczekiwania konsumentów. Gospodarka się rozkręca? Z pewnością pozostaje na mocnym kursie wznoszącym, ale to nie znaczy, że nie należy się obawiać turbulencji. Wiele z nich ma źródło zewnętrzne; trudno dziś określić je jako ryzyko, raczej jako czynnik niepewności.

Po pierwsze - nikt nie wie, jak będzie wyglądał brexit, a tym bardziej: jakie będą jego konsekwencje. Pierwszą może być pogorszenie opłacalności eksportu do Wielkiej Brytanii. Wyspiarze nie mogą się w naszych statystykach równać z Niemcami, ale to jednak drugi co do ważności partner handlowy polskiej gospodarki. W roku 2016 wyekspediowaliśmy tam towary za 12,1 mld euro, co stanowiło 6,6 proc. całości eksportu.

Według Credit Agricole, w 6 z 25 uwzględnionych w analizie branż eksport do Wielkiej Brytanii stałby się nieopłacalny. Drugim - niekoniecznie negatywnym - brexitowym efektem mógłby być powrót do Polski kilkuset tysięcy emigrantów, co zapewne złagodziłoby napięcia na rynku pracy.

Znacznie większy wpływ na polską gospodarkę mogą mieć - paradoksalnie - polityczne konsekwencje brexitu. Kluczowe pozostaje bowiem pytanie, w jakim stopniu Wielka Brytania będzie partycypować w unijnym budżecie, którego jesteśmy największym beneficjentem. I nie dotyczy to tylko następnej perspektywy budżetowej, ale i obecnej.

Niepewne fundusze


Innym czynnikiem niepewności są wspomniane już fundusze europejskie, na wysokość których nie tylko brexit może mieć wpływ. Eurosceptycy i euroentuzjaści są zgodni: obecna perspektywa budżetowa to ostatnia tak hojna dla naszego kraju. Z następnej będzie już znacznie mniej pieniędzy - także dlatego, że są w Unii bardziej potrzebujący finansowego zastrzyku (choćby Rumunia czy Bułgaria).

Dodatkowym zagrożeniem z tego punktu widzenia są plany utworzenia odrębnego budżetu strefy euro, który nie musi, ale może uszczuplić pulę środków dla krajów pozostających poza eurolandem. Trzeba brać pod uwagę, że UE przymierza się do wielkich reform, których konsekwencją - są takie głosy - będzie również zupełnie inne podejście do budżetu. Miałby on, wedle jednej z koncepcji, już nie być dzielony na koszyki narodowe, ale przyznawany na konkretne projekty (na wzór rozdysponowania środków z Planu Junckera). To nie musi oznaczać zmniejszenia środków, ale może...

Oczywiście, ekonomiści - np. prof. Stanisław Gomułka - zwracają uwagę, że fundusze europejskie odpowiadają jedynie za 10 proc. polskich inwestycji - są zatem bardziej katalizatorem niż czynnikiem sprawczym. Jednakże gdy w ub. r. owego katalizatora zabrakło, tempo wzrostu gospodarczego wyhamowało do 2,7 proc., a inwestycje odnotowały dwucyfrowy spadek. Jedynym pocieszeniem może być tu niebezpodstawne twierdzenie, iż wielu przedsiębiorców wstrzymywało inwestycje, czekając na uruchomienie unijnych środków. Gdy nie będzie już na co czekać, zaczną po prostu inwestować.

Ach, ta polityka


Nie można również lekceważyć czynnika politycznego. Obecna ekipa postawiła (mniejsza o to, czy słusznie, czy nie) na większą asertywność w polityce europejskiej, co wprowadziło Polskę na kurs kolizyjny z wieloma instytucjami unijnymi. W tych warunkach walka o korzystny dla nas budżet będzie trudniejsza.

W niedawnym wywiadzie dla "Newsweeka" prof. Witold Orłowski wyjaśniał, jakie znaczenie ma reputacja w relacjach europejskich. Kilka lat temu w tarapatach znalazły się dwie linie lotnicze - LOT i węgierski Malev. Polska z imponującym wzrostem gospodarczym była wówczas pieszczochem Unii, a Viktor Orban już był w Brukseli "niespecjalnie lubiany". Efekt? Komisja Europejska przymknęła oko na pomoc publiczną udzieloną polskiemu przewoźnikowi, a nie zgodziła się na taką w przypadku węgierskiej firmy, której nazwa powoli już zaczyna zacierać się w pamięci...

Kolejny polityczny czynnik ryzyka to rozpoczęta latem batalia o polskie sądy. Jakkolwiek okrutnie by to zabrzmiało, nie ma większego znaczenia, czy polski rząd nie ma w tej sprawie racji, czy też tylko nie potrafi przekonać do swojego stanowiska europejskiej wspólnoty. Efekt może być ten sam: postrzeganie Polski (nawet niesprawiedliwe) jako kraju o niestabilnym systemie prawnym. A stabilność prawa i niezależność sądów jest jednym z ważnych czynników branych pod uwagę przy lokalizacji inwestycji.

Widać i napięcia wewnętrzne. To m.in. sytuacja na rynku zatrudnienia - w wielu branżach brakuje rąk do pracy. Luki łata się pracownikami ze Wschodu, przede wszystkim z Ukrainy, ale bez stworzenia spójnej i konsekwentnej polityki migracyjnej (projekt przygotowany przez poprzednią ekipę obecna wyrzuciła do kosza) - to rozwiązanie na krótką metę.

Szczególnie niepokojąco zapowiada się pod tym względem najbliższe kilkanaście miesięcy. Przede wszystkim dlatego, że pod koniec roku wejdą w życie przepisy o skróceniu wieku emerytalnego i według ZUS skorzysta z nich ok. 80 proc. uprawnionych, czyli ponad 300 tys. osób. Wraz z odchodzącymi na emeryturę zgodnie ze "starym" wiekiem, daje to około pół miliona ludzi, którzy znikną z polskiego rynku pracy!

- Takiego odpływu ten rynek jeszcze nie przeżywał - mówi Andrzej Kubisiak z Work Service.

Finanse bez ulgi


Cały czas utrzymują się również powody do - ostatnio na szczęście mniejszego - niepokoju w kwestii finansów publicznych. Udaje się utrzymywać deficyt budżetowy w ryzach (ba, po półroczu mieliśmy 5,6 mld zł nadwyżki), dzięki ewidentnej poprawie ściągalności podatków, ale i nadzwyczajnym zyskom z NBP. A nie jest pewne, czy będzie można liczyć na ten zastrzyk w następnych latach. Niezależni ekonomiści szacują efekty podatkowego uszczelnienia na 8-15 mld zł rocznie, przy czym warto przypomnieć, że sam program Rodzina 500 Plus wymaga co najmniej 23 mld zł rocznie. Paradoksalnie: jeśli Program osiągnie sukces - tzn. znacząco zwiększy dzietność - wydatki wzrosną.

Samo uszczelnienie systemu podatkowego, choć cieszy, stanowi też źródło niepokoju. Poprzednim ekipom nie udało się znaleźć złotego środka między szczelnością systemu a komfortem pracy przedsiębiorców. Można zatem mieć obawy, czy - wbrew zapowiedziom o ułatwieniu życia biznesowi - regulacje nie pójdą w stronę nakładania dodatkowych obciążeń dla przedsiębiorców.

Owszem, jednolity plik kontrolny uszczelnia system i ułatwia życie urzędnikom fiskusa. Dla wielu przedsiębiorców oznacza to jednak dodatkowe koszty i dodatkowe roboczogodziny, które mogły być wykorzystane w bardziej efektywny sposób. Podsumowując: wciąż nie wiemy, czy zaspokajanie słusznych potrzeb budżetu nie odbędzie się kosztem stłumienia przedsiębiorczości. Efektem byłoby wyhamowanie gospodarki.

Do katalogu trosk ministra finansów (i jego następców) warto dodać obniżenie wieku emerytalnego - ma wejść w życie od października. W tym roku będzie to kosztowało 2 mld zł, w kolejnym - 10 mld zł. I tak do długiej listy sztywnych wydatków dopisaliśmy kolejny.

A nie wszystkie zapowiadane wcześniej źródła przychodów wypaliły - np. podatek handlowy zos-tał znów odłożony o kolejny rok. Przełożono również wejście w życie kolejnej reformy emerytalnej, która miałaby pobudzić indywidualne oszczędności. To dość dziwne, gdyż wicepremier Mateusz Morawiecki niski poziom oszczędności krajowych wymienia jako jedną z barier rozwoju.

Czy są zatem zagrożenia dla polskiej gospodarki? Tak. Ale - paradoksalnie - większość można wyeliminować bądź przynajmniej ograniczyć, poprzez... szybszy wzrost gospodarczy, który pozwoli sfinansować zwiększone transfery socjalne i zastąpić ubytek europejskich funduszy własnymi środkami.

Jesteśmy zatem skazani na wzrost. I to w sumie niezły wyrok. Gorzej, jak nie zostanie wykonany...

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Już na trzech silnikach. A turbulencje?

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.235.140.84
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!