Kłopoty koksownictwa

  • Ten tekst jest częścią STREFY PREMIUM WNP.PL
  • Autor: Jerzy Dudała
  • Dodano: 31-10-2001 00:00

W programie restrukturyzacji polskiego przemysłu koksowniczego zobowiązano koksownie do opracowania indywidualnych programów przekształceń. Szczególny nacisk położono na redukcję zatrudnienia, likwidację nadmiernych zdolności produkcyjnych, inwestycje w ekologię oraz restrukturyzację techniczno-technologiczną.

W 2000 roku zatrudnienie zmniejszyło się do 8657 osób. Z koksownictwa odeszło 1931 pracowników, najwięcej z ZK Przyjaźń (730 osób) i ZK Wałbrzych (414 osób). W pierwszej połowie 2001 r. zatrudnienie w koksownictwie zmalało do 7752 osób. Najwięcej - aż 509 osób - odeszło z KK Zabrze. W sumie przez ostatnie dwa i pół roku z branży odeszło 3858 pracowników. Koszty redukcji zatrudnienia pokryły same przedsiębiorstwa. Potrzebna jest dalsza redukcja, która miałaby objąć służby pomocnicze i administrację. Trzeba jednak pamiętać, że na modernizację koksowni przewidziano w programie tylko 700 milionów złotych. Poprzedni program zakładał trzy razy większe środki, które i tak byłyby niewystarczające.
- Mam nadzieję, że przekształcenia koksownictwa nie będą polegały jedynie na redukcji zatrudnienia, lecz także na inwestycjach technologicznych i w ochronę środowiska - mówi prezes Biura Projektów Koksoprojekt dr Rudolf Cieślar. - Zakłady koksownicze poczyniły już duży wysiłek modernizacyjny. Problemów jednak nie brakuje, a jednym z nich jest brak koordynacji między koksownictwem, górnictwem i hutnictwem. I powstaje pytanie, czy ona w ogóle się kiedyś pojawi. Tego samego zdania jest dyrektor Zakładów Koksowniczych Przyjaźń w Dąbrowie Górniczej Andrzej Warzecha. - Wspomniane programy restrukturyzacyjne nie są ze sobą powiązane, nie ma żadnej współpracy. Oprócz zmian w przemyśle stalowym, górnictwie i koksownictwie mamy jeszcze restrukturyzację PKP. Przecież koszty przewozu węgla i koksu są bardzo istotne w rachunku ekonomicznym. Koksownictwo jest nadal deficytową branżą. Zdaniem Andrzeja Warzechy realna jest wizja upadku samodzielnych zakładów koksowniczych. Niepokoi choćby fakt, że straty na sprzedaży dla czterech samodzielnych koksowni wyniosły w 2000 roku przeszło 60 milionów złotych. - Uważam, że powinno się dążyć do tworzenia koncernów węglowo-koksowych - ocenia Andrzeja Warzecha. - Program prywatyzacji Przyjaźni biegnie według harmonogramu określonego przez ministra skarbu. Powołana została komisja, która prowadzi aktualnie rozmowy z trzema oferentami: Jastrzębską Spółką Węglową, PKP i niemiecką firmą Petrokarbochem. Proces trwa i zgodnie z wytyczonym harmonogramem powinien się zakończyć do końca tego roku. Natomiast trzeba sobie jasno powiedzieć, że dużym problemem jest stan zadłużenia naszego przedsiębiorstwa i sposób przeprowadzenia restrukturyzacji finansowej. Koksownia "Przyjaźń" przy konwersji zadłużenia na akcje ma jednak szansę wyjść na prostą. Na przestrzeni tego roku w każdym miesiącu osiągamy zysk na sprzedaży. Jesteśmy koksownią sprzedającą na eksport, a nasz koks jest ceniony na rynkach dużych hut zachodnioeuropejskich, głównie niemieckich. To konsekwencja tego, że rynek polski jest ograniczony i dalej się kurczy. Co więcej, zapotrzebowanie na koks w kraju spada.

 

×

DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU JEST DOSTĘPNA DLA SUBSKRYBENTÓW STREFY PREMIUM PORTALU WNP.PL

lub poznaj nasze plany abonamentowe i wybierz odpowiedni dla siebie. Nie masz konta? Kliknij i załóż konto!

KOMENTARZE (0)

Do artykułu: Kłopoty koksownictwa

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 3.238.104.143
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!